Nie wykreujemy sztucznie „Doliny krzemowej”, ale klastry można i trzeba wspierać!

W przededniu nowego budżetu Unii Europejskiej, gdzie znowelizowane zasady przyznawania pomocy finansowej będą promowały działania na rzecz budowy Gospodarki Opartej na Wiedzy, należy się zastanowić wedle jakich kryteriów przyznawać pieniądze. Tutaj zasadnicza uwaga – nie na co, albowiem o tym najlepiej niech decydują eksperci dziedzinowi, wystarczą teoretycy i może jacyś fachowcy od komercjalizacji – sprzedaży, a właśnie jak, czyli wedle jakich kryteriów rozdawać pieniądze.

Stworzony system stymulowania gospodarki w zasadzie działa, oczywiście są dziury w całym i można napisać tysiąc felietonów piętnujących głupotę, złodziejstwo lub po prostu bylejakość – jak chociażby w przypadku patologicznej cyfryzacji administracji państwowej, jednakże co do zasady – sam model wspierania biznesu w inkubatorach, różnego rodzaju regionalnych agencjach, czy też na podstawie centralnych grantów jest jak najbardziej poprawny, trudno inaczej wyobrazić sobie system w warunkach przetargów, kwot wydatków bez przetargu, a następnie szaleńczej sprawozdawczości wszystkiego ze wszystkiego i wszystkim.

Województwa przez wyborami mają ciśnienie na sukcesy, nie ma lepszego sukcesu niż wykazanie się innowacyjnością i tworzeniem warunków dla działalności gospodarczej nowego typu, najnowszych przedsięwzięć itd. Pomysły na tworzenie polskiej „Nokii”, czy też całej „Doliny Krzemowej” to standardowe banialuki, które nie mogą się udać z tego powodu, że kreowanie administracyjnie tego typu tworów, ma tyle wspólnego z innowacyjnością co loty w kosmos z prasowaniem koszul (czyli wspólną wartością jest teflon). Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, żeby państwo, a pośrednio cały mechanizm – nastawiły się na wspieranie wszelkiego rodzaju inicjatyw klastrowych grupujących wokół wiodących w rejonie przedsiębiorstw i uczelni wyższych – wszystkich zainteresowanych daną branżą lub współdziałaniem przy opracowywaniu np. standardów dla branży lub wspólnego produktów, czy też gamy produktów.

To nie muszą być od razu nanorurki, ani grafen. Na początek wystarczy wspierać to co jest – np. producentów obuwia, producentów mebli i akcesoriów odpowiednio: obuwniczych, meblarskich, kompozytów itd. Miejsca bardziej kreatywne mogą stawiać na design, zaplecza drukarskie na druk, jeszcze inne na odlewnictwo itp. Umiejętne połączenie potencjałów różnych podmiotów – w sieci, oczywiście wirtualnej, oczywiście poddanej analizie na zasadzie zaawansowanych baz danych, wsparte procesami poważnej promocji międzynarodowej jak również scenariuszowaniem możliwości rozwojowych – ma mieć zawsze jeden cel – generowanie gotówki dla członków klastra, umożliwiającej im rozwijanie ich działalności, a z czasem – składanie się na to, co na początku finansują władze publiczne, ponieważ działanie w grupie – nawet podmiotów konkurencyjnych jest jak najbardziej korzystne.

Proponowany schemat ma jeszcze to znaczenie, że w praktyce w około 85% dotyczył by adresowania wsparcia dla podmiotów z sektora Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz uczelni wyższych – zarówno państwowych jak i prywatnych. Wielkie firmy mają u nas montownie, często nie mają nawet central decyzyjnych na szczeblu operacyjnym umożliwiających rozpoczęcie współpracy, która owocowałaby np. korzystaniem z lokalnego serwisu bez konieczności sprowadzania go z drugiego końca Europy, jednakże musimy pamiętać, że właśnie wielkie firmy mają własne łańcuchy logistycznego kreowania wartości i to jest ich wartość. My musimy myśleć o czymś podobnym w takiej skali jaka nam pozostała i na jaką będą pieniądze.

Kluczowe dla powodzenia jest unikanie administracyjnego zadęcia, no bo jak wielkie i poważne województwo może wspierać kogoś, kto produkuje np. deski do WC lub artykuły funeralne (może to złe słowo, ale brzmi lepiej niż przemysł cmentarniczy). Jednak właśnie o to chodzi, żeby adresować wsparcie na tym poziomie aplikacji funkcjonalno-jakościowej jaki istnieje realnie w danej przestrzeni społeczno-gospodarczej. W ten sposób może nie ma się szczególnie strzelistych aspiracji, ale nie zmarnuje się środków na tak kochane przez panów marszałków „białe słonie” i wszelkiego rodzaju wodotryski. Oczywiście nikt nie zakazuje mieć jednej czy dwóch perełek i ich szlifować! Jednakże przeważająca część pieniędzy pomocowych powinna być szyta na miarę, w taki sposób, żeby ten kto otrzyma dotacje wykazał jakiej stopy zwrotu dzięki zastosowanym rozwiązaniom spodziewa się i w jakim okresie.

Całość wymaga odwagi i decyzji politycznych, nie są potrzebne żadne opasłe programy, strategie, czy też analizy, ściślej nie są potrzebne na pierwszym etapie – gdzie trzeba się kierować tym co jest najważniejsze – uczciwością, zdrowym rozsądkiem i fachową wiedzą z danej dziedziny – pozwalającą ocenić, czy to co proponuje przedsiębiorca ma sens, czy też jest próbą otrzymania kroplówki na jakiś czas bez konsekwencji przejedzenia pieniędzy. Biorąc pod uwagę naszą skalę ogólnego złodziejstwa i naturalną chęć większości do kombinowania i kreowania fikcji – warto się zastanowić nad mechanizmem kontraktowania, to znaczy każdy kto dostaje dotacje powinien się zobowiązać że w określonym okresie przyniesie ona taką a taką stopę zwrotu (w jakiejś tolerancji), w tym tyle a tyle podatków, przy czym różnicę – będzie musiał spłacić przez kolejny okres czasu bez oprocentowania – wpłacając określone kwoty do instytucji wspierającej. W istocie więc, dla tych którym by się nie udało byłby to leasing, ewentualnie kredyt z odroczoną formą płatności (w zależności od kwestii własności finansowanych rozwiązań/urządzeń). Jednakże lepsze jest to niż nic, albo pełna fikcja rozdawnictwa nie gwarantująca niczego, poza takimi przypadkami gdzie – przetarg wygrywa spółka „kolegów” z partii lub „byłych kolegów” z partii, bo wiadomo, że takie przypadki już istnieją i mają się doskonale w przedbiegach do nowych funduszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.