Kultura

Wilkiem do lasu LV

Fort Ia w Poznaniu-7 wnętrze autor Koefbac – Praca wł. 2009-07-13. Lic. PD na podst. Wikimedia Commons

Wędrując korytarzem

Skoro już tu jestem, postanowiłem nieco się przejść i zobaczyć dokąd mnie to doprowadzi owa zadaszona fosa i co też tam interesującego znajdę. O ile idąc po dachu górą zdecydowanie nie czułem się pewnie, o tyle idąc dołem widziałem, że nie jest tu najgorzej i przy odrobinie ostrożności nie powinno mi nic grozić. Ostrożność to podstawa przy odwiedzaniu takich miejsc.

Swoją drogą zacząłem żałować, że nie zabrałem jednak ze sobą statywu. Mimo słońca na zewnątrz, tu w środku, w korytarzu światła jest niewiele. A są i miejsca, w których nie ma go wcale. Co prawda to dodatkowe kilogramy, ale w tym półmroku byłby niezastąpiony. Tymczasem musiałem ratować się pełnym zakresem ISO mego aparatu. Tylko tak dało się pewne zdjęcia w ogóle zrobić.

Na początek wybrałem krótsze jak mi się słusznie wydawało ramię tej zadaszonej fosy. W końcu od pobliskich zakładów dzieliło mnie ledwo kilkadziesiąt metrów, więc za daleko tędy zapewne nie dojdę. Tunel, czy może utworzona na skutek zadaszenia hala wychodziła na niewielki jakby dziedziniec. Dalej tunel zakręcał i nikł w głębokim półmroku. Moja rachityczna latarenka niespecjalnie sobie radziła z panującą tutaj miejscami ciemnością. Wzrok na szczęście szybko się oswoił z niedoborem światła i w mroku począłem dostrzegać wystarczająco wiele szczegółów, aby móc się względnie bezpiecznie zapuszczać dalej. A ciekawiło mnie coraz bardziej, co też tam dalej być może…

Łuk przechodził w kolejną halę. Ta znów wychodziła na coś w rodzaju dziedzińca. Nie było jednak tym razem wolnego dostępu od góry, gdyż nad całością rozpostarto metalową siatkę, która zatrzymywała uschłe gałęzie i opadające liście zalegające teraz w kilku naturalnie tworzonych stosikach. I znów hala, kolejna. Zwieńczona wielkimi metalowymi wrotami. Naprawdę wielkimi. I zamkniętymi na amen. Tędy dalej już nie pójdę.

Spacer I

2011-06-03
Poznań

o wędrówki cel nie pytaj
pytania niechaj
zamilkną na twych ustach

pytać chcesz bowiem
o tajemnicę
której nawet ja
ni znam
ni rozumiem

Adam Gabriel Grzelązka

No to w drugą stronę…

Zawróciłem do miejsca startu. Dalsza wędrówka wiodła mnie w przeciwnym kierunku. Zawróciłem najpierw do punktu wyjścia, z którego to zacząłem zwiedzanie tych hal. Przy okazji dostrzegałem coraz więcej szczegółów. Mimo ciemności oczy już przywykły i teraz dostrzegałem znacznie więcej szczegółów.

Wyruszyłem przed siebie w głąb hali. Bynajmniej nie szedłem do końca po linie prostej. Raczej zygzakiem. Hala, od której zaczynałem co prawda kończyła się ślepą ścianą, ale bocznym przejściem wchodziło się w kolejny bardzo długaśny korytarz. Ten znów kończył się ścianą i pozwalał skręcić w bok.

Jedna ze ścian tej zadaszonej fosy tu i ówdzie zawierała wejścia do bocznych korytarzy. Niektóre były zakratowane. Jedno miejsce nadawało się do odwiedzenia. Zapuściłem się niewielki kawałeczek do wnętrza. Brak dobrej latarki niestety uniemożliwił mi dokładniejsze spenetrowanie tych miejsc. Te korytarze biegły wzdłuż ściany fosy. Dostępu broniły solidne metalowe odrzwia, tu i ówdzie jeszcze istniejące. Widok na fosę zapewniały liczne otwory strzelnicze. Brak solidnego światła nie sprzyjał eksploracji tej części fortu. Wycofałem się na powrót do hali.

Powrót na powierzchnię

Przybudówek (tak to nazwijmy umownie), przez które się tutaj zagłębiłem, napotkałem jeszcze kilka. Korzystając z ostatniej wyszedłem ponownie na powierzchnię. Jak się okazało obszedłem cały łuk fosy i dotarłem do przeciwległego krańca fortu, a zatem powróciłem niemal do punktu wyjścia. Do miejsca, gdzie jest wjazd na teren fortu. W każdym razie w jego pobliże, dzięki czemu ominęła mnie mozolna wędrówka przez las dookoła. Znów przyszło mi wspinać się na kolejną skarpę. Znów zmuszony byłem przejść ostrożnie przez jakichś dach. Szczęściem, że częściowe ogrodzenie w tym miejscu już nie istniało. Inaczej musiałbym albo się przez nie przedzierać górą, co nie zapowiadało się ani ciekawie, ani łatwo, albo poszukać jakiegoś odległego obejścia. Wkrótce znalazłem się na drodze biegnącej w pobliżu fortu. To ta sama droga, którą szedłem, aby obejrzeć dalszą okolicę.

Zawróciłem w stronę głównego wejścia do fortu. Już zza ogrodzenia, od zewnątrz z kilku miejsc wykonałem jeszcze kilka dodatkowych ujęć. Dookoła cisza i pustka. Przed bramą pusta zaniedbana psia buda. Bez psa. Możliwe, że psy biegają luzem po terenie fortu po zamknięciu bramy. O ich istnieniu ostrzega kilka tabliczek w różnych miejscach. Może to właśnie je słyszałem tam w środku. Na szczęście żadnego nie spotkałem, bo mogłoby to być bardzo nieciekawe spotkanie. Niemniej, gdy tak patrzę przez bramę, żadnego psa jednak nie widzę. Ani nikogo. Pusto, wszystko pozamykane. Tuż obok wjazdu stoi stacja transformatorowa oraz jakiś opuszczony budynek, Coś jakby dawna portiernia? Budyneczek cały, dokładnie zamknięty. Z niewielką werandą. W tej kilka stłuczonych szyb. Inne nadal całe.

Miejsce ciekawe. Dość niebezpieczne na pewnych odcinkach. Może uda mi się tu wrócić i z kimś dogadać w sprawie legalnej eksploracji terenu. Wydaje się to całkiem możliwe. Przydałoby się też zdecydowanie czyjeś towarzystwo. Będzie trzeba zdecydowanie zabrać statyw i lampę błyskową. Mam takową, ale słabą, zatem warto by było jakąś wypożyczyć. Nie obejdzie się też bez porządnego dodatkowego oświetlenia osobistego, latarki ręcznej lub solidnej czołówki. Słowem, miejsce do dalszego zwiedzania po odpowiednim przygotowaniu i doposażeniu. Gdy już zna się teren, choćby pobieżnie jak ja teraz, wiadomo już na co uważać i z czym trzeba się liczyć. Gdzie da się przejść, a gdzie zdecydowanie należy się wycofać nawet nie podejmując prób wejścia. Ryzyko owszem, ale nie brawura. No i ważne, aby dopisała słoneczna pogoda, bo tylko wówczas można liczyć na piękne klimatyczne zdjęcia.

Poznań, 2015.02.16
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. O co autorowi chodzi ?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.