Wojskowość

Jak wypełnić próżnię po Amerykanach?

 W wielu rejonach świata trwają dzisiaj wojny, w których aż się prosi o interwencję wielkiego mocarstwa, opierającego paradygmat swojego istnienia na umiłowaniu wolności. Na szczęście nawet Amerykanie nie są tak głupi, żeby pchać się dalej tam, gdzie nikt ich nie chce i gdzie co najwyżej stanowiliby pozycję numer 1 lub 2 na liście generalnych celów pozostałych stron konfliktu. Czasy amerykańskiej hegemonii minęły, jak również minął okres swobodnego desantowania się w różnych miejscach świata i dążenia do utopii jaką był Pax Americana, to za dużo kosztuje – co pokazała już Somalia.

Irak, Afganistan – dwie wojny doprowadzające do totalnej destabilizacji region Bliskiego Wschodu, z których dla USA nie wynikło nic, absolutnie nic pozytywnego. Wojna w Syrii pokazała, że USA są bezsilne, a przynajmniej umieją liczyć pieniądze i wiedzą, że nie ma sensu tam strzelać, gdzie jest wystarczająco dużo broni, że „tubylcy” mogą do siebie strzelać przez kolejne pół wieku, a z pomocą wdzięcznych sąsiadów jeszcze dłużej.

W miarę im bardziej USA będą się uniezależniać od importu energii, tym bardziej mogą popaść w wygodny dla siebie izolacjonizm, a na świecie może „dziać się” jeszcze więcej, jeszcze barwniejszych wydarzeń, które będą bardzo efektownie wyglądały w głównych wydaniach największych międzynarodowych telewizji.

Pytanie jest zasadnicze – czy cywilizowany świat, pragnący pokojowo rozstrzygać konflikty ma się biernie przyglądać kolejnym rzeziom i mordom, czy też ma obowiązek, jest uprawniony, w ostateczności wypada mu – zareagować, tam gdzie dzieje się jawna niesprawiedliwość i destabilizacja pokazuje najgorsze strony natury ludzkiej?

Niezwykle trudno jest na tak przedstawione dylematy odpowiedzieć, albowiem w powyższym pytaniu jest uwikłana cała złożoność dotychczasowego porządku, w którym przecież Amerykanie nie interweniowali w imię wolności lub prawa kogokolwiek do życia w demokracji, interweniowali zawsze wtedy, gdy USA miały w tym interes a sytuacja tego wymagała tzn., nie mieli w pobliżu swojego sojusznika, którego mogli uzbroić po zęby i zachować jakiś poziom równowagi.

Dzisiaj nie można się im dziwić, że na takie eskapady nie mają ochoty, ponieważ większość spraw mogą załatwić poprzez prywatne firmy „optymalizujące” usługi bezpieczeństwa, a w ostateczności własnymi lub niezidentyfikowanymi dronami. Cicho, bez kamer, bez problemów z aprowizacją, zabijać tych co trzeba i tych co mają pecha być w niewłaściwym miejscu i czasie. Niestety – przyzwyczaimy się, że na tym będzie polegać konflikt asymetryczny, patrząc na niego ze strony państw posiadających przewagę technologiczną. W uproszczeniu będzie to praktycznie nieograniczona swoboda zabijania bez bezpośrednich konsekwencji! Więc po co narażać żołnierzy? Ponosić koszty?

Jednakże wojny były, są i będą. Problem polega na tym, że w istocie rzeczy dla niektórych są one bardzo opłacalne, a poza tym przecież po coś się je toczy? W tym właśnie znaczeniu nie mamy wyboru – większą odpowiedzialność będzie musiało wziąć na siebie ONZ, a zwłaszcza państwa aspirujące do roli nowych potęg w międzynarodowym układzie współzależności – dysponujące praktycznie niewyczerpanymi rezerwami ludzkimi, w których morzu ewentualne straty nie będą przekraczały odsetków promili. Problem polega jednak na tym, że te państwa praktycznie nie mają żadnego interesu walczyć poza swoją strefą wpływów, a w niej samej – narażone są na konflikt z innymi dążącymi do dominacji. To poważny problem w ogólnym ujęciu międzynarodowym, ponieważ tak naprawdę nikt nie ma najmniejszej ochoty ginąc na jakichś głupich wojnach za ludzi, którzy sami wpędzili się w kłopoty, albo po prostu nie potrafią się porozumieć.

W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że powoli zaczną się odradzać strefy wpływu. To robi już Turcja, bezlitośnie wykorzystująca słabość i stopniowy rozpad państwa irackiego, jak również Syrii. Podobnie – chroniąc swoich własnych obywateli musiała postąpić Rosja na Kaukazie. Libia ma to szczęście, że ma ropę, więc znajdą się ochotnicy do jej pilnowania, nawet bez silnej władzy państwowej w dotychczasowym rozumieniu władzy w tym państwie. Na Bałkanach wojujące strony zrozumiały, że nie są się w stanie nawzajem w pełni wymordować, nawet we śnie, przez co doszło do generalnej stabilizacji, chociaż pokoju tam długo nie będzie w znaczeniu północnoeuropejskim a cywilizacja kończy się na Węgrzech, może Chorwacji, ale to się jeszcze okaże. Izrael zdominuje swoje otoczenie, o ile bowiem walcząc z państwami musiał liczyć się z tym, że one mają także swoje telewizje i mogą transmitować efekty skuteczności jego uzbrojenia – to walcząc przeciwko terrorystom, będzie mógł pokazać co potrafi, a możemy być spokojni, że potrafi wiele, o wiele więcej niż jego wrogom się wydaje. Róg Afryki to dramat – Somalia co dzień płaci krwią za upadek państwa, a ONZ jakoś nie kwapi się do uznania istniejących na jej terytorium bytów państwowych, z których co najmniej jedno radzi sobie zdecydowanie dobrze. Sudan Południowy to jedna z nowych – otwartych kart na mapie światowych rozlewów krwi, niestety tam gdzie kumuluje się wieloletnia nienawiść, podtekst religijny, zemsta w znaczeniu plemiennym – tam lepiej nie wchodzić. Afryka centralna i zachodnia – problem Francuzów, którym nie starcza sił, może się okazać miejscem wysłania wojsk europejskich. Niewesoło robi się też w Ameryce Środkowej i Południowej. Meksyk ma problem z przestępczością zorganizowaną i różnej proweniencji partyzantką. Nie dojdzie tam raczej do upadku państwa – sąsiad na to nie pozwoli, jednakże ten kraj czeka długi okres militaryzacji, a szkoda bo ci wspaniali ludzie, którzy wytworzyli tak barwną kulturę zasługują na spokój. Co będzie dalej z Kolumbią, jeszcze nie wiadomo, pomoc z północy pomaga rządowi, jednakże chyba już wszyscy tam rozumieją, że nie da się konfliktu rozwiązać z bronią w ręku.

To tylko przegląd najbardziej widocznych konfliktów w telewizjach. Co się jeszcze i gdzie tli – lepiej nie wiedzieć. Jedno jest pewne, żyjemy w czasach, w których lepiej jest mieć silną armię i być członkiem bloku państw, który może się uzbroić po zęby, ponieważ nie można być pewnym jutra, zwłaszcza że cały szereg małych konfliktów – z powodu braku żandarma, może powodować stałą sumę niebezpieczeństw, którą trzeba będzie wliczać do ogólnego rachunku funkcjonowania np. handlu międzynarodowego. Proszę sobie wyobrazić, jak na handlu Europy z Azją odbiłoby się jakieś szaleństwo wokół Kanału Sueskiego? A takich szaleństw możemy mieć w najbliższym czasie kilka – tuż pod nosem Europy i Rosji. Już dzisiaj widać, że w średniej i dłuższej perspektywie czasowej – jesteśmy skazani na współpracę wojskową, w dobrze pojętym interesie zarówno Unii jak i Federacji. Nikt poważny nie pozwoli na to, żeby los międzynarodowych interesów leżał w rękach kilkunastu idiotów strzelających do statków z RPG-7 i moździerzy! Naprawdę wojny mają kolosalną przyszłość.

5 komentarzy

  1. Trzeba w pierwszej kolejności, zrobić TRYBUNAŁ MIĘDZYNARODOWY – i przeprowadzić proces na wzór norymberskiego.

    • inicjator_wzrostu

      Każdy Trybunał musi mieć za sobą możność wyegzekwowania wyroków. W przypadku MIĘDZYNARODOWEGO Trybunału – musi mieć siłę najsilniejszego mocarstwa i jego zgodę na wyrok.
      Zatem obecnie taki trybunał musiałby mieć zgodę USA.
      Oczywiście – nie do sądzenia obywateli USA, bo na to nie pozwala im ich prawodawstwo.
      Komu się to nie podoba …
      Dalego skończmy z fikcją widzenia demokracji przez okulary USA.

  2. Zgadza się co do USA. Już od kilku lat funkcjonują w USA grupy niezależnych myślicieli tzw. “think tanks” rozważających różne warianty rozwoju sytuacji regionalnej na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej po uniezależnieniu się gospodarki USA od dostaw ropy naftowej z tamtych regionów.

    Dodatkowym i to raczej złowróżbnym znakiem dla tamtejszych producentów jest bliski odpisania Traktat o Wolnym Handlu Transatlantyckim, który Kanada i Unia podpisały kilka miesięcy temu, a USA wchodzą na początku marca w trzecią fazę jego negocjacji z Unią Europejską, co najprawdopodobniej zakończy się podpisaniem tego traktatu najpóźniej do końca bieżącego roku.

    Traktat ten będzie również poważnym zagrożeniem dla częściowo monopolistycznej pozycji rosyjskich eksporterów gazu ziemnego do Unii, co wprawdzie nie wyeliminuje ich z tego rynku, ale zredukuje o połowę ceny w sytuacji, gdy dostawy rosyjskie będą mogły być w każdej chwili zastąpione tańszymi dostawami z alternatywnych źródeł.

    Nie można również nie zauważać potencjalnych korzyści płynących z takiego rozwoju sytuacji, gdzie państwa w rodzaju Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Kuwejtu nie będą w stanie dłużej finansować globalnego islamskiego terroryzmu, a przynajmniej robić tego w obecnej skali.

    Reasumując, globalna równowaga najprawdopodobniej nie zostanie zachwiana, ale lokalne środki ciężkości zostaną radykalnie przemieszczone. Jak zauważył nieżyjący polski reportażysta Melchior Wańkowicz, od zarania dziejów, lub co najmniej od czasów pierwszej pisanej historii ludzkości, globalnie mamy średnio około 2.8 różnych lokalnych lub regionalnych wojen rocznie i to się nie zmieniło do dnia dzisiejszego.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.