Polityka

Wydatki reprezentacyjne Platformy Obywatelskiej po prostu bulwersują ludzi

 Wydatki reprezentacyjne Platformy Obywatelskiej na różnych szczeblach władzy i w różnych regionach po prostu bulwersują ludzi. Kolejna gazeta ujawniła kolejne domniemania, których nie ma sensu nawet przytaczać i komentować, ot tam fryzjer za 3600 zł z groszami, gdzieś indziej jakieś 4000 zł na alkohole – to wszystko i tak blednie przy wcześniejszych wydatkach reprezentacyjnych na sukienki pani Tusk i garnitury pana Tuska, jak również boiska i inne – niepotwierdzone, więc nie powtarzamy propagandy.

Oczywiście bezwzględnie tak wysoki urzędnik jak premier – powinien mieć miesięcznie dostępny duży fundusz reprezentacyjny, do wydawania wedle własnego uznania – na co chce i bez rozliczania. Podobnie partie polityczne powinny mieć dotacje z budżetu – z jednym ograniczeniem, konieczności publicznego uzasadnienia każdego wydatku. Co do tych kwestii nie ma o czym dyskutować, władza ma swoje przywileje i z nich zawsze korzysta. Trzeba to zalegalizować i skończyć z szopką.

Niestety to nie jest takie łatwe, zwłaszcza w naszym społeczeństwie, które jest po prostu totalnie biedne i nie ma pieniędzy – ludziom żyjącym z dnia na dzień lub od wypłaty do wypłaty trudno jest wytłumaczyć potrzebę wydatków reprezentacyjnych premiera i jego małżonki, nie mówiąc już o wydatkach jakichś pośledniejszych polityków. To po prostu nie jest możliwe, żeby ktoś kto jest w podeszłym wieku i żyje z renty na poziomie 700 zł lub nieco więcej, borykając się z chorobami i nie posiadając zdolności do samodzielnej egzystencji i zarobkowania – miał cieszyć się z fundowania cygar, czy też win przewodom pokarmowym naszych przywódców. Tu nie ma dyskusji – żadnej, ponieważ miejsce argumentów wypełniają emocje. Zresztą jak najbardziej uzasadnione, albowiem obraz skali nadużyć do jakich doprowadziła Platforma Obywatelska powoli zaczyna przerażać, a z pewnością powoduje niesmak, albowiem dla zwykłego człowieka takie wydatki są nieosiągalne.

Popatrzmy na sprawę nieco szerzej, mianowicie czy nasz rząd – w końcu kraju, którego obywatele uznają 13 letni VW Golf III „w dieslu” za ciągle wartościowy samochód – może „bujać się” najnowszymi „zabawkami” koncernu samochodowego z Monachium? Może warto byłoby, żeby kupowali tańsze modele, albo decydowali się na samochody używane? Dlaczego władza ma mieć lepiej – jeżeli przecież na zachodzie do dobrego tonu należy okazywanie skromności przez polityków (poza Francją, która jak wiadomo jest wielka i wspaniała)? Może rzeczywiście powinniśmy uregulować tą dziedzinę życia państwowego i wyraźnie nakazać jakimi samochodami może jeździć i kto?

Prawdopodobnie wówczas doszłoby do dramatów, albowiem wszystkie instytucje rządowe i samorządowe oraz firmy państwowe dokonywałyby na gwałt wymiany flot samochodowych! No bo przecież nie wypada jeździć lepszym samochodem niż premier!

Czy ktoś pamięta pana premiera Waldemara Pawlaka – jak kazał wozić się „Polonezem z FSO”? Może to będzie zbyt duże uproszczenie, ale trzeba umieć kojarzyć fakty i wiedzieć dokąd nas ten redukcjonizm doprowadził pod Smoleńskiem.

Niestety zawsze jest coś za coś. Premier prawie 40 milionowego kraju (wliczając trzodę chlewną) powinien mieć zapewnione odpowiednie warunki pracy – nadające mu status równy jego kolegom z Unii Europejskiej, w stosunku do których nie tylko nie powinien być we własnym odczuciu biedniejszym krewnym, ale ma wyglądać na równego najważniejszym. Jeżeli ktoś nie rozumie dlaczego – niech poczyta o wizerunku i pierwszym wrażeniu. Naprawdę czasy siermiężnych garniturów z nylonu, w których czuć mężczyznę z kilku metrów przeminęły. Jakość kosztuje. Jeżeli więc chcemy, żeby nasza elita mogła „korespondować” poziomem odniesienia do swoich partnerów, to powinniśmy im lepiej płacić i wówczas po prostu wymagać odpowiedniego poziomu reprezentacji. Jednakże kto się zgodzi na to, żeby premier państwa zarabiał miesięcznie około 350 tys., zł a prezydent co najmniej z pół miliona? Za te pieniądze panowie mogliby naprawdę godnie nas reprezentować i nie przejmować się didaskaliami. Jednakże na taki poziom wynagrodzeń – na poziomie wyższym od dochodów Business Unit Managera w biznesie – nikt się nie zgodzi. Politycy by pożarli paznokcie ze zgryzoty, a elektorat, zwłaszcza ten czytający bardziej różnego rodzaju prasę „popularną” miałby używanie.

Niestety mamy taką sytuację jaką mamy, mamy takie społeczeństwo jakie mamy i mamy taki poziom przeciętnych dochodów jaki mamy. Jeżeli zwycięży w nas to podejście – równania w dół, to też to będzie metoda. Jednakże powiedzmy o tym wprost i to wyświetlmy wszem i wobec. Póki co więc wydatki reprezentacyjne Platformy Obywatelskiej po prostu będą bulwersować ludzi, zwłaszcza tych dla których 700 zł netto miesięcznie to próg ich wydatków!

Wniosek – wszyscy powinniśmy więcej zarabiać.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.