Polityka

WTC 9/11 – konsekwencje geostrategiczne

 W tym roku minęła okrągła dwucyfrowa rocznica jednego z największych jednorazowych aktów terroru w czasach nowożytnych.

Wydarzenie to, ma konsekwencje, których jeszcze w pełni nie poznaliśmy – a już zaliczyliśmy dwie wojny – iracką i afgańską, w których jako kraj i sojusznik się mocno zaangażowaliśmy.

Stosunek zachodu do cywilizacji islamskiej przez wieki ewaluował, generalnie zawsze był konfrontacyjny. Nie wziął się znikąd, albowiem to Arabowie krzewiąc wiarę – zaatakowali pierwsi. Oczywiście to nie uzasadnia w żadnej mierze kolonizacji i prób zawładnięcia ich majątku przez pazerne zachodnie korporacje, ale wskazuje, że konflikt ma głębokie podłoże ontologiczne i nie da się go w sposób prosty rozwiązać. Nasze systemy społeczno-polityczne różni wszystko. Przede wszystkim kultura i religia, a częściowo post-religia i to nie tylko z obu stron. Na zachodzie wiara dla wielu to przeżytek a państwa islamskie również mają podwójną o ile nie potrójną moralność, albowiem coś, co jest „haram” w Arabii Saudyjskiej może się świetnie sprzedawać w Kuwejcie lub Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w tym oczywiście Saudyjczykom i Saudyjkom.

Skutkiem prowadzenia wojen stało się uzależnienie największego państwa zachodu od pożyczek, USA w praktyce zbankrutowały i drukują puste pieniądze na pokrycie swoich zobowiązań.

W efekcie, nic nie jest dzisiaj takie, jakim było ponad 10 lat temu, stare dobre czasy nie wrócą. Pomimo wydania kilu bilionów dolarów na wojny, Ameryka i zachód, nie są ani odrobinę bardziej bezpieczne a dalsza przyszłość wskazuje na daleko idące konfrontacje. To, czego doświadczyliśmy to dopiero początek konfliktu cywilizacji, religii i sposobu oglądania świata. Czy się to nam podoba czy nie, już uczestniczymy w tej wojnie, bezpośrednio na polach Afganistanu i pośrednio w konflikcie o dostęp do rynków, surowców i przestrzeni do życia. Albowiem inaczej obcej kulturowo okupacji dużych części zachodnich miast nie można nazwać, jak właśnie polem walki i o przestrzeń do życia i to za nasze przeważnie pieniądze.

Zrozumienie kulturowej inności, odmiennego świata wartości, sposobu percepcji i co najistotniejsze rozróżniania dobra od zła – jest w społecznościach islamskich DIAMETRALNIE INNE niż w krajach wyrosłych na kulturze chrześcijańskiej i w znacznej części Izraela. Głównym sensem tej różnicy jest to, że tamta kultura odmawia naszej prawa do istnienia, jako rzekomo błędnej i omylnej. Dla muzułmanów jesteśmy osobami, które nie poznały prawdy i trzeba je na nią nawrócić.

Implikacje wydarzeń 9/11 dla przyszłości będą cyklicznie powracać, przypominać o sobie aż skończy się to pełnoskalowym konfliktem i starciem cywilizacji. Społeczeństwa zachodu, także mają swoją odporność i wcześniej czy później zrodzą falę szowinizmu, ksenofobii i wrogości do obcych kulturowo, którzy się nie asymilowali i stanowią element kulturowo odrębny, w odczuciu większości – zagrożenie. Kwestią czasu jest, dojście do władzy polityków o radykalnych poglądach. Co to będzie oznaczać dla Francji, Wielkiej Brytanii lub Niemiec łatwo sobie wyobrazić. Polityka „multikulti” się nigdzie nawet w USA nie sprawdziła, jej chore efekty i wynaturzenia widać na ulicach zachodnich miast. Pewnych rzeczy pogodzić się nie da, a na pewno turbanów i minispódniczek.

Jednakże to nie jest kluczowy problem, bez względu na to, jaką tragedię dla tysięcy ludzi będzie to oznaczać. Najpoważniejszą konsekwencją 9/11 jest to, że nic już nie będzie takie samo, a nasz sielankowy styl życia, bez wojen, wysiedleń, ludobójstwa i burzenia domów odszedł w przeszłość.

Wracamy do realiów tarczy i miecza, jedno jest do obrony drugie do zadawania ciosów – głównie po to, żeby nie trzeba było się bronić. Musimy o tym pamiętać, ale czy nasza cywilizacja jest gotowa na takie przeistoczenie? Czy postwoodstokowe dzieci kwiaty mogą przeistoczyć się w ludzką dżdżownicę zakutą w stalowe hełmy i maszerującą w butach podkutych gwoździami jak na słynnym filmie Triumph des Willens? Czy w ogóle jesteśmy wstanie sobie wyobrazić potrzebę np. przekazywania połowy budżetu na obronę i wyekspediowania milionowej lub dwu milionowej armii na ekspedycję daleko od granic naszego kraju?

Prawdopodobnie nie bardzo, albowiem z trudem utrzymujemy dwa tysiące dzielnych chłopaków w Afganistanie, jesteśmy społeczeństwem zawistnych pacyfistów – nikt nie wyobraża sobie, że jego dom, rodzina i styl życia mogłyby być zagrożone a niestety są i to, od co najmniej 10 lat. Okres bezpiecznego planowania przyszłości mamy już dawno za sobą.

Gorsze, bardziej nie pewne i drogie jest dopiero przed nami. Czeka nas prawdziwa konfrontacja i to w warunkach stałego zapotrzebowania na ropę, którą można kupić głównie w krajach islamskich.

Sposobem na pokonanie nieprzyjaciela w sposób najbardziej skuteczny jest unik, który spowoduje, że tenże się zmęczy. Unikiem może być skok technologiczny, który zachód, jeżeli chce utrzymać swoją supremację – musi dokonać. Stopniowo będzie z tym coraz trudniej, albowiem słabniemy na wszystkich polach, aczkolwiek jeszcze nie jesteśmy na równi pochyłej, sytuacja wymaga reform i odważnych decyzji. Zwłaszcza rozsądnego alokowania środków i wzięcia się uczciwie do pracy.

Nie można produkować wszystkiego na dalekim wschodzie, albowiem to powoduje systemową asymetrię, cóż z tego, że mamy tanie produkty, – jeżeli mamy całą klasę ludzi, niedostosowanych ekonomicznie i społecznie, niezdolnych do rozwoju i adekwatnej do oczekiwań konsumpcji. Uwolnione z kupowania tańszych produktów zasoby, nie napędzają wzrostu technologicznego, albowiem on dokonuje się we własnym tempie. Nie ma po prostu rynku na nowoczesne dobra, bo zbyt wielu na nie, nie stać.

Najlepiej byłoby wygrać konflikt, nie wypowiadając i nie prowadząc żadnej wojny. W tej chwili, to Izrael jest na pierwszej linii. Jutro linia frontu może przebiegać pod Budapesztem lub Wiedniem. Dlatego należy możliwie umiejętnie wykorzystać napięcia i spory wewnątrz cywilizacji islamu tak, aby muzułmanie byli sami zajęci sobą – jak w większości przypadków nadal się dzieje. Poza tym, nie bez znaczenia jest nastawienie cywilizacji hindusów i cywilizacji chińskiej. Oni mają swoje interesy, generalnie zbieżne z naszymi. Na szczęście geografia izoluje zachód, czego nie da się powiedzieć o Rosji.

Reasumując musimy, jako społeczeństwo i jako kraj przygotować się do ery konfliktów. Czekają nas niespokojne czasy, w których trzeba inwestować w swoje bezpieczeństwo, – aby znowu nie być pod obcym butem.

Dlatego pamiętając o ofiarach WTC, szykujmy się do obrony, aby uniknąć lub zminimalizować własne.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.