Soft Power

Wykluczenie Polski z rozmów na temat Ukrainy pokazuje realne miejsce naszego kraju

 Wykluczenie Polski z rozmów na temat Ukrainy pokazuje realne miejsce naszego kraju, to jest prawdziwa spuścizna rządów pana Donalda Tuska i jego ministra spraw zagranicznych, którego nazwisko nie padnie na naszym portalu ze względu na troskę o emocje czytelników.

Jeżeli ktoś się będzie pytał o efekty polityki wschodniej rządu pana Tuska, zwanej „partactwem wschodnim”, to jest nim właśnie trwała izolacja naszego kraju, obniżenie naszej rangi formalnej w realiach międzynarodowych i wskazanie miejsca, które otaczająca nas wspólnota międzynarodowa jest skłonna w naszym przypadku tolerować, przy czym wcale nie jest powiedziane, że za politykę pana Tuska i jego urzędników nie przyjdzie nam zapłacić rachunku.

Realnie jako podmiotowość nie istniejemy, nasz głos w temacie Ukrainy nie ma żadnego znaczenia, nie liczy się. To dziwne, nawet jak na standardy regionalnych polityk unijnych, gdzie trudno jest sobie wyobrazić, żeby w sprawach dotyczących np. Morza Śródziemnego i problematyki relacji z krajami Afryki Północnej nie uczestniczyły Włochy lub Francja, czy też Hiszpania. Niestety jednak w realiach wschodnich, Polska prawdopodobnie uznana za niewiarygodną – nie jest zupełnie uwzględniania w pierwszym garniturze państw prowadzących prawdziwe negocjacje i podejmujących ustalenia. W istocie jest to hańba dla obecnie rządzących krajem, że do takiego stanu dopuścili i nikt nie został za to rozliczony, poza honorową dymisją i złotym spadochronem dla byłego ministra spraw zagranicznych, aczkolwiek nie można powiedzieć, żeby jego następca był lepszy.

Podobnie było przecież w Jałcie i Poczdamie, również toczyły się tam ważne negocjacje dotyczące całego regionu – mocarstwa zachodnie w ogóle nie były zainteresowane podmiotowością Polski, o której realne interesy dbał wówczas – w swojej logice – Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Jak widać, po latach – nic się nie zmieniło, nadal jesteśmy krajem, dla którego kluczowe sprawy ustala ktoś inny, z tą różnicą że Rosja póki co jest wobec nas obojętna – jeszcze…

Gdybyśmy chcieli być złośliwi, moglibyśmy zapytać – a gdzie jest ten wielki promotor sprawy polskiej i rzekomy gwarant naszego bezpieczeństwa – ojczyzna wolności, matecznik demokracji, równości, „supermocarstwo”, z którym mamy podobno uprzywilejowane stosunki? Gdzie jest wsparcie dyplomatyczne i faktyczne w postaci np. dwóch dywizji pancerno-zmechanizowanych i kilku brygad oraz istotnych elementów floty oraz wydzielonych pododdziałów lotnictwa – wraz z taktyczną bronią jądrową, pokazujących wyraźnie i dobitnie, że Polska jest sojusznikiem Wielkiej Potęgi i ta Potęga, nie pozwoli na to, żeby Polsce stała się krzywda, a zarazem, żeby ktokolwiek jej wiernego i sprawdzonego sojusznika w Europie pomijał. Co tyczyłoby się zarówno naszych wschodnich partnerów, ale także wywarło odpowiednie wrażenie w Europie zachodniej. No gdzie jest kraj o którego względy z taką gorliwością zabiegało tyle rządów przez kolejne lata? Nie ma nawet realnego wsparcia dyplomatycznego, w zamian za to jest koncepcja „tarczy antyrakietowej”, która na nic jest taktycznie i strategicznie Polsce, natomiast będzie stanowić jedynie cel dla pocisków jądrowych potencjalnego przeciwnika – o czym nikt społeczeństwu nie mówi, ponieważ u nas społeczeństwu w ogóle mało się mówi.

W układach regionalnych Europy Środkowej również nie istniejemy, ponieważ Czechy, Słowacja, Węgry, Austria – mają odmienne nastawienie od nas jeżeli chodzi o kwestie wschodnie. W przypadku państw bałtyckich należy z szacunkiem odnosić się do planów popełnienia samobójstwa państwowego przez Litwę, ale przekazanie broni o wartości kilkudziesięciu tysięcy Euro dla Ukrainy jest po prostu trudne w ogóle do zrozumienia. Co do pozostałych państw bałtyckich – trudno jest ocenić ich realne zachowanie się, albowiem niektóre z tych państw prowadzą politykę wewnętrznego apartheidu wobec mniejszości narodowych na swoim terenie, przez co same w końcu staną się źródłem problemu w regionie, ponieważ nikt nie pozwoli się bez końca upokarzać.

Nie mamy więc co liczyć, ani na układ regionalny, ani na mocarstwa europejskie, ani na państwo z którym mamy rzekomo uprzywilejowane stosunki. Nawet Szwecja, która przez kilka lat w sposób zupełnie niezrozumiały angażowała się w partactwo wschodnie, po zmianie ekipy rządzącej zapomniała o nas i o całym partactwie – bezpieczna za Bałtykiem. Idea wielonarodowej Rzeczpospolitej także się nie odrodzi, ponieważ Białorusini są rozsądnymi ludźmi i nie dadzą się nabrać na żadne podkolorowane rewolucje.

Wnioski są smutne – zostaliśmy sami, a nad naszymi głowami przelatują samoloty z decydentami na spotkania w Kijowie, Moskwie i Mińsku. O ile z Jałty i Poczdamu nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków, to czas najwyższy takowe wyciągnąć z tej klęski dyplomacji rządu w Polsce. Jeżeli ktokolwiek ma jakiekolwiek wątpliwości, niech się zastanowi, dlaczego nie było pana Tuska w Moskwie razem z przywódcami Niemiec i Francji? Przecież sprawy reprezentowania Unii za granicą, należą do jego fundamentalnych obowiązków! Tak, w praktyce wygląda pilnowanie unijnych żyrandoli i kandelabrów…

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

3 komentarze

  1. Wbrew pozorom, moim zdaniem jest sytuacja zupełnie zrozumiała. Niemcy i Francja są związane z Europą jako całością i o nią grają. Po co włączać podmiot, określany jako “amerykański koń trojański”. Rozmowy są trudne, niema sensu ich bardziej komplikować pilnując kretyna mogącego coś palnąć i wszystko zepsuć. Zawsze uważałem , iż mamy genialnych polityków. Genialnych w tym znaczeniu, że potrafią schrzanić coś co inni uważają za niemożliwe do schrzanienia.

    • Ciekawe co kieruje “naszymi politykami” przy podejmowaniu strategicznych decyzji o losie 38mln ludzi. Może wszyscy decydenci zakładają, że po nas choćby potop, gromadzimy jak najwięcej dóbr doczesnych a nasze dzieci sobie z nimi jakoś poradzą w odległym zakątku kuli ziemskiej. A może chcieliby coś zrobić ale boją się służb stojących na straży wierności właściwym siłom jak to przedstawił w swojej spowiedzi John Perkins. A może obie opcje wchodzą w grę?

  2. inicjator_wzrostu

    Żeby kogokolwiek wykluczać, należy gdzieś być, należeć, istnieć.
    A nas po prostu nie ma.

    Parę banków zachodnich i równina nad Wisłą.

    No i kilka automatów z Coca-Colą w Warszawie.

    Skąd to wysokie mniemanie o nas, o Polsce.

    Nas już nie ma, bo nigdy nas nie było.

    Jeszcze Rosjanie trochę poważnie nas traktowali, bo to było dla nich ważne ze względu na swoje wojska w b. NRD.

    Dla mieszkańców Teksasu jesteśmy mniej, albo tyle samo warci co Hutu.

    Jakiś “dziki kraj” … i “KAMIENI KUPA”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.