Wprowadzić nakaz pedałowania?

Wiele można powiedzieć i napisać w przedmiocie nienawiści człowieka do człowieka ze względu na wyznawane poglądy i najogólniej mówiąc sposób na życie. Klasycznym przykładem nienawiści jest nienawiść wynikająca z różnic, co do uprawnionych przekonań seksualnych. Przekonanie o tym, co jest normą dominuje w części społeczeństwa, która traktuje monofoniczne zainteresowania seksualne za nieuprawnione, a przynajmniej za nieuprawnione do upowszechnienia się i objawienia, jako równoprawna norma.

Niestety pewna część środowisk wyrażających swoje poglądy publicznie, zarówno zwolenników mono- jak i stereo- seksualności traktuje się, jako przeciwstawne obozy polityczne, tzn. dokonuje samookreślenia się na przeciwnych stronach zjawiska społecznego definiowanego w tym samym momencie, jako problem polityczny. Nie chodzi tu już o przeciwstawienie jednej normy drugiej normie i jednego układu względem drugiego układu odniesienia. Problem ujawnia się w samym stosunku do człowieka, jako fundamentalnego podmiotu wszelkich relacji. Z jednej strony mamy do czynienia z zakazem i pogardą dla pewnego rodzaju – nazwijmy to „mniejszościowych” zachowań, a z drugiej żądanie uznania za równoprawny, współistniejący i zwyczajny.

Oba środowiska stopniowo się radykalizują, nienawiść wylewa się z bębnów, plakatów, banerów. Strona stereo seksualna opracowała niezwykle chwytliwy logotyp, w sposób dobitny przekazujący negatywną konotację zachowań monoseksualnych, za pośrednictwem jednego z powszechnych skojarzeń – uznawanego przez drugą stronę, co najmniej za homofobiczy wyraz mowy nienawiści.

Problem z tym znakiem to nie tylko jego legalizacja przez polski sąd. Problem tego znaku to jego dobitność i bezpośrednia doskonałość, której druga strona nie bardzo ma, co w warstwie kultury popularnej, co przeciwstawić. Zamo odniesienie się do zakazu to już przynajmniej postawienie się w pozycji „broniącego się”, czyli w naszej kulturze „winnego”, a na pewno „podejrzanego”, być może nawet „przestępcy”. Legalizacja określenia „pedałowania”, powoduje, że osoby określane pogardliwym mianem „pedałów”, mogą czuć się znieważone. Niestety legalizacja tego nieszczęsnego sformułowania powoduje, że prawdopodobnie nazwanie kogoś „pedałem” nie może być uznane za poniżenie. Przecież, jeżeli sąd Rzeczpospolitej uznał „zakaz pedałowania” za legalny to „pedałowanie” samo przez się staje się nielegalne. Oznacza to w praktyce, że państwo polskie w osobie konkretnego sędziego potępiło zachowania homoseksualne. Nie ma możliwości dopuszczenia innej interpretacji, albowiem, jeżeli powołując się na konotacje z prawem o ruchu drogowym określa się coś, jako zakazane (np. jedzenie borówek), to znaczy w praktyce, że borówki, jako takie nie są do końca legalne a na pewno już jedzenie ich (uwaga to zasadnicza różnica) może być publicznie potępiane. Przedstawiona analogia jest celowo przejaskrawiona, ale po prostu z punktu widzenia egzegezy prawa równouprawniona.

Okres oczekiwania na zmianę wprowadzonego przez sąd stanu rzeczy będzie stosunkowo długi, przez co nasz kraj stanie się prawdopodobnie świadkiem wielu zachowań publicznych odmiennych standardem od przyjętych sposobów zachowań na zachodzie. Może to spowodować negatywne postrzeganie Polski, jako kraju pozwalającego na „homofobię” i poniżanie (w mniemaniu prawa i norm zagranicznych – już nie polskich) ze względu na skłonność do określonych zachowań seksualnych. Co więcej, podziały społeczne i stres osób ze środowisk LGBT może się zdecydowanie pogłębić. Procedura unieważnienia rejestracji rzeczonego znaku potrwa, co najmniej rok, do tego prawem przewidziane środki zaskarżenia, czeka nas 2 – 3 letnia batalia w sądach. W tym czasie dużo się może zdarzyć, a nasz kraj nie potrzebuje kolejnych tematów zastępczych.

Z powyższych względów warto pomyśleć o natychmiastowym przywróceniu równowagi prawnej. Można to uczynić w sposób bardzo prosty i wymowny. Otóż, ten sam sąd powinien dla równowagi wyrazić akceptację dla znaku w swoim przekazie odwrotnego, tj. „Nakazu pedałowania”. Przecież Rzeczpospolita nie zakazuje stosunków homoseksualnych i nie określa się względem nich poza tym jednym orzeczeniem sądu. Z tego względu zarejestrowanie tego znaku przywróci stan równowagi, uprawniając zachowania homoseksualne.

W proponowanym rozwiązaniu istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo semantyczne. Otóż słowo „nakaz” w języku polskim oznacza powinność, obowiązek, obligatoryjność pewnych zachowań. Oczywiście nie można będzie tego traktować, jako przymusu „pedałowania”, aczkolwiek taka interpretacja na podstawie wykładni językowej byłaby jak najbardziej uzasadniona. No, ale skoro państwo może czegoś zakazać. To równie skutecznie może wprowadzić pewien nakaz. Co ciekawe, w sferze obyczajowej i seksualności, nakaz sprzeczny z powszechną normą nie ma żadnych szans na akceptację. A zakaz idący po mainstremowej linii…

4 myśli na temat “Wprowadzić nakaz pedałowania?

  • 29 listopada 2011 o 10:31
    Permalink

    No to faktycznie jajo wyszło z tej decyzji, ale może to jakoś odkręcą no nie ?

    Odpowiedz
  • 1 grudnia 2011 o 13:51
    Permalink

    zarejestrowano znak graficzny bez tytułu i komentarza, a więc wyciąganie z tej rejestracji wniosku, że Sąd dopuścił używanie słowa pedał jest niedopuszczalne, nic takiego z faktu rejestracji rysunku nie wynika

    Odpowiedz
  • 1 grudnia 2011 o 13:51
    Permalink

    *zarejestrowano znak graficzny bez tytułu i komentarza, a więc wyciąganie z tej rejestracji wniosku, że Sąd dopuścił używanie słowa pedał jest niedopuszczalne, nic takiego z faktu rejestracji rysunku nie wynika

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.