Kultura

Wilkiem do lasu LXIV

„Fort Va5” autor Kapsuglan Praca wł. Lic. CC BY-SA 3.0 na podst Wikimedia Commons

Ruiny fortu

Wybrałem się w odwiedziny do kolejnego Fortu ramach zwiedzania Twierdzy Poznań. Okolica przemysłowo-działkowa. Z jednej strony jakieś budynki przemysłowe. Wedle mapy część fortyfikacji znajduje się właśnie pod halą tej fabryki czy też magazynu. Wszystko zrównane z ziemią, wyrównane, zniwelowane, rozebrane, zasypane. Teren wygładzony, pokryty dookoła hali równiusieńko przystrzyżonym trawnikiem. Ten fragment fortu jest już nieodwołalnie stracony.

Na tyłach Fortu rozciągają się tereny elektrowni. Po lewej mamy ogrody działkowe. Bardziej przypominają one niewielkie osiedle. Tu i ówdzie pozostałości ogrodzenia ogrodów, ale ogólnie można się na ich teren zwyczajnie dostać wyasfaltowanymi uliczkami. Ot, osiedle działkowe się zrobiło. Do fortu zaś prowadzi droga, która wije się aż do samej elektrowni na tyłach.

Wydaje się, że jestem już na miejscu. Po lewej mam skrajne działki z całorocznymi domkami mieszkalnymi. Po prawej dzicz. Drzewa, krzewy, wysoka nieskoszona trawa. Zarośla wszystko zasłaniają i nie wiadomo co jest za nimi. Nie wiadomo, co takiego skrywają przed moim ciekawskim wzrokiem. Nie ma też żadnej wyraźnej ścieżki tam w głąb tej dziczy prowadzącej. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. W końcu znajduję jakąś, całkiem nawet wyraźną. Ze śladami opon rowerowych odciśniętych w miękkiej ziemi. Czyli że ktoś tam bywa. Ktoś tam zagląda. Ktoś po tym lasku spaceruje i jeździ rowerem. Są zatem jakieś ścieżki i nie będę musiał przedzierać się na dziko, na przełaj, przez najrozmaitsze chaszcze.

A ścieżka wiedzie w las…

Zagłębiam się w las i zarośla. Dostrzegam pierwszy fragment budowli fortyfikacyjnej. Częściowo zasypany śmieciami. Jakżeż by inaczej, skoro parędziesiąt kroków stąd mieszkają ludzie. Z pewnością wszystkie te śmieci pochodzą z pobliskich działek. Obchodzę to miejsce biegnącą górą ścieżką. Wkrótce schodzę na dół, po drugiej stronie. Teraz widzę całe to miejsce od dołu. Mało ciekawe. Głównie dlatego, że to jedno wielkie śmietnisko się tutaj utworzyło na dnie dawnej fosy, czy też jej ocalałych szczątków.

Gdzieś tam widać wejście, ale niepodobna się doń dogrzebać z powodu zsypiska śmieci, które częściowo zasypały tu fosę i owo wejście. Musiałbym przekopać się przez ogromny stos śmieci, trawy, choinek i plastyku. Idę dalej. Dobrze, że jest sucho i dawno nie padało. Musi tu często robić się niewielki stawek. Widać to po podłożu. Deszcz napełnia zagłębienie, a woda może jedynie parować nie mając gdzie odpłynąć. Ale teraz mamy suchusieńko, zatem ten sezonowy staw po prostu wysechł. Ślady na drzewach pokazują, że wody potrafi się zebrać całkiem sporo w sezonie deszczowym.

Gdzieś daleko nie trzeba

2014.04.28
Poznań

wcale
ani nawet zaglądać
za horyzont
ani dalej

wystarczy miejsce
pierwsze z brzegu brzegu
na chwilę
tu i teraz poczekać

na twych oczach
w zasięgu dłoni
tajemnice wikłają się zdarzeń

Adam Gabriel Grzelązka

Gruz, gruz, gruz

Wspinam się na kolejną skarpę. Tu i ówdzie strzępy murów. Dużo gruzu. Potężne, ogromne kawały rozkruszonego fortu. Ta scenografia powtarza się na całym tym terenie. Fort wedle informacji z Internetu swego czasu wysadzono. Wydawało mi się nawet, że teren może być ogrodzony i zwyczajnie niedostępny jako potencjalnie niebezpieczny. Ale nie, nie jest ani ogrodzony, ani niedostępny. Nie jest też jakoś mocno niebezpiecznie. Podstawowa ostrożność wystarczy do poruszania się tu po okolicy. Ciekawscy i miejscowi także tu zaglądają. Pieszo i rowerami. Na tyle licznie, że niektóre z tych ścieżek są bardzo solidnie wydeptane. Tego nie uczynią sporadycznie zaglądający miłośnicy ruin czy lasu.

Teren bardzo pofałdowany. Wysokie wzgórza i głębokie zagłębienia. Mimo na poły słonecznej pogody (słońce trochę się schowało za cieniutkimi chmurami) i zimowej aury charakteryzującej się brakiem listowia, jest tu dość ponuro i odludnie. Dużo drzew i krzewów. Ogólnie wszystko rośnie dość gęsto. Nie na tyle, aby trzeba się było przedzierać, ale wystarczająco, aby światło zrobiło się tu mroczne.

W niektórych miejscach udaje się dostać do wnętrza Fortu. Niespecjalnie głęboko. A to z powodu dużego rozkawałkowania całej budowli. W największej pieczar (to słowo pasuje tu o wiele lepiej, niźli jedna z wewnętrznych hal), natrafiam na czyjeś legowisko i przygotowane ognisko. Ogólnie w miarę czystko. Żadnego śladu mieszkańca tego miejsca. Był, ale aktualnie wyszedł i oddalił się w sobie tylko wiadomym kierunku.

Jeszcze więcej gruzu

W wielu miejscach leżą mury fortyfikacyjne, częściowo wysadzone, rozwalone, rozkruszone i odsłaniają fragmenty tego, co kiedyś było wnętrzem fortu. Znalazłem coś, co prawdopodobnie było jakąś wieżyczką strzelniczą. Brakuje jej górnej napowietrznej części. Zapewne działka obrotowego. Za to można sobie obejrzeć wnętrze. Zarówno spoglądając z góry w głąb (widać jakieś obręcze i metalowe elementy), jak i obszedłszy dookoła nieco, zajrzeć od dołu. Brakuje kawałka pomieszczenia. Większego kawałka. Zachowała się półokrągła nisza i wąskie kręcone schodki prowadzące do naszej wieży. Reszta to znów już tylko gruzy. Jakiś odsłonięty kawał o kształcie schodów. Zupełnie jakby w tym miejscu leżały nie na swoim miejscu. Pewnie siła wybuchu rzuciła ten kawał betonu z innego miejsca.

Trochę przyspieszam. Nie zostało mi na dzisiaj za wiele czasu, więc jedynie pobieżnie obejrzałem okolicę tu i ówdzie robiąc sobie zdjęcia. Trzeba tu będzie jeszcze wrócić na dokładniejszą kilkugodzinną eksplorację. Najlepiej przy słonecznej, bezchmurnej pogodzie. I zanim wszystko skryje nowa wiosenna zieleń, która ukryje ponownie wiele czyhających w ziemi niebezpieczeństw.

Poznań, 2015.03.14
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. Piękne i wzruszające.
    Pozdrawiam Autora.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.