Kultura

Wilkiem do lasu LXIX

 Uwaga „Zły pies”

To jedno z dalej położonych miejsc i sporo czasu potrzebowałem, aby tam dojechać. Tym bardziej w niedzielę, kiedy to autobusy kursują w tutaj dużo rzadziej. Wybrałem się tam wczesnym przedpołudniem i spędziłem kilka godzin. Nie, żeby było dużo do zwiedzania, ale dlatego, że obszar jest ogromny i długa droga między budynkami, które poszedłem obfotografować.

Tym razem nie musiałem wędrować daleko do miejsca, gdzie nie dojeżdża już żadna komunikacja. Brama wejściowa odnalazła mi się po kilkudziesięciu metrach od pętli autobusowej. Duża, metalowa brama. Zielona. Stara, podniszczona, lecz nadal dość solidna aby powstrzymać wszelkie próby jej forsowania. Na bramie sporych rozmiarów tabliczka z napisem „Uwaga! Zły pies”. Hm, nie wygląda to zachęcająco. W lewo i prawo biegnie betonowy standardowy płot. Dość stary, czasem lekko pochyły, ale nadal się trzyma. Rzucam okiem przez szpary bramy. Droga wyasfaltowana z początku biegnąca na wprost przechodzi za jakiś czas w zwyczajną polną drogę. Po lewej i prawej dzikie chaszcze. Młode cienkie dziczki. Nigdzie żywego ducha. Żadnej portierni. Żadnych psów. Ale nigdy nic nie wiadomo. Trochę ta tabliczka mnie martwi. Niespecjalnie mam ochotę zapoznawać się z potencjalnymi szczękami.

Póki co postanawiam się rozejrzeć po okolicy. Słoneczko przygrzewa coraz mocniej. Po lewej zachęcająco biegnie ścieżka. Zagłębiam się w nią. Tu i ówdzie kwiaty. Na drzewach białe, na ziemi żółte. Okolica rozbrzmiewa śpiewem ptaków. Bardzo intensywnym śpiewem. Ścieżka skręca w prawo. Dochodzę do jakiejś drogi. Po kilku minutach kończy się ona wjazdem na ogrody działkowe. Zawracam. Nic tu po mnie.

Spróbowałem też rozejrzeć się w przeciwnym kierunku od wspomnianej zamkniętej bramy. Za daleko jednak nie zabrnąłem. Ścieżka rozpłynęła się i zaniknęła. Drogę zagrodziły drzewa. I zarośla. Nie mam ochoty przedzierać się dalej na przełaj.

Jest wiele sposobów

2014.05.22
Poznań

istnienia słowa
można przecież
to wszystko
powiedzieć inaczej

ja jednak
chciałbym w tobie
obudzić twe uśpione serce
by ono mogło
zachwycić się pięknem
rozradować istnieniem
i rozpalić się z gorąca
gdy czytać będziesz
me wiersze

słowa życia
jakie mam dla ciebie

Adam Gabriel Grzelązka

Po drugiej stronie

Jest sposób, aby dostać się na te porzucone tereny Zieleni Miejskiej. W jednym miejscu lot został rozwalony i można przezeń swobodnie przejść. Zaryzykuję. Może nie napatoczę się na owe zapowiadane przez tabliczkę psy.

Pierwszą napotkaną budowlą jest rozwalający się niewielki budyneczek nieopodal płotu. Mury jeszcze stoją. I fragment komina. Dach jednak całkowicie się zapadł. Do budynku prowadzą spore metalowe drzwi. Są uchylone. Schodzi się do nich po obniżającym się zejściu. Dość stromo i głęboko w dół. Cały budynek jest bowiem mocno zagłębiony w ziemi. Na dobrą sprawę mniej go wystawało na zewnątrz, niż mieściło się pod ziemią. Do środka nawet nie próbuję się dostać. Zbyt niebezpiecznie. Wszystko się kruszy tutaj, zapada, rozlatuje w oczach.

Idę w stronę bramy wejściowej. Kilka metrów asfaltu, a potem najzwyczajniej w świecie polna droga. Używana, czyli ktoś tutaj bywa. Ktoś tutaj zagląda. Ktoś tutaj przyjeżdża. Dziś jednak dookoła tylko cisza i ptaki. I sympatycznie przygrzewające z góry słonko. Po lewej i prawej niskie murki. Bardzo zerodowane. Przewracają się. Kruszą. Rozpadają w oczach. To musiały być dawniej szklarnie. Tu i ówdzie spośród cegieł wystaje kawałek metalu. Tyle pozostało z metalowego szkieletu tych potężnych szklarni. Było ich sporo i były naprawdę duże.

Jest jeszcze trzeci szereg tych szklarni po lewej. Trzeba uważać, żeby nie wpaść w jakąś dziurę. Pomiędzy dwoma rzędami szklarni, tymi z lewej, pod murkami szklarni biegną dwa jakiejś metrowej głębokości kanały. W wielu miejscach płyty je przykrywające popękały, pozapadały się. Niby głęboko nie jest, ale swoje ważę i może coś pęknąć, coś się pode mną zapaść. Zresztą nie widzę większego sensu w przeczesywaniu tych pozostałości. Nie spodziewam się napotkać tutaj niczego ciekawego. W tych powoli znikających z powierzchni ziemi szklarniach, czy raczej w tym, co po nich pozostało, czyli kanałach, murkach i porastających wszędzie młodych drzewkach.

Najwyższa pora rozejrzeć się w budynku widniejącym na tyłach tych szklarni. Wznosi się wysoko, strzeliście i wygląda całkiem obiecująco. To może być bardzo interesujące miejsce eksploracji. Albo bardzo rozczarowujące. To zawsze jest jakaś loteria. Albo się w takim miejscu natrafi na jakąś interesującą gratkę, albo nie ma tam niczego poza nudnymi w sumie murami. Tego jednak z góry nie wiadomo i zawsze pozostaje ta mała nutka ekscytacji związana z eksploracją tych nieznanych miejsc. Tak, zdecydowanie pora poszukać czegoś o wiele bardziej fascynującego, niż zagajnik porastający byłe szklarnie.

Poznań, 2015.04.20
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. Za wiersz dziękuję, poruszający.

    Odnośnie tabliczek przy różnych posesjach, jakiś czas temu przeczytałam: “Uwaga dobry pies, czasami tylko trochę nerwowy”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.