Soft Power

Wraz z nową generacją „wypędzonych” powoli odradza się niemiecki problem

 Wraz z nową generacją „wypędzonych” powoli odradza się niemiecki problem w Europie Środkowej. Nie było tutaj poczucia winy, nie było tutaj świadomości historycznej konieczności, dziejącej się z woli siły wyższej, co więcej nie ma tutaj mowy o żadnej równowadze, zadośćuczynieniu, czy też rozumieniu krzywdy Narodu, który przeznaczono do biologicznej eksterminacji. W kraju naszych zachodnich przyjaciół żyją ludzie, dla których My Polacy jesteśmy w pełni tego słowa „podludźmi”, ewentualnie niezrozumianymi Słowianami, bez kultury, którzy uwaga – administrują na niemieckiej przestrzeni państwowej na wschodzie. Musimy pamiętać, że nie wszyscy głosowali za pamiętnym traktatem granicznym przy okazji zjednoczenia Niemiec, jak również, że dla bardzo wielu Niemców to zjednoczenie, którego dokonał Helmut Kohl, to był dopiero pierwszy etap. Drugim etapem ma być przyłączenie terenów pod polską, rosyjską i litewską administracją.

Ci ludzie codziennie oddychają tym samym powietrzem co my, głaszczą dzieci, wiedzą, że za drugimi drzwiami w szafie wisi mundur dziadka z SS, a w domu, w pracy i na komputerze jako tapetę mają mapę Rzeszy Niemieckiej z 1938 roku. Dla nich liczy się w naszych relacjach to, że nastąpiło bezprawne wypędzenie ludności niemieckiej z ich domów. Przeważnie domagają się na tym etapie tylko przywrócenia tego stanu lub należytych odszkodowań – od rządu federalnego, który konsekwentnie odrzuca od kilkudziesięciu lat wszelkie roszczenia.

Mamy dzisiaj w niemieckim społeczeństwie sporą grupę ludzi o poglądach prawicowych, dla których kwestia graniczna nie jest zamknięta, jak również za otwartą uznają kwestię odszkodowań dla wypędzonych osób fizycznych, które utraciły majątki. Uwaga – nie mówimy tutaj o ogolonych na łyso młodych mężczyznach z charakterystycznymi wąsikami pod nosem. Nic z tych rzeczy – to w niemieckim społeczeństwie margines. Liczą się Ci wszyscy normalni ludzie, którzy pielęgnują w sobie krzywdę po pokoleniu swoich ojców i dziadków. I teraz uwaga – jakby to przerażająco nie brzmiało dla polskich uszu – Ci ludzie mają pełne prawo do dochodzenia swoich krzywd, albowiem WYRZĄDZONO IM OLBRZYMIĄ KRZYWDĘ. Kwestią oczywistą jest, że nie ma mowy o prostym uznaniu tych roszczeń. Zwłaszcza, że mamy tutaj do czynienia z konglomeratem przesiedleńców i wysiedleńców z różnych okresów od czasów wojny do lat 80-tych. Jednakże nie możemy udawać, że problemu nie ma.

Problem jest i dotyka on samego sedna polsko-niemieckiego pojednania, co więcej czyni naszą europejską i natowską współpracę bezsensowną, albowiem ona jedynie osłabia naszą czujność, podczas gdy w Niemczech, częścią jednego z głównych nurtów politycznych (głównie CSU w Bawarii) – są rewizjoniści, dodajmy adresujący swoje pretensje wobec Polski i Republiki Czeskiej.

Oczywiście rozumiejąc fakt, że Republika Federalna Niemiec jest państwem demokratycznym, nie można zrozumieć, dlaczego tą tlącą się nienawiść podnosi się do rangi politycznej i pozwala jej funkcjonować w układzie krajowej polityki przez cały okres trwania Republiki Federalnej. Czas najwyższy zacząć zadawać pytania i przypominać Niemcom, dlaczego w części – faktycznie zostali wypędzeni, a w części, dlaczego sami woleli uciec. Przy czym, trzeba to robić bardzo brutalnie i jednoznacznie, tak żeby doskonale pamiętali związek pomiędzy tymi wszystkimi wydarzeniami, jaki miały miejsce w Europie od września 1939 roku do maja 1945 roku. Nawet, jeżeli będą podnosić kwestie prawne, należy odpowiadać tym samym, w jaki sposób Polacy byli traktowani w trakcie okupacji, jak władze niemieckie dokonywały wysiedleń.

W naszym interesie jest powołanie instytucji, która zajmie się prostowaniem niemieckich nadużyć, kłamstw i przeinaczeń, przy jednoczesnym działaniu na rzecz pojednania i wybaczenia. Niemcy muszą zrozumieć, że pomimo olbrzymiej krzywdy zrezygnowaliśmy z prawa do zemsty oraz prawa do zadośćuczynienia – uznając stan istniejący, jako nowe otwarcie wzajemnych relacji i jesteśmy, a przynajmniej staramy się być jak najlepszymi sąsiadami. Jeżeli tego nie chcą, nie zależy im na tym – mogą trwać na swoich pryncypialnych stanowiskach, które nie są niczym innym jak kontynuacją niemieckiej buty i pychy z czasów reżimu faszystowskiego, gdyż są głusi w swojej pysze na argumenty sąsiadów – podludzi. Musimy być czujni, ponieważ przy ich sprawności, przełożenie politycznej dźwigni to kwestia roku, może jednego sezonu politycznego. Co wówczas?

Nie da się budować współistnienia i wspólnoty bez wyjaśnienia kwestii spornych. To nie My ich zaatakowaliśmy w 1939 roku, to nie My skazaliśmy ich na biologiczną śmierć – w naszym interesie jest, żeby każdy Niemiec miał świadomość głębi niemieckiej winy wobec Państwa i Narodu Polskiego. Co z tą wiedzą zrobi to już jego sprawa.

Jeżeli nie porozumiemy się – do bólu w sposób szczery – za życia tego pokolenia, to trzeba się szykować na kolejną wojnę z Niemcami, ponieważ zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy dla nich naturalnym terenem ekspansji, a ona w końcu pewnego dnia nastąpi. To jest tylko kwestia czasu.

Dzisiaj w Europie takie stanowisko jak niemieckich wypędzonych to jest nic innego jak koniec europejskiego snu, koniec pokoju i koniec wszelkiej współpracy. Musimy mieć na tyle rozsądnych przywódców, żeby byli na sprawy niemieckie wyczuleni i żeby byli zdolni do podejmowania decyzji, nawet bardzo trudnych decyzji.

Nigdy więcej nie możemy być niewolnikami Niemców, chyba lepsza jest śmierć i totalne zniszczenie wszystkiego niż oddanie im ziemi i swojego życia. Hańba września 1939r., nie może się NIGDY WIĘCEJ powtórzyć, jak również nie można się w pełni podporządkować gospodarczo (problem niemieckiej własności mediów w Polsce). Musimy być gotowi do konfrontacji z Niemcami, na polu politycznym, gospodarczym, własnościowym i militarnym. Tylko broń jądrowa i tylko organizacja Państwa i Narodu na wzór Izraela może nam zapewnić przetrwanie w takim sąsiedztwie. Uwaga – nie ma alternatywy, proszę się zastanowić, jaki był cel 25 lat psucia stosunków z Rosją?

Ps. Dla ludzi złej woli i po prostu idiotów, którzy także czytają nasze teksty uprzejmie wyjaśniamy, że w tytule znajduje się pewna celowa pułapka semantyczna, jeżeli jej nie rozumieją – jakoś będą musieli z tym żyć.

3 komentarze

  1. Pułapka pułapką 😉 a ja tak tytułem poszerzania wiedzy historycznej polecam uwadze kilka haseł: księstwo głogowskie, polska piastowska, dziadoszanie oraz samym znaczeniem pojęcia dziad w tamtym okresie.
    W kontekście samego artykułu to jest co najmniej kilka metod jednoczenia ludzi wokół siebie celem legitymizowania swojej władzy w postaci wirtualnego lidera. Jedną z nich, możliwe że w obecnym czasie najpopularniejszą, używaną nawet przez wszystkie ugrupowania polityczne jest wskazanie ludziom wroga winnego ich wszystkich problemów. Hmm… widać człowiek jak drapieżnik (w końcu kły w uzębieniu są obecne i mięso żre) wroga mieć musi. Niestety w parze z intelektem zazwyczaj większym niż pozostałe drapieżniki daje dziwne efekty na granicy iluzji i abstraktu.

  2. inicjator_wzrostu

    Autor ma rację.
    Wystarczy cytować niemieckie rozporządzenia o przyłączeniu np. Kraju Warty i Pomorza do Rzeszy jesienią 1939 oraz co działo się z polską ludnością tam mieszkającą.
    Potem kolejne – o losie Polaków w GG …
    I to trzeba Niemcom stale przypominać.

  3. Prawda jest taka, że Polska prowadziła walkę o dominację w Europie Środkowo-Wschodniej i przegrała ją z Niemcami i Rosją. Jedyne co Polacy mogą to wklejać mapki z przeszłości, co zaobserwowałem w każdym artykule o klimacie patriotycznym, wspominanie husarii – formacji, która podobnie jak polskie państwo za czasów swojej “potęgi” było sponsorowane dzięki wyzyskiwaniu Ukraińskiego, (ruskiego) chłopstwa do ostatnie grosza. Cała Europa zna realną sytuacje, a polacy nadal stroszą piórka, tylko ze już nie orle, lecz przepiórcze.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.