Kultura

Wilkiem do lasu XLI

Przeloty

Okolica Jeziora Maltańskiego jest niezwyczajna. Tę jej niezwyczajność, tę jej odmienność stanowią przeloty ptaków. Głownie jesienią i wiosną można na niebie zaobserwować mniejsze lub większe stada gęsi. W tym roku, przez wzgląd na dziwną, łagodna, wciąż nienadchodzącą zimę, te przeloty nie były takie liczne. Ba, kilka dni temu zaobserwowałem kilka stad, które dopiero teraz leciały na południe. Widocznie odłożyły swą wędrówkę i gdy temperatury jednak nieco spadły, ruszyły. A potem znów. tym razem zrobiło się ciepławo, ba słonecznie. Ale nade wszystko przestało wiać. i znów kilka stad. Małe, duże. Widywałem większe w zeszłym roku.

Jeszcze jesienią, jakoś tak jeśli dobrze mi się pamięta, na przełomie września i października (a może to było w babie lato? – nie pamiętam już dokładnie) będąc na spacerze w okolicach Malty, bliżej Nowego Zoo, posłyszałem głośny i jakżesz charakterystyczny zaśpiew żurawi. Całkiem spore stado kilkudziesięciu sztuk. Te leciały na zachód. A może nad jezioro? W każdym razie przez jakiś czas krążyły po okolicznym niebie.

Dostrzec Piękno III

2014.03.26 Poznań

ono jest obok
mijasz co dnia
w swym pędzie z pracy i do

jest i każdego dnia czeka
czeka aż ty
czekasz aż w końcu

dostrzec piękno
drobiazg radości
okruchy miłości

dostrzec piękno
sercu pozwolić kochać
żyć pełnią piersi

obudzić się ze snu
oczy otworzyć tak naprawdę
posłyszeć jak Bóg woła po imieniu

Adam Gabriel Grzelązka

Się rozkwiczały

Niedawno pojawiły się stada kwiczołów. Obserwuję je uważnie od minionego roku, a dopiero teraz posłyszałem od nich ten charakterystyczny kwik, od którego ich nazwa. Rzeczywiście jakby kwiczały. Głośno, wyraźnie, hałaśliwie. Tylko dlaczego nie poprzedniego roku? Dlaczego nie wiosną? Nigdy się tak nie zachowywały. A teraz proszę. Przyleciało spore stado i kwiczy na całą okolicę. Trudno je nie dostrzec. Trudno nie posłyszeć. Trudno nie zawiesić oka.

Dużo mniej spektakularny był przelot dzwońców i grubodziobów. Niemałe ich stadko pojawiło się na kilka dni w okolicy. Pojadło, odpoczęło i któregoś dnia już po nich żadnego śladu. Gdzie odleciały? Jak daleko? Nie wiem. Znam co prawda jedno miejsce nad Maltą, gdzie w minionym roku całą zimę dzwońców było zatrzęsienie, ale póki co z powodów pogodowych nie było jeszcze okazji się tam z dzieciaczkami na spacer wybrać. Może któregoś z najbliższych dni się to uda. Wszystko w rękach deszczu i wiatru. Nie popada, nie zawieje, to się wybierzem. Jeśli nie, trzeba poczekać. I rzeczywiście. Wybrałem się tam, gdzie spotykałem je minionej zimy. I nic. Ani jednego ptaka. Jedynie gawrony, wrony, kawki i sroki oraz mewy znad jeziora. Nawet kwiczołów nie ma, a były tam zeszłej zimy.

Do Parku Sołackiego zleciały się na zimowisko mewy. Licznie. Podobnież kaczki krzyżówki. Ponieważ jednak aż tak srogą ta zima nie jest, więc szału niema. Bywało, że kaczek tu po mrozie i śniegu bywało zatrzęsienie. Jedna na drugiej. Pełne ścieżki. Pełne tafle stawów.

Przelatywało tędy stado łabędzi. Dorosłą para z trójką swej młodzieży. Te jeszcze nie wybielone, brązowawe. Równie już wielkie jak rodzice. Wybiela się na wiosnę i opuszczą rodziców. Założą własne. Kto wie, któraś para może zawita tu na dłużej ponownie wiosną. Ponoć kiedyś łabędzie bywały w Sołackim przez cały rok. Teraz jedynie okazyjnie.

Krukowate

Przyleciały oczywiście gawrony, wrony i kawki. Jakiś czas temu widziałem nad blokami mego osiedla spore ich stado kołujące po okolicy. To jednak nic w porównania z naprawdę ogromnym gawronim stadem, jakie widziałem w sierpniu gdzieś na południowym wschodzie Polski patrząc od poznania, w trakcie przejazdu do Częstochowy. Tam było ich naprawdę wiele. To było ogromniaste stado. Staliśmy wówczas na parkingu pod Biedronką. Znajomi poszli na zakupy, ja pilnowałem naszego samochodu załadowanego po szczyt. I nagle się zaczęło. Z pobliskiego parku, z kasztanowców zaczęły podrywać się kolejne gawrony. I jeszcze. I jeszcze. Niebo w tamtym kierunku zrobiło się gęste od ptaków. Pociemniało.

Zębów ślady

Skoro już mowa o wędrówkach, co prawda mówiłem o ptasich wędrówkach, dwa słowa o pewnym ssaku. W ostatnim czasie nad Jeziorem Maltańskim daje się zauważyć liczne ślady zębów na porastających brzeg drzewach. Takie same ślady widać kilka kilometrów dalej, nad stawami sołackimi. Wszystko wskazuje na to, że rozprzestrzeniły się nam bobry. Chociaż te z Sołacza to pewnie inne zwierzaki, bo raczej częściowo skanalizowaną Bogdanką się tu nie dostały. Raczej już spłynęły z okolic Strzeszynka. Kiedyś występowały nad Stawem Olszak, dokąd się zapuszczały znacząc trasę swej wędrówki powalonymi drzewami. A zwłaszcza nad Stawem Browarnym, gdzie się gnieździły. Nie miałem okazji dawno tam być, wiec nie wiem, czy tam ktoś w jakiś sposób nie naruszył ich terytorium.

W jednym z tych stawów (na Olszaku) spuszczono niedawno na zimę całkowicie wodę. Zostało osuszone i oczyszczone. Pozostał jedynie strumień biegnący dnem. Może to to spowodowało migrację. Obniżony poziom wody nad Cybinką. Tak czy siak niektóre drzewa w okolicy Malty i w Sołackim Parku zostały obgryzione dookoła z kory. Niektóre nawet ścięte. Ciekawe, czy przeniosły się tu znad Rusałki i Strzeszyna. Czy tam też podgryzają nadbrzeżne drzewa. Może pogoda się poprawi i znajdę czas, aby się tam zapuścić pieszo lub rowerem. Wydaje się to naturalnym kierunkiem ich rozprzestrzeniania. Jedno jest pewne: woda jest na tyle czysta, że dają radę w niej żyć te piękne ssaki. Najgorzej wychodzą na tym drzewa, którym w miejskim środowisku dużo trudniej jest się jednak odrodzić. A bóbr musi gryźć. Musi sobie na czymś zęby stępiać. Taka już jego bobrza natura.

Poznań, 2015.01.17
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 komentarze

  1. jaszczurka3

    Piękne i prawdziwe oraz optymistyczne.

    Pozdrawiam autora serdecznie.

    Dzięki Pana poezji radośnie rozpoczynam słoneczną niedzielę.
    Dziękuję.

  2. wieczorynka

    Wypowiem się na temat kwiczołów, w pobliżu jeszcze tych ptaków nie widzę ale to dlatego, że u mnie wiosna zaczyna się później. Kwiczoły pojawiają się, robią jakiś odpoczynek w pobliżu mego domu i na gniazdowanie odlatują dalej. Ja w tym czasie trzymam wszystkie koty zamknięte w chałupie obawiając się o życie kwiczołów, trwa to kilka dni i kwiczoły odlatują. Natomiast skutki działalności bobrów oglądam nad rzeką Pasłęką, będąc u znajomego. Miło jest obserwować przyrodę.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.