Kultura

Wilkiem do lasu XIV

Tam na tym oczku

Pierwszego łabędzia w Poznaniu spotkałem na dziko, czyli poza ogrodem zoologicznym, w których to ogrodach są one zazwyczaj stałymi bywalcami, nad Wartą, na niewielkim oczku skrytym wśród trzcin i gęsto porośniętych krzaków i drzew. W totalnym niemal odludziu. Ciężko było tam dojść również ze względu na podmokły bagnisty teren, który zalewany jest czy to podczas intensywniejszych opadów spodniebnych, czy podczas wylewania samej Warty. Takie dawne być może zakole, a w każdym razie zatoczka, zagłębienie o stałym dopływie i odpływie, choć sam przepływ wody jest niewielki i powolny. Mało kto tutaj zagląda poza amatorami ryb. Ale i ci trzymają się bardziej rzeki. Było to jesienią minionego roku.

Wędrując po okolicy i przeszukując ją systematycznie w poszukiwaniu obiektów do fotografowania, natrafiłem właśnie tutaj na parkę łabędzi. Siedziały sobie na owym niewielkim oczku i spokojnie pływały na odleglejszej krawędzi. Niespecjalnie były zadowolone z mojej obecności. Gdy próbowałem się zbliżyć, przepłynęły w drugi koniec zbiornika, cały czas zachowując względny spokój, lecz trzymając się zarazem możliwie ode mnie najdalej. Zakończyło się na kilku zdjęciach i tyle. Grunt był mocno podmokły, a trzcina skutecznie wszystko zasłaniała. Nie było możliwości podążania za ptakami bez zapadania się w nadbrzeżne błocko.

To dobre schronienie dla ptaków. Warto tu powrócić na wiosnę. Gdy w rzece jest wysoka woda, Warta wlewa się w to miejsce, zasilając ten niewielki stawek nowym narybkiem. Gdy woda opada, oczko zostaje odcięte i dopełnia je jedynie niewielki wpadający doń strumień oraz opady atmosferyczne. Dookoła pustka i cisza. Nikt tu ptaków specjalnie jakoś nie płoszy, nie niepokoi, nie nachodzi. Dookoła wysokie trzciny osłaniają dość skutecznie przed ludzkim wzrokiem to, co się tu kryje. Bagno i wysokie zarośla odcinają wodę od ciekawskich i zapewniają względny spokój ptakom.

Są co prawda lisy. Jakiś czas temu, podczas innej zupełnie wycieczki w ową okolicę, znalazłem świeżą lisią jamę. Świeżą, a w każdym razie używaną i to na oko całkiem niedawno, bo u jej wejścia piętrzyła się całkiem spora łacha świeżo wykopanego zeń żółtego piaseczku znaczonego małymi lisimi stopkami. Chyba lisimi. Bo jak sobie teraz myślę, to przecież jeszcze parę innych zwierząt mogło tę jamę sobie tam wykopać. Ale najprędzej lisy, bo taka dajmy na to wydra zrobiłaby taką jamę zapewne gdzieś dużo bliżej samej wody. Może uda się gdzieś na ten temat dorwać jakąś literaturę i w przyszłości poczytać to i owo.

Takie dajmy na to

2014-02-19
Poznań

łabędzie
z łabędziami różnie bywa
łabędź będzie
albo łabędzia nie będzie
co będzie to będzie
lecz gdy już będzie
łabędź piękny będzie

łabędź nosi się w bieli
cały jest w puchowej pościeli
cały w białym pierzu
cały skryty w ciepłym puch

łabędź piękny ptak
łabędź skrywa się w bieli
łabędź łabędzią szczyci się szyją

i pomyśleć
że z pięknego łabędziego jaja
przychodzi na świat tak brzydka poczwara
rodzi się pisklę brzydkie do kwadratu
i dopiero z czasem
gdy nabiera ogłady
łabędzi bieleje a bielejąc
nabiera piękna
nabiera ogłady

piękny łabędź
piękny ojciec
piękna łabędzia matka
piękne jaje
brzydkie pisklę na świat przychodzi
brzydkie maleństwo w blasku piękna chodzi
brzydota pisklęcego wieku
sprawia że piękny łabędź
narcyzem nie zostaje
nie wynosi ponad inne ptaki
nie puszy przesadnie
pychą nie odstaje

z człowiekiem inaczej
brzydki się rodzi
brzydki umiera
bywa że i brzydkie ma życie
a nos zadziera
jakby różą był w rozkwicie

Adam Gabriel Grzelązka

Swarzędzkie stado

Kolejne łabędzie napotkałem w okolicy Jeziora Swarzędzkiego. Latem. A może było to wcześniej, niż na owym oczku? Bo oczko było jesienią. Wiec chyba te były pierwsze, a te opisane wcześniej drugie. Ot, pokręciła mi się chronologia. Dobrze, że mi się odpomniały w każdym razie. Ale nic to, idźmy dalej. Otóż nad Swarzędzkim Jeziorem najpierw spotkałem parę łabędzi z całkiem już sporymi młodymi na małej rzeczce, strumieniu właściwie dopływającym do owego jeziora. Samica z młodymi oddaliła się, a samiec pozostał skupiając na sobie uwagę i chroniąc w ten sposób młode. Tak mi się wydaje, że to mógł być samiec. W każdym razie i tak było je trudno fotografować, bo dookoła wysokie trzcinowiska i aby się to udało należycie, należałoby właściwie wejść do wody i robić zdjęcia stojąc po pas w rzeczce. Nie przejawiałem ku temu większego zapału.

Albo, jak się kilka minut później okazało, z mostka przez który wiodła droga, a który okalał brzegi tego cieku wodnego. Chwilę później, no dłuższą chwilę, bo nogi zmęczone nie niosły mnie już tak ochoczo, a kawałek jednak oddalić się od tegoż mostka i asfaltówki musiałem po spacerniaku biegnącym wzdłuż tego brzegu jeziora, napotkałem przy kąpielowym molu całkiem pokaźne stado innych łabędzi. Tu wszystkie były duże. Nie było już tak małych, jak u tamtej pary owe dwa młodociane ptaki. Na oko było ich z kilkanaście, o ile pamięć, jak widać zawodna, mię nie omamia. I bardzo niestrachliwe. Całkiem blisko dane mi było do nich podejść. Z całkiem bliska je obfotografować.

Poznań, 2014.03.09
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

4 komentarze

  1. Wierny_Czytelnik

    Ptak cudny, dobrze że nie kaczka…

    • Uroda łabędzia nieskazitelna, może jednak szkoda, że to nie kaczka, byłaby pod ścisłą ochroną i przodowała w sondażach. Artykuł pełen tęsknot i tak naprawdę społeczeństwom na tym zależy.

  2. To ruski łabądź?

  3. inicjator_wzrostu

    Znowu powiew wolności wiosennej. Bo tak odbieram poezję pana Adama – jako dążenie do prawdy i wolności.
    Wolności rozumianej jako znalezienie swojego miejsca we wszechświecie i pogodzenia się z tym miejscem.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.