Ogólna, Technologia

Wszechwładza przeglądarek

 Wiemy już o tym, ze jeden z kandydatów w wyborach prezydenckich, jak również powszechnie znany od lat polski artysta – pan Paweł Kukiz – dosłownie zniknął z wiodącej wyszukiwarki. Sytuacja rzeczywiście swoista, bardzo łatwo można, bowiem w ten sposób spowodować, że konkretna osoba traci chwilowa i całkowitą rozpoznawalność w Internecie, dzisiaj podstawowym źródle informacji. Podobno winą był błąd w algorytmie wyszukiwania, który steruje robotem wyszukiwarki. Nie jest tajemnicą, że firmy udostępniające wyszukiwarki są w stanie tak modyfikować algorytmy wyszukiwania, żeby udzielać jawnych lub ukrytych preferencji.

Problem polega na tym, że preferencje mogą być także negatywne, a to już przestaje być śmieszne w kontekście wolności słowa, swobody wypowiedzi i prawa do informacji. Można zaryzykować tezę, że wyszukiwarki internetowe są dzisiaj pierwszym wykładnikiem, jakości demokracji, albowiem decydują o bezpośrednim dostępie do informacji milionów ludzi, będących równoległymi użytkownikami Internetu.

Wiele podmiotów publikujących w Internecie, w tym m.in. ten portal – posiada własne obserwacje w przedmiocie funkcjonowania wiodących wyszukiwarek, które indeksują natychmiast po publikacji wszelkie nowe treści w Internecie. Szczególnie ciekawe są serwisy automatycznie agregujące informacje, najpierw na podstawie słów kluczowych – wrzucając na początek rankingu te, które są najpopularniejsze a następnie segregując je wedle kolejnych trafień i kliknięć użytkowników. W wielu uzasadnionych i udokumentowanych przypadkach działania niektórych z wyszukiwarek i co najmniej jednego z serwisów dochodzi stale do jakiegoś rodzaju manipulacji. Mianowicie najpierw robot działający zgodnie z algorytmem, którego działanie można mniej więcej przewidzieć – rozpoznaje teksty i je porządkuje, a następnie – po tym jak prawdopodobnie treść tekstu zostaje zweryfikowana przez „niewidzialną rękę” cenzora, dana pozycja znika z rankingu, nawet jeżeli w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu minut zdobyła znaczną ilość odbiorców.

Niestety nie da się temu przeciwdziałać, zwłaszcza w realiach braku regulacji ruchu w Internecie, który podlega prawom zwykłego zmonopolizowania przez wiodącego dostawcę usług. Pozwanie takiego podmiotu nie ma żadnego sensu, albowiem lepiej jest w ogóle być w wyszukiwarce niż być z niej wykluczonym, o czym swego czasu przekonali się boleśnie niemieccy dostawcy treści, którym się wydawało, że mogą żądać od wiodącego dostawcy usług internetowych opłat za pobierane od nich treści. Przez krótki okres z wyników wyszukiwania w niemieckojęzycznym Internecie zniknęło bardzo wiele nawet kluczowych tytułów prasowych!

Dzisiaj nie bez powodu mówi się, że jeżeli nie ma Cię w pewnej wyszukiwarce, to w istocie nie istniejesz. Niestety jest w tym wiele prawdy z wyjątkiem Chin i Rosji. Te dwa kraje nie poddały się monopolowi globalnych firm, z których jedna jest szczególnie drapieżna i opanowała naprawdę globalny rynek. Oba kraje posiadają własne rozwiązania w zakresie segregowania treści w Internecie i udostępniania ich użytkownikom, co ciekawe, co najmniej w przypadku Chin, tamtejszemu rządowi udało się zmusić globalnych gigantów do podporządkowania się lokalnemu prawu. W Efekcie wyniki wyszukiwania takich samych fraz w przypadku części zapytań różnią się pomiędzy Chinami a „resztą świata”, chociaż usług często dostarcza ta sama firma. W Federacji Rosyjskiej udało się to, czego nie udało się osiągnąć w Europie. Rosyjski „Yandex” jest oczywistą alternatywą dla wiodącego dostawcy, niestety europejska wyszukiwarka „Quaero” miała mniej szczęścia, chociaż Francja zrobiła bardzo wiele, żeby ten potrzebny Europie projekt się udał.

Musimy mieć świadomość, że w warunkach monopolu jednej wiodącej wyszukiwarki w skali globalnej to, co ujawnił pan Edward Snowden jest nie tylko przerażające, ale po prostu szokuje. Przy tym, bowiem Orwell to niewinna fantazja literata, żyjemy w o wiele groźniejszych realiach, których wpływu na nasze codzienne życie niestety nie widzimy, tak jak widzowie nie widzą w teatrze całej mechaniki napędzającej to, co dzieje się na scenie.

W interesie świata jest stworzenie takich realiów systemowych, w których w warunkach dominacji jednej z wiodących wyszukiwarek, inne będą mogły korzystać z jej potencjału, w jakiś czas po zaistnieniu tej dominacji. Chodzi o to, żeby nie ograniczać rozwoju wiodącej technologii, ale zarazem żeby inne podmioty – cały rynek mógł za nią nadążać, w takiej odległości żeby wiodącemu dalej opłacało się być wiodącym a nadążającym opłacało się starać o zdobycie palmy pierwszeństwa.

One Comment

  1. Wierny_czytelnik

    To znany problem na zachodzie, gdzie jest jeszcze gorzej – jak nie zapłacisz, to cię nie ma w wyszukiwarce, tj. jesteś ale prędzej znajdziesz stronę lokalnej pizzeri w Bangladeszu niż za rogiem 🙂 to się nazywa postęp technologiczny 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.