Wilkiem do lasu XLV

fot. AGG

Przebłysk słońca

Zrobiło się całkiem znośnie, przynajmniej jak na ostatnie dni. I nawet nieco się wypogodziło. Rozchmurzyło. Chwilami słońcu udawało przebić się przez zasłonę zazdrosnych chmur. Świetna okazja, by wyrwać się z domu. Szybka decyzja. Wrzucam w plecak oba aparaty, ubrałem ciepło – i w drogę. Jeszcze tylko ostatni rzut okiem na miejsce, do którego się wybieram.

Idę na tramwaj. Zamierzam podjechać kawałek, by nie marnować czasu, którego wciąż niewiele o tej porze roku. Dni są nadal jeszcze krótkie i szybko się zmierzcha. A jest już dość późno. Oj, pospało mi się, pospało. Smacznie i długo. Teraz nadrabiam ten stracony czas. Chociaż, czy ja wiem, czy taki znów stracony… Nie musiałem przecież wstawać wcześnie. Nie miałem takiej potrzeby. A tak jestem dostatecznie wyspany, aby cieszyć się dzisiejszym dniem. Dniem lepszym niż poprzednie pochmurne i wietrzne, niezachęcające do wyściubiania nosa poza drzwi własnego lokum.

Przystanek PST

Idę na tramwaj. Podjadę kawałek. Dalszy odcinek już będzie trzeba przejść pieszo. Schodzę na poznańską pestkę, czyli PST – Poznański Tramwaj Szybkobieżny. W oczekiwaniu na pojazd przyglądam się wyczynom miejscowych gołębi. Jakiś czas temu ktoś podjął decyzję, że z gołębiami na przystankach PST koniecznie trzeba coś zrobić. Pomyślano i myśl wcielono w życie. Przystanek, na którym właśnie jestem, znajduje się pod biegnącą górą jezdnią. Ogólnie PST przebiega w sporej części poniżej równoległej do niej trasy samochodowej w długim głębokim rowie, wykopie otoczonym wysokimi wałami. Dzięki temu cała okolica jest doskonale izolowana od szynowego hałasu. Wszystkie dźwięki pozostają tutaj na dole i niewiele przedostaje się tam na górę, gdzie wznoszą się wieżowce. Wyśmienity pomysł. Na przystanki schodzi się po prostu schodami lub szerokimi długimi rampami. Każdy taki przystanek jest jednocześnie węzłem autobusowym. Zasadniczo.

Nie każdy

2015.02.24 Poznań

karmi gołębie
nie każdy raduje się
ich obecnością w parku

nie każdemu miło
gdy go gołąb przyozdobi
nie każdy z gołębiami się czubi

nie każdy straszy niewinne ptaki
nie każdy życie im utrudnia
nie każdy je lubi
i nie każdy nienawiścią pała

a gołąb jak to gołąb
instynkt ma żebraczy
gdzie ludzie tam i on zawita
przegnany gdzie indziej odleci
choć mały i rozum ma ptasi
swoje tam wie i rozumie
że są przecież ludzie
co gołębie kochają
i gołębiom jeść
chętnie zawsze dają

Adam Gabriel Grzelązka

Ptasi mieszkańcy

Ale wróćmy do naszych gołębi. Każdy z tych na pół podziemnych przystanków, odkąd mieszkam tu w Poznaniu – a i z pewnością na długo wcześniej, zamieszkiwany był przez stada gołębi miejskich. Było im tu całkiem wygodnie, sucho i przytulnie. A nade wszystko bezpiecznie. Struktura dachy – wielkie betonowe legary w kształcie teownika dawały im wygodne półki pod zasiedlenia. Poza tym jest tu spokojnie. Do hałasu szyn daje się przyzwyczaić. Nikt ich nie niepokoił. Koty nie miały do nich dostępu. No i zawsze ludzie coś porzucali, coś co nadawało się do jedzenia. Oczywiście były tego gołębnika i minusy. Dla pasażerów tramwajowych. Można było paść ofiarą gołębiej kupy. Albo wdepnąć w odchody zaścielające betonową posadzkę przystanku. W niektórych miejscach porobiły się solidne nacieki. To jednak jest raczej skutkiem nie tyle miejscowego wypróżniania się gołębi, co nawarstwiających się zaniedbań w oczyszczaniu tego miejsca.

Zaradzić problemowi

Najpierw próbowano poradzić sobie z problemem zakładając gdzie się tylko da druciane grzebienie, które swymi kolcami utrudniały ptakom siadanie na gzymsach. Nie na wiele to jednak pomagało. Za to wyglądało to dziwacznie, gdy na tych drutach gołębie starały się mimo wszystko przysiadać, stając niejako na palcach swych gołębich nóżek. Dłuższe druty mogłyby spowodować nadzianie się nań ptaka niczym na długie cieniutkie rożno. Krótsze przeszkadzałyby ptakom zdecydowanie mniej. Z czasem owe sterczące druty w wielu miejscach powyginały się pod ciężarem ptaków robiąc dla nich wygodniejsze niż dotychczas miejsca do przysiadania. Sukces był połowiczny. Trochę pomogło, trochę nie za bardzo. Ptakom jednak życie utrudniało.

Zmieniono zatem strategię. Cała przestrzeń przystanku została okryta drucianą siatką. Zakryto górne belki. Zakryto wszelkie zakamarki. Skończyła się gołębia sielanka. Gołębie się wyniosły. Swoją drogą ciekawe dokąd? Gdzie teraz się przeniosły? Komu zatruwają życie? Komu obsrywają parapety i chodniki? Bo przecież nie zniknęły sobie ot tak z dnia na dzień. Podobnie jak te z bloku naprzeciw mego okna, podobnie i te z przystanków tramwajowych nie mogąc już dalej się na nich gnieździć, przeniosły się gdzieś dalej, zasiedlając najpewniej okoliczne bloki. Problem jest nierozwiązywalny, bo niby co zrobić z niechcianymi gołębiami miejskimi? Można by je ewentualnie wyłapać. Tylko, co dalej z nimi począć? No i taka łapanka to bynajmniej sprawa prosta nie jest przecież. Przyroda sama dokona wkrótce ostrej selekcji. Nie wszystkie przetrwają. Słabsze, mniej uważne, mające pecha – wyginą. Inne dostosują się znalazłszy sobie nową przestrzeń życiową w tym opanowanym przez człowieka środowisku.

Najwytrwalsi

Nie wszystkie się jednak wyniosły. Niektóre pozostały. Pozostały pomimo wszystkich tych utrudnień i odcięcia od ich ulubionych miejscówek. Widać siła przyzwyczajenia nie pozwoliła im odlecieć. Być może pozostały najsilniejsze osobniki, które zdołały obronić te kilka miejsc, na których jeszcze daje się siadać. Albo najsłabsze, które gdzie indziej nie dałyby sobie rady. Pozostały korzystając z nielicznych miejsc siedzących. Nie ma tego już wiele. Ale i nie da się ich już skasować.

Po pierwsze gołębie siadają rządkiem na tramwajowych przewodach. Jeden obok drugiego. Ile tylko się da. Nie jest to jednak najwygodniejsze miejsce. Szczególnie, gdy na przystanek podjeżdża tramwaj. Wszystko się wtedy rusza, chwieje, drży, drga. Drugim miejscem, na którym siadają jest sama siatka. Nie, nie ta na suficie. Ale są miejsca, gdzie jest zaczepiona pionowo. Kiedyś gołębie wlatywały tam do swoich gniazd. Teraz pozostało przyzwyczajenie. Wlecieć się dalej nie da, ale zawisnąć nawet na dłuższą chwilę – a i owszem. Wygodnie nie jest zdecydowanie i koniec końców kończy się to zawsze odpadnięciem ptaka od drobnych oczek siatki. Są jeszcze kamery. O, zdecydowanie widać, że gołębie na nich obecnie przesiadują. Całe są uwalane fekaliami. Wyglądają naprawdę paskudnie. Są jeszcze wiaty przystankowe z ławeczkami wewnątrz. Na tym także da się przysiąść. A że dach jest metalowy, ot zwyczajna blacha, hałasu co niemiara jest przy tym, gdy gołębie po tej blasze chodzą stukając pazurkami i dziobami. Przy okazji można się ubrudzić odchodami, gdy któryś gołąb wystawi swój kuper znad krawędzi daszku.

Gołębi pozostało niewiele, ale te które pozostały, przystosowały się. Jak się nie ma tego, co się lubi, lubi się to, co się ma. Owszem, także i kiedyś zdarzało im się przysiadać na wspomnianych kamerach. Teraz jednak czynią to nagminnie. Owszem, i kiedyś przysiadywały od czasu do czasu na drutach. Właśnie: kluczowe wyrażenie – od czasu do czasu – obecnie czynią to nagminnie. Owszem, i kiedyś jakiś gołąb przysiadywał na blaszanym daszku wiaty. Rzadko jednak. Wolały siadać wyżej na betonowych grzędach, gdzie czuły się bezpieczniej. Teraz z braku innych możliwości zaakceptowały bardzo przecież już w tym momencie bliskie sąsiedztwo ludzi. Kiedyś mieszkający tutaj gołąb miał wybór, teraz mocno został mu on ograniczony. Gołębi jest mniej. Ale nadal są. Nadal wszystko obsrywają. I chyba tak łatwo nie oddadzą swego terytorium.

Ale oto i tramwaj. Wsiadam i jadę dalej.

Poznań, 2015.02.02
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

6 myśli na temat “Wilkiem do lasu XLV

  • 23 kwietnia 2015 o 19:37
    Permalink

    Znowu pięknie i wiosennie zarazem.
    Pozdrawiam serdecznie autora.

    Odpowiedz
  • 24 kwietnia 2015 o 15:52
    Permalink

    Alfred Hichckock “Ptaki”, horror dla administracji b.wielu miast i miasteczek i wyzeanie dla UNESCO , ktora glowi sie z nararajacym niepokojem od lat co zrobic z nadpopulaja golebi, ktors ludzi wogole sie nie nie boi !!! Te, jak je zlosliwie nazwano “latajace szczury” przynosza b.wielkich szkod, gdyz ich odchody nid tylko, ze wygladaja b.nieestetycznie ale zawiersja czynne kwasy chemiczne , ktore powoduja b .wielkie zniszczenia budowli uzytkowych i tak oplakiwanych zabytkow roznej masci np. w Wenecji to okrutna plaga , “topia” sie ksmienne ornamenty i cale czesci budynkow, w Barcelonie, w Paryzu i w Krakowie “rozplywa”sie od dzialaniem tych czynnych kwasow z odchodow golebich pomnik A.Mickiewicza, UNESCO. zwoluje na ten temat konferencje naukowe, jak uchronic zabyki kultury swiatowej przed taka “zasrana” zaglada ! Eutanazja zwierzat budzi sprzeciwy obrocow przyrody, przyznaje, ze nie wiem co. tym myslec !
    W Niemczech od niedawna jest probowany nowy, przez ornitologow wymyslony “naturalny” sposob eliminacji ilosciowej golebi, niestety nie znam fachowych szczegolow, ale wyglads to tak, ze np. miasto Wuerzburg ( b.duzo sakralnej.zabudowy zabytkowej, Miejska Residencja Palacowa, xmostow nad Menem it’d…) posluzylo jako “premiera” tej n

    Odpowiedz
    • 24 kwietnia 2015 o 18:02
      Permalink

      Zasadnicze pytanie, jakiego gatunku na kuli ziemskiej jest w nadmiarze?, dodam Gołąb to symbol pokoju. Jestem absolutną przeciwniczką drastycznych metod gdy chodzi o jakikolwiek gatunek, jestem zwolenniczką równowagi czyli złotego środka.

      Odpowiedz
  • 24 kwietnia 2015 o 16:12
    Permalink

    …c.d.
    ta nowa metoda eliminacji golebi., ktora wlasnie wyprobowuje miasto Wuerzburg polega na tym, ze chmare (?) golebi wabi sie specjanymi falami.i fruna one np.do Kolonii (ok.300-4000 km), a te z Kolonii do Wurzburga, podobno po takiej “przeprowadzce” golebie sie przestaja rozmnazac ! Jak by to sie w praktyce sprawdzilo, to zdaje sie jestem “za”…
    Pierwszym zaleceniem do stosowania dla wszystkich jest: nie dokarmianie tych ptakow, to beda one zyly z dala od czlowieka i miast, a naturze ulagaja naturalnej selekcji… wprost nie wiem co moglabym jeszcze wniesc do sprawy, a Pan temat tak delikatnie i wiosennie parafrazuje ..,.

    Odpowiedz
  • 24 kwietnia 2015 o 16:51
    Permalink

    Używając określenia ptasi móżdżek człowiek wykazuje lekceważenie w stosunku do ptaków. Ja natomiast mam okazję obserwować ptaki od wielu lat i twierdzę, że są to bardzo mądre stworzenia, choćby to, że udało im się przetrwać wśród drapieżników świadczy o mądrości. Żal tylko, że coraz mniej jest gatunków, które żyją zgodnie z naturą.

    Odpowiedz
    • 24 kwietnia 2015 o 18:23
      Permalink

      Tak, ptaki sa b.madre, ich sztuka latania /unoszenia sie w powieyrzu jest niedoscigla i nie zbadan, nauka nie wie co powoduje , ze ptaki tak swietnie i to bez GPS orientuja sie w terenie, zmieniajac lokum na zime i lato …i inne fenomeny !
      Golebie to jednak przypadek szczegolny, zostaly “zmanierowane” przez czlowieka i najprawdopodpbniej nie radza sobie same w naturze ! Np.w Wenecji tonami i to codziennie sa odzywiane bulkami, ciaszeczkami i bog wie czym jeszcze, te produkty sprzedaja ludzie, ktorzy mowia, ze bez tej sprzedazy turystom pokarmu dla golebi byli by bezrobotni …! I. robia to tonami dziennie. tonami , mowi sie , ze w Wenecji jest wiecej golebi niz mieszkancow i turystow razem wziawszy !!! Prosze sporzec na raporty i prace UNESCO !!!!Podobnie wszedzie na swiecie, e Krakowie z pomnikiem A.Mickiewicza jest wielki klopot, tak jest o”obsrywany”przez golebie, ze grozi mu “rozpuszczenie”…a dzieci i dorosli chodzs sobie, karmia.golebie i pizza i ciasten, robia sobie zdjacia z.golabkami a zarzad miasta wychodzi z siebie i staje obok i nic nie moze wskorac !
      Ludzie! Nie karmcie golebi ! To beda one w zdrowiu i spokoju zyly.sobie e naturze i ludzkosci sluzyly.jako symbol pokoju, innaczej ktos wymysli genetyczna zaglade dla golebi i wszyscy zapomna o ….pokoju na ziemi i go symbolizujacych golebi !!! One musza zyc na drzewach i lakach poza miastami a nie na glowie.i nosie Adama Mickiewicza lub na.gzymsach Opery La Fenice w Wenecji …
      “Wolnosc Tomku w swoim domku….”

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.