Kultura

Wilkiem do lasu XL

Się wypadało

Przestało padać. W końcu przestało padać. Nareszcie przestało padać. Bo ciągle tylko deszcz i deszcz. Albo padało, albo za chwilę padać miało zacząć. Ewentualnie mżyło. Nic, tylko woda i woda. Wilgoć wisząca w powietrzu i osadzająca się na twarzy. Żadnego śniegu. Sam deszcz. Do tego buro. Do tego ciemno. Do tego gruba warstwa chmur niedopuszczająca słońca. Ciągle ciemno i ciemno. I ciemno.

I wreszcie się wypadało. Przestało padać. Wyszło nieco słońca. Osuszyło się. Błoto co prawda nie całkiem, ale jednak po części zniknęło. Jest go coraz to mniej. Podeschło. Można już w znacznej części suchą nogą. Nie trzeba już szukać przejść miedzy głębokimi kałużami. Nie trzeba brodzić w wodzie po kostki. Ani uważać na chlapiące samochody.

Pozostał wiatr. Czasem potężny, silny, zrywający czapki z głów. Łamiący gałęzie. Przewracający drzewa. Parę powyrywanych czy połamanych napotkałem tu i ówdzie. A gałęzi bez liku niemal wszędzie. Ale jest go zdecydowanie mniej. I tutaj ulga. Bo nierzadkie są chwile, że niewiele wcale lub jedynie lekko, znośnie powiewa.

Oczywiście zima nadal trwa, więc nadal jest zimno. Czasem ledwo powyżej zera. Ale bywa, że naprawdę ciepło. Jak na tę porę roku naprawdę ciepło. Zbyt ciepło. Natura szaleje. Niestety. Ale co zrobić. Nic nie poradzimy. Trzeba się dostosować. I korzystać z tych kilku nie deszczowych dni na ile się da. Na ile pogoda pozwala. Bo w końcu jako tako można wyjść i nie zmoknąć. Można się jakoś przewietrzyć. Odrobinę rozruszać.

Dostrzec Piękno VIII

2014.03.30 Poznań

poranek
wczesna pora
słońce ciepło już uśmiechnięte
lazur czysty nieba
to wystarczy
nic więcej trzeba
może jeszcze że wiosna
od dni kilku się panoszy
lecz nikt jej tego nie ma za złe
i jeszcze ptaki
wiadomo ptaki śpiewają
wiadomo ptaki wiosną wiosnę witają
i jeszcze jako że pora wczesna
powietrze czyste rześkie

wyjdź zobacz poczuj
a poczuj sobą całym
a ze zdziwienia
ucz się otwierać szeroko oczy
i słuchaj co dookoła
a słuchaj w cichym zastanowieniu

czyż czego więcej ci trzeba
by odzyskać życia radość
radość istnienia
by miłość i poczuć powiew
piękna doznać pocałunek czuły

Adam Gabriel Grzelązka

To właśnie zrobiłem. Zabrałem dzieciaczki na długo oczekiwany spacer. Dzień taki w sumie sobie. Bywały lepsze. Ale jako że nie nie pada i nie wieje, warto skorzystać. Bo co jutro, nie wiadomo. Może powróci wichura. A może nawrót będzie deszczu. Wszystko zmienia się tak dynamicznie i jest tak dalece nieprzewidywalne, że trzeba korzystać z danej chwili. Wstrzelać się w tu i teraz. A przez te deszcze dawnośmy nie wychodzili. Nie było jak. A teraz jest okazja. Więc idziemy. Chociaż na trochę. Po najbliższej okolicy. Niedaleko. Tu i ówdzie po osiedlu.

A co też tam ciekawego?

Jest okazja przyjrzeć się znów przyrodzie. Zobaczyć co też się dzieje w okolicy. Co się wydarzyło. Jakie zaszły zmiany. Może jakieś nowe ptaki się w okolicy pojawiły. Coś na zimę przyleciało. Albo zagościło przelotem. Idziemy. Rozglądam się. Dwójka z trójki dzieciaków już śpi. Siłą rzeczy muszę iść ulicą, bo część chodników nie mieści mojego poszerzonego pojazdu. Są za wąskie, albo pozastawiane tak, że się nie zmieszczę, nie przecisnę żadną miarą. Okolica na szczęście spokojna, ruch niewielki a i ludzie się już do tych moich spacerów przyzwyczaili i podchodzą z wyrozumiałością. Dajemy radę.

Znajomość okolicy bardzo się przydaje. Na pozór nic tu ciekawego. Ot, zwykłe osiedle. Domki przedwojenne w części. Trochę segmentów. Szkoła, kościół. Niewielkie planty. W oddali olbrzymie tereny jakiegoś zakładu ograniczają obszar osiedla. Z innej strony rozciągają się ogrody działkowe. Na drugim krańcu niewielki lasek, gdzie chadzam podglądać dzięcioły i sójki, których tam sporo. No i arteria wjazdowa miasta, która rozcina zabudowania na dwa obszary zabudowane. Całkowicie różne.

Niewielki sektor, który setki razy przemierzałem wzdłuż, wszerz i zakosami. W efekcie wiem, gdzie co można zobaczyć, napotkać. Jest kilka miejsc szczególnie przez ptaki ulubionych. Gdzie niemal zawsze, niemal na pewno mogę je napotkać. Nimi się nacieszyć. Pojawiają się też i nowe, jak karmnik na parapecie jednego z domów. Obecnie niewiele tam ptaków, ale sikorki i wróble nadal przylatują. Tyle, że nielicznie. Był taki moment, jakiś czas temu, gdy na kilka dni nieco mróz schwycił – przynajmniej nocami – gdy o jedzenie walczyło tam z sikorkami i wróblami duże stado grubodziobów i dzwońców. Przez kilka dni. Pojadły, podkarmiły się i odleciały w dalszą drogę. Stado sikorek też się przerzedziło. Wróbli niewiele. Zresztą nic dziwnego, skoro tak ciepło i jedzenia w bród. Poza tym trochę tu za duży chyba dla ptaków ruch na ulicy. Póki nie przyjdzie śnieg, wszystko jest łatwo dostępne. Więc ptaki jedynie okazyjnie korzystają z tego karmnika. Dają radę same. Są samowystarczalne.

Idę dalej. Jest jeszcze jedna niewielka uliczka z ptakami. Jest tam karmnik. Kiedyś był sklep zoologiczny, ale albo się skasował, albo przeniósł gdzie indziej. Ptaki pozostały. Sporo tu wróbli. Można podejść je na dwa trzy metry. Są sikorki. Bogatki i modraszki. Sporo. Bywało, że widywałem tu i grubodzioba i dzwońca. Uliczka niewielka, ślepa. Spokojna. Kończy się płotem, za którym ogrody działkowe. To stamtąd zagląda tu wiele z tych ptaków. Cicho tu, spokojnie, zacisznie. Widać, że im to pasuje, bo są tu stale duże stadka.

Inna uliczka. Inne miejsce na osiedlu. Tu spotykam sroki kąpiące się w jakiejś kałuży. Dołącza do nich kilka dostojnych gawronów. Po okolicy polatuje to tu to tam stado wróbli. Te znajduję jeszcze na drugim końcu tejżesz niewielkiej uliczki. Ledwo parę sztuk. Ale zupełnie oswojone. Podchodzę blisko. Robię zdjęcia. A one nic. Nie reagują zbyt nerwowo. Owszem obserwują mnie, coś tam ćwiergolą sobie, ale nie uciekają.

Jakaś zabłąkana sójka. Ostrożna. Zmyka z daleka. To nie jej rewir. Podkradła coś do jedzenia i umyka. Na niebie kołują gołębie. Zapewne na działkach ktoś hoduje. Czas powoli wracać. Niedługo dzieciaczki się zbudzą i będą wołać jedzenie. Powoli zawracam.

Poznań, 2015.01.17
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

3 komentarze

  1. Piękny tekst, wiersze i fotka.
    Dlatego czytam Obserwatora Politycznego (a może Poetyckiego?)
    Pozdrawiam Autora i Redakcję OP.

  2. Bardzo ładnie zarówno o wiośnie jak i okolicy.
    U mnie ptaki jeszcze nie śpiewają wiosennie, jest trochę chłodniej, wiosna w te tereny zawita z 2-3 tygodniowym opóźnieniem tak jest co roku. W zachodniej i południowej części Polski już wiosna a u mnie zima jeszcze chucha mrozem.

  3. inicjator_wzrostu

    Popieram zmianę nazwy OP na OPP (Obserwatora Polityczno-Poetyckiego) lun bawet na Obserwatora Poetyckiego!
    Publikowana tu piękna poezja Pana Adama zasługuje na to oraz bardzo podnosi POZIOM czasopisma.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.