Wilkiem do lasu XXIII

fot. red.Idylla mała taka

Delikatny powiew wiatru muska mą twarz. Orzeźwiający pocałunek zefirka. Gdyby nie on, cały spływałbym w strugach potu. Niedawno minęło południe. Błękit nieba upstrzony pięknymi chmurami. Czasami owe delikatne muśnięcia stają się ostrymi gwałtownymi smagnięciami zimna. Wtedy rzucam okiem na zwisającą nieopodal na krawędzi krzesła koszulkę. Ale nie. Jednak za ciepło. Dużo częściej za ciepło niż za zimno. Duża różnorodność wrażeń. Od upalnego lejącego się z nieba skwaru po lodowate podmuchy. Mimo wszystko jednak gorący dzionek łagodzony tym właśnie zmiennym jakżeż wiatrem.

Zieleń i cisza. Błogostan. Cisza właśnie przerwała się krzykiem najmłodszej podopiecznej. Wstaję, idę zajrzeć do wózeczka, czy czego jej nie potrzeba. I tak się zaczęło. To, tamto, siamto. Nim się człowiek zorientował, minęła godzina, druga i kolejne. Gdzieś tam po drodze obiad. Gdzieś tam jedzonko dzieciakom. Nowe suche pieluchy. I wreszcie solidny, kilkugodzinny, kilkukilometrowy spacer po okolicy. A trzeba okolicy przyznać, że piękną jest i już. O jak piękną. O jak, oj jak. Ojojojojoj. No właśnie taka piękna.

O czym to ja?

Tak więc po wielu godzinach powracam do rozpoczętego dość już dawno wątku. A co tam pisałem? Aha… Że wiatr. Że raz delikatnie się łasi, że znów dla odmiany zimnem smaga po plecach aż włos się jeży. A słońce skacze z chmury na chmurę. Właściwie to przebiega od chmury do chmury. Czy też raczej wychyla się czasem to zza tej, t zza tamtej. To się pokaże. To dla odmiany skryje. Jak jest, daje popalić. Albo przypalić. Przypieka. Przyżarza. Przysmaża. Zapieka. Zasmaża. A jak nie ma, zimniej. A jak nie ma chłodniej. A jak nie ma, znośnie całkiem, chyba że wiatr akurat. Wtedy to naprawdę czuje się chłód. Naprawdę czuje się zimno.

Wiosna ma się ku końcowi. Ledwo tydzień z hakiem i będzie lato. Poza paroma niesympatycznymi dniami ogólnie rzecz biorąc pogoda od dawna nieustanie dopisuje. Mniej lub bardziej, ale dopisuje. Tyle, że albo za mokro, albo za sucho. Zresztą zależy kto na to patrzy. Albo za zimno, albo za gorąco. Albo lało, albo smażyło słonko. Tak to z pozycji mieszczucha określiłbym. Cóż, jest jak jest i trzeba szukać sposobów na przetrwanie.

Taka zmienność pogody dostarcza wielu fascynujących motywów fotograficznych. Dajmy na to dzień taki, jak właśnie teraz, jak właśnie dzisiaj. Wiatr porywami dość silny, dość zwiewny. A chmury na niebie są. A chmury wciąż w ruchu. A chmury wciąż zmienne w swym kształcie. Znalazłszy dobre miejsce zasiadłem przy stoliku, po chroniącym mnie przed nadmierną wścibskością słońca parasolem, od czasu do czasu sięgam o leżący na wyciągnięcie ramienia aparat, i zapisuję w pamięci którąś z przepływających co chwila chmur.

Chmur galeria podniebna

Każda chmura jest inna, niepowtarzalna. Zresztą ta sama chmura, którą sobie upatrzyłeś, za chwilę chmurą jest inną. A po kolejnej chwili znowu inna. I inna. I jeszcze inna. Zależy to od wielu czynników. Przy wystarczająco silnym wietrze chmury poruszają się i zmieniają dość szybko. Na tyle szybko, by przez długi czas nie mieć dość fascynacji ich zmiennością. I pomyśleć, że to tylko woda. Woda jednak, jak to widać jest niezwykłą cieczą. Niezwykła i wielce zadziwiającą dzięki swej zmienności co do stanu skupienia.

Chmury wstępują w dziesiątkach odmian. Od lekkich, zwiewnych niemal niedostrzegalnych obłoczków czy białawych pasemek, jakby machnięć na błękicie nieba, poprzez majestatyczne pulchne kolumny aż do ociężałych złowieszczych gradowych. Jedne są stałe, masywne, zdaja się trwać i trwać. Inne zmieniają wręcz w oczach.

Obłoki

2014.06.25
Poznań

błękit nieba – bielą usłany
błękit nieba – pisany obłoków chmarą
błękit nieba – słońca królestwo
błękit nieba – żywiołów arena
błękit nieba – gwiazd ojczyzna
błękit nieba – księżyca droga
błękit nieba
błękit

a na nim obłoki
a na nim chmur parada
jest niebo jest chmura
jest wiatr dyrygent obłoków tańca

był jest nie ma
nie ma jest nie będzie
był zniknął znów się pojawia

obłoki obłoki
radosne nieba widoki
obłoków poczet nieskończony
serca radość
dla oczu uciecha

Adam Gabriel Grzelązka

Chmury to nie tylko kondensacja na różne sposoby i z różnych przyczyn wody obecnej w powietrzu. Chmury to także przecudowna gra świateł. Inaczej wyglądają te, które całkowicie skrywają za sobą słońce, nie pozwalając mu się w żaden sposób do nas przebić. Niektóre są tak grube, że wraz z ich pojawieniem się, otaczający nas świat wręcz ciemnieje. Są i takie, poprzez które słońce nieomal się przebija bez przeszkód. Jedne są piękne przez słoneczny blask oświetlone, inne są przez owo słonko podświetlone. Jeden i drugi sposób przyprawia im ogrom urody. Szczególnie o wschodzi i zachodzie słońca zachmurzone niebo przybiera niezwyczajne kolory. Natura jest nieskończenie bogata jeśli chodzi o chmury, ich kształty i kolory.

Chmur odmian i rodzajów jest co niemiara. Można o tym pisać i pisać. Albo czytać i czytać. Tajemnic przyrody wciąż jest tak wiele od poznania. Niby wiemy już o niej tak wiele, a zarazem tak wiele wciąż nie wiemy o nich. Zazwyczaj przechodzimy obok nich wcale się ich nie domyślając. Ignorujemy je nie tyle świadomie, co na skutek naszej niewiedzy. Warto się od czasu do czasu zatrzymać, pomyśleć, zastanowić, zadziwić.

Poznań, 2014.06.12
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 myśli na temat “Wilkiem do lasu XXIII

  • 29 czerwca 2014 o 17:51
    Permalink

    Często siedzę przed chałupą na betonowych schodkach i obserwuję niebo, czyli chmury: stratus, altostratus, cumulus congestus, cumulonimbus, cirrus itp. itd. Przyznaję chmury dynamicznie zmieniają kształt dając dużą frajdę zarówno duchową jak i praktyczną, staram się określić jaki to jest rodzaj chmur, gdyż mój mąż złośliwiec czasami robi mi kartkówkę ze znajomości otaczającego świata.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.