Kultura

Wilkiem do lasu X

 Kwiczy kwiczoł bo Kwiczoł

Kwiczoły w Poznaniu mam okazję fotografować już od jakiegoś czasu. Pierwsze stado napotkałem późną jesienią niedaleko miejsca, gdzie mieszkam. Spore ich stadko żerowało sobie najspokojniej na dużym krzewie jałowca. Od tamtego czasu nawiedzałem po kilkakroć ów krzew. Czasem napotykałem tam kilka ptaków. Nie tyle, co za pierwszym razem, ale jakieś czasem tam bywały.

Kilka dni po napotkaniu owego stada w zupełnie innym miejscu, kilka kilometrów na wschód, ale nadal w obrębie miasta, napotkałem pojedynczego kwiczoła. Najwyraźniej był albo bardzo osłabiony, albo miał coś ze skrzydłami. Pozwolił mi zrobić sobie całą serię zdjęć nieustannie mnie przy tym bacznie obserwując. Nie odlatywał jednak, a jedynie uciekał po kilka, kilkanaście kroków ścieżką. Aż w końcu schował się wśród wysokich traw i chwastów, jakie tam rosły. Ja zaś poszedłem dalej ku znanemu mi miejscu żerowania dzięcioła dużego. Przyznam, że nie dawałem mu wielkich szans na przetrwanie choćby nocy. Mały ptak, n ie mogący odlecieć, byłby łatwym łupem dla okolicznych kotów. A tych w okolicy co najmniej kilka.

Minęły bodajżesz ze dwa, no może góra trzy tygodnie. Jakież było moje zdziwienie i radość zarazem, gdym napotkał samotnego kwiczoła patrzącego na mnie z góry, z gałęzi klonu. Jestem pewien, że to ten sam. Gdyby były tu inne kwiczoły, byłoby ich więcej. Ten zaś był nadal sam jeden jak palec. A wszędzie indziej, gdzie kwiczoły napotykałem, wszędzie występowały co najmniej małym stadkiem. Gdzie bywał jeden, tam po chwili dawało się wyłowić okiem kolejne choć dwa, trzy, a często i więcej. A ten był zdecydowanie sam. Żadnego kwiczoła innego w okolicy. Być może nadal nie czuł się na siłach, aby stąd odlecieć dalej w poszukiwaniu współtowarzyszy. Nie omieszkałem oczywiście zrobić mu kilku zdjęć.

Nad Maltą

Innym miejscem, gdzie od jakiegoś czasu napotykam stado kwiczołów, wcale niemałe, jest okolica Term Maltańskich nad Jeziorem Maltańskim. Jest tam takie miejsce, gdzie z jednej strony rośnie kilka wysokich drzew, a z drugiej na niewielkim wzgórku gęste zarośla krzewiaste. Pomiędzy biegnie droga wyłożona dziurkowaną płytą betonową oraz linia kolejki maltańskiej. Jest to peron Balbinka. Latem można tu wsiąść lub wysiąść z kolejki. Teraz, zimą panuje tu cisza i spokój. W krzewach grasuje najrozmaitsze drobne ptactwo. A na drzewach siadają stada wron i gawronów. I właśnie kwiczołów. Zbyt jednak wysoko jak na możliwości ich tam sfotografowania. Ale czasem zlatują się w krzewy i wówczas jest szansa na niejedną fotkę. Chociaż akurat w samych krzewach ukrywa się wiele innych, znacznie ciekawszych ptaków, a mianowicie dzwońce. Sikorki. Pojawiają się też sroki.

Czasem kwiczoły napotykałem w innych miejscach, do których zawiodły mnie moje wycieczki. Ostatnio byłem w centrum. Mianowicie dwa dni temu. Napotkałem pokaźne stado kwiczołów w parku sąsiadującym bezpośrednio z Zamkiem. Jest tu ich naprawdę sporo. Czekając na tramwaj, który jechał, ale jakoś nie było mu dane nadjechać przez dłuższy czas, wyciągnąłem aparat. Miejsce wyborne. Wreszcie mogłem je fotografować nie balansując na krawędzi zoomu. Od ptaków odgradzał mnie metalowy wysoki ozdobny płot parkowy. Ja stałem na chodniku wśród przechodniów i potencjalnych przyszłych pasażerów tramwajowych. Kwiczoły siedziały na rosnącym za ogrodzeniem żywopłocie albo siadywały na nisko zwisających gałęziach parkowych drzew. A wszystko to nieomal na wyciągniecie dłoni. I właśnie te, które siadały na owych gałązkach, uwieczniałem na cyfrowej kliszy.

Pod Zamkiem

Dziś, wracając stosunkowo wcześnie do domu, zahaczyłem ponownie o to miejsce. Spędziłem tam nieco czasu. Najpierw wszedłem na teren samego niewielkiego parku i fotografowałem kwiczoły na śniegu. Ze sporawej odległości. Bo choć pozwalały się nieco podejść, to jednak niewystarczająco. nie bardzo też wychodziło ich fotografowanie na owym żywopłocie. Wszystko z powodu odległości. Wróciłem zatem na chodnik biegnący za ogrodzeniem parku. To zdecydowanie lepsze miejsce. Dystans między mną a ptakami niezwykle radykalnie się zmniejszył. Teraz wystarczyło stanąć blisko metalowego płotu i wsunąć aparat miedzy pręty. Szedłem tak wzdłuż ogrodzenia, przystając co rusz i fotografując kolejne ptaki. Albo te same, ale w innych miejscach, lub w innej perspektywie. Wszystko bowiem było wciąż w nieustannym ruchu. Ale mimo tego nadal mogłem pozostawać bardzo blisko nich i polować na piękne pozy godne cyfrowego uwiecznienia. One zaś zasadniczo ignorowały moją obecność. Zasadniczo, dawało się jednak wyczuć, że mimo dzielącego nas ogrodzenia, bacznie mnie obserwują. czuły się jednak wystarczająco pewnie, bezpiecznie i swobodnie, by zajmować się tym, po co tu przyleciały: żerowaniem. One opychały się jagodami odnajdywanymi w zaroślach żywopłotu, a ja fotografowałem je na różne sposoby.

Poezji ostrzę ostrze

1995-07-22
Łódź

padną słowa
w głuchej ciszy
ostre diamentowe
jak grom błyskawicy
będę mówił
słowem będę śpiewał
ja poeta
milczeć nie mogę
mówić mi trzeba
muza do ucha
pobudkę mi nuci

trzeba mi mówić
trzeba krzyczeć
ludzi budzić
spać nie mogą dalej
niechaj dowiedzą
niech uwierzą
poczują całymi sobą
że Bóg ich kocha

o tym mi mówić
o tym chcę śpiewać
milczeć nie mogę

Adam Gabriel Grzelązka

W końcu musiałem jednak przestać. Bynajmniej nie z powodu braku miejsca na karcie. Albo wyczerpania baterii na mrozie. Albo, że mi odleciały i tylem je widział. Nie. Górę wziął mróz. fotografowałem tak długo, jak na to pozwalała temperatura moich dłoni. Gdy jednak zmarzły wystarczająco solidnie, zgrabiały i stały się nadzwyczaj niemrawe. Czas było kończyć. Ale i tak było wspaniale. I tak pozostało po tym dniu sporo pięknych fotografii. Może i jutro będzie okazja zajrzeć w tę okolicę i dodać kolejne zdjęcia do już zrobionych.

Poznań, 2014.01.29
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

6 komentarzy

  1. inicjator_wzrostu

    Piękna zmiana tonacji artykułów w OP!
    Gratulacje.

  2. wieczorynka

    Do mnie kwiczoły jeszcze nie dotarły /północno wschodnia Polska/. Jak już się pojawiają to traktują ten region jako przystanek i odpoczynek, gniazdują widocznie w innych rejonach. Natomiast nawet po zmroku słyszę stada gęsi czyli wiosna tuż, tuż.

    • U mnie zimujące już zniknęły parenaście dni temu. Ale pojawiły się nowe, choć już nie tak liczne tu i ówdzie.

  3. Mordochlast

    Trafiłem tu z wyborczej i oczom nie wierzę! To chyba jedyny portal w Polsce, który pisze prawdę! Dziękuję!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.