Wobec kogo adresować w Polsce bunt społeczny?

graf. red.Ujawnienie się fenomenu politycznego pana Pawła Kukiza oraz bardzo umiejętne wpisywanie się w nastroje społeczne, a nawet generowanie pożądanego odbioru przekazu politycznego przez prawicę, to dwa istotne i aktualne powody, dla których trzeba się zastanowić, wobec kogo adresować w Polsce bunt społeczny?

Wcześniej wszystko było proste, „Solidarność” – największy ruch społeczny w historii naszego państwa adresowała swój sprzeciw i buntowała się przeciwko „władzy”. Zaraz po początku transformacji, jak tylko jej programowanie zaczęło oddziaływać na sferę realną w Polsce, osobą numer jeden do wyładowywania frustracji i nienawiści stał się pewien ekonomista o bardzo znanym dzięki tym procesom nazwisku. Jak rządził najgorszy premier w historii naszego państwa na czele zjednoczonej prawicy i popierającej ją koalicji związków zawodowych i liberałów, to można było się buntować przeciwko „niewidzialnej ręce rynku”. Przez lata rządów lewicy, również było prosto i pięknie zwalać na „komunę”, „postkomunę”, do woli i wedle potrzeb. Jak władzę objęła jedynie słuszna, jedyna i niepowtarzalna prawica wsparta partiami rolniczego protestu klasowego oraz osób o poglądach trudnych do zdefiniowania w kontekście znanej już retrospekcji ich ówczesnego spojrzenia – można było ich wszystkich krytykować, bez żadnych ulg lub nawet myślenia państwowego, ponieważ pewne wiodące media w naszym kraju, zorientowały się, że dzięki odpowiedniemu formułowaniu przekazu można mieć wpływ na władze przez dwie kadencje lub dłużej. Za rządów obecnej koalicji właśnie przez to pojawił się problem, bo niby, do kogo adresują dzisiaj w Polsce główne siły swój wyraz społecznego buntu?

Prawdopodobnie tym polega problem tego typu inicjatywy jak ta pana Kukiza, albowiem o ile wszyscy rozumieją, kto się buntuje i widzą w tym miejsce dla siebie, to jeżeli liderzy mają problem ze zdefiniowaniem „wroga”, bardzo szybko dochodzi do rozejścia się oczekiwań zwolenników od planów liderów. Pan Kukiz zdefiniował sprawę mniej więcej tak, że „wrogiem” jest establishment u przysłowiowego żłobu. Generalnym adresatem jego przekazu są więc wszyscy, którzy sprzeciwiają się dalszemu trwaniu establishmentu przy żłobie. Wszystko super, ale nie wszyscy ludzie to rozumieją, albowiem z punktu widzenia tak zdefiniowanej doktryny – wrogiem jest zarówno prawica, lewica jak i prawica rządząca. W zasadzie wszyscy są wrogami, którzy są umoczeni w systemie. To bardzo radykalne podejście, ale niezwykle wiarygodne. Problem pojawia się jednak, jak zaczynamy dokonywać segmentacji zwolenników i przeciwników, wówczas wychodzi albo utopia, albo niezrozumienie rzeczywistości. W polityce, bowiem zawsze trzeba się liczyć z rzeczywistością i trafnie przewidywać przyszłość, a nie zakładać jakiś, nawet najbardziej wyrafinowany model, którego nikt nie widział i ludzie nie uwierzą w jego skuteczność, ponieważ z natury wszyscy są konserwatywni i boją się zmian, które dotyczą ich osobiście.

Nie da się wiarygodnie głosić buntu przeciwko systemowi, jeżeli jest się jego częścią. Doskonale wie o tym prawicowa prawica, która zrobiła wszystko, żeby zawsze w każdych warunkach negować rządzących, ich decyzje i mówić o ich zaniechaniach. Tutaj mamy do czynienia z mistrzostwem świata w określeniu adresata buntu – wrogiem są „oni”, bo wiadomo, że my stoimy tutaj, a „oni”, tam gdzie kiedyś wiadomo, kto! To załatwia sprawę, jest w swojej koncepcji marketingowej GENIALNE. Winni są „oni” i koniec, nie trzeba niczego więcej, ani nikogo więcej, liczy się tylko to, żeby mieć możliwość określania, kto jest „my”, a kto „oni”. Jak to działa w kategoriach makro doskonale widzieliśmy po ewolucji podejścia do premiera Węgier, gdy ujawniono jego pryncypia polityki zagranicznej.

Nikt do tej chwili nie odważył się adresować buntu do tych, którzy są beneficjentami systemu, bez względu na ich przekonania polityczne, pozycję i w ogóle cokolwiek. Głównie dlatego, ponieważ kategoria walki klas, jest w naszym kraju zamieciona bardzo głęboko pod dywan i to tak, żeby przypadkiem lewica sobie nie przypomniała takich słów jak właśnie wspomniana „walka”, czy też słowa klucza – „socjalizm”.

Niepokojące jest to, że pojawiły się w Polsce siły, które będą adresować swoje żale do Unii Europejskiej, mieliśmy tego próbę w kampanii wyborczej, gdy pan Duda straszył Polaków Euro.

Głupia sprawa, ale generalnie buntując się w Polsce, stale działającej na dogmatach postsolidarnościowych, buntujemy się przeciwko samemu sobie. Przecież to bez sensu?

3 komentarze do “Wobec kogo adresować w Polsce bunt społeczny?

  • 26 lipca 2015 o 07:24
    Permalink

    Można odwoływać się do mądrości ludu 🙂

    Odpowiedz
  • 26 lipca 2015 o 13:35
    Permalink

    Adresat jest tylko 1 ,to współczesny polski kapitalizm z bezrobociem,nierównościami,brak stabilności i perspektyw dla młodych,rusofobią,średniowiecznym Kościołem.

    Odpowiedz
  • 26 lipca 2015 o 17:07
    Permalink

    Jaki bunt?
    Przeciwko ciepłej wodzie w kranach?
    Mamy to już WDRUKOWANE w mózgi i nic tego nie zmieni.
    Sami się pilnujemy, więc NASZ kolonizator ma niższe koszty.
    Komu się TO nie podoba, może jechać świadczyć pracę do siedziby kolonizatora.
    Amen.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.