Wojskowość

Wojna – naturalna kolej rzeczy?

 Przyzwyczailiśmy się do pokoju, dziedzictwo PRL, bezpieczeństwo w Europie i ogólny stan bezpieczeństwa międzynarodowego, to coś co uważamy za stałą. Nie bierzemy pod uwagę w ogóle ryzyka konfliktu zbrojnego, rozgrywającego się w kontekście obecnych granic naszego kraju. Wojny w Iraku i Afganistanie, w których ochoczo wzięliśmy udział traktowane są przez opinię publiczną, jako coś bardzo odległego, poza tym jako wojny nie do końca, albowiem elita każe je nazywać „operacjami”, a wojna to wiadomo – to okupacja, to Powstanie, to Kampania Wrześniowa, ewentualnie triumfalny pochód Armii Czerwonej. Polacy nie zdają sobie sprawy z okrucieństwa, tempa, bezwzględności i brutalności współczesnej wojny – rozgrywającej się na obszarze, gdzie są zapasy umożliwiające bytowanie i autostrady szybkie przemieszczanie się. Pewne pojęcie o tym mają mieszkańcy Gruzji, a także Bałkanów, jednakże elity zrobiły wszystko, żeby prawdziwy obraz konfliktów nie przedostał się na trwałe do powszechnej świadomości opinii publicznej w Polsce. Polacy żyją w głębokiej nieświadomości co do tego jak się zachować na wypadek zagrożenia wojennego, poza tym nie rozumieją, że wojna jest naturalną koleją rzeczy w odniesieniu do realizowanej polityki. Tak było zawsze, jest i będzie. To się nigdy nie zmieni, obecnie obserwowany pokój powszechny, jest dobrem nadzwyczajnym, do którego niestety nie można się przyzwyczajać, zwłaszcza jeżeli ma się takich sąsiadów jak my.

Generalnie dopóki funkcjonuje blok państw zachodu oparty o Amerykańską super potęgę, a jednym z filarów tego bloku są Niemcy, nie grozi nam największe przekleństwo wynikające z położenia geopolitycznego – czyli konflikt z dwoma potężnymi sąsiadami naraz. Jednakże taka rzeczywistość nie jest i nie będzie wieczna, albowiem nie mamy pewności, że Europa będzie tym samym czym jest lub tym czym chce być za kolejne 50 lat. Oznacza to, że poważnie myślący o sobie Naród, zakreśla sobie ciąg działań do zrealizowania na rzecz bezpieczeństwa w tej perspektywie. Biorąc pod uwagę doświadczenia historyczne, jedynym sposobem zapewnienia sobie bezpieczeństwa w dłuższym okresie czasu może być tylko i wyłącznie posiadanie własnego arsenału broni masowego rażenia oraz dostatecznej ilości środków jej przenoszenia. Jeżeli myślimy o swoim bezpieczeństwie w sposób międzypokoleniowy i chcemy przestać myśleć o sobie w kategoriach wywózek, obozów i sezonowości naszej państwowości – to budowa arsenału broni masowego rażenia powinna być naszym priorytetem.

Wcześniej w perspektywie 20-30 lat należy przygotować się na konflikt klasyczny z jednego kierunku jako coś więcej niż konflikt w Gruzji w 2008, a mniej niż konflikt pełnoskalowy w znaczeniu klasycznego rozwijania wojsk i trwałym zajmowaniem części terytorium. Bardziej należy się spodziewać, że Polska jako wróg może być po prostu idealna do rozgrywania spraw wewnętrznych w sąsiednim, nieprzychylnym nam imperium. W celu sprostania temu zagrożeniu musimy dokonać przeorganizowania państwa, w taki sposób, żeby jego struktura była zdolna do mobilizacji i prowadzenia wojny. Obecnie, nie jesteśmy w stanie prowadzić wojny na własnym terytorium w oparciu o własną logistykę. Ewentualna obrona polegałaby na improwizacji, ewentualnie pospolitym ruszeniu. Przeciwstawienie się militarne przeważającemu przeciwnikowi jest obecnie niemożliwe, cud nad Wisłą się nie powtórzy.

Na bieżąco, już dzisiaj musimy być przygotowani na konfrontację soft power i wojnę gospodarczą, albowiem oręż gospodarczy, a zwłaszcza energetyczny jest najchętniej wykorzystywanym narzędziem polityki zagranicznej sąsiedniego nieprzychylnego imperium. Co do polskiego soft power, a w tym gry dyplomacji bez wątpienia najważniejszym polem jest Bruksela i Waszyngton. Tam podejmowane są najważniejsze decyzje dotyczące naszego kraju, nie bez znaczenia jest poszukiwanie sojuszników sprawy polskiej wśród innych rosnących potęg, w tym Chin, Turcji, Brazylii i wszędzie tam, gdzie jest to możliwe i na tyle na ile będzie.

Jeżeli uda się nam wzmocnić struktury państwa w takim stopniu, żeby przygotowania do ewentualnej wojny potraktować jak jeden z kolejnych programów rządowych, to tym samym uda się nam osiągnąć wyższy poziom bezpieczeństwa, albowiem w ten sposób nasze bezpieczeństwo będzie się po prostu przekładać na poziom naszej zamożności. Wzmocnienie potencjału obronnego osiągniemy poprzez nowe i bardziej zaawansowane systemy uzbrojenia, a nie ilość żołnierzy, czyli siły żywej, aczkolwiek ten parametr zawsze będzie się liczył.

Ze względu na nasze zobowiązania sojusznicze, w międzyczasie możemy być wielokrotnie włączani do innych konfliktów, w których sojusz będzie brał udział. W tym celu potrzeba mieć stosunkowo duże i doskonale wyposażone siły ekspedycyjne, zdolne do szybkiej mobilizacji i o wysokiej mobilności. Kluczowym elementem, który niestety zupełnie kuleje jest logistyka wojskowa, umożliwiająca samodzielne angażowanie się w konfliktach poza granicami kraju, w oparciu o własne siły i środki. Warto pamiętać, że ostatnią kampanią wojenną polskich wojsk, opartą w całości na własnej logistyce – poza granicami kraju, była wyprawa Jana III Sobieskiego w 1683 roku pod Wiedeń. Po tym wydarzeniu nie mieliśmy już nigdy zdolności ekspedycyjnych umożliwiających samodzielne wejście i wyjście z danego Teatru Działań Wojennych. Tych możliwości nie mamy dzisiaj, albowiem wycofanie się z Afganistanu bez pomocy Amerykańskich sojuszników jest niemożliwe, czyli w praktyce bez odpowiednich zabiegów politycznych.

Reasumując, należy stopniowo doprowadzić do militaryzacji społeczeństwa. Stopniowo, krok po kroku należy budować świadomość zagrożeń i konieczności ich antycypowania. Odbudować obronę terytorialną, obronę cywilną, zdolności mobilizacyjne, rezerwy, zapasy, opracować odpowiednie procedury na czas „W” itp. Równolegle najważniejszym celem naszego państwa powinno być wejście w posiadanie broni masowego rażenia i szerokiego wachlarza środków ich przenoszenia. Tylko to może zagwarantować nam bezpieczeństwo w długim okresie czasu. Odpowiednie przeorganizowanie i wzmocnienie konwencjonalnych sił zbrojnych to kwestia potrzeb i środków. Nie można mieć złudzeń, w dalszej perspektywie czasowej trzeba będzie wydawać o wiele więcej na obronę niż dotychczas. Może to przyjąć dramatyczny charakter w związku ze starzeniem się społeczeństwa i koniecznością ponoszenia wydatków na szeroko rozumianą sferę socjalną.

8 komentarzy

  1. youngcontrarian

    Szanowny Krakauerze,
    Poczatkowo przeczytalem Twoj futurologiczny artykul z lekkim usmiechem. Ale przypomnialem sobie, ze dokladnie tak samo zareagowalem w 1987 na ostrzezenia co rozsadniejszych obserwatorow politycznych w bylej Jugoslawii i poza nia o mozliwosci wybychu najwiekszego konfliktu zbrojnego i tragedii humanitarnej w Europie od czasow Drugiej wojny swiatowej.

    Inne pytanie to to czy stac nas na dozbrojenia czy jakikolwiek wyscig zbrojen.
    Uwazam, ze w przypadku Bardzo HIPOTETYCZNEGO konwencjonalnego konfliktu zbrojnego w naszym regionie Europy strategicznie z militarnego punktu widzenia bylibysmy w dokladnie takiej samej sytuacji jak w 1939 roku. Co do sojuszu z Ameryka? Tak naprawde nie zostal on jeszcze wyprobowany. Poza tym z przykroscia powiem Ci na ucho, ze przecietny Amerykanin nie jest w stanie wskazac Polski na mapie swiata podobnie zreszta jak jakiejs nie-amerykanskiej “Georgii”…

    Pozdrawiam
    youngcontrarian

    • @youngcontrarian
      Swietny post.
      1) Calkowita racja, ze Polski nie stac na wyscig zbrojen arsenalu konwencjonalnego.
      Stad tez zostaje rozwijanie obrony niestandardowej, korzystajac z historycznych wzorcow i doswiadczen AK oraz asymetrycznych srodkow, natomiast dlugoterminowym celem powinna byc bron A.
      Nie wiem czy slyszal pan o izraelskiej doktrynie odstraszania pod kryptonimem “Opcja Samsona”, to jest element ktory nalezaloby w Polsce zaadoptowac, lub chociaz rozwazyc i sie z tym nie kryc.
      W naszym polozeniu geopolitycznym trzeba zrobic wszystko, aby hipotetyczna w obecnym czasie agresje uczynic nieoplacalna pod kazdym wzgledem.
      Przewaga technologiczna na zachodzie jest w tej chwili o wiele wieksza niz w ’39, natomiast na wschodzie konwencjonalnie na dzien dzisiejszy bylby problem nawet z krajem na B wedlug niektorych obeznanch w temacie, o jego protektorze nie wspominajac.
      Na razie dajemy sie wpuszczac w maliny wydajac pieniadze na niekoniecznie potrzebne uzbrojenie, a na pewno przestarzale.
      Najbardziej martwi “pacyfizm” obecnych elit, ktore najwyrazniej zapomnialy, ze jak sie nie ma pieniedzy na swoja armie, to bedzie sie je wydawac na okupacyjna.

      2) Sojusz z Ameryka zostal przetestowany, ale tylko jednostronnie.
      Co do ewentualnych zobowiazan to moge dodac tylko swoje zdanie oparte na pewnych widocznych dzialaniach oraz mojej interpretacji Artykulu 5.
      Akceptacja do NATO bylych demoludow nie byla popierana przez wszystkie opcje w Stanach, tak jak przedstawiono to w Polsce.
      Szczegolne emocje budzily kraje Baltyckie, gdzie co poniektore kregi podnosily watpliwe mozliwosci reagowania amerykanskich wojsk w tym rejonie. Zaden lotniskowiec nie jest w stanie wplynac na Baltyk, to juz samo w sobie mocno ogranicza pole manewru.
      Plany obronne nowych czlonkow powstaly dopiero niedawno, a i to dopiero po sporej presji dyplomatycznej.
      Interwencja w Libii pokazala, ze bez Ameryki NATO nie istnieje, a juz na pewno jest mocno podzielone.
      Ja takich znakow nie lekcewaze, a moim zdaniem wskazuja one, ze ewentualna interwencja lub przyslowiowe “umieranie za Gdansk” bylaby co najmniej nie automatyczna.

      3) Artykul 5 NATO
      “The Parties agree that an armed attack against one or more of them in Europe or North America shall be considered an attack against them all and consequently they agree that, if such an armed attack occurs, each of them, in exercise of the right of individual or collective self-defence recognised by Article 51 of the Charter of the United Nations, will assist the Party or Parties so attacked by taking forthwith, individually and in concert with the other Parties, such action as it deems necessary, including the use of armed force, to restore and maintain the security of the North Atlantic area.
      Any such armed attack and all measures taken as a result thereof shall immediately be reported to the Security Council. Such measures shall be terminated when the Security Council has taken the measures necessary to restore and maintain international peace and security.”

      Pozwolilem sobie przytoczyc caly artykul, poniewaz mainstremowe media w Polsce koncentruja sie na pierwszych linijkach podkreslajac “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”
      Ja natomiast koncentruje sie na slowach “such actions as it deems necessary, including the use of armed force..”, gdzie wedlug mnie odpowiedz militarna jest tylko jedna z opcji, ale nie jest automatyczna.
      Czy nie przypomina to slawnych gwaracji francuskich i brytyjskich?
      Obecne elity natomiast wziely to za pewnik, calkowicie cedujac odpowiedzialnosc za obronnosc kraju.
      Prosze mnie zle nie zrozumiec, uwazam ze wejscie Polski do NATO bylo strategiczna koniecznoscia i dobrze sie stalo, tyle tylko ze nie moze to byc argument do samozadowolenia prezentowanego przez nasze elity.
      Amerykanie maja nam pomoc, a nie zrobic za nas wszystko. Cesja odpowiedzialnosci za bezpieczenstwo wlasnego kraju to naiwnosc, ktora znowu doprowadzi do obwiniania sojusznikow za nasza wlasna glupote.

      Pozdrawiam

  2. Dobry tekst i słuszne, zatroskane komentarze.
    Rację ma @PZ, że obecne elity są pacyfistyczne.
    No i to wydawanie pieniędzy na armię okupacyjną – jak sie nie chce na własną.
    Pozdrawiam.

  3. Jugosławia była zagrożeniem dla USA/NATO z powodu atrakcyjności tzw. „trzeciej drogi”, czyli neutralności. Wiec Jugosławię zlikwidowano przez wysłanie najemników zwanych Muhadzedinami. Porozumienie w Dayton pokazało ilu islamskich najemników nie zgodziło się na wyjazd z Bośni. Serbia była wciąż za duża wiec odłączono Kosowo budując tam jedna z największych baz amerykańskich Steel Bond dla 7 tys. żołnierzy na terenach wydzierżawionych na 100 lat od „Jugosławii”! Rura „Nabucco” której USA miało pilnować jest jednak mało prawdopodobna i Amerykanie nie wiedza co zrobić z jedna z najbardziej kosztownych baz.
    Atrakcyjność „neutralności” jest dobrze tępiona w Polsce ale sukces Austrii, Szwajcarii, Szwecji, Finlandii i Irlandii jest trudno ukryć. Najbardziej ciekawym krajem jest Austria której neutralność zawdzięcza Stalinowi i poparciu USA (tajnymi gwarancjami z 1954 roku). Atrakcyjność neutralności to przede wszystkim najniższe wydatki na zbrojenia. Z wymienionych krajów wydatki stanowią od 0.6% GDP dla Irlandii do 0.9% dla Austrii. Polska wydaje 1.8% chociaż trudno w to uwierzyć przy znanych wydatkach na okupacje Afganistanu. Neutralność jest niepopularna w Polsce z powodu tzw. geograficznego położenia ale jakie to położenie ma Austria i Finlandia – te kraje są przecież buforem miedzy wschodem i zachodem. Niewiele brakowało aby i Niemcy poszły drogą austriacką bo według „listów Stalina” z 1952 roku znanych pod nazwa http://en.wikipedia.org/wiki/Stalin_Note opcja zjednoczenia Niemiec pod warunkiem neutralności (zakazu stacjonowania obcych wojsk i zakładania obcych baz) była rozważana przez obie strony ale Adenauerowi zjednoczenie nie było potrzebne.
    Wojna jest więc prawdopodobna tylko w przypadku rozwijania takiej opcji przez Polskę. A przy znikomych zdolnościach obronnych kraju wojna trwałaby nie dłużej niż kilka godzin. Desant pewnego kraju dwoma Jumbo Jetami z 1000 żołnierzy opanowałby wszystkie ośrodki władzy w kilka godzin.

    • To co Pan pisze o bylej Jugoslawii, oczywiscie nie jest niemozliwe biorac pod uwage falszywa propagande amerykanskiej administracji w sprawie Iraku, czy sponsorowana z zewnatrz rewolucje w Syrii.
      Czy ma Pan nieco wiecej informacji ogolnie dostepnych na ten temat?
      Co do neutralnosci to jest to luksus na ktorych stac niewiele krajow, a na dodatek nie nalezy tego mylic z rozmontowaniem wojska czy pacyfizmem.
      Szwecja wydaje na zbrojenia 1.2% PKB, a w doktrynie ma zapisana niezaleznosc od zewnetrznych dostawcow broni.
      Szwajcaria rzeczywiscie wydaje 0.8% na zbrojenia, posiadajac jedne z najlepiej wyszkolonych sil obrony terytorialnej, co w polaczeniu z systemem umocnien w Alpach (o ktorych niewiele sie mowi) powoduje, ze owszem wejsc do Szwajcarii obce wojsko moze, ale raczej juz nie wyjdzie.
      Finlandia wydaje 1.5% PKB na wojsko i jak przekonal sie nasz ulubiony wschodni sasiad jest to wojsko, ktore moze powaznie pokasac.
      Irlandia to rzeczywiscie tylko 0.6% PKB.
      Dla Polski neutralnosc chyba opcja nie jest, szczegolnie biorac pod uwage geografie (autostrada dla obcych wojsk) oraz sasiedztwo, no chyba ze ktorys z sasiadow oglosilby neutralnosc wczesniej to mozna sie wtedy nad tym zastanowic, pod warunkiem ze bedziemy miec przemysl zbrojeniowy jak Szwedzi, obrone terytorialna jak Szwajcaria i bombe A.
      Zgadzam sie, ze obecnie Polska nie stanowi realnej sily w regionie.

      • Podaje adres książki na temat Jugosławii wydanej przez kolegę z Kanady. Proszę zwrócić uwagę na rozdział o destrukcji Kościoła prawosławnego w Kosowo – Kościoła który przetrwał 500 lat niewoli tureckiej ale nie zdołał oprzeć się bandytom.
        http://www.gavagai.pl/nato/

    • Bardzo dziekuje za link. Ksiazke z wielka ciekawoscia przeczytam. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.