Współodpowiedzialność I

rgbstock.com Autor: Sanja Gjenero (lusi)
rgbstock.com Autor: Sanja Gjenero (lusi)

Potrzebowałem pomocy. Prostej, niewymyślnej. Pomoc na teraz, na już. Pomocy cennej, natychmiastowej, życzliwej, wręcz braterskiej. Ot takiej, którą mógłby wykonać każdy, kto miałby na to choć odrobinę ochoty i był w na tyle dużej potrzebie, że wykonałby ją za jakieś niewielkie pieniądze. Ewentualnie jakieś fanty, coś co mnie nie będzie potrzebne, a jemu i owszem, i nie bez znaczenia, nie jakieś tam byle co, byle zbyć, byle oczy zamydlić. Coś tam zawsze się takiego napatoczy. Podczas remontu zawsze coś takiego się znajdzie, co ktoś chce się pozbyć i jest to dla niego jakimś tam obciążeniem, kłopotem. Jednocześnie chętnie zaopiekują się tym przeróżnej maści zbieracze. Poszedłem szukać, poprosić o pomoc.

Pomyślałem sobie, że zaczepię miejscowych. Zagadam tutejszych. Może ktoś z tuziemców podejmie zaproszenie i przyjdzie z pomocą. Obserwuję ich już od kilku dni, odkąd się tutaj wprowadziłem. Wciąż się tu kręcą. Łażą w te i nazad. Głównie między swoją „bazą” a zaopatrzeniem w trunek niewybredny, którego jedyną zaletą jest jego cena dość niska, by można było go nabywać łatwo i w wielkich ilościach. I o to chodzi. Dobre czy nie , smakowite czy ohydne, nieważne. Ważne, aby robiło swoje, aby kopało, aby muliło, aby znieczulało, aby dowalało. Tylko to się liczy. Na jakimś etapie tej choroby nic poza tym już się właściwie nie liczy na dłuższą metę. I każdy dzień, każda jego chwila podporządkowana jest temu, aby ów napitek zdobyć, aby nim się nasycić choć na moment. Nim się podelektować. Nim odurzyć.

Ta, będzie z tą pomocą niejaki problem. Wolałbym jednak, aby znalazł się ktoś, kto rano jest jeszcze trzeźwy. Komu grawitacja nie potrząsa horyzontem. W południe nie ma już co na to liczyć. Zatem może rano, rychło świt, możliwie jak najwcześniej. Nim zdołają pójść w tango. Spróbowałem o siódmej. Nie udało mi się. Nie, żebym nikogo nie spotkał. Nie jest to bynajmniej trudne. Zawsze, no niemal zawsze można miejscowych napotkać nieopodal. Mają swoją altanę pod chmurką. Jakaś rozwalająca się szopa, a obok niej kanapa i dwa fotele. Gdy pada, odwracają je do góry nogami, aby nadto nie zamakały. Gdy jest ładnie, pogodnie, słonecznie lub chociażby znośnie, siedzą tam i tyle. Siedzą, gadają, popijają. Czasem zakąszą jakąś zdobyczą. Jeśli ich akurat tam nie ma, są gdzieś w okolicy. Wkrótce powrócą. Może są właśnie w drodze do lub ze sklepu po nowy lub z nowym wypitkiem, który nigdy do końca nie opuszcza ich organizmu. Nigdy całkowicie z nich nie wietrzeje. I tak dzień po dniu. Od rana po noc.

Vocabolarium #3

2016.01.07
Poznań

cisza
to ona poprzedza wszelkie słowo
cisza słowem nabrzmiała
cisza doniosła głęboka grobowa
cisza w sercu zranionym zrodzona
cisza zasłuchana w sobie
niczym niezmącona
cisza złowroga

a potem
potem strumień słów niekontrolowany
słów co tną ostrzej od szabli
słów śmiercionośnych
słów co padają
niczym strzały
i gdyby słowa zabijać mogły
trup słałby się pokosami
aż po horyzont bólu
po kres cierpienia
przelewał przez puchar pretensji do świata
za los niełaskawy
za bezsens istnienia
za miłość okaleczoną
za serce zawiedzione

i znów zapada cisza
cisza lamentów
cisza bezradności
cisza krzycząca rozpaczą
cisza przytłaczająca
cisza śmiertelna
cisza przeszywająca do kości
cisza rwąca serce w strzępy
cisza uszy raniąca

cisza pogardy
cisza zatrwożenia
cisza zrozumienia
cisza skruchy
cisza przebaczenia
cisza niezmącona
cisza zgody na siebie
cisza bez słów
cisza nie do opowiedzenia
cisza zmęczenia
cisza łez przelanych
cisza ukojenia
cisza smutku
cisza żalu
cisza zastygła w czasie
cisza od której uciec niepodobna
i od której uciekać nie trzeba
cisza serce lecząca
cisza zapomnienia
cisza podanej dłoni
cisza oczekiwania na sen
cisza powstania z kolan
cisza przed walką z samym sobą
o lepsze jutro i siebie innego niż teraz

Adam Gabriel Grzelązka

Picie o świcie

Rekonesans dokonany o godzinie siódmej rano niczego pozytywnego nie wniósł. Nikogo trzeźwego nie napotkałem, komu mógłbym zaproponować niewielkie zajęcie i dzięki temu zyskać oczekiwaną pomoc. Najwyraźniej wybrałem się w odwiedziny zbyt późno. Zdążyli się już podchmielić, nasycić, otumanić, zrauszować. Nic to, następnego dnia po prostu przyjdę wcześniej – tak sobie wówczas pomyślałem. I tak też zrobiłem dnia następnego. Była jakaś drobna chwila po szóstej, gdy wyszedłem wyrzucić śmieci i przy okazji zagadać z tubylcami. Śmieci a i owszem, wyrzucić się udało bezproblemowo. Nic jednak więcej nie wskórałem. Znów byli podchmieleni. Znów przyszedłem zbyt późno. Kolejne poniosłem fiasko.

Czas tymczasem goni, pogania, kurczy się. Pomoc, choć niewielka, coraz pilniej jest mi potrzebna. Coraz staje si sprawą bardziej palącą. Kolejnego dnia wstałem naprawdę wcześnie. Nie było jeszcze piątej, dzień ledwo świtał, a ja już wyruszyłem szukać kogoś, kto bym i dopomógł w zamiarowanej pracy, a przy tym spełniał nienaruszalny warunek względnej choćby trzeźwości. Jakież było moje rozczarowanie, gdy owych panów zastałem siedzących na polowej kanapie. Być byli i owszem. Raczyli się wstającym dopiero co dzionkiem. Tyle, że wszyscy jak jeden mąż pijani byli w belę. I to jeszcze bardziej niż dzień czy dwa wcześniej. Wygląda na to, że gdy byłem tu pierwszego dnia nie tyle byli podchmieleni, co zwyczajnie co nieco sobie już po prostu wytrzeźwieli. Nieco im w czuprynach procentów ubyło. Hm… ciężka sprawa z tą pomocą od lokalnego towarzystwa chmielowego.

(Część 1 z 3)

Poznań, 2015.10.20
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

10 komentarzy do “Współodpowiedzialność I

  • 9 stycznia 2016 o 07:55
    Permalink

    Brakuje Panu Autorowi szwagra, tzw. złotej rączki”.
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • 9 stycznia 2016 o 17:09
    Permalink

    Jestem pełna uznania dla tak porannego wstawania aby znaleźć kogoś, kto coś tam zrobi. Ja śpię do godziny 10-tej, do godziny 12-tej piję kawę, następnie obsługuję koty a następnie zamiarowane prace wykonuję sama tz. z partnerem, prawda, że prościej.

    Odpowiedz
    • 9 stycznia 2016 o 19:57
      Permalink

      @wieczoryna – Przypominam iż permanentny stan odmiennej świadomości działa na organizm jak samonapędzające się perpetuum mobile. “Potrzeba”
      nie pozwala zażywać spokojnego snu…coś w temacie,
      jednak muzyka jest ‘powalająca…” Опять тоска – песня с элементами психоделии, рассказывает о проблемах наркомании и алкоголизма в нашей(także Naszej) стране”.
      Utwór nr.2 Игор Растеряев ромашки. Smutne.Nas Polaków “to’
      także dotyczy…pamiętać(memento)o śmierci należy, lecz ‘śpieszyć się” – nie warto…

      http://vk.com/video22869443_171641875

      https://www.youtube.com/watch?v=bmz60JYbPj4

      Ps. Przypominam że…”kto rano wstaje…” 🙂
      Pobudkę ‘robię'(sobie) regularnie w okolicach 6:30, po to by kręcić się, “jak śrubokręt’. 🙂
      Natomiast z Morfeuszem “rozmawiam” około 23:00…

      Pozdrawiam

      Odpowiedz
  • 9 stycznia 2016 o 21:12
    Permalink

    Krzyku, dzięki za podrzucone linki. Spróbuję natomiast bronić swego punktu widzenia, ponieważ osoby dwunożne uważają się za homo sapiens zatem niech wymagają też od siebie więcej samodzielności. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • 9 stycznia 2016 o 21:34
      Permalink

      Jako uzupełnienie, swego czasu załoga polskiego jachtu (uczestniczył mój mąż) gdy dotarła do stolicy Finlandii pierwsze na co się nabiła to śpiącego z powodu nadużycia Fina, zatem spożycie i nadużycie trunków nie jest unikatem a raczej normą i dotyczy wielu krajów. I tu “sztych do haje” (tak mówią na Śląsku) mieszkańcy krajów arabskich nie piją alkoholu. Choć jak udało mi się przeczytać, że jeżeli robią to we własnym mieszkaniu, to sufit uniemożliwia aby wszechmogący to zauważył.

      Odpowiedz
      • 10 stycznia 2016 o 04:09
        Permalink

        @wieczorynka
        Szwecja, Finlandia i Norwegia maja straszliwy problem alkoholowy, niby maja malo swiatla slonecznego i jaki efekt tego braku cierpia na depresje, ktora lecza litrami wody, stosuja niby nowa terapie, mianowicie naswietlanie specjalnymi lampami, by ten nastroj poprawic, ale wodka. wszystko zaleje, nawet smutek …
        Z pewnoscia trzeba by ciagnac lisy, by wiedziec kto pije nawiecej wodki: Finczycy, Szwedzi czy Norwedzy ….
        Jak mi ktos wspomni ” pijany jak Norweg” to mi mozg z przerazenia staje w poprzek ! Czegos takiego sobie w Polsce nawet nie mozna wyobrazic !
        To co pija Niemcy.i Polacy razemwziawszy to naparski jak dla krasnoludka
        Z uwagi na to nie moglabym w w/w krajach przebywac , ba wogole mieszkac i miec ciagle do czynienis z takimi alkoholowymi zwlokami, zapijaczonymi mordami, ktore nie wiem kiedy trzezwieja …,nie wiem jak ci ludzie moga pracowsc w tym stanie ….
        W czasach PRL, a teraz nie wiem jak jest to te czeste odwiedziny np.Szwedow w Trojmiescie ( codzienny prom Gdynia -Ystad ) np.na weekend sluzyl hlaniu w Polsce wody , bo I’m tam w Szwecji na kartki do dzis male ilosci wydzielaja i obszczywanie, obsrywanie i obrzygowanie wszystkich ulic i kamienic w okolicach portu i hoteli dawalo sie wr znaki sluzbom miejskim…to samo jest z Norwegami w Niemczech do dzis …,
        Ja z Norwegii to chcialam piechota isc na kontynent , bo myslakam, ze 14 dni do konca nie wysiedze ( zawodowy pobyt i interwiev z tzw.globtrotter-przestepcami ) cos okropnego , do tego jedza surowe ryby …, kompletnie surowe …
        Bardzo przepraszam, zbiera mi sie na torsje
        Alkoholizm to okropny nalog !
        Cos okolo 800.000- 1.200.000 ludzi tj.Niemcow emigruje co roku z Niemuec do innych krajow …z uwagi na to , ze tak sie tu tj.w Niemczech chwali Finlandie za super piziom w szkolach , rownouprawnuenie jedzie sporo Niemcow tam ..,wszyscy w podskokach wracaja …..
        Niemieccy lekarze i pielegniarki jada prawie masowo do Norwegii do pracy i sobie chwala , gdyz siedza w pasie polarnym, za im bardzo dobrze placa ( 300% ?) , bo pracuja i nie pija wodki, Norwedzi tak chlaja, ze nie miga pracowac, w czasie nocy lub dnia polarnego wogole nie trzezwieja ….takie to sa blaski i cienie ….objektow naszych marzen i tesknot !!! ¡¡¡ ¿¿¿°

        Odpowiedz
      • 10 stycznia 2016 o 04:16
        Permalink

        @wieczorynka
        mieszkancy krajow arabskich nie pija alkoholu lecz go hlaja np. 90% ouzo np. tureckie az butelja bedzie pusta ..,wie Pani, ja nie wiem jsk udaje I’m sie bioligicznie przezyc ..,moze robia to od dziecka jak np.od 5 roku zycia pala papierosy i maja jakues antyciala jak po szczepionce …,to jakis fenomen …,¿¿¿

        Odpowiedz
      • 10 stycznia 2016 o 15:23
        Permalink

        @ krolowa bona, świetny komentarz. Wiedziałam o tym już w latach 70-tych XX wieku, że Szwedzi przyjeżdżają m.in. do Gdańska aby użyć sobie trunkowo do woli i bez grzechu. Z tego co wiem to w Szwecji sklepy ze sprzedażą alkoholu są położone na peryferiach miast, sprzedaż w określone dni tygodnia za okazaniem dowodu tożsamości. Aktualnie Anglicy wybrali sobie Kraków i tam dokazują po spożyciu. Zdaję sobie sprawę, że kraje gdzie 300 dni w roku jest pochmurnych to ich obywatele potrzebują środków rozweselających a takim jest alkohol, przynajmniej w pierwszej fazie.Natomiast nie wiedziałam, że w krajach arabskich tak swobodnie korzystają z napojów wyskokowych. Ja nie mam zamiaru potępiać spożycia trunków, wszystko jest dla ludzi i innych gatunków również np. w moim sadzie osy upijają się spadami. Pozdrawiam.

        Odpowiedz
      • 10 stycznia 2016 o 16:52
        Permalink

        @wieczorynka ….in. do Gdańska aby użyć sobie trunkowo do woli i bez grzechu.

        Dodałbym i “panienkowo”. 🙂

        Odpowiedz
      • 10 stycznia 2016 o 20:16
        Permalink

        @ krzyk 58, w latach 70-tych XX wieku, mieliśmy bardzo dobrze rozwinięty przemysł stoczniowy, wyposażenie statków wymagało również wsadu dewizowego,tak życzył sobie kontrahent, zatem nie ma się czemu dziwić.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.