Ekonomia

Wszystko jest rynkiem w gospodarstwie rynkowej

 Wszystko jest rynkiem w gospodarce rynkowej – nawet w społecznej gospodarce rynkowej. Nie ma czegoś takiego, żeby można było powiedzieć, że coś rynkiem nie jest lub nie podlega prawom rynku. Kwestią zewnętrznej interwencji, jej natężenia i kierunków jest to na ile dany rynek upublicznimy oraz wprowadzimy do niego mechanizmy umożliwiające jego funkcjonowanie na zasadach umożliwiających dostęp inny niż standardowe reguły rynkowe.

Niedawno w Sejmie czołowy polityk głównej partii opozycyjnej powiedział, że „Sfera służby zdrowia to sfera pozarynkowa.” Nie ma nic bardziej mylnego niż tego typu retoryka i gra słowami, nie ma czegoś takiego jak sfera pozarynkowa – rynek decyduje o wszystkim, czy to się nam lub państwu polskiemu podoba czy nie! Rynek jest kategorią istniejącą obiektywnie i samodzielnie – tak jak istnieje ludzi indywidualizm, chciwość i chytrość.

W gospodarce centralnie planowanej o socjalistyczno-komunistycznym paradygmacie kształtowania dochodu narodowego – można było powiedzieć, że coś nie jest rynkiem lub jest poza rynkiem, albowiem rynek był tam silnie osłabiony przez narzucone administracyjnie regulacje – tak znacznie, że na poziomie pierwotnej akumulacji nie działał indywidualizm, chytrość i chciwość. Preferencje indywidualne to było coś odrębnego od rynku, – o którym decydował system centralnego planowania.

Problem pozorności bycia poza rynkiem jakiejś sfery – np. sfery służby zdrowia polega na tym, że ją po prostu trzeba finansować, żeby w gospodarce rynkowej mogła funkcjonować i wykonywać swoją działalność operacyjną. Oznacza to, że owszem w odbiorze dla pojedynczych beneficjentów system może być darmowy, jednakże w ostateczności płaci się za ten przywilej na innym etapie konsumpcji, z innym rozłożeniem akcentów oraz bez powiązania z usługą. Konieczność finansowania nie jest przy tym wynikiem jakiegoś wielkiego spisku, nie jest też winą przysłowiowego „Tuska”, jak również nie odpowiadają za niego Żydzi lub Księża! Finansowanie jest niezbędne, dlatego, ponieważ najzwyczajniej w świecie funkcjonowanie systemu służby zdrowia – świadczącego usługi polegające na leczeniu – powoduje koszty! Wyrażane w realnym pieniądzu – poprzez zgłaszanie na rynku szeregu potrzeb wymagających finalnego sfinansowania.

W Polsce umówiliśmy się, że służba zdrowia, jako system w dostępie dla pojedynczych beneficjentów jest darmowa. Jednakże zarazem gwarant tej darmowości – opodatkowuje nas wszystkich pracujących na koszty para podatku zwanego składką na powszechne ubezpieczenie zdrowotne (lub podobnie kłamliwie, co nie ma żadnego znaczenia, bo w istocie to jest podatek) – jest to odpowiednio 9% na podatek zdrowotny i 2,45% na podatek chorobowy. Tyle płacimy na utrzymanie systemu, który jest darmowy w odbiorze – jednakże, co każdy może sprawdzić na własnych dochodach – w praktyce jest finansowany przez obywateli z pośrednictwem państwa i jego administracji specjalnej, której lepiej nie wymieniać, jeżeli nie chce się człowiek denerwować.

Państwo w swojej omnipotencji – przekonane konstytucyjnie, co do faktu, że służba zdrowia jest poza rynkiem i musi być za darmo jest w stanie kontrolować ceny usług i ich standardy, przez co generalnie reguluje ich podaż – a ściślej darmową podaż w ramach swojego zobowiązania wobec obywateli. W efekcie rynek i tak weryfikuje chciejstwo państwa, albowiem zakres, jakość i standard niektórych rodzajów świadczeń medycznych oferowanych przez publiczną służbę zdrowia jest tak porażająco niski i odstający od realiów rynkowych, – że nastąpiła ich prawie całkowita prywatyzacja, to znaczy – ludzie się pogodzili, że nie mają, co liczyć na państwo i sami płacą za część swoich opłaconych już przecież i przynależnych im usług. Najlepszym przykładem jest stomatologia. Bez komentarza, z pozdrowieniami dla uroczej pani doktor autora!

Niestety w wyniku decydowania przez państwo ile i jakich usług i w jakim standardzie dostarczy – dochodzi do patologii i ogólnego obniżenia sprawności systemu opieki zdrowotnej. Można to łatwo stwierdzić porównując metody leczenia zaawansowanych i rzadkich chorób (np. nowotworowych) w Polsce i za granicą np. w Czechach, nie mówiąc już o Niemczech, bo z nimi akurat to moglibyśmy się porównywać z przesunięciem o 70 lat do tyłu jak byli pod alianckimi bombami…

Jedynym sposobem na funkcjonowanie czegoś za darmo – pomimo wyższych kosztów i przy zaniżanych cenach, dodatkowo trzymanych sztywnie w gorsecie uzgodnień, limitów i tabel – jest reglamentacja. Ponieważ wprowadzenie reglamentacji opartej o ewidencjonowanie oznaczałoby dyskryminację nikt na to nie wyrazi zgody, przynajmniej oficjalnie. Jednakże nie można dalej utrzymywać fikcji, w której system, któremu każemy być za darmo – odrzuca osoby słabsze i nieumiejące wymusić na nim swojego prawa, za które teoretycznie wcześniej przed płacili.

Mając na uwadze powyższe widać jak szkodliwe są głupoty wypowiadane przez polityków, albowiem ani system zdrowotny nie jest za darmo, ani nie jest bezpłatny, ani nie jest prawdą, że nic nie kosztuje. Nie ma darmowych obiadów – zawsze ktoś musi finalnie zapłacić.

One Comment

  1. Do tej patologii w służbie zdrowia dodałbym panujący w Klinikach szpitali uniwersyteckich dawno już zapomniany ustrój: FEUDALIZM.
    W tym FEUDALIZMIE personel pomocniczy jest traktowany jak chłop pańszczyźniany.
    A pacjent?
    Pacjent jest traktowany jak CZERŃ CHŁOPSKA na Ukrainie przez polskich panów, w okresie powstań Chmielnickiego.
    Poza nieskrywaną pogardą dla pacjentów (tych z NFZ) idzie byle jakie rozpoznawanie chorób, mimo posiadanej aparatury.
    Dobrze że nasz na pal nie chcą nabijać!
    Bo to by i tak wyszło na sekcji w patomorfologii.
    Do tego handlują narządami zmarłych …
    Ale to już inny temat.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.