Kultura

Wilkiem do lasu XXXIX

 Niepogoda

Niby zima, a jednak nie zima. Bo co to za zima, skoro nie ma śniegu. Czasem owszem nawet popada, poprószy od niechcenia, ale po godzinie, dwóch i tak nie ma już po nim śladu. Nie brakuje za to deszczu. O, tego nie brakuje zdecydowanie. Pada niemal codziennie. Padać potrafi całymi dniami. Całymi nocami. A do tego jeszcze wiatr. Nieustany. Silny. Przenikliwy. Nieprzyjemny. Złośliwy.

Dni, w których przebija się wytęsknione słonko choćby na kilka godzin, ba kilkadziesiąt marnych minut, są przy takiej zimie szczególnie cenne. Cenne, bowiem niezwykle rzadkie. Cenne w dwójnasób. Pogoda jest pod psem. A właściwie niepogoda. Zima – nie zima. Bardziej jesień niźli zima. Zimodeszcz. Deszczozima.

A skoro o jesieni mowa, ta też nie rozpieszczała. Oczu nie rozkoszowała. Nie można o niej powiedzieć, żeby była tą złotą piękną polską jesienią. Tych pięknych, słonecznych złotojesiennych dni było niewiele. Za mało. Zyt mało. Mimo to nie było aż tak mokro, brzydko i wietrznie jak obecnie. Mimo wszystko bywało pogodniej. No i jednak cieplej. Jedyna pociecha z obecnych zimowych dni jest taka, że owe deszczowe dni są powoli coraz to dłuższe. Nie są za to jaśniejsze. Jest szaro, buro i ciemno. I mokro. I zimno. I nieprzyjemnie. Dłużej buro. Dłużej szaro. I tyle na ten temat.

Taka pogoda niespecjalnie sprzyja spacerom. Nie sprzyja kontaktowi z przyrodą. Nie sprzyja wychylaniu nosa poza ciepełko własnego mieszkania. Nie chce się na to zimno i deszcz wychodzić. Trudno się przełamać, aby iść do pracy czy szkoły, nawet na zakupy, a co dopiero na zwyczajny spacer dla przyjemności.

Niemniej warto nawet w owe wietrzne, deszczowe dni wybrać się na niewielką choćby przechadzkę. Może być ciekawie. Tym bardziej, że niewielu wówczas jest spacerowiczów. Jedynie ci najwytrwalsi. Cisza. Cisza wiejącego wiatru. Cisza padającego deszczu.

Kormorany

Jeszcze całkiem niedawno można było nad Maltą, w oparach mgły podziwiać kormorany. Pojawiły się gdzieś tak zdaje się pod koniec września. Ostatni raz widziałem je jeszcze w listopadzie, przed pierwszymi mrozami. Dwójka dorosłych i ich młody. Czasem pływały i nurkowały za rybami blisko brzegu, pomiędzy kaczkami i łyskami. Bywało, że naprawdę blisko brzegu. Wówczas można było podziwiać je z biegnącej wokół jeziora asfaltowej alejki.

Nie było to jedyne miejsce, gdzie można było je podziwiać. Najbardziej widowiskowo wyglądały na słupkach i bojach rozmieszczonych w różnych miejscach jeziora i wystających ponad powierzchnię wody. Szczególnie upodobały sobie słupki jako bardziej stabilne. To tam zazwyczaj siadały na dłużej po swoim rybnym posiłku. Rozkładały wówczas zmoczone skrzydła i suszyły je na wietrze. Częściej na wietrze niźli na słońcu. Słońce bowiem głównie chowało się za obfitymi chmurami nadającymi całemu krajobrazowi niesamowity widok.

Dostrzec Piękno XIV

2014.04.11
Poznań

wcale nie trzeba
daleko gdzieś
na świata kraniec odległy

miejsce to
gdzie na co dzień ty
pełne tajemnic jest

piękno lubi się ukrywać
czyni to po to
byś zaskoczonym bywał

Adam Gabriel Grzelązka

Od czasu do czasu któryś z ptaków zrywał się nagle do lotu i krążył nad jeziorem. Czasem wracał na swoje stanowisko. Albo znikał gdzieś na drugim końcu jeziora. Albo znów łowił ryby. Przesiadywały tam wiele, wiele tygodni. Niestety trudno było im zrobić jakieś dobre zdjęcie. Z dwóch powodów. Po pierwsze słupki, na których siadały, nie były wcale tak bardzo blisko brzegu. Drugą przeszkodą w robieniu zdjęcia była sama pogoda. A szczególnie brak słońca. Odległość wymuszała stosowanie największej dostępnej ogniskowej. Pochmurne niebo bardzo wydłużało czas ekspozycji. Niestety wówczas nie dysponowałem jeszcze statywem, więc wszelkie próby podejmować musiałem z ręki. Z niespecjalnie dobrym efektem. Ale i tak było warto odwiedzać to miejsce i przyglądać się tym wspaniałym ptakom.

Poznań, 2015.01.11
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

3 komentarze

  1. U mnie trochę więcej zimy (północno wschodnia część Polski) jednak przyznam, że jak mieszkam tu 30-lat tak łagodnej zimy jeszcze nie było. Najniższa temp. jaką przeżyłam w tej okolicy to minus 34 stopnie C. Przyrodę natomiast obserwuję podobnie jak Autor i stwierdzam, że jest to ta ładniejsza strona codziennego życia.

  2. inicjator_wzrostu

    Ja chcę SŁOŃCA!
    Więcej słońca.
    Wszyscy jesteśmy dziećmi słońca.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.