Kultura

Wilkiem do lasu XXXVII

Pobudka

Poranek. Nie taki znowu świt. Ale względnie wcześnie. Dzieciaki już wstały. Czas zatem i na nas. Choćby nie wiem jak się dłużej pospać chciało, dzieciaki nie dają. Wstaję zatem. Ubieram się. Wyruszam po bułki. Po drodze mijam na poły opustoszałe, na poły wciąż śpiące działki. Nie wszystkie są opustoszałe. Niektóre zaludniają się jedynie na czas wypoczynku i przerwy w pracy. Pustoszeją na nowo w niedzielne wieczory i pozostają takimi do piątkowych popołudni. Ale dziś mamy środek niemal tygodnia. Pozostali jedynie rezydenci. Ci albo są tu jak my od dłuższego już czasu i pozostaną jeszcze czas jakiś, albo tez zwyczajnie mieszkają tutaj na stałe.

W mowie serca III

2014.06.02
Poznań

mówisz do mnie znów
delikatność Twych słów
leczy rany me

zabierasz mój ból
ten niechciany
ten chciany
ten co nadziei wbrew
ten ponad siły me

uwalniasz od ciężarów
znów mogę żyć
znów oddechu
pełna pierś

wolności smak
nie opuszcza ust mych

Adam Gabriel Grzelązka

Idę po bułki. Trzeci już tydzień po nie chodzę. Tak wypadło. Tak nam wyszło. Dobrze, że mogliśmy z dzieciaczkami schronić się na te działki na czas ciągnącego się w nieskończoność remontu. Jak zawsze oprócz plecaka zabieram torbę z aparatem. Jest spora szansa, że po drodze zrobię kilka ciekawych ujęć. Najczęściej pozują wróble. Jest ich tu w różnych miejscach całkiem sporo. Niekiedy napotykam kopciuszki albo pliszki. Rzadko, bo nie są specjalne zainteresowane współpracą z moim aparatem i na pierwszy kontakt wizualny często reagują ucieczką.

Niekiedy udaje się wejść na zaskoczoną sójkę. Dwa czy trzy razy napotkałem dzięcioła. Częściej go słychać niż widać. Są jeszcze sikorki uganiające się wśród listowia. Kilka razy nieboskłonem przemknęły żurawie. Po dokładnym przejrzeniu zdjęć zapewne uda się jeszcze z jeden albo dwa ptaki zidentyfikować i dodać do wspomnianej listy. Co najmniej jednego ptaka muszę bowiem dopiero rozpoznać w atlasie ptaków. Okolica obfituje w ptactwo, jakiego nie udało mi się do tej pory w odwiedzanych przeze mnie miejscach Poznania napotkać. Jest okazja poznać kilka nowych gatunków.

A to ci niespodzianka

Dziś miało być podobnie, w miarę standardowo. Jak można się domyśleć, miało, ale nie było. Znaczy początkowo było. Była na przykład sójka. Weszliśmy na siebie całkowicie z zaskoczenia. Jej było tak wielkie, że udało mi się zrobić jedno ujęcie, nim odleciała była sobie. Wróbelki również były. Kilka. Żaden jednak nie pozwolił podejść wystarczająco blisko. Zniecierpliwione moim nadejściem skryły się w zaroślach. A dzięcioła nie było. Nawet słychać nie było. Widocznie czyścił drzewa w innej okolicy. Albo siedział cicho, co także jest możliwe. Pliszki i kopciuszka ni widu ni słychu.

Otworzyłem bramkę działki. Wyszedłem na alejkę. Minąłem zaskoczoną sójkę. Z żalem poparzyłem na odlatujące wróble. Pozostawiłem śmieci w kontenerze i wyszedłem przez furtkę za ogrody. Tu ciągnie się miejscowa wiejska droga. Tutaj jest jeszcze wyasfaltowana. Ale niedaleko dalej już nie będzie. Stanie się zwyczajną wiejską polną drogą biegnącą w stronę lasu. Przeważnie piaszczystą. Czasem nieprzyjemnie kamienistą. Nieprzyjemnie, gdy iść nią z wózkiem. Ale nie po takich drogach daje radę bliniak, którym chadzam na spacery. Co duże koła, to jednak duże. Spacerówka utknęłaby pewnie na dobre z jej maleńkimi niewygodnymi kółkami.

Po drugiej stronie względem działek rozciąga się pole rzepaku. Albo raczej rozciągało. Bo go już nie ma. Lato gorące, więc i czas zbiorów mocno przyspieszony. Bardzo mocno. Tak więc pole zostało skoszone. Najprawdopodobniej wczorajszego popołudnia. Albo sobotniego, bo w niedzielę tędy nie chodziłem. Ani w poniedziałek, kiedy to po bułki inną trasą szedłem. Tak czy siak, już po wszystkim. Zostało jeno rżysko.

Zatem wyszedłem z działek. Zamknąłem za sobą furtkę i począłem się właśnie rozglądać, czy jest coś ciekawego w zasięgu wzroku. Moje zaspane oczy przebudziły się momentalnie. Po rżysku chodziły dwa duże ptaki. Dalejże po aparat. A wyciągać go z sakwy. A uruchamiać. A ponosić do oka. A przybliżać zoomem. A celować. W pierwszej, zdezorientowanej chwili wziąłem jednego z tych ptaków za żurawia. Ale tylko na pierwszy, bo coś mi sienie bardzo widział na tego żurawia. Taka siła rozpędu skojarzeń jest jednak, że skoro bywają tu żurawie i ja je czasem, to może i tym razem taki sobie tutaj chodzi właśnie. Dokładniejszy jednak ogląd od razu rozwiał wszelkie wątpliwości. Żaden toż to żuraw. Rozpoznałem od razu i odsugerowałem siew pierwszym błędnym osądzie. Toż to nasz polski, poczciwy bociek. A nawet boćków dwa. Ba, co tam dwa. Boćków w sumie okazało się aż boćki trzy.

Spokojnie chodziły sobie wzdłuż rżyska. Nic nie robiły sobie ani z przejeżdżającego akurat samochodu, ani z mojej obecności. Chodziły wydziobując z ziemi jakieś sobie wiadome smakołyki. Porobiwszy nieco zdjęć każdemu z boćków musiałem niestety odejść do sklepu szedłszy docelowo. Szkoda, że nie mogłem pozwolić sobie na dłuższy z boćkami pobyt. Ach, żal, że czasu brak. Mus to mus. Czas popędza. Zostawiam, idę dalej.

Dotarłem do sklepu. Migiem załatwiłem sprawunki i dalejże w drogę powrotną. Czym prędzej do moich boćków. Po dalsze zdjęcia. Po dalsze radowanie się ich obecnością. Niestety. Powtórne spotkanie już nie nastąpiło. Nawet zaszedłem nieco dalej, niźli powinienem, aby zobaczyć, czy aby się nie przeniosły nieco dalej. Ale nie. Żadnego widać już nie było. Trzeba będzie czekać do następnej okazji.

Jednego boćka spotkałem kilka dni wcześniej w odleglejszej okolicy podczas dość długiego wypadu. Tylko z daleka, gdy krążył nad polem koszonym przez kombajn. Z tej odległości nie szło nawet rozpoznać, co tam koszono.

Poznań, 2014.07.22
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. Nawiążę do boćków i tu niestety przykre informacje, boćki z mojej okolicy się wyniosły. Powstało wiele nowych budynków to, że zupełnie nie pasują architektonicznie do regionu to jedna sprawa, następna to, że nowo postawione budynki nie są przyjazne dla tych ptaków. Coraz bardziej zabudowywane są tereny/łąki, które stanowiły naturalne żerowisko tych ptaków.
    Nie tak dawno czytałam, że w ciągu ostatnich 40-50-lat wyginęło na świecie 40% gatunków. Aby nie kończyć pesymistycznie dodam, że wróble, rudziki i dzięcioły (głównie pstry) nie mówiąc o sójkach i srokach nadal są w okolicy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.