Wojskowość

Wojna na Bliskim Wschodzie a Polska

 Ambicje krajów islamskich rosną z dnia na dzień, tradycyjnie przyjazne zachodowi reżimy Zatoki Perskiej dławią się w obietnicach socjalnych w zamian za spokój społeczny, polegający na przysypaniu dżina niepokoju społecznego kolejną warstwą petrodolarów. Nie stanowią bezpośredniego zagrożenia, albowiem czerpią profity ze sprzedaży swoich surowców energetycznych zachodowi, jednakże prawie wszystkie są skupiskami wrogiej ideologii dżihadu uprawianej powszechnie i prawie jawnie, w zależności od aktualnego nastawienia władcy. Kraje, przez które przeszła rewolucja “mediów społecznościach”, zmieniają się w oczach, chodzi głównie o Egipt, gdzie kobiety chowają dżinsy w domach i zakładają chusty na głowy wychodząc na zewnątrz mieszkań i domów, stopniowo zacznie tam zmieniać się elita, aż dojdzie do wojny domowej, pomiędzy siłami skupionymi wobec elity wojskowej a islamistów cywilnych, którzy będą starali się przejąć władzę nad wojskiem. Obecnie Egipt jest najważniejszą stawką na bliskim wschodzie, to od tego jak się będzie kształtował system wewnątrz tego kraju zależy pokój w regionie. Tymczasem oczy świata zwrócone są na Syrię, w której trwają zbrojne walki różnych frakcji i grup zorientowanych przeciwko rządzącemu reżimowi. W syryjskich arsenałach jest morze broni, albo nawet i ocean, przez co wszystkie zaangażowane strony mogą bardzo długo prowadzić działania zbrojne niszcząc swój kraj niezwykle skutecznie. Bez względu na wynik, Syria wyjdzie z tego konfliktu znacznie osłabiona, może nawet się rozpaść, jako samodzielne państwo, przez co straci zupełnie na znaczeniu w regionie. Jest to w interesie jej potężnych sąsiadów – Turcji i Izraela, które potrzebują rozwiązania kwestii syryjskiej dla zapewnienia odpowiednio – poczucia swojej dominacji, czy też zabezpieczenia drugiego frontu. Turcja wreszcie jest krajem, który coraz bardziej zwraca się w stronę Lewantu, czując odrzucenie i niechęć Europejczyków do popierania integracji. Nie można jeszcze powiedzieć, że Turcy dążą do odzyskania pozycji mocarstwowej w regionie, albowiem na to póki, co się nie zanosi, ale nie można wykluczyć, że w perspektywie kolejnych 10-20 lat, kraj ten w wyniku dynamicznych zmian wewnętrznych opanuje jakaś forma dyktatury elit wrogo nastawionych do wszystkiego, co nie jest islamskie i nie jest tureckie. Chodzi tu o zagrożenie dla krajów NATO – jak Grecja, Bułgaria, czy też nawet całych Bałkanów, przy stale nierozwiązanej kwestii Cypru. Niebezpiecznie może być też za Kaukazem, ale to głównie w przypadku rozbieżności dalszych interesów Rosji i Turcji. Irak jest największym problemem dla samego siebie, niestety w wyniku okupacji amerykańskiej, kraj ten utracił znaczenie strategiczne i nie ma możliwości samodzielnego prowadzenia wojny z zagrożeniem zewnętrznym, tak jak to było możliwe przed inwazją. Jednakże Irakijczycy doskonale zdają sobie sprawę, że w ich położeniu geograficznym nie można być słabym, albowiem nie przetrwają dekady. Na szczęście pieniądze nie są już i nie będą w przyszłości problemem, albowiem kraj ten ma praktycznie nieograniczone rezerwy surowców energetycznych, wystarczające na zaspokojenie wszelkich potrzeb, co najmniej obecnego i jeszcze dwóch kolejnych pokoleń. Dlatego też, należy się spodziewać potężnego uzbrojenia tego kraju i odzyskania przez niego należnej mu pozycji strategicznej, której brak już od dawna widzą Amerykanie, albowiem tuż za miedzą czai się stara, wroga potęga. Iran jest państwem, który za wszelką cenę będzie prowadził niezależną politykę wobec zachodu i nie ugnie się nigdy, albowiem posiadane rezerwy surowców energetycznych umożliwiają mu finansowanie dowolnie operetkowych parad wojskowych oraz niesłychanie groźnych grup terrorystycznych w regionie. Problemem jest przygotowywana przez ten kraj broń jądrowa, ani Izrael, ani państwa Zatoki, ani Zachód, ani Turcja – nie pogodzą się z wizją irańskiej broni jądrowej wycelowanej w ich miasta. Rachunek jest banalny – o wiele bardziej opłaca się stoczyć nawet długotrwały i krwawy konflikt konwencjonalny, licząc na upadek państwa irańskiego i wewnętrzną rewolucję, niż zgodzić się na zachowanie militarnego status quo i wyposażenie tego państwa w broń jądrową. Na to nie zgodzi się żaden izraelski polityk! Po prostu to jest poza skalą tolerancji obecnych potęg, nie muszą i nie będą tego tolerować, dlatego też kwestia wybuchu wojny to kwestia czasu. Powód się znajdzie. Palestyńczycy nie są w stanie się sami ze sobą dogadać, docelowo grozi im powstanie dwóch równoległych państw, rozdzielonych i kontrolowanych przez Izrael. Tam nigdy nie będzie pokoju, te narody się ze sobą nie pojednają, to nie jest możliwe. Wegetacja na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy, to wszystko, na co pozwoli Palestyńczykom izraelski okupant, jedynie mądrym zarządzaniem i zorganizowaniem swojego społeczeństwa na zasadzie sieci migracyjnej mogą próbować zachować swój potencjał do dalszej walki, która będzie możliwa tylko wtedy, gdy w regionie dojdzie do większej zawieruchy. Izrael jest obecnie najbardziej zagrożony w swojej historii, można obronić tezę, że tak źle jak obecnie jeszcze z bezpieczeństwem tego państwa nie było. Co prawda jest potężny jak nigdy dotąd, jednakże upowszechnienie się broni rakietowej i łatwość jej przenoszenia powoduje, że na połowie terytorium kraju nie można żyć bezpiecznie, albowiem zawsze grozi atak bronią przeniesioną ręcznie wraz z wyrzutnią przez kilku nastolatków, których nie stać nawet na trampki. Oznacza to ciągły stres i pressing, którego na dłuższą metę może nie wytrzymać nawet tak zaprawione w walce społeczeństwo jak społeczeństwo Izraela. Zagrożenie inwazją ze strony Libanu i Strefy gazy jest stale realne, Izrael doskonale zdaje sobie sprawę, że Hezbollah i inne organizacje bojowników islamskich, to odpowiedź na doskonałość i potęgę izraelskiej armii, ostatnia wojna w Libanie pokazała, że z rosyjskimi pociskami przeciwpancernymi nie da się wygrać, nawet mając najnowocześniejsze Merkavy. Dodatkowo, wizja inwazji pełnoskalowej, ze strony opanowanego przez islamistów Egiptu, czy też pełna anarchia w Syrii i rozlanie się tamtejszego arsenału broni chemicznej po okolicy to problemy, z którymi, na co dzień borykają się tamtejsi stratedzy. Jeżeli do tego dodamy jeszcze widmo zagrożenia irańską bombą jądrową, to wszelkie żarty się kończą, albowiem jedno trafienie w centralny Izrael powoduje faktyczny paraliż i koniec tego państwa, czyniąc niemożliwym zamieszkiwanie go. Dlatego też należy się spodziewać po Izraelczykach zachowań na miarę istniejących zagrożeń. Konwencjonalna potęga tego kraju jest tak przerażająca, że nawet wszyscy sąsiedzi dookoła napadając na Izrael na raz nie wygraliby wojny, jednakże broń niekonwencjonalna zmienia wszystko. Tu nie chodzi o wyprzedzające uderzenie na Iran, tu bardziej należy myśleć o unicestwieniu znacznej części irańskiego potencjału ludnościowego, tak żeby ten kraj nie mógł stanowić zagrożenia i musiał zająć się sam sobą przez kolejne pół wieku.

W obecnym stanie rzeczy przemieszczenie sił irańskich w kierunku Izraela przez Irak, a następnie Syrię lub Jordanię jest niemożliwe, zachodnie i zatokowe lotnictwo zniszczyłoby wszystko, co pojawiłoby się na tamtejszych doskonałych autostradach. Dlatego też należy bardziej liczyć się z taktyką wspierania ugrupowań bojowników islamskich na terytorium Libanu i ewentualnym rozegraniem karty egipskiej. Nie bez znaczenia jest też potencjalny konflikt z Turcją o złoża gazu odkryte na spornych wodach terytorialnych w okolicach Cypru. Tam nikt nie będzie chciał ustąpić, nie tylko ze względów prestiżowych, ale po prostu z powodu pieniędzy.

Patrząc na tą sytuację i możliwe scenariusze z naszej perspektywy, należy za wszelką cenę zdywersyfikować dostawy podstawowych surowców energetycznych i jak najszybciej wybudować, co najmniej dwie elektrownie jądrowe umożliwiające znaczne uniezależnienie się energetyczne od importu surowców. Ze względu na brak ekonomicznych substytutów dla ropy naftowej i gazu ziemnego, należy zapewnić dywersyfikację ich dostaw z wielu kierunków, nawet kosztem znacznego podwyższenia ceny dla odbiorców końcowych. Niezbędne jest magazynowanie tych surowców w ilościach umożliwiających swobodne funkcjonowanie państwa, przez co najmniej rok w zakresie gazu, a dwa lub trzy lata w zakresie ropy. Na tyle na ile jest to możliwe, należy bezzwłocznie opracować plan produkcji i popularyzacji biopaliw pochodzenia krajowego i innych paliw alternatywnych – np. produkcji benzyny z węgla kamiennego, którego mamy nadal gigantyczne jak na nasze potrzeby zasoby. Jeżeli 70 lat temu mogli to robić Niemcy, to nie ma żadnych powodów, dla których obecnie my nie moglibyśmy się tego ponownie podjąć, tak żeby mieć przygotowane odpowiednie instalacje – umożliwiające zapewnienie jakiegoś procentu dodatków do paliw konwencjonalnych.  W zasadzie najrozsądniejszą strategią, byłoby przejście na model brazylijski, gdzie najbardziej popularne są paliwa składające się w 75% z biopaliw. Musimy uniewrażliwić swoją gospodarkę na szoki paliwowe, musimy zapewnić ogrzewanie naszych domów zimą, na podstawie posiadanych surowców energetycznych i nowych technologii w zakresie spalania biokomponentów. Naszym celem powinna być stabilizacja cen paliw w nieprzekraczalnych widełkach, a nie absolutna wolna amerykanka – uzależnienie od dyktatu monopolisty wschodniego, który brutalnie i z iście pedantyczną skwapliwością wykorzysta każde zawirowania na światowych rynkach, żeby podnieść nam cenę.

W sensie zagrożeń militarnych, należy przygotować się na ataki terrorystyczne na terytorium kraju. W tym ataki hakerów islamskich, tego typu przejawy walki należy śledzić i zdalnie za pomocą służb specjalnych tępić. Tu nie ma żartów, jeżeli islamiści atakują stronę zgromadzenia sióstr zakonnych Św. Faustyny to nie ma problemu dla państwa, poza prestiżem. Jednakże, jeżeli zaatakują jakieś zbiory danych wrażliwych i uda się im spowodować szkodę, to nie może nie nastąpić odpowiedź. Po prostu w określonym miejscu powinna nastąpić punktowa istotna reakcja, adekwatna do spowodowanego zagrożenia. Służby specjalne za coś biorą pieniądze, jeżeli nie potrafią przeciwdziałać i dać odpowiedzi, to należy przemyśleć w ogóle koncepcję ich posiadania. Drugą kwestią jest odpowiednie przygotowanie armii, nie ma, co ukrywać, ale obecna interwencja w Afganistanie nie jest ostatnią.  Musimy przygotować, wyekwipować i odpowiednio uzbroić, w tym zapewnić własną logistykę – odpowiednio duży jak do wielkości naszego państwa kontyngent wojsk szybkiego reagowania, zdolnych nie tylko do okupowania jakiegoś terytorium, ale także do obrony go i we współdziałaniu z sojusznikami także do inwazji. Nie ma, co się wygłupiać z kontyngentem liczącym 2-3 tys., żołnierzy, taka ilość jest żenująca i nie może zapewnić nam należytego przełożenia na dyskurs strategiczny, w tym na wyciąganie ewentualnych korzyści z wojny i okupacji. Należy tak postawić zadania przed 100 tys. armią zawodową, żeby, w co najmniej połowie była zdolna do jednoczesnego udziału w konflikcie zagranicznym i to w oparciu o własną logistykę umożliwiającą wejście i wycofanie się. Jest przy tym oczywistym, że w kraju niezbędny jest pobór do formacji obrony terytorialnej. Bez tego nie zapewnimy sobie stabilnych rezerw ludzkich umożliwiających obronę kraju. Odrębną kwestią jest przygotowanie się do przyjęcia uchodźców, to tylko kwestia czasu, aż ze strefy wojny zaczną oni napływać. Ponieważ na integrację nie można sobie pozwolić, należy przygotować się do długotrwałego izolowania dużych ilości ludzi nam obcych. Będzie to z czasem narastające źródło problemów.

Wnioski: wojna na bliskim wschodzie wybuchnie, to tylko kwestia czasu i to raczej bliskiego, a na pewno bliższego niż nam się wydaje. Konflikt zmieni światowe realia gospodarcze, w stopniu dotychczas nieznanym. Musimy się przygotować na długotrwały szok w wyniku wzrostu cen surowców energetycznych.  Musimy wzmocnić i zreformować swoje siły zbrojne, tak żeby były zdolne do aktywnego udziału w przyszłych misjach stabilizacyjnych m.in. na Bliskim Wschodzie.  W naszym interesie leży możliwie największe uniezależnienie się od nagłego skoku cen paliw w średnim i długim okresie. W wyniku wzrostu cen surowców, może okazać się, że biopaliwa i paliwa syntetyczne pochodzenia krajowego – są tańsze od tradycyjnych paliw importowanych z zagranicy. Można szacować, że mamy rok, może trzy lata czasu na przygotowanie się. Potem będziemy już tylko ofiarami zawirowań, niezdolnymi do antycypowania skutków.

3 komentarze

  1. Wiekszych bredni pomieszanych z pseudoanaliza dawno nie czytalam. Z zdecydowanie jestem w temacie.

    • Bardziej prostackiego komentarza dawno na Obserwatorze nie widziałem, aczkolwiek zdecydowanie jestem w temacie. Proszę zwrócić uwagę na główną myśl o której pisze autor – chodzi mi o ekonomiczne następstwa zawieruchy wojennej dla naszego kraju.

  2. Udział kraju w wojnie poza granicami EU powinien podlegać pod narodowe referendum. Tylko decyzja o obronie własnego kraju może (i musi) być podejmowana natychmiast przez władze. W kraju toczy się debata na temat bezrobocia, emigracji, biedy, szkolnictwa. Wiele tych spraw ma wytłumaczenie – kraj od 20 lat jest w stanie ciągłej wojny z krajami które niczym Polsce nie zagrażały. Koszty wojny z Irakiem i Afganistanem są oceniane na 100 mld zł tj 2 letni deficyt państwa. Pisze “oceniane” bo w demokratycznym państwie wydatki na zbrojenia i wojny powinny być dostępne publicznie i podawane w budżecie państwa.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.