Paradygmat rozwoju

Winni zaniedbań gospodarczych nie są w stanie naprawić swoich błędów

 Wiele się zaczęło mówić o reindustrializacji naszego państwa, co więcej zaczęło przeciekać do mainstreamu, że transformacja neoliberalna zaaplikowana Ojczyźnie przez klasowych sługusów tej wrogiej człowiekowi ideologii spowodowała straty i koszty, których nie jesteśmy w stanie odrobić, ze względu na trwałe ograniczenie potencjału. To bardzo dobrze, że tak się dzieje, jednakże nie może być tak, żeby winni tych niedociągnięć, błędów i problemów – dzisiaj – przybierali anielskie skrzydła i z głęboką zadumą nad rzeczywistością zabierali się za naprawę nieudanych reform sprzed lat.

Osoby winne błędów transformacji nie powinny w żadnej mierze, nawet najmniejszej – brać udziału w czynnościach decyzyjnych nad chociaż samą myślą koncepcyjną ewentualnej odbudowy. Ludzie, którzy pozwolili na uśmiercenie całych gałęzi gospodarki, którzy poświęcili elektrownie atomową w Żarnowcu, którzy w Nowej Hucie w Krakowie chcieli widzieć róże, a nie wielkie piece, którzy mamili stoczniowców – dumę Polski – jakimiś „katarczykami” powinni zostać nazwani po imieniu jako psuje, nieudacznicy, przegrani i porażki. To oni poświęcili polski przemysł, to oni zniszczyli miejsca pracy Polaków, to oni są winni naszej biedzie i uzależnieniu gospodarczemu od zachodu i Chin.

Jeżeli uświadomimy sobie, że najwięksi psuje, osoby ponoszące największą winę jeszcze do niedawna byli w bezpośrednim otoczeniu tego nieszczęsnego premiera, czy też nadal są hołubieni jako „autorytety”, to po prostu złość może doprowadzić spokojnego człowieka do wylewu, ponieważ nic w majestacie prawa nie da się tym ludziom zrobić. Nie ma paragrafu za psucie Ojczyzny! A szkoda!

Potrzebujemy zmiany pokoleniowej i zmiany mentalności, ludzie dotychczas rządzący – z wyjątkiem nielicznych szlachetnych wyjątków nie są w stanie dokonać żadnej zmiany jakościowej. Musieliby zaprzeczyć własnemu „dorobkowi” i przyznać się do błędów, w tym do wielkiego neo-liberalnego grzechu systemowego. Po prostu cała idea na jakiej oparto reformowanie kraju była (i jest) zła, przy czym obecnie już reform nie ma. W praktyce reformowanie kraju ograniczało się do prywatyzowania majątku publicznego.

Jeżeli mamy na poważnie rozpatrywać reindustrializację kraju, tak żeby nie była to „kamieni kupa” – cytując klasyka byłego ministra, (oby jego nazwisko zostało zapomniane w polskiej polityce i administracji), trzeba zacząć wszelkie rozważania od zapewnienia finansowania. Bez finansowania nie ma w ogóle mowy o jakichkolwiek działaniach na płaszczyźnie przemysłowej. Trzeba zapewnić stosunkowo znaczne krajowe finansowanie dla planowanych przedsięwzięć. Wymusza to oparcie całości planu na rachunku ekonomicznym, bo to musi na sobie zarobić – na odsetki od powierzonego kapitału. To jest bardzo ważne, żeby się nie skończyło tak jak litewska inwestycja jednej – wówczas – państwowych firm paliwowych w kraju.

Trzeba wytypować kilka technologii, w których Europa i nasze otoczenie są najsłabsze – wyszukać niszy i się na niej skupić, nie muszą być to wyroby nadzwyczajnie technologiczne, czy też ultra-nowoczesne. Potrzebujemy produkować coś takiego, co po prostu jest potrzebne w gospodarce, dzięki czemu będziemy mieć stale generowane przepływy pieniężne – to gwarantuje miejsca pracy. Nie ma co rozpaczać nad tym, że nie będzie robotyzacji itd., najnowszych technologii. Nie musi ich być, liczy się żebyśmy produkowali, a ludzie żeby mieli pracę, ponieważ nie jesteśmy jeszcze na tym poziomie zamożności, żeby móc w pełni zaufać technologii – chociaż w wielu przypadkach jest to już koniecznym standardem.

W przypadku konkurencji zagranicznej z poza Unii Europejskiej, nie powinniśmy mieć żadnych złudzeń i bezwzględnie blokować w Komisji Europejskiej wszystko co będzie stanowiło dla nas konkurencję. Albo jesteśmy członkami Unii i jesteśmy traktowani na serio, albo trzeba będzie zrewidować zasady przynależności, gdyż nie może być tak, żebyśmy godzili się na kolonizowanie gospodarcze przez zagraniczne potęgi w imię wygody kilku urzędników w Brukseli i – co trzeba powiedzieć otwarcie – korzyści w innych branżach unijnej gospodarki, które są rozwinięte w innych krajach. Jeżeli już mamy się godzić na finansowanie krzyżowe, to w taki sposób żeby na tym systemowo nie tracić, zawsze musi być coś za coś i wcale nie chodzi o środki pomocowe.

2 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Dwa – trzy zdania jako streszczenie artykułu i mamy hasła na kampanię wyborczą za rok.
    Kto to zrobi – wygra.
    Bo @Krakauer WIELKI jest i już!

  2. Blisko 3 lata temu apelowałem na Onecie: ‘No i co apologeci globalizacji i postindustrializmu? No i co wyznawcy Touraine-Bell’onizmu?
    Może istnieć realna gospodarka która zaniechała wytwarzania dóbr materialnych?
    Da się narody wykarmić: pięknym słowem, zgrabnym utworem, bankowymi “produktami” , słusznymi wyrokami i bardzo ważnymi decyzjami urzędów? Czyżby wirtualne cyfry na wirtualnych kontach mogły zastąpić: chleb, buty, węgiel i cegły? Toż to XIX wieczna utopia zdaje się przy Was ostoją realizmu. Budujemy kapitalizm w którym wytwarzanie zostało zastąpione gromadzeniem zasobów. Oderwaliśmy pieniądz od dóbr wytworzonych, opierając go na wzroście kursu czegoś tam. Aż nagle okazuje się że król jest nagi, że bańka pęka. Nagle okazuje się że utrata wirtualnej wartości wirtualnych derywatów pozwala rozbójnikom w białych kołnierzykach odebrać: rolnikowi ziemię, murarzowi kielnię , sklepikarzowi sklepik a przedsiębiorcy ostatnią fabryczkę. Oczywiście rozbójnik wychodzi na swoje. Najpierw dostał od rządu okup aby poniechał łupieży ale po trzech miesiącach złupił swoje ofiary mówiąc że okup się skończył, bo był zbyt mały. Prawa realnej gospodarki upomniały się o swoje, lecz rozbójnik już kupił sobie u polityków ustawy-patenty korsarskie. Mamy tylko dwie drogi: pozwolić zbankrutować bankierom ochraniając jego ofiary i : orać, siać, kuć walcować i murować. Druga możliwość to doprowadzić do takiego kryzysu że narodzi się po 5 Hitlerów z jednej strony i 5 Leninów z drugiej. I czekać aby przy pomocy bomb atomowych zaczęli wszystko od początku’
    Niestety w miarę upływy lat życie potwierdza trafność moich kasandrycznych obaw. Otóż spełniają się po kolei moje najczarniejsze sny.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.