Kultura

Wilkiem do lasu XIX

 Jak miło i wesoło, gdy komar nie brzęczy w koło

Powróciłem na bagna. Poprzednie rozeznanie, jeszcze sprzed deszczu, a raczej dokonane w jego trakcie, pomagało mi teraz krążyć brzegiem i odnajdywać przejścia pozostające jedynie pod delikatną cieniutką warstewką wody. Butom nic nie będzie, co najwyżej nieco naciągną powierzchownie, a ja nadal pozostawałem najbliżej obrzeża jak to tylko możliwe. Jeśli będzie coś ciekawego do sfotografowania, będę blisko. Bliżej to już tylko brodząc w wodzie. A tego bez specjalnego bardzo wysokiego obuwia zrobić się nie da. A takiego póki co nie mam. No i nieco ryzykowne, bo nie mam pojęcia, jakie tam jest dno. Samemu lepiej nie próbować. Trza by zapuścić się z kimś, kto w razie czego pomoże, wyciągnie na brzeg. Zaasekurować się. Na pozór woda. A pod wodą gnijące resztki liści i trzcin, gałęzie i pojęcia nie wiem co jeszcze. Na jakiej głębokości może być dno i ile na nim może być mułu? Tego ostatniego zapewne dość dużo niestety. W końcu to bagna. Może być niemiło, gdy nagle się wszystko zapadnie i wyląduję po pas w banie, które nie będzie przejawiało ochoty wypuszczenia mnie. Tak, zdecydowanie pozostanę na obrzeżu.

To dobry czas na chodzenie po takich terenach. Wiosna jeszcze niczego nie przesłoniła. Brzegi jeszcze nie zarosły trzcinami. Widać i daleko i z daleka. Przede wszystkim właśnie wszystko widać. Człowiek nie zgubi się w nieznanym terenie. Przez bezlistne drzewa z oddali widać, gdzie biegnie ścieżka spacerowa. Widać też zwierzęta. Widać ptaki.

A co najważniejsze, nadal jeszcze nigdzie nie widać komarów. Ani innych gryzących latających stworzonek. Jakżeż błogo! Jakżeż miło! Co za spokój! Idylla!!! Ale to niedługo się skończy. A wtedy zwiedzanie podmokłych terenów przestanie być tak przyjemne, tak bezbolesne, tak komfortowe. Zacznie się przeganianie, odganianie, odpędzanie. Tyle, że takie wymachiwania i tak niewiele pomagają. Tylko się człowiek zasapie. Będzie trzeba polubić je niestety. Na dłuższą metę i tak żadna chemia nie pomoże. Żadne spraye, żadne maści. Zawsze jednak można zakupić moskitierę i nałożyć ją na czapkę. A zresztą, cóż, pozostaje długi rękaw, długie spodnie, wysokie buty… To jednak dopiero za jakiś czas. Niedługi, ale zawsze za jakiś. dziś nic nie podgryza. Nie kłuje. Nie brzęczy za uchem. Nie wciska się do oka. Nie włazi za kołnierz. Nie wspina po nodze. Niczego po prostu jeszcze nie ma. Te pojedyncze sztuki napotkane w rzadkich mementach są naprawdę bez znaczenia.

Dziku dziku

2014.05.01
Poznań

dziku dziku
pokaż pyska
spójrz mi w oczy
niech mi włosy dęba staną
niechaj radość twą zobaczę

dziku dziku
nie bądź świnia
daj się widzieć
nie umykaj

dziku dziku
wyjdź z zarośli
podaj łapę
nie masz łapy nic nie szkodzi
chrząknij głośno
będę szybko zmykał

dziku dziku
daj mi chwilę się nacieszyć tobą
nie kryj się przed oczyma
nie racz zadu zacnym widokiem

dziku dziku
stań do zdjęcia prosto
nie czyń dzikiej miny
i nie chrząkaj na mnie
dość mi że cię widzę
i pot ze mnie spływa

dziku dziku
czemu spoglądasz groźnie
stój zawróć proszę
nie chcę znowu zmieniać spodni

dziku dziku
odpuść sobie
i nie wołaj swych kamratów
szkoda przecież dnia tak pięknego
na te gałąź i to cienkie drżące drzewo

dziku dziku
odejdź proszę
bądź człowiekiem
zejść daj z drzewa
umknąć szybkim krokiem

dziku dziku
czyżbyś spanie mościł sobie
czyżbym gwiazdy oglądać miał w twym towarzystwie
ty sobie coś wygrzebiesz w ziemi
a ja tu już przymieram głodem

Adam Gabriel Grzelązka

No to krążymy…

Zacięła się mozolna wędrówka dookoła. Wszędzie pełno świeżych tropów dzików. Tych jednak ani widu, ani słuchu. Ich sfotografowanie będzie nie lada wyzwaniem. Bo, że jednak w okolicy są, miałem okazję przekonać się – i to dwukrotnie. Za każdym razem nawiewały jednak z dość dużej odległości i na dodatek wystarczająco chyżo. Nie miałem absolutnie żadnych szans nawet w nie wycelować, chociażby z powodu zarośli, gałęzi i innych naturalnych przeszkód. W każdym razie przyda się na przyszłość wiedza, gdzie są, gdzie się ukrywają i jak je rozpoznać po wydawanych przez nie hałasach. I bynajmniej nie chodzi mi tu o ich pochrząkiwania. No i że tu są na stałe, nieustannie obecne. Będzie trzeba skontaktować się z leśnictwem. Może pomogą, coś doradzą. Trzaby kiedyś tak rychło świt się gdzieś zaczaić.

Miejsce jest o tyle dobre, że stosunkowo niewielkie. Da się je obejść w powiedzmy dwie godziny. No i dziki są tam cały czas. Nawet jeżeli stąd gdzieś odchodzą, i tak tu powracają. Zresztą nie mają powodu, aby gdzieś specjalnie daleko się oddalać. Wszędzie: nad brzegami wody, w szuwarach, w bagnidłach poznać ich tropy. Świeżo odciśnięte racice. W kilku miejscach znalazłem coś jakby dzicze kąpiele błotne. Ponieważ nie ma tu żadnego innego zwierza, a w każdym razie jak dotąd na nic innego nie było mi dane jeszcze natrafić, więc tylko dziki mogły tak rozryć podmokłą ziemię i się w niej błogo wytarzać. Sporo też ich odchodów. Niektóre dość świeże. Tych starych, podeschniętych solidnie całkiem dużo. A więc jest to ich teren. Ich ostoja. Ich macierz Wkrótce, gdy odrosną szuwary, a drzewa pokryją się listowiem, fotografowanie będzie tu jeszcze trudniejsze. Będzie im łatwiej się ukrywać przed moim wzrokiem. Będą bezpiecznie schodzić wszystkim z drogi.

Znalazłem też kilka traktów, które są ścieżkami do wodopojów. Prowadzą wprost nad brzeg, gdzie spragnione zwierzęta mogą się napić czystej wody z bagna. Można by się spróbować kiedyś zaczaić późną nocą, jeszcze przed świtem w jakimś takim miejscu. Z drugiej strony, bez czatowni i tak będę dla nich widoczny z daleka. Niestety, na razie nie mogę sobie pozwolić na zakup specjalnej odzieży w barwach ochronnych. Jest przeraźliwie droga. Póki co poza planami, poza dostępem, poza finansami. Dobrze chociaż, że mam wojskowe buty, które pozwalają mi bez obaw po takim terenie brodzić i zapadać się tu i ówdzie po kostki i więcej. Byle z umiarem, aby jednak wody nie nabrać do wnętrza. Mam nadzieję, że długo mi posłużą.

W każdym razie po dzisiejszej wycieczce te moje buty mam skatowane niezgorzej. Będzie trzeba poświecić sporo czasu na doczyszczenie i ponowne napastowanie, aby zabezpieczyć skórę przed namakaniem, przed pękaniem, przed niszczeniem. Póki co sprawdzają się wyśmienicie. Jedynie musiałem wymienić grubą żelową wkładkę na cieniutką skórzaną, poprzednie wkładki sprawiały bowiem, że buty były nieco przyciasne, obcierały i uwierały niemiło. A przecież metalowych nosków żadną miarą nie rozchodzę. Szczęściem cieniutkie wkładki sprawę załatwiły pozytywnie i nic już nie obciera mi stóp.

Poznań, 2014.03.29
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Pięknie!
    Dziękuję Panu Poecie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.