Ekonomia

Wstyd i eksperci

 Krzyż nad drzwiami w Sejmie, powieszony chyłkiem, a więc ze wstydem, bo w nocy, nie narusza prawa. Tak stwierdzili eksperci. Katolicka większość w osobie pani Kopaczowej mogła bez ryzyka o to spytać by otrzymać niemal pewny argument do ręki. Podobizna Angeliny Jolie nad marszałkiem też by prawa nie naruszała, jak sądzę, choć ekspertem nie jestem, no może gdyby ta Angelina miała jakieś istotne niedostatki w odzieniu. Ale i wtedy, moim zdaniem, wyznawcy Angeliny, a na pewno takich ma, upieraliby się przy twierdzeniu, że to akt tylko, środek artystycznego wyrazu podkreślający ponadczasowe piękno ludzkiego ciała, – czyli Boskiego tworu.  Bo tak już jest z ideologiami i ekspertami od nich. Wszystko da się uzasadnić. Zależy od opcji, humoru, przekonań eksperta. Dlatego chroń nas Panie przed ekspertami z Twojej łaski.

Według wielu ekspertów symbolem piękna i dobra jest wizerunek mężczyzny pobitego i przybitego gwoździami do drewnianych belek, ze skutkiem śmiertelnym. Bo stał się symbolem i dziś nikt nie widzi tego, co widzi tylko zupełnie co innego. Podobnie jest z dyskusją, jaka rozpętała się pod tekstem o śmierci więźnia, któremu odmówiono lekarskiej pomocy. Nikt w nim nie widział człowieka, a tylko symbol zła, tym razem. Oto, bowiem XXI wiek, nie jakieś pobożne średniowiecze i jego lochy – nowoczesny zakład karny w środku Europy, który ma resocjalizować, czyli naprawiać spaczone charaktery. Człowiek choruje, współwięźniowie błagają o pomoc. Przychodzi pielęgniarka z rytualnym: „nic mu nie będzie”. W rezultacie rano w celi nadpsuwa się trup, który jeszcze niedawno był człowiekiem. Niestety, na pryczy, nie na krzyżu, bo wtedy, być może, zasługiwałby na współczucie rozdyskutowanego forum ekspertów od zbrodni i kary. A co polscy katolicy mają do powiedzenia na tak oczywistą bezduszność? Więzienie to nie sanatorium, a gdyby zgwałcił twoją siostrę albo dał ci w zęby… niech umiera. Pominę ten drobiazg, że niewielu polskich katolików widzi związek między – rytualnym – współczuciem dla człowieka zamęczonego na krzyżu z wymogiem elementarnego współczucia dla człowieka umierającego bez pomocy na pryczy. Do tych przemówi tylko argument obrazkowy, z nimi samymi w roli głównej. Szanowni polscy eksperci od teorii penitencjarnych. W więzieniu w każdej chwili może się znaleźć każdy z was. Niekoniecznie za gwałt na czyjejś siostrze. Za to, że potrącicie kogoś na przejściu dla pieszych, bo gadaliście przez komórkę. Ile ja widzę takich przypadków, osobliwie wśród kobiet. Za to, że ściągnęliście za darmo plik z Internetu, a to przecież czyjaś własność, he he, intelektualna. Za to, że coś tam pokręciliście z podatkiem. Za to nawet, że kumpel poczęstował was ziołem, o czym dawno zapomnieliście, ale jakiś okruch poniewiera się wam w kieszeni… Tak, taką mądrą ustawę wypichciła kiedyś nasza loża szyderców ze zdrowego rozsądku, zwana dla żartu sejmem RP. Szczerze wam wszystkim życzę, byście za cokolwiek znaleźli się w więzieniu, tam zachorowali i by nikt nie udzielił wam pomocy. Amen.

Inny rodzaj ekspertów, jakich mógłbym tu przedstawić w charakterze przykładu, to ekonomiści. Gdyby technologia znajdowała się dziś na poziomie nauk ekonomicznych, nadal jeździlibyśmy na osiołkach, koń jeszcze nie byłby wynaleziony a koncepcję koła moglibyśmy poznać wyłącznie drogą kontaktu z obcą cywilizacją, która zabłądziłaby, zbaczając ze swego kosmicznego szlaku, z powodu awarii, do naszego zaścianka. Może jestem dla ekonomistów niesprawiedliwy, jednak po pierwsze, takie są prawa autora humoresek, który bezstronności nikomu nie ślubował, po drugie zaś każdy, kto spojrzy na stan światowej gospodarki przyzna, że nikt nad tym nie panuje, a co gorsza – nikt nie wie nawet, co się w niej dzieje. A o poziomie dyskusji, jaka się toczy na temat stanu światowych finansów świadczy najlepiej fakt, że ekonomiści spierają się właśnie, czy wrócić do złota, by handlować jak Sumerowie, czy też pozostać przy fenickim wynalazku poświadczonych tabliczek. Hej… może pora już pomyśleć, o ile macie taki organ na czubku głowy, o jakichś innych sposobach spędzania wolnego czasu przez człowieka niż tylko realizowanie autodestrukcyjnego nakazu produkowania coraz więcej coraz mniej potrzebnych przedmiotów i usług? A wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wasze problemy cudownie się rozwiążą. Może, strach pomyśleć, człowiekowi także pieniądze, – które już żyją własnym życiem i przysparzają zupełnie nowych problemów – wcale nie są do szczęścia potrzebne? Towarów jest dosyć, a nawet nadmiar, tyle, że w jednych miejscach. W innych ludzie mrą z głodu. Puk, puk… czy ktoś to widzi? Świat nie działa poprawnie, wasze teorie się dramatycznie nie sprawdzają, a niektóre są wręcz zbrodnicze, ale może się tylko czepiam.

Najlepszym przykładem aberracji współczesnej ekonomii jest to, co ostatnio dzieje się w Unii Europejskiej. Otóż deliberuje ona, z całą powagą, na jaką stać brukselskich krawaciarzy między śniadaniem a lunchem, jak tu podzielić 500 milionów euro, w ciągu 4 lat, między 40 milionów głodnych obywateli tego europejskiego raju na ziemi. I dochodzą do wniosku, ci nażarci krawaciarze, że nie można pieniędzy tych wydać na nadwyżki żywności. Bo co? Bo się ci głodni rozpuszczą niczym dziadowskie bicze? Jednocześnie te same gremia wypasionych na społecznych pieniądzach mądrali – pieniądzach wyciągniętych z kieszeni także od tych głodnych, podatki każdy przecież płaci nawet, jeśli o tym nie wie – decydują o zasileniu bogatych i sytych 200 miliardami euro, bo skoro się zadłużyli, to trzeba im pomóc, nie? I nawet do myślenia, od którego coraz więcej ludzi odwykło, nie daje im fakt, że pierwsza spieszy Europie z pomocą Rosja, oferując 10 do 20 miliardów dolarów dla MFW, by europejskie banki były jeszcze bogatsze. Tak, ta sama Rosja, która podobno jest biedna i lata świetlne za nami pod każdym innym względem.

A może tak odrobina wstydu, panowie eurokraci? Nie, wstyd i pieniądze w parze nie chodzą. Gdy już 20 mld rosyjskich dolarów wpłynie, gdzie trzeba, znowu zacznie się szydzić z rosyjskiej gospodarki i wytykać niedostatki rosyjskiej demokracji. Ale dopiero wtedy. Bo eksperci zapewne ustalili, że jedno drugiemu nie przeszkadza. Jak krzyż nad drzwiami powieszony chyłkiem nie wadzi prawu i poczuciu przyzwoitości.

Nemo

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.