Witaj inflacjo – 4,3%

graf. red.

Witaj inflacjo – 4,3% w kwietniu 2021! Można pogratulować rządowi dobrej zmiany, ale prawdziwe podziękowania należą się panu Prezesowi Narodowego Banku Polskiego i całej Radzie Polityki Pieniężnej. Wiadomo, że gotówki mamy nieskończone ilości i to już zaczyna być widać. Niestety nie w naszych portfelach, a nawet jeżeli – zacznie, to już będziemy mieli do czynienia z zupełnie innym przełożeniem siły nabywczej. W Złotym będzie mniej Złotego!

Średnioroczną inflację na 2021 celowano na 1,8% a zapowiada się, że może być około 3-4% i jeszcze nie powiedziała swojego ostatniego słowa. Pan Prezes Narodowego Banku Polskiego w swoich licznych wywiadach i wypowiedziach dla mediów, dawał do zrozumienia że wzrost inflacji, w tym odchylenie od ustalonego celu inflacyjnego 2,5% jest możliwe w średniej perspektywie czasowej. Nasz problem polega na tym, że w języku wypowiedzi ekonomicznych może to oznaczać okres około 3-7 lat, jeżeli chodzi o perspektywę projekcji inflacyjnej. Wynika to z natury jej procesów, one sobie narastają, gromadzą się a później uwalniają się w spirali inflacyjnej, o której początku już zaczynają mówić nasi najbardziej znani ekonomiści.

Można próbować wysunąć hipotezę, że taki stan rzeczy jest na rękę opcji rządzącej i właśnie dlatego jest tolerowany, a nawet władze banku centralnego się do tego w jakiejś mierze przyczyniły swoimi wypowiedziami i zaniechaniami na temat kursu Złotego. Inflacja to bowiem nic innego, jak ukryty podatek, który płacą wszyscy, dosłownie wszyscy – cała gospodarka i każdy człowiek z osobna. Dzieje się to na wielu płaszczyznach, bo system podatkowy jest tak skonstruowany, żeby zawsze zarabiało państwo.

Po pierwsze wyższa inflacja to wyższe wpływy z podatków, jeżeli rosną ceny – to rośnie wartość płaconego podatku VAT (to proste od czegoś co kosztuje 100 zł płacimy 23 zł, a jak coś kosztuje już 104,30 zł to płacimy: 128,29, czyli 0,99 zł podatku więcej za ten sam produkt lub usługę [Dziękujemy czytelnikowi Dociekliwemu za korektę]). Jak rosną płace, to analogicznie rosną podatki dochodowe, ponieważ rośnie podstawa opodatkowania. Do tego jest jeszcze akcyza!

Po drugie robi się lżej po stronie wydatkowej budżetu i licznych funduszy, albowiem stopa inflacji przewidywana na 1,8% jest podstawą do waloryzacji. Wszystko inflacyjne co powyżej, to czysty zysk dla państwa i jego agend. W przypadku 500 +, 4% inflacja oznacza – mniej w parytecie siły nabywczej o 20 zł! Analogicznie jest a rentami i emeryturami, indeksowanie w oparciu o stopę inflacji i wskaźniki.

Po trzecie wreszcie – przecież nasz rząd jest zadłużony. Inflacja przy zerowych stopach procentowych dla depozytów jest błogosławieństwem, ponieważ powierzając pieniądze systemowi finansowemu Polacy, w istocie do niego dopłacają. Rynek oczywiście wycenia obligacje złotowe z odpowiednim dyskontem, jednak do póki to jest w przewidzianych widełkach, nie jest zagrożeniem. Nieco inaczej z długiem w walutach obcych, jeżeli Złoty się załamie, to każde kilka groszy na Euro, czy Dolarze – przełoży się na setki milionów Złotych, które trzeba będzie wydać więcej dla zrolowania kolejnych zapadających wierzytelności. Przy zerowych stopach procentowych, rząd może pożyczać pieniądze drukowane przez bank centralny, poprzez fikcję obligacji państwowego funduszu lub innych papierów dłużnych. Przez to rząd ma dostęp ciągle do taniego pieniądza, co powstrzymuje rynek przez realnym wzrostem wartości wierzytelności, ponieważ póki rząd płaci, a płaci za względnie małe transze (dług jest rolowany z różną zapadalnością), to władza publiczna w istocie steruje rynkiem, a nie rynek władzą. Przy czym, to że zapłacą nieco więcej – jest wkalkulowane.

Inflację napędza wzrost cen energii, którą kupujemy głównie w walutach obcych. Przy czym uwaga – wzrasta cena i Euro i Dolara. A my kupujemy dwa bardzo ważne rodzaje rzeczy za granicą, po pierwsze płacimy za surowce – głównie w Dolarach i płacimy za prawa do emisji CO2 – już prawie 50 Euro za tonę! To są kolosalne pieniądze! Ceny paliw i energii przekładają się na całą gospodarkę, dosłownie na wszystko, co w niej funkcjonuje. Nie ma czegoś takiego, co byłoby na ceny energii niewrażliwe lub od nich niezależne (to niemożliwe). Prawidłowość ze względu na skalę opodatkowania głównych nośników energii jest jednoznaczna – ceny rosną, ale generalnie nie maleją, a na pewno w sposób odczuwalny.

Podsumowanie jest niemożliwe, ponieważ nasz dramat trwa. Oczywiście można się zgodzić ze stwierdzeniem, że lepiej mieć nieco wyższą inflację, niż wysokie bezrobocie. Jednak powyżej 4 % to jest więcej, niż cel inflacyjny! A to oznacza, że Narodowy Bank Polski powinien podjąć działania mające na celu – realizację jego celu inflacyjnego. To jest jego obowiązek, misja dla której został powołany. Inflacja na poziomie 2,5% byłaby o wiele bardziej bezpieczna, jak również o wiele mniej odczuwalna dla społeczeństwa i podmiotów gospodarczych.

Starsi z nas pamiętają horror hiperinflacji z początków transformacji. Jak rozpoczęto wymienialność Dolara na Złotówki – po uwolnieniu kursu, to proszę pamiętać, że to było stare 10000 ówczesnych Złotych. Po denominacji, to byłby 1 zł. Dzisiaj kurs jest cztery razy większy. To są koszty inflacji, koszty transformacji, ponieśliśmy je i zapłaciliśmy za nie straconym pokoleniem. Nie powtórzmy tego błędu dzisiaj. Inflacja to zło, to najbardziej bezwzględny i perfidny sposób na zniewolenie ekonomiczne społeczeństwa. Przecież tracimy na wszystkim, także na składkach emerytalnych. NIKT nie zyskuje na inflacji, może Minister Finansów – złudzenia? Czas na chwilową ucieczkę do przodu?

Proszę zapamiętać jedno – inflacji nie da się oszukać, chyba że ma się status Dolara, ale to także co najwyżej do pewnego momentu, kiedy otoczenie się zorientuje i wypracuje alternatywę.

13 myśli na temat “Witaj inflacjo – 4,3%

  • 6 maja 2021 o 04:49
    Permalink

    Autor trochę dramatyzuje.

    Co do istoty inflacji, to Autor ma rację.

    To że rząd dobrej zmiany gra na inflację – to wiadomo od uruchomienia programu 500 plus oraz decyzji o zakupie drogich zabawek dla wojska, typu F35.

    Miejmy nadzieję, że spirala inflacyjna nie rozkręci się do hiperinflacji.

    I to byłoby na tyle.

    Odpowiedz
  • 6 maja 2021 o 09:04
    Permalink

    No truskawki mam za 45 zł 🙂 MIłego dnia wszystkim! W ciągu dnia zarobię na 2 kg truskawek i bilet autobusowy do pracy i do domu 🙂

    Odpowiedz
  • 6 maja 2021 o 09:43
    Permalink

    Szanowny Krakaurze!
    Jeżeli coś drożeje ze 100 zł do 104,30 zł w cenie netto, to VAT od tej wyższej ceny wyniesie przy stawce 23% 23,99 zł, a więc wzrośnie o 99 groszy, a nie o 5,29 zł.
    Nie można robić tak grubych błędów!

    Odpowiedz
    • 6 maja 2021 o 10:26
      Permalink

      Myli się Pan, jak Pan to liczy? to stosunkowo proste:

      Wartość brutto dla kwoty 100,00 zł przy 23% stawce VAT to 123 zł

      Wartość brutto dla kwoty 104,30 zł przy 23% stawce VAT to 128,29 zł

      – jestem przekonany, że tu nie ma błędu. Mnoży Pan kwotę netto przez 1.23 lub korzysta z kalkulatora są online 🙂

      Odpowiedz
      • 6 maja 2021 o 11:40
        Permalink

        Szanowny Panie, proszę uważnie przeczytać to, co napisał Krakauer!!
        A napisał on, że podniesienie ceny netto o 4,30 zł spowoduje wzrost podatku VAT o 5,29 zł. To przecież bzdura. Pan pisząc, że nie ma błędu, nie widzi różnicy pomiędzy wzrostem ceny brutto, a wzrostem podatku VAT.
        W pierwszym przypadku w cenie brutto jest 23 zł VAT, a w cenie brutto jest 23,99 zł VAT (104,30 x 0,23% = 23,99 zł) Zatem cena netto104,30 zł + 23,99zł VAT= 128,29 zł w cenie brutto.
        Różnica w podatku VAT wyniesie zatem: 23,99 zł – 23,00 zł = 0,99 zł.
        I o tyle wzrośnie VAT, a nie o 5,29 zł. O tę ostatnią kwotę wzrośnie natomiast cena brutto.
        Mam nadzieję, że te proste obliczenia uzmysłowią Panu błąd zawarty w artykule i brak uwagi w Pąńskim komentarzu.
        Pozdrawiam.

        TAK MA PAN RACJĘ SAM PRZELICZYŁEM – WEB. JÓZ.

        Odpowiedz
        • 6 maja 2021 o 11:44
          Permalink

          Oczywiście zdanie “W pierwszym przypadku w cenie brutto jest 23 zł VAT, a w cenie brutto jest 23,99 zł VAT (104,30 x 0,23% = 23,99 zł)” powinno brzmieć: W pierwszym przypadku w cenie brutto jest 23 zł VAT, a w drugim przypadku w cenie brutto jest 23,99 zł VAT (104,30 x 0,23% = 23,99 zł).

          Odpowiedz
        • 13 maja 2021 o 17:06
          Permalink

          WEB MÓGŁBYŚ NAM DAROWAĆ TE SWOJE BZDURY !!!

          PAN TEŻ MÓGŁBY COŚ W KOŃCU DAROWAĆ! TYLE LAT NA WALETA? POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

          Odpowiedz
  • 6 maja 2021 o 14:04
    Permalink

    Panowie, nie będę wdawał się w liczenie VAT od cyt. sum – np.100zł .
    Dil był taki, pisze o tym Autor, a wcześniej nie dostrzegł tego nawet Balcerowicz- główny krytyk PiS, że USTAWICZNE przekraczanie celów inflacyjnych dawało rządowi DODATKOWE pieniądze! Proste jak kij . Jeśli przychody budżetu to 500 mld. zł , to KAŻDY pojedynczy % to 5 mld. !!! Dwa % to już 10 mld. ! PiS brał kasę z ROZPĘDZANIA inflacji! Poza tym są inne zyski – mały % na obligacje Sk. Państwa – czyli zastaw długu publicznego.

    Będzie GORZEJ i tylko GORZEJ ! Dlaczego ? Bo rosną ceny WSZYSTKIEGO, energii i śmieci głównie – więc PiS będzie dawał jakieś(?) rekompensaty.

    Po wtóre, zaleje nas kasa z Programu Odbudowy, sterowana przez UE JAK ZECHCE !
    A zechce dawać na przeklętą Zieloną Energię , co równa się zamykaniu normalnych elektrowni i zasr…u kraju wiatrakami z beznadziejną sprawnością !

    Zacznie się niezły BAL , o czym pisałem już wczoraj, przy temacie 1968 r. Przypomnę co nas będzie czekać piórem NIEMIECKIEGO analityka. Przeczytajcie ze zrozumieniem. Wydrukujcie i powieście na łóżkiem !

    https://myslpolska.info/2021/05/04/globalizm-na-sterydach/

    Odpowiedz
  • 6 maja 2021 o 14:06
    Permalink

    Sami ekonomiści jak wyzej, a w panstwie ekonomiczny bałągan, po prostu kabaret.

    Odpowiedz
    • 6 maja 2021 o 15:56
      Permalink

      Kabaretu nie ma . Są zagrożenia. Autor i ja piszemy o tym, żeby niektórzy nabrali wiedzy i nie mieli “bałąganu” w głowie.

      Odpowiedz
  • 6 maja 2021 o 23:55
    Permalink

    “Starsi z nas pamiętają horror hiperinflacji z początków transformacji.” – owszem starsi pamiętają, ale nie wiedzą, że tamta inflacja była sterowana z zewnątrz i miała inny cel niż obecna. Wtedy chodziło o wykończenie przemysłu państwowego odziedziczonego po PRL i przejęcie naszej gospodarki przez obcy kapitał, z czego nawet ekonomiści na uczelniach wyższych zafiksowani na wolny rynek nie zdawali sobie sprawy. Ponadto chodziło także o pozbawienie Polaków oszczędności po to, aby nie mogli tworzyć gospodarki wolnorynkowej w oparciu o własny narodowy kapitał. Rozegrano to świetnie, przekręt tysiąclecia, bo przy wysokim oprocentowaniu kredytów i dużej inflacji oraz wysokiej skali bezrobocia Polacy przejedli ze “skarpetek” oszczędności lub umoczyli te oszczędności w nietrafione inwestycje.

    Teraz dziwnym trafem inflacja wzrasta, ale odsetki od kredytów są mniej więcej na stałym poziomie od lat, zaś praktycznie nie ma odsetek od oszczędności. W czasie transformacji w latach 90-tych jak ktoś miał wolną kasę, ale dużą i włożył na konto to względnie dużo nie tracił na inflacji. Stracili drobni ciułacze. Efektem są zmiany klasowe, czyli 20 % ustawionych Polaków na transformacji i dzięki niej, reszta to straceńcy zadłużeni i zamienieni w tanią siłę roboczą.
    Ten system jest kompletnie rozregulowany przez kapitał spekulacyjny, to on niszczy tak naprawdę gospodarkę wolnorynkową, która mogłaby działać we względnej równowadze i małej inflacji pod kontrolą państwa ale warunkiem jest prowadzenie właściwej polityki, w tym pozbycie się kapitału spekulacyjnego.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.