Kultura

Wilkiem do lasu LV

rgbstock.com Autor: Sanja Gjenero (lusi)

Na odludziu

Okolica nieco dzika, opustoszała, zapuszczona, nieużywana. Trochę tu wszystko na uboczu. Na tej niewielkiej krótkiej ulicy nie ma za wiele. Ot sklep całodobowy dostarczający napitku amatorom trunków mocniejszych, jakiś zakład nieokreślonej profesji. W zasadzie to wszystko. Na razie. Za jakiś czas się zmieni, bo po drugiej stronie, niedaleko stąd, wznoszone są nowe zabudowania. Powstaje jakaś nowa kamienica albo blok. Wcześniej był tam pusty plac porośnięty trawą i nielicznymi drzewami. Wkrótce powstanie niewielkie osiedle. Jeszcze trochę dalej znaleźć możemy skup złomu. Cała ulica z jednej strony kończy się skrzyżowaniem. Tam stoi jedyna kamienica na tej ulicy. A może i nie na tej, bo stoi na narożniku, zatem równie dobrze przynależy do ulicy poprzecznej. Drugi koniec tej krótkiej uliczki to kolejne skrzyżowanie. A tuż przed nim przejazd kolejowy i poślednia stacja z niewielkim dworcem.

Słowem, nic to ciekawego. Przechodząc tędy spostrzec możemy jeszcze coś. Niewielki, parterowy opuszczony budyneczek. Któregoś dnia wybrałem się tam z aparatem, aby porobić zdjęcia tego opuszczonego miejsca. Niewiele o nim mi wiadomo. Ponoć kiedyś mieściła się tutaj biblioteka. Żadnego po niej śladu wewnątrz już nie ma. Z tyłu budynku sporych rozmiarów betonowy plac. Długi jak sam budynek i jakieś półtora raza szerszy. Jest jeszcze jeden maleńki budyneczek. A raczej jego pozostałości. Brakuje mu bowiem dachu. Brakuje doszczętnie. Brakuje od bardzo dawna. Nigdzie nie ma po nim nawet śladu. I gdyby nie jedyne okno w jednej ze ścian, można by pomyśleć, że to jedynie ściany. Całość ma dwa pomieszczenie, jedno malutkie i w głębi tego pierwszego drugie, nieco większe.

W mowie serca IV

2014.06.02
Poznań

przemawiasz
łowię uchem
ulotność Twego szeptu

tylem uciekał przed Tobą
tylem plecami się wciąż
lecz Ty
Ty nigdy
nie podałeś się
nie skreśliłeś z serca swego mnie

wciąż i wciąż
co dnia
co dnia
co dnia
aż któregoś dnia
uchylone serca drzwi

w mój mrok
światło Twe

Adam Gabriel Grzelązka

Zapomniany budyneczek

Wróćmy zatem do budynku właściwego. Od frontu, od ulicy ma zamurowane okna. Nie wszystkie. Przez niektóre można nadal zajrzeć do środka, a nawet tam wejść. Po przeciwnej stronie do budynku prowadzą dwa wejścia. Każde z nich ma jakby murowaną werandę. Tędy jednak do środka dostać się już nie idzie. Oba te wejścia są zamurowane. Na tyłach budynki jest jeszcze jedno wejście. Prowadzą doń niewielkie schodki schodzące trzema stopniami poniżej ogólnego gruntu. Niestety i tutaj także drzwi zamurowano. Zawracam. Od strony placu, gdzie są wspomniane przeze mnie dwa niedostępne wejścia, także znajdujemy okna. Jedne zamurowane, inne ziejące dziurami. Powracam do szczytu budynku. Jest do niego doklejone coś, co po bliższym przyjrzeniu okazuje się wyprowadzonym na zewnątrz kominem. Ściana tej dostawki jest częściowo rozbita, tak że widać czarne, zakopcone wnętrze. Po prawej w tejżesz ścianie widać pozostałości pustej obecnie wnęki. Wszystko wskazuje, że mieściła się tu jakaś rozdzielnia elektryczna dla całego budynku. Pokaźna szafa elektryczna. Kiedyś, bo teraz wnęka jest już tylko pusta. Za to z lewej naszego komina są schody prowadzące w dół. I wejście, tym razem niezamurowane. Drzwi dawno temu już ktoś sobie zabrał. Można tędy swobodnie dostać się do środka.

Wewnątrz

Pod nogami nieco śmieci. Szkło, papiery, plastyk. Pomieszczenie okazuje się być byłą kotłownią. Nadal stoi tutaj pokaźnych rozmiarów żelazny piec. Nikt jakoś nie zabrał się do jego pocięcia i wywiezienia na złom. Jak na razie przynajmniej. To spory kawał żelastwa, ale niełatwo go pociąć na dające się wynieść stąd kawałki. Bez palnika gazowego praktycznie jest to nierealne.

Poza piecem ocalała tutaj jeszcze jakaś oderwana od ściany rura. A raczej jakiś jej pozostawiony fragment. Brakujący fragment już wycięto. Schody w głębi pomieszczenia prowadzą z powrotem w górę, na poziom gruntu. Po prawej dwa niewielkie ciemne pomieszczenia. Bez okien, więc do zdjęć używam lampy błyskowej. W drugim nieco jaśniej dzięki dziurom w ścianie i dachu. Idąc schodami na wprost idziemy ślepym korytarzem. Tu były kiedyś kolejne drzwi. Ostatnie z możliwych wejść do tego budynku. Również zamurowane pustakami.

Z tego maleńkiego korytarzyka można pójść także w lewo. Przechodzi się wówczas do właściwego budynku. Naszym oczom ukazuje się długi korytarz biegnący przez cały budynek, aż po jego tylną ścianę. Na końcu zamurowane drzwi, za którymi znajdziemy owe opisywane wcześniej przeze mnie trzy schodki prowadzące nas w górę.

Zatrzymajmy się na chwilę przy samym korytarzu. Widok bardzo klimatyczny. Dookoła półmrok. Światło dochodzi doń z bocznych pomieszczeń przez te okna, których nie zamurowano. Ciekawa gra światła i cienia. Na dodatek niemal na całej długości korytarza brakuje sufitu. Deski tu i ówdzie owszem pozostały, ale zasadniczo go nie ma tam wcale. Widać dzięki temu strop naszego budynku. Lekko stożkowy, drewniany. Część desek odpadła z sufitu i teraz nam leży pod nogami na podłodze. Częściowo już je stąd zabrano, wyniesiono. Najprawdopodobniej na opał. W sumie dobre, suche deski. A na nic innego i tak niespecjalnie się już nadadzą.

Pomieszczenia po obu stronach tego korytarza są puste. Drzwi jakichkolwiek brak. Brak też szyb, szkła po nich i framug okiennych w pustych oczodołach okiennych. Gdzie nie gdzie okna zamurowane, gdzie indziej nie. W jednym pomieszczeniu były najwyraźniej ubikacje. I umywalka. Jedno pomieszczenie wyróżnia się niewielkim okienkiem prowadzącym na nasz długi korytarz. Niektóre pokoje są połączone ze sobą. Dwojako. Czasem można przejść z pokoju do pokoju i jednocześnie z każdego z nich wyjść na korytarz. Z innych nie, jedynie do dodatkowego pomieszczenia i z powrotem do tego, do którego wchodzimy wprost z korytarza. Sam budynek nie jest wielki, zatem i pomieszczeń w nim nie ma znów tak wiele. Sam układ jednak ciekawy bardzo.

W niektórych pokojach zawalił się sufit. Leży teraz częściowo na podłodze. W innych wszystko jest z nim nadal w porządku. Przynajmniej na pozór, nie widać bowiem jego stanu faktycznego przecież. Część budynku musiała dawnymi czasy stanąć w ogniu. A może i nie tak znowu dawnymi. Na tyle jednak dawno, że już nie roznosi się dookoła woń spalonego drewna. A trochę czasu przecież trzeba, aby ta woń z resztek opalonych drewien zupełnie się ulotniła. Widać ślady spalenizny na suficie i ścianach. Pożar ugaszono nim zajął się cały budynek. Może brak sufitu na korytarzu to skutek ognia albo efekt działania strażaków, którzy ów ogień wówczas gasili.

Podłoga oryginalnie wyłożona była żółtobrązowymi płytkami PCV. Teraz sterczą z niej poodklejane wszystkimi rogami w górę. Żadnych mebli. Jakieś ślady, że w tym czy owym pomieszczeniu mieściło się czyjeś prywatne biuro. Trochę śmieci. Nic nie wskazuje, aby budynek był zamieszkały przez bezdomnych albo ogólnie często uczęszczany. Odwiedzany owszem, lecz raczej sporadycznie. Może to kwestia okolicy, że sama uliczka jest niejako na skraju pobliskiej zamieszkałej innej ulicy. I dlatego niespecjalnie chce się tu komukolwiek zaglądać. Nie wzbudza zainteresowania wśród tubylców.

Zajrzałem w każdy kąt. Zrobiłem nieco zdjęć. Na zewnątrz świeciło słońce, dzięki czemu wewnątrz panował ciekawy klimat. Czasem było nazbyt ciemno, więc wspomagałem się moją niezbyt silną lampą błyskową. Trochę jest ona niewygodna w użyciu ze względu na łączenie poprzez wbudowany w lampę braket. Do aparatu dokręca się ją plastykową specjalną śrubą. Kłopot w tym, że śruba jest za długa, a gwint za płytki w aparacie, przez co wszystko lata i trzeba całość trzymać obiema rękami, aby się wciąż nie obracało i nie przeszkadzało w obsłudze aparatu. Ale co tam. W końcu dałem za nią jedyne parę złotych polskich. W każdym razie w takich pomieszczeniach się przydaje, choć nie jest zbyt silna i muszę podciągać czułość matrycy, aby dobrze podświetlała przestrzeń.

Poznań, 2015.03.14
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

6 komentarzy

  1. Piekny wiersz i miosci i nadzei,piekny
    Tekst czytam jeszcze jako terapie “odstresowania”, jak “sloow food”
    Serdeczne pozdrowienia i najlepsze zyczenia raz jeszcze !!!

  2. Poezja jak zawsze refleksyjna, opisy zwiedzanych przez autora miejsc bardzo obrazowe, choć może czasem przydało by się kilka zdjęć dołączonych do artykułu.

    PRZYDAŁOBY SIĘ KILKASET TYSIĘCY ZŁOTYCH BUDŻETU ROCZNIE TO BYŁYBY ZDJĘCIA, FILMY I NAWET REPORTAŻE! NIE MA NIC ZA DARMO KOCHANI CZYTELNICY I CZYTELNICZKI!!! web. józ.

    • Szanowny panie web.józ. o kilkuset tysiącach złotych to ja słyszałam w telewizji, naocznie nie widziałam. Natomiast wiem, że dziennikarz od reportażu to pasjonata i poświęca wiele swojego prywatnego czasu i środków aby stworzyć interesujący reportaż, osobiście uwielbiam reportaże. Być może w którymś tam wcieleniu uda mi się zebrać te kilkaset tysięcy, muszę tylko zainteresować się jakie stworzenia żyją najdłużej, jak na razie sprawdziłam długość życie papugi gatunku Żako ale to zaledwie 50 lat zatem nie zdążę. Książki, które mam do przeczytania to wydatek rzędu 200 złotych i wystarczy mi ta lektura na pół roku. Życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku a zwłaszcza tych kilkuset tysięcy. Pozdrawiam.

      • Nie wywołany do tablicy, wetnę się pomiędzy… a po/świąteczną zakąskę. Powtórzę to co kiedyś pisałem – w “swoim czasie” należało bacznie obserwować tort zanim zgasło światło, i jeszcze konieczny warunek – należało być “chłopcem z ferajny”. Dziś tzn. po jesiennych wyborach,
        My -“sami swoi”, bronilibyśmy socj… 🙁
        oczywiście “demokracji” – jak niepodległości.

        https://forumemjot.wordpress.com/2015/12/28/%E2%96%A0%E2%96%A0-tajne-konta-politykow-czas-zrozumiec-o-co-idzie-boj-polecam/

        Ps.Wiem,wiem…to “tylko pomówienia”… :)a tak na poważnie – 37’potrzebny Nam jak zdrowie, po to by wskazać należne miejsce “naszym” trockistom a także demokratom…ktoś złośliwy(a może i nie) dopowie…
        STALINISTA!!

        Dobrej nocy

  3. …na odludziu.Przypomniałem sobie film który “kiedyś” oglądałem a do którego powróciłem w święta, zafascynował podjętą tematyką – bez zbędnego blichtru i retuszu. Film który chciałbym zaproponować traktuje “trochę” większe odludzie jako coś normalnego,gdzie da się żyć…
    W moim odczuciu to filmowe odludzie ma duszę, w święta powróciłem ponownie do jednego z kilku filmów A.
    Konczałowskiego sięgających do tematyki wiejskiego życia…a w głębi duszy “czegoś” żal, co My,w pogoni za… utraciliśmy
    chyba bezpowrotnie.
    http://thr.ru/cinema/recenzia-belye-noci-poctalona-aleksea-trapicyna-andrea-koncalovskogo/

    https://www.youtube.com/watch?v=CN0GonmjvE8

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.