Polityka

Wszystko ciągle rządowi się nie udaje?

 To niesamowite, nie da się zrozumieć, dlaczego w zasadzie wszystkie inicjatywy legislacyjne rządu pana Donalda Tuska albo się nie udają, albo nie udaje się to, co nimi zamierzono. W ostatnim czasie mieliśmy dwa nowe – zupełnie świeże i oderwane od problemów autostradowo-infrastrukturalnych przypadki. Po pierwsze nie udało się wdrożenie ustawy śmieciowej w sposób inny niż droga przez mękę i absurdy a po drugie, – co jest już totalnym kuriozum, rząd sam się cieszył z „uwalenia” przez Sejm jego własnej ustawy znanej powszechnie jako zakaz uboju rytualnego.

W efekcie pracy legislacyjnej rządu mamy oto stan taki, że podatek gminny od wyrzucania śmieci będzie różny w całej Polsce, co więcej w każdej gminie będą różne zasady selekcji i wyrzucania śmieci. System został rozłożony już na starcie – nie liczy się nic, tylko nowe etaty urzędnicze zajmujące się kontrolowaniem i logistyką śmieci. W piękny sposób słuchając się euroidiotów zastąpiliśmy dobry system w istocie rynkowy – systemem regulowanym, cofając nasz kraj o dziesięciolecia, jeżeli chodzi o obsługę odpadów komunalnych. Plus taki z tej ustawy, że wreszcie wiadomo, kto jest właścicielem odpadków, jakie pozostają po naszym bytowaniu, więcej korzyści nie widać. Widać chaos, bałagan, brak pojemników, szkoda słów, albowiem to można było zrobić w sposób banalny cztery lata temu wydając ustawę i rozporządzenia, do których samorządy i przedsiębiorcy mieliby czas się dostosować, no a wyszło jak wyszło, czyli jak zwykle po polsku, czyli byle jak, jednakże w tym przypadku na szczęście to nikomu nie przeszkadza i nikogo to nie interesuje.

W kwestii uboju rytualnego poszło trochę gorzej, otóż rząd z pełną świadomością popsuł interesy branży wartej około 1,5 mld złotych rocznie, – czyli uderzył w gigantyczne pieniądze. Poza tym przeprowadzając nieudolną ustawę, sam sobie nie zdawał sprawy z równolegle funkcjonujących przepisów prawnych dotyczących stosunku państwa do żydowskiej wspólnoty religijnej. Zupełnie zapominając przy tym o polskich Muzułmanach i Karaimach, – co prawda nie są to wspólnoty szczególnie liczne, ale mają bardzo bogatą około 600 letnią historię! Wyszło jak wyszło, Muzułmanie nie mogą legalnie zjeść swojej własnej krowy, jeżeli chcieliby ją zabić halal. W sposób banalny skopano kilka setek lat liczącą tradycję.

Jednakże tutaj podniósł się krzyk, albowiem okazało się, że wspólnota żydowska nie jest naiwna i zadziałała ze wsparciem diaspory i zrobił się kwas, albowiem okazało się że nie do końca możemy być suwerenni we własnym kraju, jeżeli chcemy być niekontrowersyjni. Oczywiście można to różnie interpretować, jednakże liczy się fakt – za decyzję polskiego Sejmu zostaliśmy zrugani przez ministerstwo spraw zagranicznych innego państwa! A także kilka niezwykle wpływowych organizacji międzynarodowych zajmujących się sprawami żydowskimi, nawet premier musiał bronić się przed zarzutami rozszerzanymi na Holokaust! Wyszło jak wyszło, Żydzi, Muzułmanie, Karaimowie – mogą czuć się obywatelami drugiej kategorii. Żeby było totalnie śmiesznie, po fakcie jeden z ministrów zleca ekspertyzę prawną mającą stwierdzić, czy nie ma konfliktu pomiędzy ustawą o ochronie zwierząt a ustawą o stosunku państwa do żydowskiej wspólnoty religijnej. Mniejsza z tym, mleko się rozlało i nie jest koszerne!

Wnioski – to muszą być tematy zastępcze jakimi rząd karmi media, ponieważ to nie jest możliwe, żeby nasza władza – obecny rząd popełniał takie błędy w sposób świadomy.

Być może rząd świadomie popełnia takie błędy pozwalając sobie na strzały do własnej bramki, ponieważ o wiele wygodniej jest mu zarządzać naszą rzeczywistością poprzez chaos niż gdyby była ona uporządkowana i szyta na miarę.

Na przykładzie tych dwóch kolejnych następujących po sobie wydarzeń widać, że z pracą legislacyjną jest coś mocno nie tak. Czy to nie jest jednak już psucie państwa? No bo jak inaczej nazwać rzeczywistość, w której rząd nie przykłada się do roboty, ewentualnie prawie cieszy się, że jego własna ustawa nie przeszła, a do tego wszystkiego jeszcze nie jest w stanie działać z wyprzedzeniem w taki sposób, żeby wszyscy interesariusze mogli przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości zanim zacznie ona prawnie obowiązywać? Czy u nas naprawdę wszystko musi być po polsku?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.