Kultura

Wilkiem do lasu XLVI

 Poboczem

Podjechałem kawałek. Niewielki w sumie, ale pieszo zeszłoby mi znacznie dłużej. Wysiadam. Przeprawiam się na drugą stronę biegnącej nieopodal równoległej jezdni. W tym akurat miejscu zniża się ona do poziomu tramwajowych szyn. Górą idzie skrzyżowanie bezkolizyjne. Przy okazji kilka zdjęć graffiti namalowanym na podstawie mostu przerzuconego nade mną. Wspinam się po stromych schodkach. Dalej trzeba na przełaj. Inaczej się nie bardzo da dojść tam, gdzie się wybieram. No, może i da, ale droga jest dalsza. Tędy znacznie szybciej. Po co przedłużać.

Nie lubię iść poboczem przy ruchliwej trasie. Szczególnie jeśli to obwodnica przelatująca przez miasto. Na szczęście jest sobota, więc ruch niewielki. Korzystając z okazji udaje mi się przeskoczyć na lewą stronę. Wkrótce udaje mi się odbić jeszcze bardziej w lewo od pobocza. Równolegle bowiem zaczyna wić się niewielka ścieżynka. Teraz, gdy nie ma liści na okolicznych drzewach i krzewach, widać ją nawet bardzo dobrze. I nie tylko ją. Głębiej widać nieco zaniedbane ogródki działkowe. Czemu zaniedbane? Ano świadczy o tym ich zaniedbaniu choćby nie najlepszy stan okalającego je płotu.

Śmietnikiem na przełaj

Co jeszcze widać? Otóż widać to, co widać – niestety – przy bardzo wielu polskich drogach. Szczególnie w miastach. Niestety. Widać to, czego winniśmy się zdecydowanie wstydzić. Widać to, czego tam być nie powinno, a co za naszą przyczyną się tam znalazło. Butelki, szkło, szczególnie to potłuczone – jak dobrze, że nie zdecydowałem się na wypad rowerem – papiery, opony, jakieś meble… Same tu nie przyszły. Kto je tu podrzucił. Potem jeszcze ktoś porozrywał worki ze śmieciami (może bezdomni w poszukiwaniu puszek aluminiowych, a może zwierzęta w poszukiwaniu jedzenia). Reszty dokonał wiatr rozwlekając co lżejszego tam było po całej okolicy. Słowem: jeden wielki śmietnik. Mało przyjemnie się przez to idzie. Nawet, gdy wokół zieleń jako tako izoluje od ruchliwej przelotówki. Niesmacznego wrażenia nie potrafią wymazać nawet liczne stada sikorek uganiających się wokół. Sporo ich tutaj. Nawołują się, przekrzykują i pozostają w nieustannym ruchu.

Wszystko się przyda

2015.02.24 Poznań

nic się nie zmarnuje
nic nie zostanie przegapione

jedni zabrali
co było jeszcze coś warte
inni przybyli po złom
wycieli wyrwali wyszarpali
i jeszcze wyrwali wszelkie kable

teraz ścinane są drzewa
teraz zrywane są dachy
meble dawno już poszły w ogień
drzwi dawno już pocięto

teraz jest zima
teraz każdy kawałek drewna się nada
teraz liczy się ciepło

teraz nie znajdziesz już tu nic
co komuś się przyda
ale zawsze można
podrzucić tutaj
worek śmieci
zawsze można tu jeszcze
wyrzucić coś tobie już niepotrzebnego

Adam Gabriel Grzelązka

O ja cię

Idę dalej. Przyspieszam nawet kroku, aby z tego rynsztoku śmieci wydostać się jak najszybciej. Ścieżka wije się to bliżej działek, to znów bliżej asfaltu. Znienacka moim oczom ukazuje się zupełnie inny krajobraz. Ta część ogródków jest już w całkowitej ruinie. Domki w większości jeszcze stoją, ale są w opłakanym stanie. Wybebeszone, rozdarte, z powybijanymi oknami, z powyrywanymi drzwiami, w większości bez dachów. W kilku ktoś mieszka. Pewnie jacyś bezdomni. Nieco później dowiaduję się od kilku myszkujących tutaj chłopaków, że osiedlili się tam na skraju jacyś Rumuni. Nawet ich później napotykam. Nawiązuję chwilę rozmowy. Wyjaśniam co i dlaczego fotografuję. Początkowo nieufni, później zupełnie nie zwracają już na mnie uwagi. Robią swoje. Rozwalają dachy, ścinają drzewa na opał. To dlatego dookoła takie spustoszenie pomimo nie najgorszego stanu samych murów. I te pieńki po ściętych drzewach. Oraz stosy drobniejszych gałęzi zalegających to tu, to tam i utrudniających dostęp i poruszanie się. Proces zniszczenia tych zlikwidowanych ogrodów działkowych postępuje obecnie bardzo szybko.

Opustoszałe biura

W głębi wypatruję niewielki jednopiętrowy budynek. Kieruję się w jego stronę. Przez moment przyglądam się ścianie pokrytej dzikim winem. Wiosną musi tu być ciekawie. Teraz, zimą, nie ma liści i jedynie widać oplecioną ścianę. I oczodoły powybijanych okien. Odnajduję schody. Ostrożnie wchodzę. Badam teren. Wygląda niezgorzej. Dość bezpiecznie. Przynajmniej na tyle, na ile mogą być bezpieczne opustoszałe ruiny. Nasłuchuję. Cisza. Nikogo tu chyba nie ma. Zatem jeszcze bezpieczniej. Przede mną korytarz zakończony wydłubanym oknem. Gdzieś pod koniec kapie z sufitu woda. Gdy na zewnątrz pada deszcz, pewnie leje tam w środku niezgorzej. Po lewej i prawej puste pomieszczenia. Czasem łazienki. Umywalki, ubikacje. Wszystko porozbijane. W oknach szczątki futryn. Czasem ocalałe ramy okienne z powybijanymi szybami. Pod nogami szkło. Trzeba uważać. Pustka. Tu i ówdzie walają się puste segregatory. W jakimś pomieszczeniu potłuczona reklama z pleksiglasu. Znalazłem kilka nieuszkodzonych umywalek i muszli klozetowych. W innych miejscach są albo rozbite albo nie ma już nic. Ocalało nawet o dziwo kilka żarówek, dwa czy trzy plafony, gdzieś jakieś niewytłuczone jarzeniówki.

Piętro podobne do parteru. Z jednym wyjątkiem. W ostatniej części budynku zawalił się dach. Płyty stropowe leżą teraz na podłodze. Ścianki działowe zniszczone. Ostały się jedynie ściany zewnętrzne. Tu szczególnie ostrożnie się poruszam. Teren jednak wydaje się być stabilny. Mimo to lepiej jednak uważać, bo przecież nigdy nic nie wiadomo. Po chwili wracam do niezawalonej części piętra. Korzystam z tego, że znów wyszło słońce. Szykuje się ciekawa sesja fotograficzna tych ruin. Robię widoki ogólne, zbliżenia na fragmenty i detale w trybie makro. Zapełniam kartę za kartą.

Jest jeszcze piwnica. Widziałem wejście do niej z zewnątrz, gdy podchodziłem do budynku. Teraz schodzę tam po schodach. Wyciągam moją niewielką rachityczną latarenkę. Jej światło na szczęście wystarcza. Zresztą jest tu w większej części pomieszczeń dostatecznie widno, aby w ogóle się bez niej obyć. Obchodzę wszystko dokładnie. Także tutaj pomieszczenia wybebeszone. Odnajduję wyjście na tyły. I dodatkowe boczne. Jest tu nieco brudniej, niż na górze. Więcej śmieci. Tam na parterze i piętrze śmieci póki co właściwie jeszcze nie ma. Jedynie gruz, kurz, szkło. Nie ma butelek, opakowań po jedzeniu. Nie jest nigdzie nasikane ani co gorszego narobione. A przepraszam, w jednej łazience ktoś skorzystał, ale że woda odcięta, nie miał jak jej po sobie muszli spłukać… Wygląda na to, że budynek opuszczono wcale nie tak dawno. Ciekawe, z jakiego powodu? Teraz już wiem, że te działki przeznaczono do likwidacji. Powoli wymierają. Część została opuszczona, druga część nadal mimo wszystko jest użytkowana.

Wychodzę na zewnątrz. Za budynkiem w dole widzę jakieś bunkry. To jeden z okolicznych schronów. Odgrodzony siatką. Wygląda to na opustoszałe miejsce. Gdy jestem na zewnątrz, w budynku pojawia się paru chłopaków. Przyszli pobuszować sobie, pooglądać ruiny. Wdaję się z nimi w rozmowę. Pokazują mi zejście do bunkrów. Niestety nie ma możliwości wejścia do wnętrza. Wszystko pozamykane na kłódki. Robię więc kilka ogólnych zdjęć i ruszam między domki działkowe. Dużo, dużo zdjęć. Kiedyś w tym schronie mieścił się skup zoomu. Teraz jest zamknięty i opustoszały.

Warto tu jeszcze raz powrócić w jakiś bardzo pogodny dzień i wykorzystać światłocienie. Najlepiej o świcie. Szczególnie samych domków. Słońce dziś bowiem to się pojawia, to znika. Ot, ciuciubabka. Zrobiłem masę ciekawych zdjęć. Została mi ostatnia, największa karta w drugim aparacie. Zostawiam to miejsce. Odchodzę. Moim celem jest co innego, a te opuszczone działki są jedynie nieprzewidzianym, niezapowiedzianym acz niezwykle interesującym bonusem. Może uda mi się tu jeszcze wrócić, nim wszystko do cna zostanie obrócone w ruinę. Warto się chyba przyjrzeć także działkom miniętym wcześniej.

Poznań, 2015.02.02
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

7 komentarzy

  1. Nawiążę do bunkrów, w mojej okolicy też jest tego sporo głównie umieszczone w lasach, dotyczą zarówno I jak i II światowej,podczas zwiedzania zawsze towarzyszyła mi ciekawość ale również niepokój.
    Teraz o wycinaniu drzew, w mojej wsi za pieniądze unijne postanowiono wybudować park. Teren, który przeznaczono na park porastały 30-letnie drzewa, na których gniazda wiły ptaki oraz chaszcze gdzie swoje gniazdka wiły słowiki a ja mogłam słuchać ich śpiewu. Zakładanie parku rozpoczęło się od wycięcia drzew i krzewów, obecnie jest tam księżycowy krajobraz i kładą betonową kostkę. Całość dzieje się 20-metrów od moich okien i obserwuję to codziennie stąd tyle goryczy. Artykuł Autora zaliczam do bardzo ciekawych, mam również nadzieję, że w przyszłości ukaże się artykuł na temat fotografii/malarstwa zamieszczonego wcześniej u autorki Leila. Pozdrawiam.

  2. inicjator_wzrostu

    Nieustające pozdrowienia dla Pana Poety.
    Żeby trwał i nas obdarzał swoimi wierszami i jakże bardzo ciekawą prozą.

  3. Ta likwidacja. dzialek, pluc miast.i osiedli i malych budynkow to ilustracja neoliberalizmu jak swiat dlugi i szeroki: caly teten UE, w Chinach poburzono zabytkowr e budowle miejskie, ktore przetrwaly wieki by teraz, niby s imie postepu.i nowoczesnosci zniknac z powierzchni ziemi a z nimi niknie cala kultura i tradycja, tereny Amazonki, tam indianie sa przepedzani, popelnisja samobojstwa, nie moga sie odnalezc i wpisac w “nowy” swiat, co dzirje sie w Grenlandii w pogoni za wydobywaniem ropy naftowej …) to wszystkie likwidacje.sluza spekulacji, kreowaniu “baniek spekulacyjnych”, jak.by ktokolwiek oprocz miliarderow mial z tego korzysci !!! Ile ludzi nigdy po takich turbulencjach nie bedzie sie moglo wpisac w nowa rzeczywistosc ! A mowi sie o “bombie demograficznej”, a gdzie maja ludzie znalezc schronienie !!!!
    Jestem tez zaskoczona, ze w Polsce bezkarnie mozna smieci np.meble, lodowku ot, tak sobie wyrzucic ! To jest przestepstwo ekologiczne z kk w Niemczech ! Brakuje regulacji prawnej czy ludzie oszukuja sie sami, myslac, ze natura nie zacznie sie mscic za takie zle traktowanie: powodzie, obsuniecia.platow ziemi, rozstepii ziemi, wysychanie jezior i rzek, erozja gleb (w Usa po genetycznych nasionach i.uprawach firmy “monsanto” ) !!!
    Prosze pana Grzelazke i redakcje OP o zajeciem sie tematem kradziezy z rzek piasku i ze na swiecie zaczyna go brakowac po wybudowaniu sztucznych wysp w Dubaju, milioniwych nowych miast w Chinach, ktore sa jeszcze niezamieszkale (kreacja pieniedzy ,..,), ciaglym powiekszaniu powierzchni przez nasyp piasku panstwa-miasta Singapoure, co to jest zjawisko “ruchome piaski”, ktore wedruja po calym swiecie, i to dlatego , ze neoliberslizm wymysli tzw. beton-dolary/euro ( =spekulacje budowlane ), juz i tak nie ma kto w tych luxusach mieszkac, a dlugi bankowe za te spekulacje placa biedacy !!! B.prosze o.ten temat “piasek”..,

  4. Nie chcę się wypowiadać na temat innych państw , natomiast
    uważam, że mam prawo krytykować polskich polityków gdyż w tym kraju płacę podatki a tym samym utrzymuję polityków.
    Jednak jak chodzi o “cesarzową” to obejrzałam sobie kilka satyrycznych obrazków przedstawionych przez włoskich artystów, były bardzo wymowne, proszę nie pytać o adres internetowy, ja gdzieś tam “wskakuję” i w pamięci zostaje mi satyryczny rysunek. Pozwolę sobie na odrobinę krytyki “cesarzowa” moim zdaniem co najmniej od 2-lat w złej formie.

    • NIE POZWOLIMY NA OBRAŻANIE NIKOGO. PROSZĘ MIARKOWAĆ SWOJE OPISY. POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

      • Szanowny Panie WEB.JOZ.
        Nie wnosze odwolania od Pana decyzji o niepublikacji mojego komentarza ale wyjasniam:
        1.
        Moje dywagacje dotyczyly “cesarzowej” /”Mutti” (“Mamusi “) -bo tak jest ta osoba tu wszedzie nazywana, a nie jak mozna by przypuszczac komentatorki “@wieczorynka”
        2.
        Uzyte w moim komentarzu opisy /stwierdzenia znalezc mozna w autobiograficznej ksiazce ex-kanclerza Helmuta Kohla, wielkiego demokraty i wielkiego europejczyka, zwolennika pojednania z Francja i Polska oraz prawie wszystkich gazetach kazdego spektrum od A do Z
        3.
        Wizerunek “cesarzowej” prezentowany np. w Hiszpanii i Grecji oraz tamtejszych gazetach znajduje moja akceptacje !

        WSPANIALE ALE JAK POZWĄ TO NAS A NIE PANIĄ! PROSZĘ BRAĆ POPRAWKĘ NA REALIA. MAMY SERWER I WYDAWCĘ W POLSCE JESTEŚMY POLSKIM PORTALEM. POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

    • “Cesarzowa” nigdy nie byla w dobrej formie ….
      Nie tylko obywatele maja prawo do krytyki ale i obowiazek wszelka krytyke w stosunku do polityki “wykonywac”, pisalam o tym przed ok.3 tygodniami. powolujac sie na dzielo Henry’ego Davida Thoreaus (1817 -1862) “Civil Disobedience” /”O obowiazku cywilnego nieposluszenstwa obywateli w stosunku do panstwa” !!!! Takie cywilne, ale pokojowe nieposluszenstwo wykazywali swoja postaea i dzialaniem min.: Mahatma Gandhi/Indie/, Martin Luther King /Usa/, Hannah Arendt /Niemcy/ itd. polecam w/w dzielo H.D.Thoreau’s kazdy obywatel powinnien cywilne nieposluszenstwo w stosunku do panstwa “wykazywac”, miala by sie demokracja lepiej. !!!!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.