Kultura

Wilkiem do lasu XXXVI

Pierwsze spotkanie

Byliśmy wtedy na cmentarzu. Na poznańskim Miłostowie. Dokładniej rzecz ujmując, wracaliśmy powoli do domu. Na chwilę, dla odpoczynku, przysiedliśmy na ławeczce przed Domem Pogrzebowym. Cisza, spokój, słonecznie. W okolicy niewiele osób. Przed nami wspomniana kaplica cmentarna. Za nami miejsce podszykowane już od nowe kwatery. Wykarczowano drzewa. Wycięto porastające tutaj kiedyś krzewy. Zerwano wierzchnią warstwę darniny odsłaniając leżący pod spodem jasnosiwy piasek. Plac przyszykowano jakiś czas temu. Kilka pierwszych grobów już zostało tutaj postawionych.

W mowie serca IX

2014.06.02
Poznań

tu życie jest
tu miłość trwa
tu nie przemija nic co dobre jest
co prawdziwie jest
co prawdą jest
tu nikt nie udaje nic
tu nikt nie skrywa się

w mowie miłości
rodzą się życia słowa
w miłości mowie
wzrasta życie
w miłości mowie
wieczność miłością jawi się

Adam Gabriel Grzelązka

Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę. Nagle na tyłach jakiś ruch widziany kątem oka. Oglądam się patrząc, jakiż to ptak przeleciał koło mnie i tam podążył. A ptaszek ci to niewielki. Albo raczej smukły, drobny, z długim ogonkiem. Szaro czarny, z jasnym siwawym łebkiem. Bardzo charakterystyczny. To pleszka siwa.

Ostrożnie, powolutku, krok po kroku zacząłem ją podchodzić. Coraz bliżej i bliżej. Gdy tylko była tyłem i wydawało się, że na mnie nie spogląda, dawałem dwa trzy długie ostrożne koki naprzód. Gdy odwracała się w moją stronę lub spoglądała w kierunku, z którego się zbliżałem, zatrzymywałem się natychmiast. Podszedłszy całkiem blisko zrobiłem niewielką serie zdjęć. Pliszka ostatecznie znudziwszy się moją obecnością, odleciała.

Spotkanie drugie

Kolejną pliszkę spotkałem chyba miesiąc albo nieco więcej później. Obfotografowywałem wówczas ruiny jakiejś zapomnianej przez ludzi fabryczki. Ruiny zasadniczo były odcięte od świata. Cały teren ogrodzony tak, że w żaden sposób nie dawało się wejść do środka. Jednego dnia wypatrzyłem, że w budyneczku wpasowanym w ogrodzenie od strony ulicy ktoś wybił zamurowane kiedyś drzwi wejściowe. Trudno było się oprzeć, by nie zajrzeć. Zatem długo się nie opierałem. Zajrzałem. Zanurzyłem się w tę odciętą od świata spokojną enklawę.

Wędrując ostrożnie wzdłuż ruin i robiąc ujęcia wszystkiego, co ciekawe, a ciekawych rzeczy tutaj bez liku, czasem rzucałem okiem w sufit. Po pierwsze, aby uważać, czy coś mi na głowę nie spadnie. Po drugie, czy nie ma tam czegoś ciekawego do sfotografowania. Jak łatwo się domyśleć, także i tam to i owo przyciągało mój obiektyw. Czasami był to sufit. Czasami walący się strop. Niekiedy zwyczajna, co nie znaczy, że nieciekawa, dziura w dachu.

Jedna taka dachowa dziura uraczyła mnie pliszką siwą, która gdzieś właśnie tutaj musiała mieć gniazdko przez siebie uwite. Wyraźnie się moją obecnością zaniepokoiła. Co rusz podlatywała, to znów odlatywała poza zasięg wzroku. Zrobiwszy kilka fotek odszedłem, aby dłużej jej nie denerwować. Obszedłem jeszcze to i owo i po jakimś czasie powróciłem w to samo miejsce. Dopełniłem całości jeszcze kilkoma zdjęciami nim odszedłem stąd na dobre.

O i jeszcze tu…

Kolejne spotkanie z pliszką, ponownie zupełnie inną, miało miejsce kilka dni temu, na działkach, na których ostatnio przebywam z dzieciaczkami. Właściwie to cała seria spotkań. W kilku miejscach. Po pierwsze jest niewielka i nieregularna szansa na napotkanie pliszki siwej na jednym ze śmietników. Czasem nie ma jej po kilka dni. Być może nie ta pora po prostu. Cóż, na nią nie miałem większego wpływu. Mogłem jedynie mieć nadzieję, że szukając ptaków kiedyś ją napotkam ponownie. I rzeczywiście. Po kilku dniach nieobecności nagle spotykaliśmy się i mogłem ją uwieczniać na negatywie. Bez większych problemów, bo pliszki – przynajmniej te – okazywały się niespecjalnie płochliwe, o ile po ich napotkaniu zachowywałem się bardzo spokojnie i nie próbowałem za blisko podchodzić. Niestety nigdy nie starczało czasu aby je obserwować dostatecznie długo.

Jednego razu zapuszczając się w odległe pola przyuważyłem jedną pliszkę spacerującą po równiuteńko wykoszonym trawniku miejscowego sołtysa. Chodziła sobie tam to w tę, to w tamtą w najlepsze najwyraźniej coś wyskubując z trawy i zjadając z apetytem.

Było jeszcze jedno miejsce, na tyłach działek, już poza ich terenem, gdzie udało mi się pliszki napotkać. Otóż wystarczyło wyjść z terenu ogrodów jedną z furtek, aby niewielką dróżką dojść do polnej szerokawej drogi, przy której stało kilka zabudowań.

Swoją drogą miejsce ciekawe i warte częstszych odwiedzin. Można tu napotkać duże ilości jaskółek gnieżdżących się w jednym z gospodarstw w jakimś budynku gospodarczym. I duże ilości stale kręcących się wróbli. Niektóre domy okalał cementowy ozdobny płot. Wróble uciekając przede mną chętnie przysiadywały na tymżesz płocie. Po chwili znów zlatywały na piaszczystą drogę, by tam zażywać kąpieli piaskowych i baraszkować. Gdy zbliżałem się – ponownie wzbijały w powietrze i osiadały na parkanie. Cały ów proceder powtarzał się niekiedy aż po ostatnie zabudowania.

Niekiedy wśród wróbli lub też bez nich, samotnie dawała się zauważyć pliszka. Zdarzały się i kopciuszki, ale bardzo rzadko. Najciekawsze zdarzenie miało miejsce, gdy wypatrzyłem pewnego dnia pliszkę siedzącą na szczycie falistego dachu pokrywającego przedostatni już dom na tej drodze. Zabrałem się zaraz z zapałem wielkim do fotografowania. Szczęściem dzieciaczki mocno posnęły się w wózeczku. Miałem za sobą już kilka ujść, gdy pojawił się jakiś niesforny wróbel i dalejżesz ową pliszkę przeganiać. Wyszły z tego całkiem ciekawe i zabawne ujęcia. Szkoda, że nie nadążyłem fotografować wszystkiego.

Raz czy dwa napotkałem również pliszkę poza działkami, na drodze biegnącej przez wieś idąc rano po świeże pieczywo do niedawno postawionego samiku. Zawsze zabierałem ze sobą aparat i niemal każdego dnia miałem okazję choć kilka zdjęć z tej wyprawy po pieczyste przynieść. Najczęściej były to wróble i sierpówki. Niekiedy jednak zdarzało się coś bardziej egzotycznego. Bociany, zięby, dzięcioły, żurawie. Te ostatnie niestety jedynie przelotem.

Poznań, 2014.07.04
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

7 komentarzy

  1. Taaaa…Lubimy ptaszki, takie śliczne, kolorowe, pięknie śpiewają ale nie stanie nam w gardle kęs piersi z kury, choć to przecież ptaszek…

  2. Wielkie wyrazy uznania dla Autora artykułu – umiejętność dostrzeżenia piękna przyrody to rzadka zaleta współczesnego społeczeństwa. Jestem pod wrażeniem wrażliwości Autora w odbiorze świata zwierząt, dostrzeżenia sposobu ich zachowań i uroku tego, czego nie dostrzegamy w pogoni za tym, co tak naprawdę wcale nie jest ważne..
    ..może zatem warto w wolny od pracy dzień odwiedzić las, zamiast tak modnych obecnie niedzielnych rodzinnych wycieczek do hipermarketów? Wizyta w lesie na pewno pozostawi więcej pozytywnych wrażeń i na pewno nie uszczupli kieszeni Spacerowicza..

  3. O tym, że mam możliwość oglądania przyrody nawet przez okno gdzie wokół jest kilka starych drzew pisałam, napiszę tylko ponownie, że w dalszym ciągu jest to moje ulubione zajęcie.

    Natomiast od tygodnia obserwuję nowe i jednocześnie zabawne zjawisko. Płot odgradzający naszą chałupę jest skonstruowany tak aby małe zwierzątka mogły się swobodnie przedostać i uciec w razie niebezpieczeństwa przed większymi
    drapieżnikami np. psy. Skoro płot jest taki, to kurki mojej sąsiadki wymyśliły sobie że będą przychodziły na nasze podwórze i tu moje koty poczuły się gospodarzami i zaczęły polować na kury, oczywiście kury zbytnio się nie przejmują, choć muszę przyznać, że przed kocurem, który ma masę około 7 kg czują respekt.W każdym bądź razie oglądanie jak kot goni kury a następnie kury kota jest zabawne.

    JEŻELI MOGLIBYŚMY DOSTAĆ ZDJĘCIA Z TAKIEJ GONITWY – CHĘTNIE OPUBLIKUJEMY. POZDRAWIAM WEB,. JÓZEF.

    • Świat przyrody i zwierząt jest zadziwiający… obserwowanie zachowania zwierząt jest dużo bardziej ciekawe i pożyteczne niż zabierające cenny czas oglądanie telewizji i mało wartościowych programów, jakich wiele w różnych komercyjnych stacjach.

      CZYTELNICY CHĘTNIE SKOMENTUJĄ TĘ GONITWĘ – MOŻE NAWET ZROBIMY JAKIEŚ XXXXXXXX? Ja stawiam na Kota – przewaga wagowa !!

      PRZYPOMINAM ŻE HAZARD W POLSCE JEST ZAKAZANY,
      WEBMASTER JÓZEF

    • @Web.Józef, niestety takich zdjęć nie posiadam, ponieważ gonitwy kocur-kury są zbyt zabawne i niegroźne dla żadnego z gatunków a mnie jest żal utracić coś z tych sytuacji i wolę oglądać zamiast fotografować. Opiszę zatem bardziej obrazowo, kurki trzy mojej sąsiadki skradają się do drewnianego płotu w którym jest sporo celowych otworów i można przedostać się na drugą stronę, po drugiej stronie płotu są moje koty w liczbie cztery i dbają aby na ich teren nie przedostał się nikt z zewnątrz, gdyż to jest teren kotów (koty łaciate czarno białe).
      Tak jak w Obserwatorze Politycznym są zdolni autorzy pisanych artykułów tak nie wątpię, że są równie zdolni rysownicy, chętnie obejrzę rysunki,które bardziej cenię aniżeli fotografie. Pozdrawiam zarówno Redakcję jak Autorów tekstów oraz wszystkich Komentatorów.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.