Wymuskane twarze zdziwionych członków 1 % elity

W głównym nurcie przekaz medialny zza wielkiej wody jest ograniczony głównie do pokazywania sielskich obrazków z ogrodów wokoło Białego Domu, ewentualnie wzbogacanych widokiem wypucowanego prezydenckiego helikoptera. Czasami media dodają nam widok panoramy Manhattanu, kilka wielkich monumentów z Waszyngtonu, może nawet nocne zdjęcia z Atlantic City. Piękny, lukrowany, ciepły i przyjazny obraz Ameryki – raju dla polskiej emigracji od ponad 150 lat.

Osoby posiadające stałe łącze internetowe, odrobinę orientacji w Internecie i podstawową znajomość języka angielskiego mogą skorzystać z licznych transmisji mniej i bardziej poważnych stacji telewizyjnych zza wielkiej wody. Czasami także w mediach europejskich pojawiają się nieco mniej lukrowane materiały. W emisji tego typu programów przodują stacje niemieckie (publiczne) oraz rosyjskie – zwłaszcza tuba propagandowa Kremla RT – mająca zresztą swoją amerykańską pod wersję.

Cóż można zobaczyć na takich nielukrowanych i nie hollywoodzkich obrazach z amerykańskiej ulicy? Tak się składa, że od pewnego czasu kamery pokazują grupki ludzi koczujące w parkach, centrach miast a nawet swego czasu okupujących dostęp do głównego wejścia nowojorskiej giełdy.

Przy odrobinie szczęścia można zobaczyć kontrast, jaki wywołuje zestawienie protestujących 99% z 1% sytej i zdziwionej elity nie do końca rozumiejącej, co się dzieje w bezpośredniej styczności tuż na jej zapleczu. Na ulicy jedni Amerykanie protestują w poczuciu beznadziei a za hartowaną szybą luksusowej restauracji siedzą inni amerykanie, jeden naród mówiący wspólnym językiem, ale tak wiele tych ludzi dzieli – rozziew pomiędzy zadbanymi i wypielęgnowanymi mężczyznami w drogich garniturach i przebijającymi ich stopniem zainwestowania w siebie kobietami – a tłumem odzianych w wełniane czapki i stare ubrania jest szokujący. Ci ludzie nie mają ze sobą nic wspólnego, stanowią dla siebie dwa odrębne światy – żyjące na innych biegunach. Obie grupy przyglądają się sobie nawzajem, elita z zaciekawieniem dziwi się – nie rozumiejąc, o co proletariatowi chodzi. Proletariat, czyli ci na zewnątrz, mają już tylko ideę, często to ludzie, którzy w wyniku machinacji tych pierwszych stracili domy, normalne życie, prace, godność, poczucie wartości, chęć do życia. Często to młodzi, nie gorzej wykształceni od elity, – ale pozbawieni szans na start w zastałych strukturach, gdzie często twardość pośladków i zdolność szybkiego przebierania majtek w toalecie decydują o stanowisku pracy wartym setki tysięcy dolarów. Wszędzie jest zło, korupcja i niesprawiedliwość. Także w USA, jednakże tam wygląda ona szczególnie dramatycznie, albowiem patrząc na te dwie grupy i jedni i drudzy z perspektywy przeciętnego Polaka są nieosiągalne, albowiem nawet poziom biednego Amerykanina żyjącego na zasiłku to najprawdopodobniej dom na przedmieściu, klimatyzacja, telewizja kablowa i kilkuletni samochód. O przywilejach życia tamtejszych elit i skali ich konsumpcji lepiej nawet nie myśleć.

O co zatem tym 99% chodzi? Czy to współcześni Komunardzi? Nowi rewolucjoniści, których odwieczny paradygmat konfliktu klasowego i niesprawiedliwości wypchnął na ulice ultra bogatych amerykańskich metropolii? Co decyduje o sukcesie lub upadku człowieka? Pochodzenie? Znajomości? Uroda? Zdolności? Szczęście? Brak szacunku do godności niektórych części własnego ciała? Z jednej strony szyby mamy gromadę wyuzdanych i sytych burżujów, w istocie drwiących z pałętających się na ulicy pętaków. A z drugiej obserwujemy tych samych pewnych siebie członków najlepiej zarabiającej na świecie elity – tak jak ryby zamknięte w akwarium, w chwili na sekundę przed zauważeniem, że właśnie zaczyna uchodzić z niego woda! Dwa światy zarządzających i zarządzanych – wzajemnie od siebie zależne, w znacznej mierze się uzupełniające i będące dwoma stronami tej samej amerykańskiej monety – nagle stają naprzeciwko siebie. Bez słowa, wymieniając jedynie spojrzenia pełne pogardy i niezrozumienia.

Trudno ocenić, co czeka USA w kwestii przemian społecznych. Pewnym jest jedno – nagle znaczna ilość tamtejszych ludzi uświadomiła sobie, że coś jest nie tak. Nie chodzi o to, że ich rząd dla sportu bombarduje i niszczy odległe kraje, a przez to nie ma na kolejną bibliotekę w jakichś odległych od cywilizacji i zapomnianych przez rząd federalny hrabstwach. Problemem dla Amerykanów staje się fundament funkcjonowania ich kraju, który przez dwa wieki był najlepszą rękojmią na powodzenie, zadowolenie i budowę imperium.

Jedną z ciekawostek systemowych mediów jest to, że niezwykle trudno jest znaleźć tłumaczenie postulatów noszonych na transparentach przez protestujących ludzi. Czego się oni domagają można z łatwością sprawdzić na każdej stronie internetowej, przeważnie nie są to jakieś wzniosłe hasła.

Kiełkujący konflikt klasowy w USA jest faktem. Mówi o nim nawet pan Brzeziński. Można jedynie mieć nadzieję, że z czasem zacznie się on upowszechniać i rozwijać – osiągnie coraz większe segmenty amerykańskiego społeczeństwa. Może to odmieni świat? Kilka tysięcy odzianych w gałgany ludzi bez perspektyw z postulatami wypisanymi pisakami na kartonie przytoczonym do ciała? Świat widział już różne rewolucje, zdarzało się, że najpotężniejsze reżimy upadały z powodu braku tak banalnych spraw jak cukier… Nawet, jeżeli „99%” nie powalą Amerykańskiego systemu na kolana, to zadadzą mu cios.

Naprawdę żyjemy w ciekawych czasach!

2 thoughts on “Wymuskane twarze zdziwionych członków 1 % elity

  • 22 maja 2012 o 08:59
    Permalink

    “oby nie przyszło ci żyć w ciekawych czasach”
    cytat bodajże T. Pratchett’a

    Odpowiedz
  • 22 maja 2012 o 19:28
    Permalink

    Powoli przestaje obowiązywać hasło że “chciwość jest dobra”.
    Wystarczy jak to wejdzie w życie i już będzie lepiej.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.