Kultura

Wilkiem do lasu LXIII

Na drugim końcu miasta

Czeka mnie dziś daleka wyprawa. Wyruszyłem bardzo wcześnie, jeszcze przed świtem. Miałem zamiar podjechać najdalej jak się da już nocą, nocnym tramwajem a następnie nocnym autobusem. Ale zeszło mi jakoś z przygotowaniami i było już za późno. Musiałem czekać na pierwszy dzienny tramwaj. Jadę na sam koniec jego trasy. Dalej się już nie da. Dalej czeka mnie przechadzka. Jest zimno. Zapinam bluzę, poprawiam chustę pod szyją, naciągam kaptur. Zarzucam plecak na ramiona i ruszam. Niedzielny poranek. Cisza, spokój. Uwielbiam tę porę dnia właśnie za tę niepowtarzalną atmosferę. Mimo, że osobiście wolę raczej sobie pospać, niż wstawać o świcie lub przed nim. Taka mała sprzeczność. Po mojej lewej, na wschodzie powoli wyłania się słońce. Błękitne niebo tu i ówdzie poprószone bielą chmur nade mną. Byłby piękny poranek, gdyby nie zimny lodowaty wiatr. Ale co zrobić. Przyspieszam, tylko tak zdołam się rozgrzać. Wciskam dłonie głęboko w kieszenie. Żałuję, że nie zabrałem zimowej kurtki albo chociaż rękawiczek. Może jednak się ociepli. Gdyby tylko przestało wiać…

Dano ci… IV

2014.04.07
Poznań

pokój
siewcą pokoju bądź

lecz ty zapominasz
niepokojami targany
innym burzysz spokój odpocznienia
podążasz mrzonek drogą krętą
kim jesteś nie dowierzasz
celu życia swego nie rozpoznałeś dotąd

a przecież jedna jest droga
i cel jej jeden jest
tam serce miejsce odnajdzie swoje
i spocznie w pokoju

pozwól jedynie
poprowadzić się
Bóg drogę zna przecież

Adam Gabriel Grzelązka

Śpiew

W miejscu zatrzymał mnie dosłownie w pół kroku przepiękny ptasi śpiew. Kilka metrów ode mnie na przepięknie okrytej bielą kwiatów śliwie (chyba) siedział niepozorny ptaszek. Niewielki. Niczym wróbel i to taki mniejszy. I śpiewał. Śpiewał w najlepsze. Och, jakżeż on pięknie śpiewał. Wspaniały wiosenny śpiew. Odezwał się tak niespodzianie, że zaskoczył mnie swą pieśnią.

Stanąłem oniemiały w bezruchu. Zasłuchałem się przez moment. Po chwili, bardzo powoli i bardzo ostrożnie zsunąłem z ramion plecak na ziemię. Otworzyłem go i wydobyłem mego superzooma. Nada się na tę chwilę. O ile ptaszunia poczeka. O ile się nie spłoszy. O ile sobie nie odleci. Nie odleciała. Nie spłoszyła się. Nadal tam siedziała na gałązce wciśnięta pomiędzy białe kwiatki. Zrobiłem kilka zdjęć rudzikowi. Bo to właśnie on tam był, to on tam pięknie nucił swą wiosenną melodię. Jeszcze chwilę go słuchałem by powoli, ostrożnie się oddalić. Pozostał nadal śpiewając.

Do celu jeszcze daleko, a pora dnia wczesna. Idę znów szybkim krokiem. Czasem wykonuję jakieś zdjęcie co ciekawszego budynku albo jakiegoś detalu napotkanego po drodze. Na dłużej zatrzymuję się dopiero przy starym elewatorze. Był tu jeszcze kiedyś niedaleko spichlerz. Ale już go nie ma, został spalony. Sam elewator po prostu stoi. Nadal, pomimo upływu czasu. Mury powoli się kruszą. Niewiele da się tu zdziałać. Wejść na górę nie ma jak. Podejść można tylko po części, bo połowa elewatora stoi na prywatnej działce. A druga na działce porzuconej. Na tę dało się wejść bez problemu. Brakowało w jednym miejscu ogrodzenia, co znacząco ułatwiło sprawę.

Opuszczony folwark

Idę dalej. Gdzieś tutaj po lewej, wśród tych uliczek małych jest dawny folwark. Tak przyjemniej twierdzi mapa. Czy jest nadal, czy jest tam coś ciekawego i jak się tam dostać? No i gdzie to jest? Skręciłem w uliczkę, która jeśli się nie mylę, biegnie na tyłach owego byłego folwarku. Po kilkudziesięciu metrach napotykam na poszukiwany obiekt. Z lewej wznosi się stary, ale wciąż cały mur. Z prawej domki jednorodzinne. Spokojna okolica. Niektóre z tych domów to nowoczesne, niedawno wzniesione budowle. Inne zaś były kiedyś budynkami przynależnymi do tegoż folwarku. Ot, np. ten właśnie mijany – wygląda na jakąś wozownię. Dwa wielkie zamurowane po lewej łuki świadczą, że podobnie jak na środku ściany, tu także były kiedyś ogromne drewniane wrota. Na dziś ostały się owe środkowe, nieco krzywo wiszące na swych zawiasach, zamknięte na kłódkę i łańcuch.

Nieco dalej kolejny budynek. Niski, parterowy. O charakterystycznej ceglanej fasadzie. Okna już nowe, współczesne, plastykowe, ale drzwi wejściowe chyba jeszcze nadal stare. Takich budynków poza murami folwarku zachowało się obecnie niewiele, tym większą są więc gratką. Kiedyś i ich urok zniknie. Albo zostaną wyburzone, albo wszystko zniknie pod ocieplającym je styropianem.

Folwark ma imponujące rozmiary. Powoli, krok za krokiem przemierzam kwadrat obramowujących go zaspanych pustych porannych uliczek. Ktoś idzie z psem. Ktoś podąża do widzianego w oddali kościoła. Poza tym nikogo. Nawet samochody dziś tu jeszcze nie jeżdżą.

Puk, puk, jest tam kto?

Obszedłem całość. Nieco mi zeszło na to czasu. Jest co obchodzić. W końcu docieram do pięknej zabytkowej, lecz niestety mocno zniszczonej bramy głównej. Zamknięta oczywiście. Częściowo zaspawana. W głębi bardzo podniszczone budynki o zarwanych dachach i wygryzionych przez czas oknach. Po prawej wjazd do jakiejś firmy. Pomyślałem sobie, że może stamtąd jest jakiś dostęp na teren dawnego folwarku. Podszedłem do bramy. Dzwonek. Jakaś portiernia. Próbuję dzwonić. Raz, drugi, trzeci – nic z tego. Nikt nie odpowiada. Pusto. Szkoda. Liczyłem bowiem, że i tu uda mi się z ochroną dogadać i normalnie wejść na teren, by tam na miejscu porobić interesujące zdjęcia. Ale nie dziś. Będzie trzeba przyjść tu raz jeszcze, jakoś w tygodniu, gdy firma będzie czynna. Nie miałem dziś jakoś ochoty skakać przez ten nieprzystępny wysoki ceglany mur. Po co ryzykować, skoro można to samo osiągnąć normalnie, poprzez zwyczajną rozmowę. Poza tym zawsze bezpieczniej, bo jakby coś się przytrafiło mi w tych ruinach, ktoś będzie wiedział o moim tam pobycie, ktoś może mi udzielić pomocy. Bo budynki choć interesujące, to jednak w marnym są stanie i wymagają bardzo uważnej ostrożności. Konsekwencje byle błędu mogą czasem okazać się niezmiernie poważne.

Powrót

W drodze powrotnej zahaczyłem jeszcze o pobliski Fort I. Częściowo użytkowany jest on przez prywatną firmę i przynajmniej do tej jego części nie ma dziś w ten niedzielny poranek dostępu. Skutecznie do tego zniechęcają dwa potężne rotwailery luzem biegające na podjeździe.

W drodze na tramwaj, który mnie odwiezie z powrotem do domu zahaczyłem jeszcze o stację PKP Starołęka. Kilka budynków stacyjnych, w sumie nic ciekawego. Poprzestałem na kilku ogólnych fotkach.

Zimno zniechęciło mnie do dalszych wędrówek i do zajrzenia do pobliskiego Fortu Ia oraz na tutejszy cmentarz. Mimo wczesnej, przedpołudniowej pory wróciłem po prostu przemarznięty do domu. Szkoda, bo dzionek mógłby być jeszcze owocniejszy. Ale zimno to zimno. Odebrano mi ochotę na dalsze wojaże. Zresztą i tak jest tu jeszcze wiele miejsc, do których przecież zamierzam powrócić i ponownie spróbować swego szczęścia już w tygodniu, tak by dogadać się z pracownikami firm zarówno w Forcie, jak i obok folwarku (o ile z ich terenu da się tam jakoś dostać).

Poznań, 2015.04.12
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 komentarze

  1. Pięknie!

    I to jest poezja, jak z opisu realistycznego świata na obrzeżach miasta – wydobyć i zaciekawić jego tajemnicą i pięknem.

    Serdecznie pozdrawiam Autora!

  2. Sz. P. Podziwiam takich ludzi. to prwdziwe otwatrte dusze poluja zaparatem na ptaszki, fotografują zabytkowe folwarki ,forty, czy pałace jeszcze stojące , ale podupadłe bardzo na zdrowiu. tacy ludzie sa twórcami i kustoszami naszej historii ktoś kiedyś rozpozna a tych zdjęciach cos znajomego. cos co jest u niego w rodzinnym albumie. Podazy sladem tego entuzjasty fotografa i wzruszy go widok starego dworku już w rinie, ale zamieszkiwanego przez pradziadów porówna zabrane z albumu zdjecie z faktyczna budowla i westchnie. jaka szkoda, ze nie mam srodków, na odbudowanie tego zbyt żebem czasu nadgryzionego dworku Robi kilk zdjęć i odchodzi wzruszony Znajda się w albumie gdzie jeszcze dworek pamięta swa swietnosc I pomyslec,ze marzna ludzie po to przed switem ,by upolować fotografii spiewjacego rudzika . gdy jednocześnie na tzw, ambonach z bronia scisnieta miedzy kolanami czaja się na biedna sarenke myśliwi – mordercy . na sczeście nasz były pan Prezyent ,zreflektował się odpowiednio wcześnie i porzucił zabójcze polowania Za to obecny będzie polował na inna dwunozna ” zwierzynę” ,to się już zaczyna Pan K. gra już na rogu ! Nie powiem darz bor pod zadnym pozorem Chyba że to będzie BÓR- Komorowski z aparatem fotograficznym na ambonie Swe trofea zamiast wypychac o prawi w ramki powiesi w w zaciszu gabinetu . POZDRAWIAM wszystkich myśliwych z aparatami fotograficznymi i dziekuje im za tak pozyteczna, piękną pasję! Dziekuje-ADAM.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.