Wilkiem do lasu XXIX

Kaczek nowych poczet

Zasadniczo opowieść o kaczkach krzyżówkach i ich pisklęciątkach miałem zamiar uznać za zamkniętą. Pozostawało zilustrować esej wierszem, przejrzeć, nanieść poprawki i posłać do redakcji. Życie jednak, które pisze każdą z opisywanych przeze mnie tutaj historii, chciało inaczej. Zadecydowało za mnie. Napisało ciąg dalszy. Dopisało kolejny rozdział. A może nawet dopisze kolejny rozdział. I jeszcze jeden. I jeszcze… Życie tak potrafi. Chadza własnymi nieznanymi ścieżkami.

Wszystko zaczęło się od mostu. Tak, tak, od mostu właśnie. A jeśli mam być ścisłym, zaczęło się na moście. Że co? Że na moście to jakoś tak dziwnie? Czemu niby? Most, jak most. Solidny, duży, zwyczajny. Widok zeń dobry. Widok z góry. Widok panoramiczny. Widok doskonały. Warto popatrzeć. Warto się rozejrzeć. Nie tylko dookoła, ale i podeń.

A było to tak. Pozwolicie, że zacznę od początku. Zawsze jest jakiś początek w historii. Czasem niektórzy opowiadacze zaczynają przytaczać historię w jej środku, by potem i tak koniec końców opowiedzieć o początku. Jeśli zrobić to umiejętnie, bywa ciekawie. Bywają i tacy opowiadacze, co idąc od końca ku początkowi się cofają. Ja jednak zacznę zwyczajnie, tradycyjnie. Od początku samego początku. I po kolei. Chronologicznie jako tako.

Początkiem trzeciej części opowieści o kaczątkach było napisanie poprzednich dwu części. Właściwie wówczas to była jeszcze tylko jedna. Jako szkic. Gotowy, ale niepodzielony, nieoszlifowany i nieprzeznaczony na owym etapie jeszcze do publikacji. Czekał, aż się uleży i dojrzeje. Niczym ser. Albo gruszka ulęgałka. Z tym, że ta ostatnia jak poleży za długo, jest do niczego. Może więc lepiej porównywać dobrą oczekującą historię do wina. Ono lubi się uleżeć. Lubi sobie poleżakować. Wówczas dojrzewa. Wówczas nabiera sił. Nabiera bukietu. Nabiera doświadczenia. No i jest szlachetniejsze od pospolitego sera. Oczywiście sery także bywają niepospolite.

Warta, Malta i Sołacz

W nocy napisałem poprzednią historię o kaczątkach. Rano czas do pracy. A po drodze most. A po drodze Warta. A zaraz potem Cybinka. Idę. Jak co rano. Rozglądam się. Czy co ciekawego. Czy co tym razem nowego. Rzut okiem w dół. Z mostu. Na Cybinki nurt. Na dole płynie rzeczka. W miarę szeroka ta rzeczka. Niedaleko dalej wpada do Warty. Właściwie to już wpadła i przez ten odcinek płyną sobie wspólnie boczną odnogą, dzięki czemu Ostrów Tumski wyspą jest. A na tej wyspie poznańska katedra. To dal ciekawskich. Warto zajrzeć, obejrzeć. No i pomodlić się. Ale wróćmy do rzeki. Na tej rzeczce kaczka. Krzyżówka. Właściwie to kaczek kilka. Stadko kaczek. Ale nie takie zwyczajne te kaczki. Jedna z nich jest inna niż pozostałe. Wszystkie inne to zwyczajne, dorosłe kaczuchy. Ta jedna też dorosła. Zatem w czym leży jej inność? W pisklętach. Konkretnie w sześciu pisklakach. Doś młode. puchate kuleczki w nurcie rzeki. Dają jednak radę. Nie jest jakoś mocno rwąca. Niemniej maleństwa na tyle małe, że nawet tutaj, z góry widać, ze pływanie pod prąd jest dla nich wysiłkiem. Niemniej dają radę. Matka bacznie je obserwuje. Wodzi je wzdłuż brzegu. Przy zaroślach. Pisklaki zaglądają to tu, to tam. Szukają wyżerki. Porobiłem nieco zdjęć. W późniejszych dniach i tygodniach od czasu do czasu rzucałem okiem z tegoż mostu. Rzadko, bo rzadko, ale owo stadko widywałem i nadal widuję. Mają się dobrze i rosną ochoczo.

Innego znowuż dnia rowerem nad Maltę. Z samego rana. Krzyżówki tu i ówdzie. Nieco łysek. Tu i ówdzie wszędobylskie kosy, kwiczoły, wróble, mazurki i sikory. oczywiście mewy. Znalazły się nawet perkozy. Piękne, ozdobne. Inaczej niźli jesienią. Powróciły tutaj. No i stadko pisklęce. Duże stadko. Ośmioraczki. Ośmiopisklęce stadko krzyżóweczek. Wspaniałe ogromne stadko. Jakieś kilkadziesiąt dni później spotkałem je ponownie. Pływały sobie w najlepsze trzymając się cały czas razem. Niepokojące, że były same. Dłuższy czas same. Zrobiłem im całą serię zdjęć. Nidzie jednak nie widziałem ich dorosłych opiekunów. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe. Że matka powróciła. Że znów się nimi zaopiekowała. Inaczej ich los będzie wyjątkowo ciężki. I bardzo niepewny.

Sądziłem, że czas wylęgu na Sołaczu dla kaczek się skończył. Tymczasem zaskoczyły mnie. Pojawiło się nowe ośmiopisklęce stadko. Dwu czy trzykrotnie miałem okazję je fotografować w kilku miejscach sołackich stawów. Ostatnio zaś widziałem kaczkę z jednym jedynym pisklakiem. Zastanawiam się, czy to jakiś osobny wylęg, czy też jedyne ocalałe pisklę z owych uprzednio napotykanych ośmiu. Nie udało mi się bowiem odnaleźć owego dużego stadka. Z drugiej strony kaczki cały czas pozostają ruchu, więc, gdy ja szedłem w jednym kierunku, one w tym samym czasie mogły płynąć w przeciwną przy drugim brzegu, przy okazji kryjąc się po szuwarach. I tak mogliśmy się mijać po wielokroć.

Zechcesz

2014.05.10
Poznań

opowiem
zachowasz co zechcesz
zapomnisz lub nie
wytrwasz jeśli zechcesz
wszystko w rękach twoich
wszystko we władzy twej

a ja
ja tylko mogę słów wylewać morze
ja tylko mogę w porę i w nie
czy słuchasz czy nie
wiersza snuć opowieść

kto wie
co twym uszom
przyniesie wiatr

kto wie
co ziarnem w sercu twym
zasieje się pomimo

Adam Gabriel Grzelązka

Tak więc kacze pokolenia pojawiają się tu i ówdzie i zaptasiają nasz świat. A raczej swój świat, w który my przeniknęliśmy i który im swego czasu odebraliśmy. Oby szczęśliwie doczekały swych dorosłych dni. Jednym się uda, innym nie. Bylebyśmy mieli jak najmniej na sumieniu ich istnień. Bylebyśmy jak najrzadziej wchodzili im w drogę i pozwalali cieszyć się życiem i zdrowiem.

Poznań, 2014.06.25
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.