Historia

Wszyscy mamy jednakowe żołądki!

 Miałam okazję obserwować „Solidarność” w moim zakładzie pracy – centrali handlu zagranicznego. Związek „S” powstał w 1981 roku. Zapisało się od razu kilkanaście osób. Być może były to przyczyny ideologiczne – obalić „komunę”, ale następni „solidarnościowcy” zgłaszali się do Związku z bardzo przyziemnych powodów. W moim dziale były dwie takie panie, które regularnie obchodziły imieniny wszystkich swoich kumpli. Wyglądało to tak, że po przyjściu do pracy, po wypiciu herbaty, ubierały się i wychodziły po kwiatki dla solenizanta w danym dniu. Następnie organizowały pochód dla złożenia życzeń. Po wręczeniu kwiatów, prezencików i uściskach, bohater dnia wybiegał po słodycze i wino. Przed końcem dnia rozpoczynały się obchody imienin już dla wszystkich okolicznych pracowników i gości. Kiedy zostałam kierownikiem działu, dosyć dużego – 18 pracowników – postanowiłam ukrócić te „uroczystości”. Ponieważ te dwie panie nie chciały się podporządkować, (widocznie już im to „weszło w krew”) złożyłam wniosek o zwolnienie ich z pracy. Natychmiast pomaszerowały do przewodniczącego „S”, zapisały się do Związku i od tej pory były nietykalne.

Ja podałam taki przykład, ale były też inne: ktoś się do pracy w handlu zagranicznym nie nadawał, nie umiał współpracować z zespołem, wywoływał regularnie konflikty itp. zagrożony zwolnieniem – natychmiast biegł zapisać się do „Solidarności”. Tak wyglądało to od strony zakładu pracy a odgórnie było jeszcze ciekawiej. Hasło robotników Stoczni było takie: „Socjalizm tak – wypaczenia nie” i z żądaniem likwidacji tych wypaczeń robotnicy wystąpili przeciwko władzy.

Nie wiem, kto był autorem następnego hasła: ci robotnicy, czy kierujący nimi intelektualiści i politycy opozycyjni, czy Kościół, ale to było takie hasło: „WSZYSCY MAMY JEDNAKOWE  ŻOŁĄDKI!!!

To hasło wykrzykiwane było na głównych ulicach miast, na transparentach, w pochodach i na różnych manifestacjach i demonstracjach „Solidarności”.

Dlaczego dzisiaj tak dokładnie się na ten temat milczy?

Bo trudno by było znaleźć wtedy (i zawsze zresztą) hasło bardziej populistyczne?

To w praktyce oznaczało, że niżej wykwalifikowani i opłacani pracownicy natychmiast zaczęli sprawdzać, ile zarabiają dyrektorzy, specjaliści, intelektualiści, i porównywali ich zarobki do swoich. Sama byłam świadkiem rozmowy sprzątaczki z dyrektorem w jednej z firm, gdzie wykrzykiwała, że nie będzie pracować za takie marne pieniądze, skoro on zarabia kilka razy więcej.

Atmosfera była tak rozhuśtana, że pracownicy jednej z fabryk mebli w Gdańsku ogłosili strajk, bo dyrektor nie podał ręki działaczom Solidarności, kiedy wszedł na ich zebranie. Oświadczyli, że to uwłaczało ich godności. Nie korzystam w tej chwili z żadnych opracowań z zakresu polityki społecznej państwa, ale z głowy podaję kilka przykładów:

  • nie wolno było zwolnić jedynego żywiciela rodziny ani żadnego związkowca ani kogoś, kto przebywał na zwolnieniu lekarskim,
  • nie wolno było opóźnić wypłaty pracownikowi nawet o jeden dzień,
  • za ponad ośmiogodzinny dzień pracy przysługiwało dodatkowe wynagrodzenie,
  • leczenie było bezpłatne, wczasy ulgowe, emeryci i renciści mieli całkowicie bezpłatne lekarstwa
  • bezdomnych i bezrobotnych w Polsce (poza dobrowolnymi i dramatycznymi przypadkami) prawie nie było.

Bez względu na to, czy był to system racjonalny czy niedorzeczny, na pewno w interesie ludzi pracy nie była walka z „komuną” o system, który jest obecnie. Dziesięć milionów ludzi dało się uwieść hasłu, że wszyscy mamy jednakowe żołądki.

Dlatego nie jest ważne, co pan poseł Niesiołowski jadał kiedyś – mógł to być szczaw – ważne jest, co jada dzisiaj. Bo to samo powinniśmy jadać wszyscy w Polsce. A już na pewno dzieci polskie powinny jadać to samo, co przykładowo dzieci tego pana posła. Jestem ciekawa, jaką dzisiaj teorię ma pan poseł na temat żołądków w kontekście coraz większej liczby dzieci głodnych w kraju?

Pani posłanka Julia Pitera uznała, że dzieci nie jadają, bo u nas nie ma kultury jedzenia śniadań. W mojej szkole – za „komuny” – dzieci jadały, dzisiaj w szkołach zamiast posiłków zapewne są modły.

Pan poseł Szejnfeld wyjaśnił, że dzieci bywają czasami głodne, gdzie „rodzice chleją wódę”. Chciałam przypomnieć panu posłowi, że ludzie „Solidarności” tłumaczyli kiedyś wszystkim, że ludzie piją wódę wiadomo dlaczego, bo KOMUNA!!!

Panie pośle, dlaczego „chleją” dzisiaj w Polsce, w najszczęśliwszym systemie i na zielonej wyspie – oazie spokoju i dobrobytu?.

I jeszcze mały komentarz do postawy byłego senatora Zbigniewa Romaszewskiego. Pan senator wyjaśniał, że musiał wystąpić o odszkodowanie za dwa lata odsiadki w poprzednim ustroju, bo emerytura o ile dobrze pamiętam 4.200 zł nie pozwala mu żyć godnie. Otrzymał chyba 240 tys. złotych odszkodowania!

A więc nie NIEPODLEGŁA, WOLNA i DEMOKRATYCZNA daje poczucie życia godnego, tylko forsa!!! Powyżej 4.200 zł miesięcznie. Pan Prezydent Lech Wałęsa oświadczył, że to obrzydliwe, ale środowisko prawicowo-liberalne uważa, że to jest w porządku.

Zatem ilu obywatelom tego społeczeństwa formacja „tak mi dopomóż Bóg” zapewnia dzisiaj godne życie? Ewentualnie – przynajmniej napełnienie żołądków?

One Comment

  1. Bardzo ciekawe refleksje.
    Ja dodałbym do tego hasła o równych żołądkach drugie: KTO NIE PRACUJE – TEN NIE JE.
    Takie hasła obowiązywały w łagrach na Syberii i hitlerowskich obozach koncentracyjnych.
    Były oszukańcze, bo chodziło o wykańczanie ludzi ciężka pracą, ale zdrowy i młody człowiek w zasadzie mógł przetrwać.
    Ta cała REWOLUCJA SOLIDARNOŚCI doprowadziła w Polsce do zmiany ustroju na neoliberalny, skutkujący likwidacja zakładów pracy.
    Hasłem obowiązującym stało się stwierdzenie, że CHCIWOŚĆ JEST DOBRA.
    Likwidacja miejsc pracy, poza złodziejska prywatyzacją miała soje miejsce również w chęci pozbycia się przez Zachód konkurencji.
    Do tego doszedł postęp technologiczny, realizowany dla zysku, nie dla zapewnienia miejsc pracy ZWYCIĘSKIM ROBOTNIKOM.
    Dlatego nie jest już możliwa realizacja totalitarnego hasła: KTO NIE RABOTAJET – NIE KUSZAJET.
    Brakuje pracy, więc należy zapomnieć o jedzeniu.
    I tak oto zobaczyliśmy, jak właściciele środków produkcji w PRL (a byli nimi ludzie pracy) – pozbawili się ich i to ochoczo.
    Mają to czego chcieli.
    No i co z tego że wszyscy mamy jednakowe żołądki?
    Równie dobrze mogli pisać na transparentach : WSZYSCY MAMY PO 10 PALCÓW! Za wyjątkiem tych, co nie przestrzegali przepisów BHP w pracy z obcinarką …
    Hasło “chciwość jest dobra” ma zawsze przewagę nad hasłem “mamy dwie wolne i chętne do pracy ręce”.
    Pierwsze jest aktywne i pozwala dominować tych, co tylko występują z ofertą, że oczekują pracy.
    Po prostu tę ofertę można zignorować, co obecnie widzimy.
    A jeść się chce.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.