Paradygmat rozwoju

Wojny były, są i będą – zawsze, albo ktoś je wynajdzie od nowa!

 Jeżeli ktokolwiek twierdzi, że we współczesnym świecie rozwiązania zbrojne sytuacji konfliktowych tj. wojny są wykluczone to znaczy, że w ogóle nie pojmuje geopolityki nie mówiąc już nawet o zrozumieniu praw continuum historycznego, które przecież wynika tylko i wyłącznie z ciągle tej samej natury człowieka przykładanej do istniejących zasobów.

Wojny były, są i będą zawsze najbardziej efektywnym sposobem na ostateczne rozwiązanie sporów mających w mianowniku politykę a dotyczących praktycznie zawsze podziału dóbr i wpływów (czyli władzy i ekonomii).

Szczególnie śmieszą słowa o końcu ery wojen z ust amerykanów, zwłaszcza tych mądrzejszych od swojej przeciętnej jak pana Zbigniewa Brzezińskiego, który 4 czerwca 2013r., podczas jednej z debat cyklu: „Idee Nowego Wieku” miał powiedzieć (w kontekście potencjalnego konfliktu Chin i USA): „(…) rozwiązania (zbrojne) są już obecnie wykluczone, mimo że zbrojenia w celu uniknięcia przewagi jednej strony nad drugą są konieczne.” [Źródło: „Brzeziński: Rosja myśli, że będzie jednym z trzech czołowych państw na świecie” w:  wiadomości.gazeta.pl z dnia 6.06.2013r.]. Czyżby szanowany pan profesor zapomniał o Iraku? Afganistanie? Kosowie? Gruzji? A także wielu innych miejscach konfliktów zbrojnych, jak np. Izrael, czy też cały Bliski Wschód?

Samo przekonanie sytych, bogatych i żyjących od wielu lat spokojnie ludzi zachodu o tym że wojna się nie zdarzy, poza tym nie opłaca się jej prowadzić, czy też w ostateczności że jest czystym nonsensem i z zasady powinna być zabroniona bo jest niehigieniczna – to zbyt mało do tego, żeby ograniczyć ludzkie ambicje i aspiracje. No chyba, że ktoś wynalazł magiczną tabletkę na rozwiązywanie konfliktów? Ewentualnie możliwość spoglądania na świat przez różowe okulary? Przecież to nie jest możliwe, żeby rozsądni – dorośli ludzie naprawdę uwierzyli w takie bzdury jak to, że pokój jest uniwersalną wartością, której nikomu nie opłaca się naruszać! Brakuje do obrazu idealnego tylko banalnego określenia „bo”?! No bo dlaczego, nagle miałaby zniknąć na świecie cała podłość? Aspiracje? Sprzeczności? Nienawiść? Kwestie religijne (oj jaki niewygodny aspekt)? Żądze? Problem dostępu do surowców? Czy też najstarsza na świecie i motywująca człowieka do życia – wola panowania nad swoim otoczeniem.

Jeżeli uda się wyeliminować u ludzi tą wolę panowania nad otoczeniem – to wówczas rzeczywiście moglibyśmy mówić o jakimś odejściu od wojen jako koncepcji rozstrzygania sporów. Jednakże tak długo jak celem człowieka jest chęć wykorzystania każdej okazji do tego, żeby panować chociażby nad kranem z wodą – to natychmiast pojawiają się problemy i wyzwania znane z ekonomii pod pojęciem „rzadkości” i dylematów oraz wyzwań z nią związanych.

Oczywiście nie ulega żadnej wątpliwości, że wojny się nie opłacają. Zawsze cofają, czy też może bardziej ograniczają potencjał wyjściowy – rozwijając to co pozostanie po stronie technologicznej. Na tym jednak polega problem, że to jest jeden z największych motorów napędzających naszą cywilizację. Zawsze zbrojenia były motorem postępu i rozwoju – na nich człowiek koncentrował swoje wysiłki, ponieważ chciał mieć jak najlepszą broń i jak najgrubsze i najwyższe mury. Nie ma znaczenia czy motorem był strach czy też chęć ekspansji – dominacji – władania. Liczy się właśnie to, że świat nie rozwijał się przez literaturę, ale właśnie przez wojny i przygotowania do nich. Nic na to nie poradzimy taka jest rzeczywistość.

Broń atomowa jako broń ostatecznej zagłady – okazała się bardzo skutecznym straszakiem utrzymującym status quo na planecie przez cały okres zimnej wojny. Podobną rolę będzie spełniać w przyszłości, a nawet dzisiaj spełnia, gdyż na jej posiadaniu swoje bezpieczeństwo opiera już obecnie Izrael a chce opierać Iran, nie wspominając nawet o układzie bipolarnym Pakistan-Indie. Patrząc na to jak Amerykanie delikatnie obchodzą się z Koreą Północną – trzeba być ślepcem, albo w pełni ulec indoktrynacji, żeby nie rozumieć, że broń niekonwencjonalna ma przed sobą naprawdę fantastyczną przyszłość jako jedyny pewny bezpiecznik! Tylko bowiem strach może powstrzymać ludzi od podłości. Głaskaniem też można kogoś zdenerwować.

Nawet jeżeli świat w ramach ogólnego porozumienia – wyrzekłby się wojen, co więcej – nawet jakby pod nadzorem ONZ wygaszono wszystkie obecne konflikty zbrojne, albo przynajmniej te, które się da wygasić. To bardzo szybko wybuchnie gdzieś jakaś kolejna wojna, bez względu na to czy światowe media to pokażą i napiętnują czy nie! Nie jest bowiem tak, że to media kreują rzeczywistość krańcową – to ona w sytuacjach nadzwyczajnych karmi sobą media. A coś takiego jak „liczenie się z głosem” światowej opinii publicznej to sobie można namalować na ścianie własnego mieszkania i modlić się, żeby sąsiad nas nie zalał, albo nie przewiercił ściany niechcący wieszając na niej z drugiej strony nowy telewizor plazmowy.

Po prostu wojna jako kwintesencja rozwiązania konfliktu była, jest i będzie czymś uniwersalnym, stanowiącym ostateczny sposób odwołania się. Żeby było trochę śmieszniej, to trzeba sobie uświadomić, że nie ma dla niej alternatywy na polu rozwiązywania konfliktów. Polityka ustępstw to nie jest remedium na wojnę. Wojna to coś o wiele donioślejszego niż kompromis!

Musimy o tym pamiętać także w Polsce, co prawda cieszymy się od długiego czasu pokojem, ale on nie jest czymś naturalnym w naszej części świata – tutaj wojny były zawsze, swego czasu nawet permanentnie. Nic nigdy nie jest dane na zawsze. Dlatego trzeba się zbroić i przygotowywać do prowadzenia wojny, pamiętając że wywołanie wojny może być czynnikiem absolutnie od nas niezależnym. Może się zdarzyć pomimo naszej niechęci lub przyjmowanej i demonstrowanej postawy filozoficznej. Pióro czy papier nigdy nie wygrają z mieczem… to nie jest możliwe. Pacyfizm oznacza słabość.

One Comment

  1. Jaśnie_oświecony

    Tekst jest przekonujący.
    Tylko jak z tym przekonaniem o nieuchronności wojen żyć?
    Jak żyć – Panie Premierze?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.