Kultura

Wilkiem do lasu LXXIX

Wilgoć poranna

Rano szedłem do sklepu po bułeczki. Niedaleko, kilkadziesiąt metrów drogi zaledwie. Za sąsiednim blokiem w kolejnym jest bowiem punkt spożywczy, a w nim oprócz poczty także spożywczy, warzywniak, apteka no i oczywiście piekarenka. Tam to udałem się rychło świt po wspomniane świeże bułeczki na śniadanko. Ot taki lokalny zakątek handlowo-usługowy. A co najważniejsze, to to, ze blisko bardzo. Szczególnie na pocztę. I po pieczywo.

Mgły wprawdzie nie było, ale sennie jakoś tak dookoła na pozór nie tylko ze względu na porę co najmniej nieprzyzwoicie jak dla mnie wczesną. W powietrzu unosiła się jakby mgła niewidoczna, niewidzialna, niedostrzegalna, niezauważalna, sprawiając że wszelkie dźwięki były mocno stłumione, zupełnie jak gdyby dobiegały z o wiele większej odległości, niż miało to miejsce w rzeczywistości. Poza tym pochmurne niebo skrywało całkowicie poranną zorzę. Winno robić się już jasno, najwyższa na to była bowiem pora, tymczasem nadal było ciemnawo i ponuro, szaro, nocnie. Prócz tego czuło się wilgoć w powietrzu. Niemal namacalnie. Nie było jednak zimno, którego to można było o tej porze dnia i roku przecież jak najbardziej oczekiwać. Przeciwnie, odniosłem wrażenie, jakby była ta wilgoć parna, ciepła, prawie że ciepluchna para wodna się dookoła unosiła. Wszystko to razem wzięte tworzyło całkiem rześki poranek. Mimo wszystko. Zdawałoby się, że wszystkie okoliczności powyżej wymienione sprawią, że dzień będzie niechętny, tymczasem wręcz zachęcał całym sobą do pobudki, do rozbudzenia się, do wstanięcia o świcie. Ba, zachęcał do przedpołudniowego spaceru.

O rześkości tego wstającego dopiero co dnia świadczyło też niezwykłe ożywienie sporego stadka wróbli, które co sił hałasowało sobie w najlepsze na pobliskich krzewach. Mam to szczęście, że obecna okolica, w której w kolejach losu przyszło mi zamieszkać obecnie, pełna jest tych ruchliwych sympatycznych ptaszków. Wręcz się tu od nich roi. Można napotkać ich skupiska w różnych miejscach. Duże skupiska i w wielu miejscach. naprawdę wielu. Co krok, co dwa, co drugi, trzeci krzew albo drzewo obsiadnięte są wróblami.

Szykował się piękny dzionek. Nie żałowałem już wczesnego zerwania się ze snu. Warto było wyjść i nasycić się tą niezwykła chwilą. Zaciągnąć ciepłym wilgotnym, a zarazem jakżesz ożywczym powietrzem. I przyjrzeć się choć przez ułamek sekundy kłótniom rozbrykanych wróbelków. Tyle radości w ich rozgardiaszu się kryło.

Gniazdo jako tako

Napotkałem parę srok. To już później, na spacerze przedobiadowym. O sroki tutaj także nietrudno. Pełno ich wszędzie. Ostatnio zaś zdarza się napotykać je parami. Także  im coś podpowiada, że wiosna już tuż tuż i ino patrzeć, jak będzie pełną gębą.

Samotne drzewo. Brzoza. W górnej części, lecz nie na szczycie korony drzewa widać było pomiędzy ogołoconymi wciąż nadal z liści gałęźmi bezładną grudę patyków. Dookoła uganiały się dwie sroczki. Coś tam poprawiały. Coś wtykały. To znów wyciągały, aby przenieść jakiś patyk w inne miejsce. Dłuższą chwilę się im spokojnie przyglądałem. Nic sobie nie robiły z mojej obecności. Zajęte były budowaniem swego przytulnego gniazdka.

Tyle tylko, że sroka budowniczym raczej jest marnym. Gniazdo jej szczytem osiągnięć ptasiej architektury bynajmniej nie jest. A i samo gniazdo przytulnego wrażenia nie sprawia. Ot, byle jak upchnięte gałęzie. Byle się toto trzymało. Byleby wytrzymało wylęg, a potem wzrost piskląt. Nie budowały go nawet od zera. To już było czyjeś gniazdo z poprzedniego roku. Mocno przez zimowe wichury nadwyrężone. One je teraz przejęły, przerobiły, dostosowały do swoich potrzeb. Tak jest szybciej. Czasem oczywiście się tak nie da i trzeba takie gniazdo samemu wznieść – efekt jest jednak podobny – bezładna kupka gałęzi w koronie drzew. Będą tu wzrastać nowe sroczęta. Już niedługo samiczka zasiądzie na zniesionych jajkach.

Kluczy klucz

2016.02.07
Poznań

a na błękicie przestworzy
gęsi kluczy klucz
gęsi ciągnie sznur
powraca w rodzinne strony
gęsi stado

na błękicie
na przestworzach
kluczy klucz
gęsi sznur
wysoko nad głowami
ciągną w siną dal

wiosny zew
przyzywa je
wiosny śpiew
do powrotu
do lotu
do odlotu
wiec w powietrze wzbiły się
i w drodze już
bo wiele wiele jeszcze dni
wiele przed nimi mil
droga daleka
droga powrotu
droga wiosennego lotu
droga jak co roku

jak co roku
niebem
błękitem
przestworzami
kluczy klucz
gęsi sznur
powraca tam
skąd na zimę przybył tu

Adam Gabriel Grzelązka

Wiosna w sercu zimy

Wskazuje wszystko na to, że póki co idzie nam na wiosnę. I o ile nie przymrozi którejś nocy tak zupełnie znienacka, o ile nie rozpada się ponownie, jak to miało miejsc jeszcze kilka tygodni temu, to będzie to całkiem ładna wiosna. Jeszcze bezlistna. Jeszcze bezzielenna. Ale pełna już słonecznego ciepła. Pełna błękitnego nieba. I wypełniona po brzegi ptasim śpiewem.

Dziś też byliśmy na spacerze. Przed obiadem a po mszy parafialnej. W lesie. Napotkaliśmy dzięcioła który pracowicie obstukiwał gałąź w poszukiwaniu jedzenia. Ino patrzeć, jak i im uderzą do głowy wiosenne amory i zaczną wybębnywać swe melodie na suchych konarach.

W innym miejscu napotkaliśmy kowalika, który wyśpiewywał swą pieśń. Wtórowało mu stadko sikorek. Z oddali dochodziło ćwierkanie stada wróbli. Niebo zaś przeciął kolejny gęsi klucz. Odlatują na legowiska z zimowych pastwisk. Wkrótce powrócą do nas te, które na zimę poleciały w cieplejsze strony. Wiosna nadchodzi. Jeśli się nigdzie po drodze nie zatrzyma, kto wie, może w tym roku zawita dużo wcześniej. Jest tak ciepło, że krety zbudziły się już jakiś czas temu z zimowego snu i ryją pola i łąki w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Z tym niestety dla kretów jest krucho, bo nic jeszcze nowego nie wzrasta. Na to jeszcze za wcześnie. Na to jeszcze jest jednak za zimno. Na razie.

Poznań, 2016.02.07
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. Oh ! Znowu uraczyl mnie Pan “sloow food”, tak sobie ide z Panem po te swieze buleczki , ogladam sobie niebo i rozne zakatki, sprawdzam czy to juz wiosna zawitala …hm …a “Kluczy klucz” to ja tu probuje spiewac na melodie “Goniac kormorany”Piotra Sczepanika i tsk mysle, ze ta melodia z “Kormoranow” pasuje jak ulal di “Kluczy klucz”…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.