Wolność słowa inwigilowanego

W dobie globalnej inwigilacji, bezwzględnego podsłuchiwania i wymuszania na przesłuchiwanych zeznań torturami jakiekolwiek frazesy o wolności słowa i prawie do wypowiadania się ze strony przedstawicieli nacji podlejszych, nie mówiąc już o klasach uboższych – w ogóle nie ma sensu. Nikogo z wielkich, bogatych i potężnych, kto decyduje o tym kogo należy akurat podsłuchiwać i wedle jakiego filtra koncentrować inwigilację nie interesuje coś takiego jak prawo do wolnej wypowiedzi, jak również w ogóle samo to czy „figurant” się wypowiada czy nie. Z punktu widzenia logiki systemu absolutnej inwigilacji – w ogóle nie ma problemu z jednostką, czyli podmiotem – samą kwintesencją wolności słowa. No bo po co gwarancje wolności słowa jak nie dla zapewnienia wolności jednostek? Liczy się coś zupełnie innego – mianowicie liczą się dane, przepływy danych, bazy danych, zarządzanie tymi bazami i ekstrahowanie z nich informacji. Potem na podstawie tego sporządza się sprawozdania i przedstawia je do wglądu (lub i nie) decydentom, co jest uzasadnieniem do dalszego kontynuowania działalności inwigilacyjnej.

Istota systemu totalnej inwigilacji jest przeciwstawienie się prawu nieskrępowanego wymieniania informacji oraz doprowadzenie do ukierunkowania powstających przekazów pod względem ich zawartości jak i częstotliwości, ze względu na lęk właśnie przed inwigilacją i zjawiskami jej towarzyszącymi (bardzo szeroki obszar zjawisk i możliwych zdarzeń). Jednakże, poddany procesowi inwigilacji – w idealnym modelu ma nie wiedzieć, a nawet ma nie podejrzewać że jest inwigilowany. Jednakże inwigilujący przecież po to przeprowadzają ten proces, żeby mieć wpływ na to co mówi a nawet myśli inwigilowany. No i to jest proszę państwa pętla sprzeczności każdego wywiadowcy, którą naruszył Edward Snowden, komunikując światu, że wszystko, zawsze i wszędzie jest podsłuchiwane. I tutaj istnieją dwie sprzeczne szkoły – jedna wiadomo jaka i skąd, wedle której szczytem możliwości wywiadu jest sytuacja, w której podsłuchuje się swoich własnych figurantów, nadających preparowane wcześniej i zatwierdzone przez wywiad komunikaty. Druga, w części z nią spójna – również łatwo jest się domyślić czyja – wedle której liczy się każda oryginalna, natywna informacja, nawet nie mająca z pozoru żadnego znaczenia, ponieważ szereg takich informacji odniesiony w czasie i przestrzeni – także jest informacją. Stąd też nie rzadko zdarzało się w czasach zimnej wojny, że wywiad i kontrwywiad tego samego mocarstwa – skutecznie się podsłuchiwał. Nie ma przypadków, tam gdzie chodzi o dobrze płatne, niekontrolowane przez nikogo państwowe etaty.

Z punktu widzenia modelu komunikacji interpersonalnej uczestnicy systemu mają dwie możliwości zachowania się w przypadku, gdy wiedzą że są inwigilowani. Pierwszą jest zaprzestanie nadawania komunikatów, które mogą być kontrowersyjne lub za takie mogą być uznane. To w sposób oczywisty nawet jeżeli planują zamach bombowy na prezydenta zaprzyjaźnionego mocarstwa – zwiększa ich szansę na przetrwanie, ponieważ nie będą się komunikowali w tym temacie. Drugą możliwą formułą zachowania jest pełna dowolność, a nawet jawne szkodnictwo, rozpowszechnione wśród wszystkich szpiegów świata korzystających z usługi e-mail, czyli dodawanie do wiadomości dużej ilości innego rodzaju przekazu (treści) wymagającej indeksowania i opracowania – a w swojej masie zmieniającej kontekst wszelkich informacji. Proszę sobie wyobrazić system inwigilacji, który musi sprostać takim zachowaniom użytkowników. W pierwszym przypadku z raportów w systemie znikają prawie w całości frazy wrażliwe, a w drugim jest ich tak dużo i są tak powszechne, że nie ma najmniejszego sensu typowanie wszystkich jako potencjalnie podejrzanych o cokolwiek – wedle dowolnego klucza.

Na szczęście dla rządów i służb specjalnych z pomocą idzie im technologia. Otóż, od lat na zachodzie prowadzi się badania mające na celu nauczenie komputera rozumienia kontekstowego – sztuczna inteligencja w praktyce. Dzięki zaawansowanym technikom informatycznym komputery prawdopodobnie już są zdolne same wyłowić interesujące zadającego pytanie frazy i co więcej – są w stanie dopasować wyniki do posiadanych profili. To bardzo wielkie ułatwienie, które powoduje że odsiewanie informacji uznawanych po prostu jako wywiadowczy spam jest banalnie proste. Oczywiście trzeba więcej i droższych komputerów i więcej i droższych programów, kodowania itp. Informatyka to potęga i pieniądze!

Jest jednak pewien problem systemowy – jeżeli bowiem użytkownicy systemu są świadomi możliwości inwigilacji, wykazują naturalną skłonność do zmniejszania ilości przekazywanych informacji jak również innego sposobu formułowania przekazu. Często słyszymy od polityków, że oni nie boją się podsłuchów, ponieważ nie mówią nigdy o niczym nielegalnym. Więc po co podsłuchiwać, jeżeli nagle stajemy się idealnym społeczeństwem w którym wszystko jest legalne?

To wszystko ma jeden ukryty cel. Niestety jest nim ograniczenie wolności słowa poprzez autocenzurę, samokontrolę. Jeżeli nie chcesz czytelniku być kojarzonym jako „homofob”, nie używaj słowa „pedał” na forach – bo PRISM cię zapamięta! Poza tym, co się stanie jak podczas kontroli paszportowej w podróży do wielkiego raju za oceanem, oficer migracyjny zapyta cię czytelniku o adres email? Co wówczas – jeżeli system odpowie mu, że jesteś osobą zamieszaną w wymianę treści nieprzyjaznych wielkiemu bratu zza wielkiej wody? Sonda w końcówkę jelita, gumowe rękawice i 72h w strefie tranzytowej lotniska, wraz z narkomanami, mordercami i islamistami? Śmieszne? Nie to są realia. Do takiego absurdu doszliśmy, a właściwie zafundowali go nam wierzący w swoją technologię sojusznicy. Jednakże dokąd to prowadzi tego nie wie nikt. Co więcej – nie ma sposobu tego zbadać, po prostu pożyjemy – zobaczymy.

3 myśli na temat “Wolność słowa inwigilowanego

  • 21 sierpnia 2013 o 12:24
    Permalink

    Inaczej WOLNOŚĆ rozumie bogaty najedzony Amerykanin, a inaczej aspirujący do STANU ŚREDNIEGO Europejczyk czy inny Arab.
    Bogaci będą bronić SWOJEJ wolności, nie WOLNOŚCI POWSZECHNEJ, bo takiej nie ma.
    Tu gdzie się kończy czyjaś wolność …
    A gdzie ona się kończy?
    Ja chcę mieć spokój i możliwość zachowanie tego co nagromadziłem latami.
    Inni mogą mi tylko to odebrać, więc wszelkie działania które tych INNYCH kontrolują – mają moje przyzwolenie.
    I tak to działa.
    Nie ma wyidealizowanej powszechnej WOLNOŚCI.
    Wolności, jak i prawdy – bywają różne.
    Amen.

    Odpowiedz
  • 21 sierpnia 2013 o 18:29
    Permalink

    Powtórzę się pisząc, że jest to właśnie demokracja made in USA. Ponadto zadaję sobie pytanie, ile wielki brat, czytaj Jankesi musieli by mi zapłacić abym zdecydowała się do nich pojechać. Jak chodzi o moje odczucia to raczej nie stać ich na to.

    Odpowiedz
  • 17 września 2013 o 09:37
    Permalink

    A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, iż mocodawcy/zleceniodawcy tego systemu inwiligacyjnego stawiają WSZYSTKICH na poziomie swoich prymitywnych ziomków.
    Wychodzą z założenia, iż cokolwiek złego miałoby się dziać, to na pewno będzie to robione przy użyciu systemów przez nich kontrolowanych…
    Ta nacja zatraciła już kontakt z rzeczywistością. Utopili się w wirtualnym Swiecie tracąc zupełnie zdrowy rozsądek.
    Nie potrafią już dostrzec tak prostej możliwości, jak napisanie prostej informacji na kartce papieru i fizyczne dostarczenie jej do osoby zainteresowanej…!
    Nie mówiąc już o bardziej wyrafinowanych sposobach komunikacji, które były znane Ludzkości od niepamiętnych czasów.
    Czy Ci naiwniacy naprawdę myślą, iż poważne plany “terrorystyczne” robione są za pomocą korespondencji emailowej, lub portali społecznościowych…!?
    Czy Oni myślą, iż mafie, wywiady, wpływowi (świadomi!) politycy itp. w ten sposób się komunikują…!?
    Jeśli tak, to potwierdza to tylko to, iż Krowiaże zatracili się zupełnie w wirtualnym Swiecie.
    Jeśli nie, to możemy widzieć “czarno na białym” co nam (plebsowi) szykują na przyszłość wpływowi posiadacze naszego Swiata.
    Tak, czy owak “wolność”, którą nam zaserwowano, to nic innego, jak współczesna forma feudalizmu (i z rozrzewnieniem wspominam PRLowską “inwiligację”)…
    Autor zadaje sobie pytanie “do czego to doprowadzi”…?
    Chmmmm…
    – dopóty, dopóki Ludzkość (plebs) będzie miała “co włożyć do gara”, raczej nic dziać się nie będzie. Tym bardziej, iż sukcesywnie rozdziela się Narody i inne grupy społeczne, które ilościowo mogłyby stanowić zagrożenie.
    Gdy jednak tzw. “krytyczny próg społecznej cierpliwości” zostanie przekroczony to cała ta “mahina” zostanie na jakiś czas “zneutralizowana” poprzez jakąś rewolucję.
    A w sumie jest to obecnie prostsze, niż przeprowadzenie poprzednich zmian (rewolucji)…
    – wystarczy poodcinać lokalne centra przetwarzania i emitowania danych od dopływu energii elektr.
    Przy odpowiedniej ilości “zdesperowanych” można, nawet zwykłym brzeszczotem poprzewracać w wielu miejscach linie przesyłowe wysokiego napięcia!
    I nie trzeba do tego wielkich zbrojeń…
    A do “szybkiej” komunikacji można np. wykorzystać stary i sprawdzony sposób t.j. “gołębie pocztowe” ;).
    Nie ma sensu prowadzić tutaj tego typu rozważań, chciałem tylko zobrazować, dlaczego moim zdaniem, Krowiaże zatracili się w Swiecie rzeczywistym…
    Jednego się tylko obawiam, tj. jeśli technologia dojdzie do takiego poziomu, iż będzie możliwe wszczepianie kontrolnych czipów odbiorczo-emitujących już noworodkom, to jesteśmy “przegrani”…
    Ps – ale w gruncie rzeczy, przy ostatnim scenariuszu nie miałbym ochoty egzystować w takim Swiecie, ale na szczęście swój najlepszy okres już przeżyłem…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.