Ekonomia

Wolność w wymiarze ekonomicznym i politycznym jest nierozłączna

 Milton Friedman bardzo głęboko zajmował się tematem wolności ekonomicznej, – czyli w skrócie prawa żeby jeść i wolności politycznej, czyli w wielkim uproszczeniu – otwierania ust w celach innych niż bezpośrednia konsumpcja. Z jego poglądami można się nie zgadzać, jednakże nie można nie brać ich pod uwagę przy jakimkolwiek podejściu do tego tematu.

Nie ma nic ważniejszego w cywilizacji człowieka niż wolność. Uściślijmy wolność człowieka w byciu wolnym – w prawie do samookreślenia się, wyboru własnej drogi życiowej, sposobu na funkcjonowanie… i zaczynają się ograniczenia, – bo w społeczeństwie. Nikt nie jest wolny we współczesnej cywilizacji, wszyscy współzależymy od siebie nawzajem i od nadrzędnych agregatów, jakimi są np. korporacje, samorządy, państwa, wspólnoty ponadnarodowe itd. Czymże byłoby współczesne bogactwo bez społeczeństwa, na którym można je zmaterializować i dzięki któremu można przechować jego wartość w czasie? Czymże jest nawet największa nędza jak nie wynikiem podziału dóbr i prawa do ich dochodzenia w postaci pracy? Wszystko jest wynikiem uczestnictwa człowieka we wspólnocie, w której poświęca on cześć swojej wolności na rzecz możliwości współuczestniczenia w czymś większym, przy czym – znaczna część ludzi zachowuje się atawistycznie – walcząc o swój kawałek efektów współuczestnictwa w systemie kosztem innych. Innymi słowy – znaczna część ludzi żyje z ograniczania lub wykorzystywania wolności innych.

Tak jest skonstruowany świat i ponad czasowe prawa koncentracji – oddziaływania. Nie ma znaczenia, w jakiej formacji ustrojowej się żyje, w jakiej cywilizacji, pod jaką szerokością geograficzną – wszędzie i zawsze – ten, kto ma więcej będzie dążył do zdobycia jeszcze więcej, albowiem tak jest skonstruowana atawistyczna natura najgroźniejszego drapieżnika na planecie ziemia – Ciebie drogi czytelniku lub czytelniczko. Zabijesz, rozszarpiesz pazurami, przegryziesz gardło, posuniesz się do najgorszej perfidii – żeby tylko postawić na swoim. Jedyną barierą, która chroni nas samych przed naszą wrodzoną naturą jest cywilizacja – kultura i jej normy (w tym bardzo ważna religia). Proszę zwrócić uwagę, że przez znaną nam część historii – nie przetrwał żaden system społeczno-gospodarczo-polityczny, który nie gwarantowałby ludziom przynajmniej nadziei na to, że będzie im lepiej. Największe imperia upadały od odgłosów pustych naczyń! Wystarczy, że ludzie – nawet największe fajtłapy – mamione kulturą, porządkiem, religią, filozofią, życiem rodzinnym, straszone prawem i spętane więzami brutalnej feudalno-kapitalistycznej ekonomii – uświadomią sobie, że są niewolnikami – nie mają szans na realizację marzeń i nadziei, albo wręcz, że ich dotychczasowe marzenia i nadzieje były niczym wobec realnych możliwości ich panów – to mamy rewolucję, która zniesie wszelki porządek, jak udowodnili kolejno Lenin i Stalin – nawet rewolucyjny. Nic nie powstrzyma ludzi, jeżeli uświadomią sobie, w jaki sposób system ich zniewala i uniemożliwia osiągnięcie tego, czego oczekują – nie pozwoli im zrealizować swojej ekonomicznej wolności – prawa do posiadania tego, czego się spodziewają uzyskać. Sługa zabije pana, służąca truje panią, robotnik sypie żwir w tryby, żołnierz strzela oficerowi w plecy, nastaje anarchia – najgorszego rodzaju – napędzana przez setki – tysiące – miliony ludzkich umysłów – prawdziwych drapieżnych bestii, które walczą już nie po to, żeby mieć – tego się nie udało osiągnąć podczas wielu lat trwania w poprzednim porządku – nowym celem jest, żeby inni nie mieli niczego.

Nam w cywilizacji zachodniej, przynajmniej od czasów powstania socjalizmu – wmawia się, że wolność polityczna, jaką gwarantuje demokracja jest najważniejszą zdobyczą współczesnej cywilizacji – dalej jest koniec historii i nie da się już ewoluować. Jednakże wolność polityczna w tym demokratycznym wydaniu to przede wszystkim takie zarządzanie zbiorowością ludzką, żeby jej członkom wydawało się, że współdecydują – nawet, jeżeli ma to tak idiotycznie żałosny aspekt jak postawienie dwóch przecinających się linii w kratce na karcie wyborczej – przy nazwisku jakiegoś kandydata lub kandydatki. Często nawet ta żałosna atrapa współuczestnictwa jest także ograniczana, – czego w historii przykładem były kurialne ordynacje wyborcze lub jest obecna polska – w swojej istocie kastowa, albowiem ograniczająca wybór kandydatów do nazwisk wcześniej zaakceptowanych przez tzw. „liderów”. Demokracja, która kombinuje przy sposobach wyłaniania swoich przedstawicieli nie jest demokracją, ale jej trywializowaną odmianą, obecnie najczęściej plutokratyczną (rządy bogatych), w przeciwieństwie od swojego poprzedniego ustrojowego skrzywienia – demokracji ludu pracującego. Zasady okłamywania się nie zmieniają – zawsze ogranicza się wolność w sposób proceduralny – jedynie sposób mówienia o ograniczeniach jest różny. Elity zawsze kłamią i dążą do podporządkowania sobie mas, to zawsze czysty atawizm.

Najskuteczniejszym jednak ze współczesnych sposobów ograniczania wolności politycznej człowieka jest jego zniewolenie ekonomiczne. Niestety byt określa świadomość, czy to się komuś podoba czy nie. Przy czym zawsze trzeba pamiętać o tym, co o podstawowym błędzie socjalizmu powiedział Jan Paweł II – w Encyklice „Centesimus annus” z 1991 roku: „Podstawowy błąd socjalizmu ma charakter antropologiczny. Rozpatruje on, bowiem pojedynczego człowieka, jako zwykły element i cząstkę organizmu społecznego, tak, że dobro jednostki zostaje całkowicie podporządkowane działaniu mechanizmu ekonomiczno-społecznego; z drugiej strony utrzymuje on, że dobro jednostki można urzeczywistnić nie uwzględniając jej samodzielnego wyboru i niezależnie od przyjęcia przez nią w sposób indywidualny i wyłączny odpowiedzialności za dobro czy zło.” Brak zasobów ekonomicznych powoduje, że współczesny człowiek jest wykluczony z możliwości rozwoju swoich pól percepcyjnych w oparciu o nowe zdobycze techniki umożliwiające – lepszą, szybszą komunikację, docieranie do informacji itp. ma to kolosalne znaczenie w poszukiwaniu np. pracy, – jako podstawy ekonomicznego bytu człowieka. Współczesne systemy plutokratyczne uznają pracę za dobro rzadkie, na które jest ograniczony popyt. O popycie decydują posiadacze kapitału, kupując wtedy, kiedy muszą lub naprawdę tego potrzebują – głównie pracę fachowców, – czyli ludzi posiadających kapitał w postaci wiedzy. Niestety nie wszyscy mogą być architektami, prawnikami, lekarzami, a nawet monterami telewizji satelitarnej! Olbrzymia rzesza ludzi jest pozbawiona źródła zarobkowania, albowiem nie posiada kwalifikacji umożliwiających „sprzedanie się” na rynku. Czy takie osoby powinny spontanicznie umrzeć? Co rozwiązałoby problem? Dotychczas, zwłaszcza bogate państwa gwarantowały nawet nic nieumiejącym absolwentom studiów humanistycznych jakieś zatrudnienie, albowiem gospodarka podsycana kredytami – ciągle uciekała do przodu. W państwach nędzniejszych jak nasze – rządzący ze strachu przed buntem głodowym popierali masową emigrację. Tymczasem Jan Paweł II w encyklice „Laborem exercens” z 1981 roku w kontekście przeciwdziałania bezrobociu napisał: „Winna to być troska całościowa, która ostatecznie spoczywa na barkach państwa, ale która nie może oznaczać jednokierunkowej centralizacji ze strony władz państwowych. Chodzi natomiast o trafną i celową koordynację, w ramach, której być winna zagwarantowana inicjatywa poszczególnych osób, samodzielnych grup, ośrodków i lokalnych warsztatów pracy – zgodnie z tym, co już wyżej powiedziano o podmiotowym charakterze pracy ludzkiej.”

Reasumując – nie ma „być” bez „mieć”, a ściślej można „być” na tyle ile się „ma”. Wykluczenie ekonomiczne, zwłaszcza pozbawienie ludzi pracy – to prawdopodobnie apogeum zbrodniczego działania plutokracji w imię kapitalizmu, jaka dokonuje się właśnie na naszych oczach. Nie może być mowy o właściwym rozumieniu i dochodzeniu do wolności politycznej bez pełnego żołądka, który należy rozumieć w kontekście cywilizacyjnym danej epoki i miejsca, którego dotyczy. Współczesny człowiek w rozwiniętych krajach zachodu staje się niczym bez podstawowych zdobyczy cywilizacji jak woda w kranie, asfaltowane drogi, odprowadzanie ścieków i telekomunikacja. Bez wyższych form organizacji, o których stan powinno dbać z konieczności państwo, – jako ostateczny przedstawiciel suwerena – Narodu – będziemy bezbronni i bez możliwości zapewnienia sobie egzystencji na poziomie umożliwiającym rozwój w naszych warunkach klimatycznych.

One Comment

  1. Jestem za “mieć” żeby “być”. Dobry tekst.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.