Paradygmat rozwoju

Wojna zawsze była, jest i będzie sumą wszystkich działań politycznych

Wojna zawsze była, jest i będzie sumą wszystkich działań politycznych. Można dodać, czy to się nam podoba, czy nie, ale nie da się zmienić tej atawistycznej rzeczywistości. To się może wydać bardzo przewrotne, ale nie udało się tego zmienić żadną poprzednią wojną. Prawie na pewno nie da się tego stanu zmienić także, żadną kolejną wojną. Ponieważ po niej prędzej czy później rozpocznie się kolejna.

Nasza dzisiejsza rzeczywistość jest globalna i ma globalny wymiar wszystkich wymiarów zysków, rozterek, strat i dramatów. Nie ma znaczenia, czy to się nam podoba czy nie. Liczy się to, jaki świat jest dzisiaj tu i teraz oraz jaki prawdopodobnie będzie jutro i pojutrze. Nasz wpływ na procesy kształtowania się świata jest od końca XVII wieku tylko i wyłącznie reakcyjny. Nie podjęliśmy jak do tej pory próby działania inicjacyjnego, które pozwoliłoby nam kreować rzeczywistość, jesteśmy tak porażająco słabi, że nie jesteśmy w stanie nawet kreować rzeczywistości sami dla siebie – nie mamy wpływu na własne wybory – dokonujemy ich w wyniku działań otoczenia. Oznacza to mniej więcej tyle, że nie możemy obrażać się na wojnę. Ona była, jest i będzie nam pisana – wojna to stan naturalny dla Polski i Polaków, a zniszczenie to nasze drugie imię. Przecież Zamek na tle, którego przemawiał pan prezydent Barack Obama w Warszawie skończyliśmy odbudowywać na początku lat 80-tych XX wieku! Jeszcze w latach 70-tych duża część naszych miast nosiła pamiątki ostatniej wojny. Do dzisiaj można w Krakowie, który jako jedno z niewielu miast polskich, które zostało w Polsce i nie ucierpiało w wyniku działań wojennych – natrafić na ślady po kulach. Są rzadkie, jednak są. Nawet z czasów oblężenia szwedzkiego w połowie XVII wieku!

Jeżeli więc wojna jest dla nas czymś normalnym i powszednim, a jedynie luksus ludowej ojczyzny dał nam pół wieku stabilizacji, którą potrafiliśmy mądrze wykorzystać na pokojową transformację, to jednak musimy liczyć się z tym, że pewnego dnia znowu mroczne oblicze historii może dać o sobie znać u naszych granic.

Jeżeli musimy uwzględniać to ryzyko, być może potrzebujemy zmiany paradygmatu? Dotychczasowy model funkcjonowania państwa, które wyrzekło się używania siły i jej projekcji poza granicami (chyba, że pod patronatem potężnego imperium) – jest fałszywy i fikcyjny. Naszym przeznaczeniem jest pole walki, można powiedzieć czy to się nam podoba, czy nie! To wynika z naszego położenia geograficznego i nastawienia sąsiadów! Dlaczego więc mamy zakładać jedynie absolutną bierność w tych procesach, którym jesteśmy i tak wbrew własnej woli poddawani, a za ostatnią wojnę nikt nam dobrowolnie odszkodowania nie zapłacił, rachunek krwi i zniszczeń jest tak naprawdę ciągle otwarty. No, bo jak inaczej nazwać wściekle rusofobiczną politykę historyczną mainstreamu? W jakimś celu musi być ona prowadzona, jeżeli komuś się wydaje, że Rosjanie oddadzą nam Smoleńsk i Psków – ten powinien wcześniej poczytać dostępne źródła o sposobach przetrwania w warunkach dalekiej północy. Pragmatyzm w zestawieniu z gotowością do przeciwstawienia się każdemu niebezpieczeństwu musi być naszym drugim obliczem. Chyba, że nie chcemy żyć?

Obecny sojusz pomimo kwiecistych zapewnień pana Obamy nie ma racji bytu. Z powodów geograficznych przy wrogości Niemiec – nie da się do Polski dostarczyć, ani pomocy, ani nie ma sensu wysyłać wojska. W razie konfliktu będziemy zdani wyłącznie sami na siebie. Pozostaje – albo się z tym pogodzić i zaakceptować przyszłe straty, zdecydować się na rozwiązania ostateczne (broń ABC), albo zmienić politykę na taką, która będzie dawała wszystkim jeden i ten sam prawdziwy komunikat – żadnego konfliktu.

Jednakże to oznacza, co najmniej neutralność, a w naszych realiach dodatkowo – organizację państwa na wzór izraelski oraz wspomnianą broń ABC. Na to nie jesteśmy gotowi, a nasze elity już dawno nie po to zabezpieczyły sobie byt na Zachodzie, żeby nie móc pogodzić się z przegraną. Trzeba pamiętać, że z punktu widzenia zarządzających Polską – po przekroczeniu pewnej bariery – albo zacznie się inercja układu, albo będzie niezbędny, wręcz pożądany „reset”. Ten można osiągnąć bardzo łatwo – po prostu dalej realizując taką politykę, jaką realizuje nasza obecna elita (cała – bez względu na barwę polityczną z jednym wyjątkiem). Potem rzeczywistość będzie podlegać kolejnemu rozdaniu, unormowaniu – może w innym kształcie terytorialnym, ale kogo to dzisiaj obchodzi?

Reasumując powyższe, trzeba się dobrze zastanowić, jaką drogę dalej wybrać, a przede wszystkim trzeba Narodowi mówić prawdę, pokazywać realne fakty, szkolić, przygotowywać do możliwego najgorszego scenariusza, – ponieważ jeżeli znowu w naszej stolicy miałyby się spotkać czołgi sąsiadów, to naprawdę lepiej zawczasu wiedzieć, co robić, bo nasze społeczeństwo dzisiaj jest tak słabe, że mogłoby nie przetrwać brutalności kolejnej okupacji. 25 lat prania mózgów zrobiło swoje, dzisiaj Polacy nie są frajerami – nie będą umierać za swoich zarządzających. Jednakże ktoś wreszcie musi Polakom powiedzieć, że wojna zawsze była, jest i będzie sumą wszystkich działań politycznych w naszym położeniu geopolitycznym i lepiej jest być do niej przygotowanym niż nie. Ofiary są nie do uniknięcia, jednakże „reset” można antycypować, nastawiając się na przetrwanie nawet w realiach kolejnej utraty państwowości. Wybór należy do nas, jeszcze chyba mamy trochę czasu…

2 komentarze

  1. Niestety, siedzimy w szambie po same usta – które jeszcze po chocholemu śpiewają jakąś wesołą i skoczną piosneczkę – np. “Jak to na wojence ładnie”…

    Wyprosiliśmy jednych obrońców i po krótkim okresie wolności – chyba jedynym od 300 lat gdy na naszej ziemi nie stała noga obcego żołdaka – zaprosiliśmy wspaniałych “siewców pokoju”.

    Siewcy demokracji i pokoju zdobyli uznanie w całym świecie – szczególnie na Bałkanach, w Iraku, Afganistanie, Libii, Syrii i w innych, mniej znanych ogółowi miejscach…

    Bardzo dziwne:
    http://polish.ruvr.ru/2014_06_08/Prorok-we-wlasnym-kraju-4269/

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

7 − one =