Społeczeństwo

Wszyscy kradną wszystko wszędzie!

 Poszukując frazy najdonioślej opisującej rzeczywistość naszego państwa nie da się chyba lepiej opisać istniejącego stanu niż poprzez stwierdzenie, że prawie wszyscy kradną prawie wszystko – prawie wszędzie. Dotyczy to zarówno elit i przedstawicieli establishmentu jak i zwykłych obywateli. Jeżeli jest okazja – z pewnością zostanie ona wykorzystana i znajdzie się amator cudzej własności.

Oczywiście ryba psuje się od głowy – musimy przyznać, że nasza władza nie próżnuje, jeżeli chodzi o przyznawanie sobie nagród, których podstawę i zasadność niezwykle trudno jest uzasadnić. Premie i innego rodzaju wypłaty okazjonalne w instytucjach bezpośrednio podporządkowanych decyzjom polityków to nic innego jak zwykły skok na publiczną kasę, no, bo jak tu sobie nie przyznać nagrody – premii lub dodatku specjalnego, jeżeli nikt cię Polaku lub Polko nie może skontrolować? Korzystaj ile się da ile masz wesołości w duszy! Czego zresztą byliśmy świadkami w ostatnich dniach, kiedy to okazało się, że władza zwierzchnia najwyższej władzy w kraju wynagrodziła się bardziej niż doskonale.

Poniżej wcale nie jest inaczej – jedynie różnie się nazywa realizowanie tzw. przetargów publicznych – budowa dróg i autostrad w naszym kraju to wyzwanie epokowe, nie można się, więc dziwić, że budujemy najdroższe w znanym cywilizowanym świecie zachodnim w uwarunkowaniach nizinnych! Droższe zapewne są górskie odcinki szwajcarskich lub austriackich autostrad lub dróg ekspresowych, natomiast nasze są drogie, albowiem nie oszukujmy się – w cenie uwzględnione są koszty administracji. Ten, kto spodziewał się, że przy podziale największego finansowego tortu w kraju – nie będzie sępów i hien? Oczywiście zjawiły się masowo obstawiając wszystkie przetargi – dowody na zmowę cenową mamy na taśmach udostępnionych przez organa upoważnione do ścigania tego typu nieprawidłowości. Możemy się na nich ze zdziwieniem przekonać, jak dorośli mężczyźni – rozmawiają ze sobą o ściąganiu majtek i innych mniej lub bardziej wesołych sposobach wzajemnego indagowania się. To fascynujące, albowiem element podejrzany zawsze wytwarza swój specyficzny język, którym się posługuje do celów opisywania własnych zachowań. W ten sposób zawsze działały osoby będące poza strukturami oficjalnymi – piraci, przestępcy, złodzieje, zabójcy. To bardzo efektywny sposób na zmylenie wszystkich, którzy słuchać przekazu nie powinni – no i zawsze można kłamać w żywe oczy przed sądem, że rozmawiało się z kolegą o jego majtkach, albowiem lubi się fetysz znoszonej męskiej bielizny – wolny kraj – wolnych ludzi nie ma ograniczeń.

Jednakże nie tylko wielki biznes zachowuje się dziwnie, w codziennych sytuacjach także mamy do czynienia z kradzieżami, najczęściej realizowanymi wprost poprzez zabranie towaru ze sklepu i ukrycie go przed sprzedawcą, albo jawne zabranie i ucieczkę lub w połączeniu z rozbojem. Jest to do tego stopnia powszechne, że w niektórych sklepach w „zaklętych’ dzielnicach naszych miast sprzedawczynie i sprzedawcy – podchodzą do każdego klienta z dużą dozą podejrzliwości, przez co trudno jest wręcz robić zakupy.

Co ciekawe – nasze prawo zupełnie różnie podchodzi do tych trzech poziomów złodziejstwa, albowiem uczciwie w wolnej prasie nazywajmy rzeczy po imieniu. No, bo jak inaczej nazwać samo-wynagradzanie się przez polityków i ich pociotków w momencie, gdy ludzie biednieją z dnia na dzień i nie mają pieniędzy i pracy? Jak inaczej nazwać system popierania złodziejstwa przy przetargach na kawałeczki dróg publicznych? No i może dla poprawności politycznej zwykłą kradzież nazwijmy jeszcze inaczej? Jednakże zwróćmy uwagę, że prawo jest tym surowsze im niżej oddziałuje – na poziomie samozadowolonej z siebie władzy w ogóle nie ma mowy o złodziejstwie, tam wszystko jest w jak najlepszym porządku i nie może być mowy nawet o nadwątleniu kwestii etycznych, a co dopiero, o jakich kol wiek zarzutach przekroczenia kompetencji. Tak wysoko jak portfele posłów – nie sięga bowiem żadna władza. Wielki biznes? Od zawsze rządził się swoimi regułami – od zawsze jest w stanie zwalić na system, na urzędników, na procedury albo na warunki, których nie mógł przewidzieć. Od tego ma nieprzeliczone tabuny – najlepiej opłacanych i najlepiej ustawionych adwokatów! Wszędzie pójdą, wszystko załatwią – nie ma w ogóle mowy o bezpośrednim ponoszeniu odpowiedzialności, odczuwaniu niedogodności związanych z przestępstwem, zwłaszcza jeżeli to jest usankcjonowane przez system! Nie ma w ogóle, o czym mówić. Jeżeli jesteś wielki i masz pieniądze – nie masz się, o co bać, nawet polskie sądy nie będą miały obaw o mataczenie, przecież poręczy znany adwokat lub jakaś zaawansowana w kontaktach z elitą sitwa.

Natomiast, jeżeli jesteś zwykłym robaczkiem, który zapragnie wzmocnić swój jadłospis – darmową czekoladą, której jak masz nadzieję czytelniku – nie zobaczy sklepowy detektyw, to nie obejdzie się bez kontaktu z Policją, sądem, prokuratorem i skazania cię! Oczywiście, jeżeli przekroczysz określony poziom szkodliwości społecznej, bo jeżeli jesteś poniżej dolnej granicy, to w ogóle nie ma, o czym mówić – możesz jedynie dostać w zęby i kop w to miejsce, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę od ochroniarzy sklepowych lub wynajętego patrolu prywatnej policji, który przyjeżdża po schwytanego delikwenta.

Wniosek? Najlepiej jest popełniać usankcjonowane złodziejstwo, które nie jest definiowane w procedurach karnych – najnormalniej w świecie grabiąc naród, z czego się tylko da i ile się da, albowiem, jako przedstawicielowi elity rządzącej się należy. Ewentualnie fajnie jest także być bogatym biznesmenem, – kiedy stać człowieka na wykonywanie poważnych ruchów a wszystko, co robimy ma osłonę prawną. Natomiast bycie zwykłym złodziejem jest po prostu nudne i niebezpieczne, no, bo co to za przyjemność szarpać się z jakimś ochroniarzem.

Swoją drogą, jednak ciekawie jest skonstruowane nasze państwo – bat jest zawsze na najsłabszych. Namaszczeni są poza systemem, bogaci sobie poradzą, – ponieważ system sam ich ochroni, jedynie poniosą koszty.

2 komentarze

  1. Och, grabież narodu przez takie czy inne elity bardzo łatwo można ukrócić i dziwne, że Tusk na to nie wpadł.

    Podobno komunistyczny premier Jaroszewicz miał zwyczaj dzwonić do mennicy mówiąc: “przynieście mi tu,towarzysze,teczkę świeżych banknotów”. Po czym rozdawał z tej teczki – temu garść, tamtemu dwie.

    Podobny zwyczaj opisuje Kapuściński: oto cesarz Haile-Selassie miał specjalnego urzędnika-“woreczkowego”, który podczas audiencji wyjmował z woreczka garściami dolary i rozdawał ministrom.

    Nasz premier niech zakupi taki woreczek z koźlej skórki albo, po prostu, niech da znajomkom nr telefonu do mennicy. I zaraz Krakauer przestanie się bulwersować.

  2. Żądnej Ameryki @autor nie odkrywa.
    Zawsze były i są różne sprawiedliwości.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.