Wojna o służby specjalne

Zdecydowane ruchy premiera jeżeli chodzi o dymisję szefostwa Służby Kontrwywiadu Wojskowego wpisują się w dłuższy ciąg zdarzeń związanych z koncepcją połączenia wszystkich służb specjalnych, cywilnych i wojskowych w jedną organizację.

Poszczególne służby jako niezależne i autonomiczne instytucje oczywiście stoją do tego pomysłu okoniem, albo są skrajnie sceptyczne. Kto chciałby rezygnować z własnego szefowania? Własnego budżetowania? Możliwości zatrudniania i nagradzania? Duch administracji w służbach jest żywy, a podstawą urzędników jest trwanie, za wszelką cenę udowadnianie że są niezbędni i bez nich zawali się świat, zniknie nawet piekło – nie będzie niczego, po prostu oni i ich etaty są niezbędne, poza tym wiadomo, że wszystko jest tajne. Niestety służby działając z tak wyrażaną ogólną logiką administracji skazują same siebie na szklane sufity, których nie są w stanie przebić w zakresie skuteczności działania, możliwości operacyjnych oraz co jest niesłychanie ważne wiarygodności, ponieważ od czasów haniebnego zamordowania Wojskowych Służb Informacyjnych w Polsce – zagraniczne służby specjalne nie bardzo wiedzą do kogo się partnersko u nas zwrócić, gdyż ilość służb mamy naprawdę imponującą, jakbyśmy prowadzili politykę małego imperium. Trudno jest sobie wyobrazić ewentualny paraliż kompetencyjny, ale on musi mieć miejsce. Nie ma znaczenia współpraca instytucjonalna, liczy się to, że w ostatecznym rozrachunku jak chodzi o walkę o etaty – dochodzi zawsze do atawizmów. Mówiąc wprost jedni zaczynają udowadniać niekompetencje drugich i zdrowa konkurencja organizacyjna zamienia się w wojnę podjazdową. Tam znajdą alkohol, którego w ogóle nie powinno się ujawniać, tutaj materiały o kochance znanego generała lądują w prasie brukowej, gdzieś indziej afera z zakupem środków czystości dla jednostki wojskowej – czy też podobne drobiazgi. To wszystko to elementy wojny, która się dzieje, a której dłużej nie można tolerować, ponieważ i tak kontrwywiadowczo nie panujemy nad własnym terytorium i nie mamy szans na pełne bezpieczeństwo, dlatego nie można się dzielić i wzajemnie rozprowadzać.

Szczegóły uzasadnienia dlaczego „Służby specjalne muszą stanowić jeden organizm” można przeczytać [tutaj], a o odrobinach wychodzących brudów, którymi próbuje się szkalować kryształ [tutaj]. Chociaż ten drugi tekst był w sferze domniemań, niestety okazał się proroczy i w zasadzie jako scenariusz się już zrealizował, a wielka szkoda, gdyż to jest ze szkodą dla Polski. Źle się dzieje, to widać, nie da się udawać że nie ma problemów jeżeli wiceminister obrony narodowej nie może dostać banalnego poświadczenia upoważniającego do dopuszczenia do tajemnicy! Ustawa jest tak skonstruowana, że służby a konkretnie SKW nie musi się tłumaczyć z odmowy, jednakże to jest nie fair, zwłaszcza wobec osoby pana generała Skrzypczaka, którego autorytet jest niepodważalny i nienaruszalny. Można bez wątpienia podnieść, że odmowa wydania mu certyfikatu to akt działania wymierzonego przeciwko opcji zmian i reform w armii, na co słusznie – nie może i nie chce się zgodzić premier. Uwaga nie chodzi tutaj o kaliber zarzutów, można się domyśleć, że dotyczą one spraw proceduralnych lub obyczajowych, jednakże czy to z kim się śpi ma decydować o tym jakim się jest fachowcem od wojskowości? Pozytywne zmiany – ruszające beton wojskowy od czasu pojawienia się duetu Siemoniak-Skrzypczak są oczywistością, są widoczne dla każdego, kto chociaż odrobinę zajmuje się wojskiem i zna jego wewnętrzną logikę. Było oczywistym, że znajdą się środowiska dążące do powstrzymania zmian, jednakże nikt nie spodziewał się, że będą do tego wykorzystywane służby państwowe. Generał Skrzypczak i minister Siemoniak powinni mieć bezzwłocznie przyznaną super ścisłą ochronę Biura Ochrony Rządu, a ich otoczenia powinny zostać prześwietlone w celu wyłowienia ewentualnych zagrożeń, także tych które powstały w wyniku elementów wywodzących się z naszych własnych służb.

W tych przypadkach ewentualna próba samobójcza nie wchodzi w ogóle w grę i przeprowadzenie znanego scenariusza z seryjnym samobójstwem – może spowodować działania nadzwyczajne, prowadzące do masowych aresztowań osób w strukturach siłowych w kraju. Dlatego premier bardzo dobrze zrobił usuwając dowódcę SKW, który odmówił podpisania certyfikatu – podkreślmy, tutaj chodzi o politykę i premier wie lepiej kogo chce zrobić doradcą ministra a kogo nie chce i to – pomimo niewiedzy co do zarzutów względem Skrzypczaka – tylko od premiera ma zależeć jaką on rolę będzie pełnił. W tej sprawie pan Tusk ponosi pełną odpowiedzialność polityczną, jeżeli Skrzypczak okaże się szpiegiem – w pełni pogrąży to już autorytet Tuska.

Przy czym uwaga, powstaje pytanie na czym i na kim opiera się premier w przeglądzie życiorysów współpracowników? Ilu jeszcze takich „Skrzypczaków” zostało skreślonych ze służby państwu niesprawiedliwie przez gry i podchody SKW a ilu rzeczywiście nie spełniało kwalifikacji i kto weryfikował weryfikatorów? No i zaczynają się schody, zabawy w kilka służb specjalnych i typowo polskie chciejstwo na zasadzie – trup jest, ale nie ma winnych, wszystko zgodnie z procedurami. Jeżeli ma tak być, żeby premier mógł powierzać jaką chce misję- komu chce, należy to napisać wprost w ustawie (mniej więcej tego typu zapis jest w odniesieniu do szefa ministerstwa). Jednakże nie można tolerować sytuacji, w której państwo płaci za etaty służby specjalnej, uznając specjalny status jej funkcjonariuszy/żołnierzy a premier nie ma do nich zaufania – o które trudno w tak niesłychanie dziwnym i politycznie umotywowanym przypadku!

Wojsko i sprawy wojskowe muszą być tajne z istoty własnej natury, jednakże nie może być tak, żeby COKOLWIEK w tym zakresie nie było dostępne dla najwyższych władz państwowych tj. Ministra Obrony Narodowej, jego zwierzchnika – Prezesa Rady Ministrów oraz oczywiście Prezydenta Rzeczpospolitej jako zwierzchnika sił zbrojnych. Nie można się zgodzić na ograniczanie cywilnej kontroli nad armią poprzez zasłanianie się procedurami i normalne urzędnicze wycinanie się w hierarchii absurdu!

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że pan generał Skrzypczak będzie mógł dalej realizować swoją misję! Pamiętajmy, że jest to człowiek z olbrzymim potencjałem i o niepodważalnym patriotyzmie!

Jedna myśl na temat “Wojna o służby specjalne

  • 24 września 2013 o 16:54
    Permalink

    Bez przesady z tą gloryfikacją wiceministra MON, Pana Skrzypczaka. Z drugiej strony należy prześledzić KARIERĘ Szefa SKW. Ile on dni spędził w PRAWDZIWYM WOJSKU?
    A co z jego podwładnymi? Czy okopywali się kiedykolwiek “do pozycji stojąc”? I takie “harcerzyki” mają pilnować naszych największych tajemnic – to kpina.
    Nie znając z autopsji wojska “od podszewki” – nie powinni być zatrudniani do jego ochrony, którą oni rozumieją bardziej po bolszewicku.
    Oznacza to jedno: żeby nas się bali, to wystarczy. …

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.