Religia i państwo

Wizyta duszpasterska – kolęda czy coś więcej?

 Co roku w okolicach Świąt Bożego Narodzenia oficjalni funkcjonariusze Kościoła Katolickiego usiłują odwiedzać mieszkańców tzw. swoich parafii w ich miejscach zamieszkania. Jest to zwyczaj ukształtowany w Polsce przez lata, powszechny na terenie całego kraju, – w którym Kościół Katolicki łączy cele duszpasterskie i statystyczne gromadząc informacje o osobach mieszkających na obszarze tożsamym z obszarem tzw. parafii.

Źródłem dla tego zwyczaju jak czytamy na portalu Archidiecezji Krakowskiej jest zwyczaj odwiedzania w trakcie świąt swoich krewnych, jak napisano: „Nie dziwi, więc nikogo w tym czasie widok kapłana, duszpasterza odwiedzającego domy swoich parafian.” Tamże scharakteryzowano bardzo zwięźle i bardzo ciekawie tradycje kolędowania wywodząc ją z czasów średniowiecznych. Jako ewangeliczne uzasadnienie tej praktyki podano tamże odwołanie do Ewangelii Św. Mateusza (Mt 2,2) oraz w Ewangelii Św. Łukasza (Łk 10,1-12). Dodatkowo o wizycie duszpasterskiej wynikającej z konieczności poznania swoich parafian przez proboszcza mówi Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 529§1 czytamy m.in.: że: „(…), proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny (…).” To mówią ewangelie i kodeks kanoniczny, Konkordat się bezpośrednio do kolędowania nie odnosi, jednakże na nią w sposób pośredni przyzwala w art. 5 w którym zapisano m.in., że: „Państwo zapewnia Kościołowi Katolickiemu, (…), swobodne i publiczne pełnienie jego misji (…).”

W świetle powyższego jest to po prostu zwyczaj, w którym duchowni katoliccy odwiedzają „swoich” parafian, którzy stają się nimi w sposób obligatoryjny – tylko i wyłącznie w wyniku faktu zamieszkiwania na danym obszarze uznawanym przez dany kościół za obszar „swojej parafii”. Zwyczajowi temu towarzyszy nieformalny obyczaj złożenia przez wiernych ofiary materialnej na rzecz księdza, w postaci pieniędzy w kopercie – a także zwyczaj posilenia, napitku i transportu. Kolęda jest o wiele bardziej uroczysta na obszarach wiejskich i w małych miasteczkach, w miastach – ze względu na ilość parafian – księżom bardzo trudno jest poświęcić należytą ilość czasu – konieczną do poznania problemów każdej odwiedzanej rodziny. W praktyce w dużych skupiskach ludzkich kolęda przebiega w sposób schematyczny tzn. duchowny wjeżdża na najwyższe piętro bloku mieszkalnego i schodzi na dół kolejno od mieszkania do mieszkania – będąc poprzedzanym przez służących mu ministrantów, – których zadaniem jest pytanie „czy przyjmują państwo księdza?” Jest to zadziwiające, albowiem stoi w jawnej sprzeczności ze słowami Ewangelii Św. Łukasza (Łk 10, 7) „W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu.” Gdzie Chrystus pouczył swoich następców, żeby odwiedzając domy uniknęli właśnie tego typu wizyt „kaskadowych” polegających na masowym i seryjno-następczym składaniu odwiedzin. Widocznie intencją było, aby odwiedzanie domów – stanowiło zarazem wyróżnienie dla wierzących, a nie powszechne i masowe w swojej istocie automatyczne. Oczywiście nie nam rozstrzygać o sprawach wiary, jednakże ten zapis Ewangelii Św. Łukasza mówi wprost NIE PRZECHODŹCIE Z DOMU DO DOMU, co nie wymaga żadnej szczególnej interpretacji i nadzwyczajnej wykładni. Wymowa tych słów jest jednoznaczna, współcześni oficjalni przedstawiciele Kościoła Katolickiego niestety w swojej misji kolędowania czynią coś dokładnie przeciwnego – albowiem istotą kolędy jest właśnie chodzenie z domu do domu. Masowość i powszechność zastąpiła elitarność i wyróżnienie, widocznie dzieje się to w jakimś szczególnym celu – domniemania, co do którego spróbujemy  co nieco schematycznie nakreślić.

Już samo sprzeniewierzenie się przez duchownych katolickich oficjalnie uznawanym słowom Chrystusa jest na tyle szokujące, że bardzo ciekawe i zasługuje na dokładne zbadanie motywów takiego postępowania.

Kościół Katolicki uznaje, że sprawuje rząd dusz nad społeczeństwem polskim złożonym w dominującej większości z osób wyznania rzymsko-katolickiego. Całe terytorium państwa jest podzielone na diecezje i parafie, na których czele stoją dostojnicy kościelni różnych szczebli – zajmujący się zarządzaniem i administrowaniem sprawami wspólnot wiernych na terenie swojej właściwości (odpowiednio parafialnej – diecezjalnej). Tak było od zawsze, czyli od ustanowienia polskiej prowincji kościelnej w Gnieźnie w 1000 roku (wcześniej istniało w Poznaniu biskupstwo misyjne). Kościół zaproszony do państwa polskiego przez prawowitego Władce – Mieszka I rozpoczął legalne tworzenie własnej administracji, której zadaniem było równoległe spełnianie posługi duchowej – „rząd dusz” oraz zapewnienie możliwości funkcjonowania na obszarze państwa licznym parafiom, budowa i utrzymanie kościołów itp. Ten model przetrwał do dzisiaj, albowiem w parafiach uznawanych w Kodeksie Prawa Kanonicznego za wspólnoty, co sanuje Konkordat – istnieją kościoły, czyli zorganizowana struktura administracji kościelnej na szczeblu podstawowym. Wierni zapewniają jej finansowanie poprzez ofiary i opłaty „okolicznościowe” wnoszone przy okazji różnego rodzaju wydarzeń. Co do zasady wszelkiego rodzaju świadczenia na rzecz kościoła są obecnie w Polsce dobrowolne, tzn. wierni sami decydują czy dać, ile i jak często. Jest to duża zmiana albowiem przez cały okres istnienia państwa i przez połowę okresu zaborów – społeczeństwo w Polsce płaciło dziesięcinę na rzecz duchownych (została zniesiona w zaborze austriackim w 1848, w zaborze rosyjskim 1864, a w zaborze pruskim 1865).

Obecna kolęda – wizyta duszpasterska w kształcie krótkich odwiedzin polegających na odczytaniu formułki Pisma Świętego, pobłogosławieniu mieszkańców, ewentualnym poczęstunku i krótkiej rozmowie pełni jedną z kluczowych ról w zdobywaniu przez Kościół informacji o nastrojach panujących wśród wiernych. Jest przez to silnym elementem oddziaływania na linii Kościół – wierni oraz elementem umożliwiającym zupełną inwigilację, w tym przeprowadzenie indywidualnych spersonalizowanych wywiadów z mieszkańcami. Patrząc na to przedsięwzięcie od strony organizacyjnej jest to olbrzymi wysiłek Kościoła, niezwykle skomplikowany logistycznie i wymagający znacznych poświęceń ze strony jego aparatu funkcjonalnego.

Odwiedzaniu podlegają wszystkie punkty adresowe należące do osób fizycznych w danej parafii, przy czym jak czytamy na portalu Archidiecezji Krakowskiej: „Niejednokrotnie problemy z przyjęciem księdza w domu mają “wierzący” stojący z boku Kościoła, “wierzący-niepraktykujący”,  żyjący w związkach niesakramentalnych, których styl życia wyklucza ich z możliwości aktywnego uczestnictwa w życiu sakramentalnym Kościoła.” Czyli Kościół odnosi się do problemów społecznych związanych z rozwodami, współżyciem bez formalnej rejestracji itp., zagadnieniami. Zjawiska te są w trakcie wizyt prawdopodobnie badane poprzez zliczanie ilości zatrzaśniętych drzwi. W ten sposób Kościół uzyskuje informacje o bezpośredniej akceptacji dla swojej misji wśród wiernych. Co prawda oficjalnych statystyk się nie prowadzi (formalnie za statystyki kościelne odpowiada: „Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego” prowadzony przez Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego – Księża Pallotyni – na mocy porozumienia z Sekretariatem Komisji Episkopatu Polski); a przy najmniej nic o tym oficjalnie nie wiadomo, to można domniemywać, że tego typu zestawienia są prowadzone w parafiach. Ponownie korzystając z portalu Archidiecezji Krakowskiej czytamy m.in., że: „Każda parafia prowadzi kartoteki swoich parafian, gdzie odnotowuje się dane, przyjęte sakramenty, informacje o sytuacji rodziny, problemy. Warto dbać, aby ta kartoteka była uzupełniana przez kapłana na kolędzie.” Oznacza to publiczne przyznanie, że księża chodząc po kolędzie „dbają o kartoteki”, czyli aktualizują je odnotowując informacje zdobyte metodą wywiadu bezpośredniego, od domowników lub co można domniemywać na podstawie świadectw własnych – z wywiadu pośredniego – rozpytując sąsiadów o domowników w mieszkaniach sąsiednich, do których oficjalni przedstawiciele Kościoła katolickiego nie zostali wpuszczeni. Jest to prawdopodobnie najważniejszy ze świeckich powodów tych regularnych wizyt w naszych domach. Dzięki bezpośredniemu badaniu terenu, kościół ma pełen wgląd w sytuację poszczególnych rodzin i osób – może odnosić się bezpośrednio do zaobserwowanych zjawisk. Jest to prawdopodobnie najbogatsza baza danych dotyczących społeczeństwa polskiego – stale i na bieżąco aktualizowana w rytmie rocznym. Niestety nikt nad tą bazą poza Kościołem nie ma kontroli, dane nie są publiczne i nie wiadomo, dla jakich celów w istocie służą.

Niezwykle istotne są jeszcze dwa aspekty wizyt duszpasterskich, pierwszym z nich jest aspekt ekonomiczny, – czyli przekazanie bezpośrednich korzyści ekonomicznych dla odwiedzającego wiernych księdza. Z pewnością jest to silny zastrzyk gotówki dla duszpasterzy, którzy w ten sposób mogą podreperować swój budżet. Nie wiadomo, jaka jest przeciętna wielkość przekazywanych kwot, jednakże można szacować, że w dużych miastach jest to przynajmniej 50 zł a na wsiach nie mniej niż kwota zbliżona do tej wartości lub ją znacznie przekraczająca. Niestety nie ma w tej mierze żadnych statystyk, ta sfera finansów osób duchownych jest w żadnej mierze niezbadana i nie podlega jakiemukolwiek nadzorowi ze strony aparatu skarbowego. Drugim z nich jest równie ważny aspekt moralny, albowiem osoby nieprzyjmujące księdza mogą być w swoim otoczeniu – w pewnej mierze stygmatyzowane, gdyż to, że dana osoba lub rodzina nie podejmuje księdza jest widoczne w otoczeniu – albowiem ci emisariusze łamiąc cytowane powyżej polecenie Chrystusa chodzą od drzwi do drzwi. Być może to był zamysł tego zapisu – pochodzącego zgodnie z tradycją od wszechwiedzącego zbawiciela – żeby uniknąć tego typu sytuacji, – w których wierni dzielą się na tych „lepszych”, którzy przyjęli i na tych „innych”, którzy nie przyjęli. Jest to szczególnie dokuczliwe w społeczeństwach wiejskich, gdzie tego typu stygmatyzacja wyklucza osobę z lokalnej społeczności skutecznie i na lata, rzutując na jego los za życia i po śmierci (kwestia pochówku) a także nie jest bez znaczenia dla postrzegania dzieci z domu – gdzie nie przyjmowano księdza. Problem polega na tym, że nie można się z tego w żaden sposób wytłumaczyć. W tym kontekście praktykę składania seryjnych wizyt duszpasterskich należy uznać, za co najmniej dwuznaczną i w pewnej mierze szkodliwą dla życia społecznego.

Przy obecnych możliwościach telekomunikacji, Kościół powinien zdecydować się na odwrotną praktykę – tak, żeby w pełni wypełnić to, co jest napisane w Ewangelii. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wprowadzić zwyczaj zapraszania księdza na wizytę duszpasterską – wówczas wierni – z odpowiednim wyprzedzeniem składaliby dobrowolną deklarację o woli zaproszenia księdza – poznając przy okazji możliwy termin, a zarazem mając możliwość umawiania się na określoną godzinę. Byłoby to prawdziwą okazją do spotkania duchowego w kręgu poszerzonym o dalszą rodzinę a także przyjaciół. Księża mieliby więcej czasu – mogąc przybliżyć się do problemów danej rodziny – poświęcając więcej uwagi misji katechizacyjnej w podstawowych komórkach wspólnoty parafialnej, którymi są rodziny. Równolegle w ten sposób, nie byłoby problemu z krępującym obyczajem – odrzucenia wizyty księdza, anonsowanego przez często „zdyszanych” nastolatków. Byłoby to o wiele bardziej cywilizowane rozwiązanie – a co jest szczególnie ważne w pełni zgodne z nauką Chrystusa, w przeciwieństwie do obowiązującego modelu!

Jednakże na takie rozwiązanie Kościół prawdopodobnie sam się nie zdobędzie, albowiem oznaczałoby to dobrowolną rezygnację z wywiadów bezpośrednich i pieniędzy. W tym zakresie celowym byłaby interwencja władz państwowych, w tym powołanych do tego organów tj. Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych i Rzecznika Praw Obywatelskich. Niestety w obecnym układzie prawnych, – gdy Kościół jest dzięki Konkordatowi w praktyce wyjęty spod prawa o ochronie danych osobowych, ponieważ przepisów ustawy o ochronie danych osobowych nie stosuje się, jeżeli umowa międzynarodowa, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, stanowi inaczej. A inaczej stanowi Konkordat gdzie w art. 5 zapisano m.in., że: „Państwo zapewnia Kościołowi Katolickiemu, (…) swobodne i publiczne pełnienie jego misji, łącznie z wykonywaniem jurysdykcji oraz zarządzaniem i administrowaniem jego sprawami na podstawie prawa kanonicznego.” Tym sposobem państwo polskie uznało prawo kanoniczne za element powszechnie obowiązującego prawa w Polsce, a przynajmniej w zakresie prowadzenia archiwów przez instytucje kościelne (Kanon 482-491 i inne). Mamy sytuację, w której Prawo Kanoniczne via Konkordat, wyłącza Kościół Katolicki spod obowiązywania ustawy o ochronie danych osobowych – bardzo restrykcyjnie odnoszącej się do wszelkich zbiorów danych. Konsekwencje tego stanu rzeczy są wielorakie, zdecydowanie negatywne dla społeczeństwa – albowiem ludzie w praktyce nie mają wpływu na gromadzone o nich dane.

Reasumując rozważania o istocie wizyt duszpasterskich, jakie mają miejsce, co roku w naszych domach, dochodzimy do refleksji, że kwestia relacji państwo – kościół wymaga solidnego przemodelowania na wielu płaszczyznach, w tym dostosowania praktyk Kościoła do obowiązujących w Polsce przepisów prawnych – wynikających z prawa Unii Europejskiej. Sama instytucja wizyty automatycznej jest sprzeczna z zapisami słów Chrystusa w jednej ewangelii i jako taka nie powinna mieć miejsca. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie w dalszym kontynuowaniu tego wieloletniego zwyczaju, jeżeli tylko Kościół wykazałby się minimum przyzwoitości wprowadzając praktykę zapraszania przez wiernych – zwalniając zarazem osoby unikające kontaktu z oficjalnymi przedstawicielami Kościoła Katolickiego w swoich miejscach zamieszkania z konieczności liczenia się ze społeczną stygmatyzacją. Na to wszystko nakłada się kwestia kościelnych archiwum i baz danych będących poza jakąkolwiek kontrolą państwa. Jeżeli Kościołowi zależy na swoim obrazie wśród wiernych – nic nie stoi na przeszkodzie we wprowadzeniu proponowanych powyżej instytucji, byłby to zarazem doskonały test – dla faktycznego stwierdzenia zasięgów wpływów Kościoła w tzw. parafiach, do których ludzie (w poszczególnych punktach adresowych) są bez własnej woli automatycznie i przymusowo przypisani.

Uprzedzając możliwą krytykę, należy zgodzić się z faktem, że „problem” wizyt duszpasterskich w domach nie jest jednym z wiodących zagadnień publicznych we współczesnej Polsce, jednakże jest to zagadnienie wymagające unormowania – w imię podstawowego prawa człowieka do nieskrępowanej wolności, to znaczy wolności do nie tłumaczenia się z nieuczestniczenia w przedsięwzięciu narzucanym. Treść powyższego artykułu należy interpretować tylko i wyłącznie w tym kontekście – nie jest to w żadnej mierze atak na Kościół, a jedynie głos „maluczkiego” żyjącego „na uboczu Kościoła”.

9 komentarzy

  1. Panie Krakauer – pan porusza coraz ciekawsze wątki!

  2. mroczny i sprawiedliwy

    Redakcja poruszyła jeden z fundamentalnych problemów tego państwa a mianowicie nieproporcjonalnie, żeby nie powiedzieć niesprawiedliwie rozbudowanych przywilejów KK w Polsce, czego przejawem są między innymi opisane w artykule praktyki aparatu KK. Inna sprawą jest mentalność społeczeństwa, dopóki nie zrzuci zakorzenionych głęboko w psychice kajdan poddaństwa wobec KK niewiele tu się zmieni. Ale ja wierzę, że naród się otrząśnie i dostrzeże prawdę płynącą od Boga, a nie z KK. Czasami się zastanawiam czy w tej organizacji jaką jest KK jest jeszcze Bóg, bo przecież Bóg jest miłością i sprawiedliwością, a KK dawno zapomniał do czego został powołany i często postępuje wbrew zasadom które przyświecały jego założycielom 2000 lat temu.
    Nadzieją jest to, żre każdy może się nawrócić więc nawet aparat KK nie jest jeszcze stracony.

  3. mroczny i sprawiedliwy

    Czy przyjęcie oficjalnego przedstawiciela Kościoła Katolickiego nie jest niczym zaproszenie agenta obcego wywiadu do własnego domu?!

  4. pomroczonyiusprawiedliwoony

    To z tym cytatem o chodzeniu od domu do domu jest bardzo ciekawe – faktycznie tak jest w Bibli napisane…. to daje do myślenia

  5. Przeciew wy barany jeden z drugim nie musicie przyjmowac ksiedza po koledzie? Kto wam do ….. to narzuca? Nie chodzisz jeden z drugim nawet do kosciola, nie dajesz na tace, nie przyjmujesz ksiedza po koledzie, to po …….. sie wogole wypowiadasz tutaj? Po cholere ten parszywy, wywrotowy o …… nucie artykul? Kpiny 🙂 LOL Zostawcie ludziom wierzacym ich sprawy. A wy sprzatajcie Polske z prawdziwych smieci. Zaczynajac od swojego wlasnego podworka.

    • O kwestiach współczesnych można różnie myśleć – ja się zgadzam z poglądem autora

      ale tym to jestem zszokowany ….

      (Łk 10, 7) „W tym samym domu zostań­cie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasłu­guje robot­nik na swoją zapłatę. Nie prze­chodź­cie z domu do domu.”

      przecież księża jawnie robią inaczej chodząc od domu do domu po koperty !!!!!!!!!!!!

    • Stary wpis, ale warto skomentować bo na czasie – przecież nikt nie może twierdzić że autor jest niewierzący, poza tym jacy oni? Może odwrotnie – niech wierzący zostawią społeczeństwo w spokoju i nie narzucają się ze swoją wiarą – to prywatna sprawa każdego człowieka!

  6. to bardzo mocny tekst, prawdopodobnie jeden z najrozsądniejszych w kwestii formalnej o Kościele.
    Dziękuję autorowi

  7. BEZ DANYCH OSOBOWYCH

    Po kolędzie rusza zespół mężczyzn, którzy umysły mają “wyprane” do cna. Służą idei cudzego boga, który Polaków traktuje jak niewolników. I to wszystkich, łącznie ze swoim personelem, na którym skupia się złość myślącego społeczeństwa.
    Po co kolęda?Nikt do końca nie zna powodów, więc nie ma się co rozwodzić nad tematem. Ja radzę ten święty obrazek, który zostawia ksiądz wrzucić do kubła. Bo nie wiadomo czemu taka pamiątka służy, lepiej nie zasilać grona potrzebujących i nieporadnych.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.