Kultura

Wilkiem do lasu LXXVI

Biel pośród bieli

Poszedłem dalej. Skierowałem się w stronę Stawu Młyńskiego. Dookoła nadal cisza. Żadnych zwierząt, żadnych ptaków. Jedna kolejna osoba. Jakiś mężczyzna zamaskowany kominiarką z otworami na usta i oczy przyszedł pospacerować ze swoim psem.

Zimno. Znów mi zimno. Przyspieszam aby się rozgrzać ponownie. Szkoda trochę, że ptaki gdzieś zniknęły. Widać też marzną i nie w głowie im ptasie figle. Przy tym słońcu byłaby okazja do niezłych ujęć. Nie dziś jednak. Po prostu nie ma co fotografować. Panuje absolutna cisza.

Staw. Biel tafli zamarzniętej wody zasypana sypkim śniegiem. Przeciwny brzeg skąpany w złocistym blasku słońca. Przepiękny widok. Mógłbym się nim zachwycać i rozkoszować, gdyby nie jedno dokuczliwe ale. Zerwał się silny porywisty wiatr. Znów wieje. Wciągam kaptur bluzy na czapkę. Nie pomaga dostatecznie. Dopiero naciągniecie na to wszystko kaptura kurtki wystarczająco izoluje mnie przed przenikliwym zimnem. Pustka. Biała pustka.

Zaraz. Chwileczkę, coś tam jest na tafli. Pośród bieli inna biel. Samotny łabędź na środku zamarzniętego stawu. Ledwo odcina się od śniegu. Tylko dziób widać wyraźnie. Ha, warto było tutaj przyjść. Byłem tutaj kilka dni temu, jeszcze w starym roku. Było całe stado łabędzi. Najwyraźniej ten nie odleciał stąd jeszcze. Skoro jest jeden, może będą gdzieś pozostałe.

Pośrodku

2016.01.04
Poznań

siedzisz sam
plama bieli pośród bieli
łabędzi twój puch na śniegu
i tylko twój czarny dziób
zdradza cię

biel pośród bieli
mróz ściął wody taflę
śnieg wszystko zabielił
a na środku ty
sam jeden
siedzisz
czekasz
na co
na kogo
czemu nie w stadzie
choryś
może odpoczywasz
wiersze układasz
noc odsypiasz
rozmyślasz nad bielą śniegu
marzysz o ciepłej kąpieli

wiatr szarpie twe pióra
wiatr zrywa śnieg do zamieci
i tańczy tańczy
bieli kurzawa wokół ciebie
a ty siedzisz
siedzisz biały na śniegu białym
na zamarzniętym stawie
i tylko dziób zdradza cię

lecz oto znów znikasz
gdy chowasz pod skrzydło
swą zmarzniętą głowę
biel
biel na bieli
na bieli biel się bieli
bieli się biel

Adam Gabriel Grzelązka

Tunel

Idę dalej. W tej okolicy jeszcze nie byłem nigdy. Jakaś grobla porośnięta sitowiem. Za nią jeszcze jedno oczko. Tam para łabędzi: ona i on. Siedzą na lodzie. Na śniegu. Kolejne dwie białe plamy. Gdy się zbliżam, on wstaje wyciąga szyję, przygląda mi się, ocenia zagrożenie. Po chwili spokojnie siada. Robię im serię zdjęć.

Nieco dalej nasyp kolejowy. Pod nim tunel. Dołem płynie rzeczka. Swoją drogą, musze sprawdzić, jak się ona nazywa. Nurt jest na tyle wartki, że woda nie zamarza. Gdzie nie gdzie jest jednak już bardzo co prawda cieniuchna, ale jednak warstewka lodu. Ciemny tunel skąpany w głębi słonecznym blaskiem. Promienie słońca wpadają doń pod sporym kątem oświetlając niewielki fragment jednej ze ścian. Tunelem da się przejść. Jest szerokie wygodne wybetonowane albo wymurowane raczej przejście. Kiedyś chyba była tutaj jakaś balustrada lub jakaś inna nieokreślona konstrukcja metalowa. Widać to po obciętych niemal przy samej ziemi teownikach. Tyle pozostało z tego, co tu kiedyś było. Złomiarze?

Rzeczka szeroka jest na dobre dwa-trzy metry. Malowniczo wije się ostatecznie skręcając w lewo i niknąc z oczu. Dookoła ośnieżone drzewa. Zagłębiam się kawałek. Zaglądam za zakole. Tu także trzeba będzie wrócić i obejrzeć sobie ten odcinek dokładniej następnym razem. Póki co skręcam w prawo za nasypem. Idę pod górę nieco się rozejrzeć. Teren wznosi się w kilku tarasach dość znacznie. W oddali sosnowy las. Prowadzi tam niewielka wydeptana solidnie ścieżka. A więc miejsce jest uczęszczane. Z lewej grunt gwałtownie opada w dół. W jednym miejscu bardzo gwałtownie powstałe urwisko. Jestem dobre cztery do pięciu metrów wyżej. Ostrożnie wychylam się spoglądając w dół. Bagno porośnięte trzcinami. Ciekawy zakątek dla ptaków i owadów. Zastanawia mnie obecność jakichś betonowych bloków w tym zawalisku. Skąd one tu?

Czas sprawdzić sprzęt

Nabyłem niedawno nowy obiektyw do Pentaxa. 135 mm z przesłoną 2,8. Jasna długodystansowa portretówka. Całkowicie manualny. Zamontowałem go na aparacie zdejmując zeń inny do makro. też nowy, jeszcze niemal przeze mnie nie użyty, manualny obiektyw ze skala odwzorowania 1:1. Początkowo to nim zamierzałem robić dodatkowe zdjęcia. Nic w sumie jednak mnie nie przyciągnęło w tym zakresie powiększenia i pozostawał bezużyteczny w plecaku.

Szukam dookoła, co dałoby się ładnie wykadrować tym nowo nabytym obiektywem. Chodzi ze sporym oporem. Ma też spory zakres, dzięki czemu można bardzo precyzyjnie ręcznie dostosować sobie punkt ostrości. Wieczorem, gdy już będę mógł wyjąć kartę z obiektywu, okaże się, co i jak wyszło, a co nie. Pomyśleć, ze kiedyś wyłącznie manualne obiektywy przecież były i jakoś nikt nie narzekał. Do wygód człowiek jednak się przyzwyczaja i chce ciągle więcej i lepiej.

Wracając zrobiłem kilka dodatkowych zdjęć wspomnianej parze łabędzi. Idę dalej wzdłuż stawu. Natykam się na stado trzech dorosłych i dwóch tegorocznych młodych łabędzi. Oraz gromadkę kaczek krzyżówek pływających po niewielkim odcinku niezamarzniętej nadal wody. Kolejna seria zdjęć. Pięknie się prezentują na tle zamarzniętej wody pokrytej świeżym czystym śniegiem. Trochę kłopotów sprawia ten śnieg. Tonacja ujęć w wizjerze zdecydowanie zabarwia się na niebiesko. próbuję różnych ustawień.

W drodze powrotnej

Czas wracać. Trochę zmarzłem. Opatulam się, na ile tylko mogę i kieruję się ku domowi. Zmieniam nieco trasę, aby obejść jak największy teren i się z nim dokładniej zapoznać na przyszłość. Słonce tymczasem wzeszło wyżej i pięknie oświetla zimową scenerię. Kolejna okazja do zdjęć nadarza się po jakiś dwóch trzech kwadransach. Idę wprost pod słońce. Z lewej i prawej kolumny sosen przeplatanych brzozami. Jakiś pojedynczy dąb. Inne liściaste.

Docieram na ostatnią prostą. Wychodzę z lasu na osiedle. Teraz już prosta droga. Znów wieje. Bardzo paskudnie zawiewa. A tu szeroka otwarta przestrzeń. Wiatr ma się gdzie rozpędzić. Niewiele daje przyspieszenie kroku.

Tymczasem do moich uszu dociera wyraźne dzwonienie. To dzięcioł obstukuje pobliskie drzewo. Bardzo blisko mnie. Nie sposób oprzeć się takiej okazji. Sięgam po aparat i mimo przejmującego zimna robię całą serię zdjęć. Gdy dzięcioł znudzony mą obecnością odlatuje, przerzucam się na parę sikorek siadających na tej lub owej gałązce. Albo na ziemi tuż przed pniem drzewa.

W końcu mam dość. Rąk nie czuję. Chowam zesztywniałymi dłońmi aparat do torby i z trudem naciągam rękawice. Palce przenikliwie szczypie mi zimno. Długo, długo jeszcze mi to zimno doskwiera nim w końcu rozgrzeję się na tyle szybkim marszem, że ostatecznie ustąpi. Wracam do domu. To był owocny spacer.

(Część 2 z 2)

Poznań, 2016.01.02
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

3 komentarze

  1. krolowa bona

    Nowa scenografia, ba nawet nowe libretto / choreografia do “Jeziora labedziego”: ” biel w bieli sie bieli na tle innfj bieli ….” taka piekna rzecz Pan popelnil …
    Chodzac po tych ciekawych i nastrojowych zakamarkach prosze uwazac, glownie jak jest wszystko przypruszone sniegiem nie widac dolow i rowow, i chce sie po szklanrj tafli lodu troche pobalansowac i mozna doslownie wpasc w tarapaty ….ma Pan ze soba taki gorski nadajnik, gdzie Pana szukac ?
    Pamietam z dziecinstwa i mam takze pare zdjec z tego okresu, jak ja to osobiscie karmie labedzie w Naleczowie w parku palacu Malachowskich …z ewolucyjnych przyczyn te przepiekne, pelne gracji ptaki wciagaja dzieci i doroslych do wody i doslownie topia …takie wypadki wydzialam na wlasne oczy …wlasciwie nie powinno sie labedzi dokarmiac i wogole do nich zblizac, gdyz one tego nie lubia ….
    Mowie Panu, jak mnie tu sluzby pilnuja …pisze ja kometarz pod Pyna publikacja a te cholery za przeproszeniem nie daja mi go wyslac ….” nie idzie” wysylka …przedostsznim razem to napisalam prawie sama esej ekologiczny nawiazujac do ginacych bardzo pszczol miodnych ..,maja AIDS, sa zzerane przez pszczoly chinskie ..,zatrute nawozami np.w Badenii-Wirtenbergi to prawie wszystkie wyginely, trzeba przywozic pszczoly takimi specjalnymi transporterami by zapylily rosliny …zupelnie jak w Usa …czy moglby Pan poobserwowac pszczoly i zrobic je bohaterkami jakiegos Pana nastepnego eseju …na powiekszonych fotografiach widac ich pieknosv, maja takie ladne plaszczyki “futrzane”, sliczne pyszczki, talie i robia bzyk nad rumiankami i stokrotkami polskich lak ….oraz miod, lek i elixir zycia…tworza cale bardzo dobrze zorganizowane spoleczenstwa …..moze trzeba brac z nich przyklad ….

  2. Adam Grzelązka

    W okolicy w lasku jest całkiem spora pasieka – kto wie może wiosną, jak się już zupełnie rozciepli i czas pozwoli, będą i fotki pszczół i jakiś tekst o nich. Czas jak zwykle pokaże, co z tego wyjdzie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.