Kultura

Wilkiem do lasu XXXIV

A to ci zagadka

Nie każdego ptaka łatwo jest rozpoznać. Gdyby chociaż dawały się podejść dostatecznie blisko, tak by można nie tylko zrobić bardzo dobrej jakości zdjęcie, ale i naocznie przekonać się o szczegółach upierzenia danego okazu. Nic z tego jednak. Wiele z nich nie dopuszcza aż tak blisko ludzi. Nauczyły się ostrożności, która niejednokrotnie ratuje im życie przed nieodpowiedzialnymi istotami z gatunku homo sapiens. Nieodpowiedzialnych ludzi niestety nie brakuje.

Dwa dni temu, gdy przybyliśmy na działkę z dzieciakami, miałem okazję uganiać się za jedną z takich nieokreślonych ptasich tajemnic. Dane mi było nawet zrobić kilka portretów lewego i prawego profilu, gdy łaskawca zechciał przysiąść na rączce od kołowrotu do zwijania węża ogrodowego. Najwyraźniej oddzielony ode mnie co prawda niewielkim i niskim bo ledwo metrowej wysokości płotkiem, czuł się na tyle bezpiecznie, by pozwolić się podejść aż tak blisko. Wykazał się też dużą cierpliwością i spędziliśmy na tej sesji fotograficznej całkiem sporo czasu. Czasem podstawiał pod aparat profil lewy, a czasem prawy. Jedynie grzbietu i od tyłu nie mam na zdjęciach. Gdy przebywał na dróżce czy trawniczku obok nie wykazywał aż takiej przyjaźni i odległość pozostawała nieco za duża nawet jak na moc mojego obiektywu. Całe szczęście, że wybrał sobie ów kołowrotek i jego rączkę jako podnóżek dla swoich ptasich szpon.

Zdjęcia wyszły niezgorzej. Szczegóły obfite. Ostrość poprawna. Tyle, że nic z tego nadal nie wynikało. Dwie książki, które zabrałem ze sobą na ten letni pobyt działkowy, niewiele pomagały. Śpiewać nie śpiewał. Po głosie zatem rozpoznać nie idzie. Zresztą to nie takie łatwe. Ptaki, które udawało mi się niezgorzej po nim rozpoznawać zimą, obecnie wiosną i wczesnym latem posługują się częstokroć zupełnie innymi zestawami śpiewów i nawoływań. A co dopiero mówić o odgłosach mi nieznanych. Zapis dźwięków w postaci zbitek słownych jest mocno subiektywny i nie zawsze pomaga.

Wcześniej czy później daje się rozpoznać w końcu każde ptasię. W niektórych jednak przypadkach nieco to zajmuje. Wiele ptaków jest bowiem do siebie podobnych. Z drugiej strony każdy ptak wygląd ma jak najbardziej indywidualny. Czasem mniej, czasem bardziej, ale bywa, że różnice są na tyle duże, że można rozeznać poszczególne osobniki w danym gatunku na podstawie cech właśnie indywidualnych. Jeśli dodać do tego ich zachowanie, różnią się ptaki podobnie jak różni się ludzie. Każdy inny. Każdy indywidualista. Każdy niepowtarzalny. Każdy jedyny w swoim rodzaju.

Bywa w drugą stronę. Do jednego zdjęcia pasuje wiele różnych gatunków. Albo żaden jak w tym przypadku. Przeglądam i przeglądam. Kartkuję strona po stronie – i nic. Nic mi nie pasuje. Żaden opis. Żadna ilustracja. Żadne zdjęcie. Przydałoby się spotkać z naszą zagadką raz jeszcze. Może uda się dowiedzieć coś więcej. Zaobserwować jakieś cechy indywidualne. Jakieś upodobania. Coś, co pozwoli jednoznacznie ptaka zidentyfikować w końcu.

No to szukam dalej…

Na drugi dzień nic. Ptaka nie ma. Zaglądam co kawałek na ową ścieżkę, gdziem go widział po raz pierwszy. Ale go tam nie ma. A jeśli jest, nie daje się dostrzec. Unika mnie lub przeniósł się gdzieś indziej. Kolejny dzień – i nadal nic. Najwyraźniej się wyniósł. Może to sprawka właścicieli, którzy na owej działce się pojawili i mojego pupila przepłoszyła ich obecność, której sobie najwyraźniej nie życzył.

Minęło wiele dni. Spotkałem tego ptaka w różnych miejscach działki jeszcze kilkukrotnie. Jednym z tych miejsc był śmietnik. Jeden z nich. Przy głównej arterii. Trochę tak głupio stać przed śmietnikiem i robić zdjęcia. Ale jak chce się mieć ciekawe ujęcie, trudno – trzeba udawać, że upał nie pobudza odpadków do butwienia, gnicia i wydzielania nieznośnego odoru. Skoro jednak ów tajemniczy ptak pojawia się w takim, a nie innym miejscu, nie ma rady – zaglądam tu dzień po dniu i sprawdzam, czy znów się pojawiają. Czasem są, czasem nie.

Ptaszek nadal pozostawał tajemniczy. Niełatwo było o znaleźć. I nadal nie miałem pewności, o którego chodzi. Z czasem okazało się, że jedna para ma gniazdo niedaleko działki. Mało tego, zawsze rano, gdy siadaliśmy do śniadania, miałem okazję rozglądać się po spokojnej okolicy. Czasem nawiedzały nas wróble. Czasem sierpówki. Jedne i drugie dość regularnie.

Niekiedy na płotku przy alejce przysiadał szaroczarny niepozorny ptaszek z wybitnie rudym ogonkiem. Toż to mój tajemniczy znajomy. Szukałem go po całej okolicy, a tymczasem on gnieździł się tak blisko. Co nie znaczy, że dawał się łatwo oglądać. Niemniej czasem się pojawiał. Szczególnie jedna sytuacja wywabiała o na wspomniany płotek. Po okolicy przechadzają się koty. Nie tylko nocą, wieczorem, czy o świcie. Także o różnych porach dnia. Otóż, kot niekiedy na alejce się pojawiał. Przechodził. Przebiegał. Bywa, że przystawał, rozglądał się czasem za czymś. Wywoływało to wielki niepokój okolicznych ptaków. Wylegały z ukrycia z niepokojem polatując tu i ówdzie i czyniąc niesamowity raban. Gdy kot oddalał się, odprowadzały go pilnie wzrokiem. Siadały na płotkach okalających alejkę. Wśród wróbli i sierpówek na płocie siadywał też niekiedy i mój znajomy nieznany. A skoro już mowa o wróblach, to może wiersz właśnie o nich…

Wróbel

2014.03.13
Poznań

Jegomość w szarym przybraniu
dość niepozorny w sposobie bycia
nadto pojawia się pełen czujności
tak już miewa w zwyczaju
poderwać się znienacka do lotu
w ramach codziennej porcji
ćwiczeń swej ostrożności
tak na wypadek wszelki
gdyby gdzieś kot polujący na wróbelki

gdy przybywa w gości
nadlatuje w stadzie
na wsi lubi zajrzeć między kury
i innemu ptactwu podjeść ziarna
skubnąć cokolwiek w ogólnej radości

na słonce chętnie się wystawi
w piasku wykąpie
równie chętnie co w wodzie
ii zawsze czujny
zawsze ostrożny za dwoje
co rusz łypie okiem dookoła
cóż że ucieknie na chwilę
kiedy zaraz powróci do stołu
nie bojaźń w nim siedzi
lecz wróbla jest odwaga

Adam Gabriel Grzelązka

Wszystkie te okazje pozwoliły uzupełnić dokumentację fotograficzną. Krok po kroku udało się dokonać identyfikacji. Wreszcie wiem, kto to. Otóż owym tak niełatwym do zidentyfikowania ptakiem okazał się kopciuszek. Szczegół do szczegółu nazbierało się ich tyle, że udało mi się go nieco poznać. Nie tylko jego niepozorny, lecz intrygujący wygląd. Ale i zachowanie, tak bardzo zróżnicowane indywidualnie. Szkoda, że nigdy nie spotkałem go w Poznaniu. Podobnie jak i kilku innych obserwowanych tutaj ptaków.

***

A jednak. Jesienią, kilka miesięcy po tym, jak pisałem ów tekst, kopciuszka napotkałem. Może i bywał tam wcześniej, ale z racji swej nijakości i szarości, „myszowatości” nie rzucał się w oczy i uchodził mej uwagi.

Poznań, 2014.07.04
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.