Polityka

Wspólna ochrona żłobu czy demokracji?

 Czy wspólna ochrona żłobu, czy też demokracji przez partie, które dostaną się do Sejmu – przed obozem zjednoczonej prawicy jest możliwością, czy już koniecznością? Byłoby bardzo ciekawym zobaczyć koalicję PO, PSL, Zjednoczonej Lewicy i Nowoczesnej, jednakże ile taki „twór”, a może nawet i wehikuł polityczny byłby w stanie przetrwać? Może do pierwszego głosowania wyzwalającego emocje ideologiczne? Może do momentu wyłaniania ministrów? Może pół roku dłużej? Niesłychanie interesujący byłby to mechanizm, przy czym czy będzie miał szansę zaistnieć zależy od skumulowanego wyniku wszystkich partii i tego, która z nich będzie chciała być „języczkiem u wagi”. Warto pamiętać, że pan Kukiz prawie już jednoznacznie zadeklarował, że poprzez prawicę (chociaż te jego deklaracje to trzeba umieć interpretować a to bardzo trudne jest).

Prezydent desygnuje Prezesa Rady Ministrów, a ten proponuje skład Rady Ministrów. Potem powołuje ich prezydent jako Radę Ministrów, dymisja poprzedniej następuje najpóźniej z pierwszym dniem posiedzenia nowego Sejmu. Potem Prezes Rady Ministrów ma 14 dni na zdobycie wotum zaufania w Sejmie, jak się to nie uda – to Sejm wybiera Prezesa Rady Ministrów i proponowanych przez niego członków Rady Ministrów bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Po tym prezydent powołuje taką Radę Ministrów i odbiera przysięgę od jej członków.

Jeżeli więc koalicja prawicy i jej ewentualny pomagier nie zdobędą razem 231 mandatów w Sejmie, to istnieje poważna szansa na taki rząd składający się z wielu partii, przestraszonych wizją oddania władzy Prawu i Sprawiedliwości.

Problem polega jednak na tym, na ile byłoby to ratowanie demokracji, a na ile byłaby to wspólna ochrona żłobu? Nie można mieć wątpliwości, że opozycja – co najmniej w ten sposób przedstawiłaby sytuację. No i najważniejsze, proszę mieć na uwadze to, że tak, czy owak – mielibyśmy rząd Prawa i Sprawiedliwości przez jakieś dwa tygodnie, może trochę dłużej do powołania nowego rządu przez Sejm. W tym okresie bardzo wiele może się zdarzyć, chociażby można zlikwidować kilka istotnych podmiotów, uderzając w interesy – niektórych z potencjalnych składowych nowej, przyszłej koalicji. Wówczas metodą prostego szantażu można wyłuskać delikwenta, który ma bardzo wiele do stracenia jeżeli chodzi o stołki, a jak wiadomo jest pragmatyczny w stosunku do polityki.

Fundamentalnym problemem dla takiej struktury byłaby jednak odpowiedzialność za państwo. Ponieważ wygodnie siedzi się w ławach opozycyjnych, albo urządza się konferencję przed Sejmem i krytykuje się wszystko co zrobił rząd lub nie zrobił, albo czego zrobić nie może. W momencie, gdyby lewica i nazwijmy to nowa partia liberalna – weszły do takiej koalicji, to znaczy się, że biorą one współodpowiedzialność nie tylko za przyszłość, ale jeszcze i za nierozliczoną przeszłość. To może być za dużo, przynajmniej dla nowych liberałów, którzy w wielu przypadkach po prostu skończyliby na zmianie marki politycznej.

Z punktu widzenia państwa, ważne jest to, żeby wszystkie możliwe scenariusze były ustalone odpowiednio wcześniej. Do tego jednak potrzebny byłby dialog obecnej opozycji z obecnie rządzącymi i tymi, którzy prawie na pewno wejdą do Sejmu. A do tego wszystkiego aprobata prezydenta, albowiem nie ma najmniejszego sensu zlecać misji tworzenia rządu ludziom, którzy być może algebraicznie wygrają wybory, ale nie będą mieli zdolności koalicyjnej. W interesie państwa byłoby od razu powierzenie misji tworzenia rządu – największej partii z koalicji tych, którzy wykazaliby się w sposób wiarygodny prawdopodobieństwem posiadania większości. To z pewnością uchroniłoby nas przed dwoma tygodniami przepychanek, kopania w życiorysach, wyciągania brudów i sposobu przejęcia władzy nad państwem przez opozycję za wszelką cenę. Może się bowiem okazać, że czeka nas trudny okres przesilenia, w którym jako całość będziemy tylko tracić. Warto będzie obserwować wartość Złotówki z 23 października, do momentu powołania większościowego rządu przez parlament. Będzie to jakiś miernik, chociaż proszę nie mieć złudzeń, ewentualna zmiana obozu rządzącego została już zdyskontowana.

Wspólna ochrona żłobu, czy jak kto woli demokracji jest możliwa, pod tym podstawowym warunkiem, że prawica wraz z sojusznikiem nie zdobędzie razem więcej niż 231 głosów. Poza tym, jest wielce prawdopodobne, że będziemy mieli na około dwa tygodnie rząd prawicowy, który może bardzo wiele zmienić, zanim Sejm RP nie powoła nowego rządu mającego większość.

5 komentarzy

  1. Bardzo bliskie realiów

  2. Chodzi o żłób, nie o demokrację, czy o Polskę.

    70-80 % obecnych parlamentarzystów nie osiągnie obecnych dochodów poza parlamentem, plus wpływy (ustawienie rodziny, itp.)

  3. Prof. Artur Śliwiński:

    W niesuwerennym kraju demokratyczne wybory są niemożliwe.

    Polska nie jest krajem suwerennym, o czym wszyscy wiedzą i nikt temu nie zaprzecza.

    Po co więc odbywają się wybory parlamentarne?

    “Mit demokratycznych wyborów w Polsce”

    http://www.forumemjot.wordpress.com

    • Krzyku58, dziękuję za podrzucone linki, nie wnikałam w szczegóły, gdyż nie o to chodzi, liczy się ogólny wydźwięk a jest to również mój punkt widzenia.

  4. GDYBY WYBORY MIAŁY COKOLWIEK ZMIENIĆ JUŻ DAWNO BY ICH
    ZAKAZANO …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.