Kultura

Wilkiem do lasu XLVII

Fort 4a Poznań 1 autor Rzuwig – Praca wł. Lic. PD na podst. Wikimedia Commons

Dzicz

Znów przyspieszam kroku. To już powinno być niedaleko. Oddalam się zostawiając za sobą ruiny działek. Mijam po lewej kolejne ogrody działkowe. Tym razem w doskonałej kondycji. Tych póki co chyba jeszcze nie likwidują. Po prawej wznosi się elegancki wieżowiec hotelowy. A ja? Ja zagłębiam się w las. W leśną dzicz. Mimo opadłych liści tu i ówdzie robi wrażenie niezłej gęstwy.

Nie znam dokładnie tego miejsca. Byłem tu raz czy dwa, ale tylko pobieżnie orientuję się w okolicy. Cały ten obszar skrywa las. Teraz nie jest na szczęście zaliściony i wiele więcej widać. Miejscami można wzrokiem przeniknąć dość głęboko między drzewa. I krzewy. Chociaż te są gęste i mało przenikliwe mimo zimy. Całość poprzecinana krętymi ścieżynkami i ścieżkami. Słychać przejeżdżające równolegle samochody. Widać niewyraźnie, a gdy wiosną pojawia się pierwsza zieleń, zapewne nic i jest tu dużo ciszej. Odbijam w lewo. Schodzę z szerokiej i wygodnej alei ciągnącej się w przód równolegle do pobliskiej drogi.

Znajduję sporych rozmiarów usypisko otulin od kabli. Ktoś musiał zwinąć go naprawdę dużo. I był to nie byle jaki kabelek. Całkiem grube kablisko. Ktoś się nieźle obłowił miedzią albo aluminium. Teraz pozostała po tym jedynie okazała sterta plastyku. Idę dalej. Teren jest nierówny. W tych wzgórzach, teraz pokrytych zeschłą trawą i porośniętych krzewami i drzewami kryją się niemieckie fortyfikacje.

Spacer XIV

2011-06-11 Poznań

jeśli
zadasz sobie
nieco trudu ot odrobinę małą
i zachęcon myślą własną o świcie
gdy brzask słońca ledwo jeszcze się różowi
ledwo co budzi się dzień zaspany
jeszcze nocą wokół drzemią drzewa
jeśli wtedy
właśnie o tej porze świtania
jeśli opuścisz
swą śpiącą klatkę wygody
i porzucisz snu przyzwyczajenia

i pozwolisz
by serce by oczy by dusza
ujrzały
wówczas
szansę otrzymasz niebywałą
poznać i doświadczyć
przeżyć i zachwycić się w sobie

owo niezwykłe uczucie
owo głębi poruszenie niespotykane
zdziwienie serce co przebudziło się w tobie
zachwyt oczu pierwszy raz otworzonych
ty wezwan pocałunkiem czułym Boga
bo serce twe szukające
i szukająca twa wyzwolona ze snu głowa

jak więc z tobą będzie
przyjdziesz poszukasz
ze snu się zerwiesz
szansę dasz sobie

czy dalej życie prześpisz sobie

Adam Gabriel Grzelązka

Rozwalony Fort

W trakcie walk o wyzwolenie Poznania toczyły się tu zacięte walki. Teren był mocno bombardowany. Wręcz przeryty padającymi gęsto bombami. Pełno dookoła gruzów. Tyle, że nie widać tego na pierwszy rzut oka. Trzeba się uważnie rozejrzeć. Nachodzić się po całkiem sporym obszarze. Czeka mnie wspinanie się na strome wzgórza i przedzieranie się wąwozami, a przede wszystkim ścieżkami wijącymi się wśród zarośli. Dookoła cisza i spokój. Gdzieś tam na tym terenie fortyfikacyjnym, podczas wędrówki napotkałem dwie pary młodych chłopaków, studentów którzy zapuścili się w te okolice celem poznawania tajemnic historii. Trochę sobie pogadaliśmy. Parę razy minęliśmy krążąc w tę i na zad.

Zaczynam zwiedzanie dołem. Zapuszczam się w jeden z wąwozów rozdzielających skryte w ziemi fortyfikacje. Teren jest olbrzymi. Nie tak, jak Poznańska Cytadela, ale i tak jest spory. A ponieważ wszystko jest mocno zniszczone, trzeba uważać, gdzie się wchodzi i po czym się idzie. Zima bez liści i bez śniegu ułatwia szczęśliwie orientację w terenie. Więcej widać. Jest bezpieczniej. Względnie bezpieczniej. Zawsze istnieje bowiem jakieś ryzyko w takich miejscach.

Ścieżka się obniża, a ziemne wały po obu jej stronach wznoszą się. Przede mną jakaś rampa, jakiś most. A raczej to, co zeń pozostało. Dookoła rozdarte ściany. Tu i ówdzie można zajrzeć do wnętrza. Znów bród i smród, butelki, szczyny, masa śmieci. Nie tylko bezdomni i pijacy je tu nanieśli. Przydaje się ponownie moja miniaturowa latarenka. Oglądam wszystko z ciekawością. Obchodzę dookoła. Wspinam się na górę i sprawdzam co tam jest, co stamtąd widać i gdzie tam da się zajrzeć albo i wejść do wnętrza. Sporo tu jam rozmaitych. Kiedyś był to kompleks korytarzy i różnej wielkości hal skrytych pod grubym pancerzem cegieł i zwałów ziemi. Bombardowania wiele z tych miejsc zawaliły. Wiele też odsłoniły pozbawiając ich bocznych ścian albo sufitu.

Niby wewnątrz nie ma nic ciekawego. Niektóre miejsca to istne śmietniska. Ale coś w tym jest. I nie o śmieci mi chodzi. Coś, co przyciąga tu ludzi. Robię zdjęcia. Szkoda, że znów się zachmurzyło i nie ma dobrego światła. To moja pierwsza wyprawa w to miejsce. Gdy wrócę tu ponownie któregoś pięknego słonecznego dnia, będzie mi się łatwiej poruszać po okolicy. Teraz wiem już z grubsza, gdzie co jest i co tu można znaleźć. Gdzie da się wejść, którędy wspiąć i gdzie szczególnie należy uważać. Warto też zabrać lampę błyskową. Nabyłem takową jakiś czas temu za grosze. Manualna i niewygodnie się ją do aparatu podczepia, ale zawsze to coś lepszego niż to, co mam wbudowane w sam aparat. Zawsze też można użyć obu. Ale to nieokreślona przyszłość.

Systematycznie obchodzę cały ten labirynt wzniesień i parowów. Będąc tu pierwszy raz nieco się gubię. Nie mam pewności, czy zajrzałem wszędzie. Czy widziałem każde interesujące miejsce. Odnoszę wrażenie, że to i owo mogło mi umknąć. Jest gdzie się nachodzić. Jak już człowiekowi znudzi się błąkanie dołem, można wspiąć się na górę i obejrzeć sobie wszystko z góry. To oczywiście nie wszystko, co oferuje okolica. Jest wiele miejsc odsłoniętych, które pozwalają zajrzeć do wnętrza samych fortyfikacji. Przyjrzenia się, jak wyglądało to od środka.

Nie całkiem pusto

W jakimś zagłębieniu słyszę głosy. Powoli w miarę możliwości bezszelestnie skradam się. Jestem coraz bliżej. Zaglądam do środka. A tam? Tam dwóch bezdomnych siedzi na kamieniach, o czymś rozmawiają. Obok stoi ich wózek załadowany nagromadzonymi dobrami. Dyskretnie cofam się nie naruszając ich strefy prywatności.

O studentach już wspominałem. Teren jest ogólnie dostępny, więc zagląda tu z pewnością więcej amatorów tych powojennych ruin. W jednym miejscu, gdzie zawalona ściana odsłoniła wnętrze czyniąc z niej niewielką pieczarę, ktoś regularnie wypala kable. Odsłonięte cegły są całkowicie zaczernione, a poniżej widać sporych rozmiarów kopiec czarnego popiołu. Nie raz i nie dwa korzystano z tej osłony przed wiatrem i deszczem. W kilku miejscach, wewnątrz odsłoniętych pomieszczeń fortyfikacyjnych ktoś kiedyś zawlókł jakieś dywany albo wykładziny. Raczej dawno sądząc po ich stanie. No i oczywiście śmieci. Butelki. Opakowania po chipsach, batonikach itd.

Sąsiedztwo

Teren tego fortu, gęsto porośnięty zdziczałą roślinnością z jednej strony ograniczony jest obwodnicą. Z drugiej półkolem otaczają go działki i domki jednorodzinne. O ile od strony jezdni mamy istne wysypisko śmieci wyrzucanych z samochodów oraz podrzucanych z pobliskich blokowisk, o tyle z drugiej mamy śmieci wyrzucane z przylegających do fortu domków jednorodzinnych. A jako że jesteśmy stosunkowo świeżo po Bożym Narodzeniu, dominują tam teraz wyrzucone choinki. Oczywiście nie tylko. Obcina ktoś drzewa i krzewy? Nie wie, co z tym zrobić? Buch do lasu! Pieli ktoś swój zadbany ogródek? Niepotrzebne mu wyrwane chwasty? Buch do lasu! Śmieci nie mieszczą się w kuble? We worek i buch do lasu! Skosił trawę? Buch do lasu! Coś się popsuło? Buch do lasu!!!

Ktoś zawlókł tu kiedyś całkiem sporo różnej maści i rozmiarów butów. Tu i ówdzie walają się wybebeszone obudowy po starych kineskopowych telewizorach. Widziałem lodówkę, muszlę klozetową, zwały płyt gipsowych, setki, jeśli nie tysiące butelek. To wszystko samo nigdy nie znika. Co jakiś czas miasto oczyszcza teren. Śmieci są zbierane do worków, a te ładowane na podstawiony kontener i całość jest wywożona na wysypisko. Ale ten las najwyraźniej nie znosi próżni. Bardzo szybko śmieciowisko jest odtwarzane. Niestety. Wszystko wskazuje na to, że wiele z tego, co tu można znaleźć jacyś ludzie zwieźli tutaj samochodami i porzucili gdzie bądź, byleby tylko nikt nic nie widział.

Robi się późno. Nachodziłem się. Nazwiedzałem, naeksplorowałem. Narobiłem zdjęć. Czas wracać. Robi się późno. Oddalam się kierując ku linii tramwajowej, która dowiezie mnie do domu. Jak na ironię zachmurzone niebo odsłania ciepłe, złociste promienie zachodzącego powoli słońca. Trudno. Już nie zawrócę. Innym razem.

Poznań, 2015.02.03
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 komentarze

  1. Panie Gabrielu wiersz wspaniały i jakże dotykający życia. Pozdrawiam Rysa

  2. wieczorynka

    Tajemnicze zdjęcie zachęcające do odwiedzin, a ludzie no cóż zachowują się nieodpowiedzialnie śmiecąc dookoła i zapominając, że to pozostawią swoim dzieciom i wnukom. Natomiast poezja autora pobudza do zobaczenia czegoś więcej aniżeli to co nas otacza.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.