Kultura

Wilkiem do lasu LIX

Fort 6a Poznań 3 by Rzuwig – Own work. Lic. under PD via Wikimedia Commons

Fort VIa

Ten fort leży blisko mnie. Kilka przystanków autobusem, albo kilkanaście minut rowerem. Pieszo będzie nie więcej niż 30-40 minut spokojnym spacerem. Zaledwie. Tak blisko, a nigdy tu jeszcze nie byłem. Nic dziwnego. Okolica ciut niedostępna, na pierwszy rzut oka nieprzyjazna, nieciekawa, tajemnicza, zapuszczona, zarośnięta, zapomniana. Nieco jakby za miastem, na jego uboczu, mimo, że wciąż jeszcze w mieście. Na uboczu, na skraju, na odludziu. W pobliżu przebiega linia kolejowa. Z lewej rozciągają się lasy okalające Rusałkę. Pomiędzy ciągnie się asfaltowa droga. Z prawej na horyzoncie osiedle, a wcześniej nic tylko łąka. Duża, przestronna, pusta, bezludna. I kolejny asfalt. Nieco wcześniej szkoła, jakieś technikum rolnicze. Kilka zabudowań. Ot, takie miejsce niczyje i nigdzie. Niewielu tu dociera. Może jedynie ci, co szukają tu skrytego w tym lasku fortu.

A może już nikt

2014.07.07
Gorzkie Pole

nie ma odwagi
mówić wprost
wypowiadać prawdy serca i rozumu

a może już nikt
co prawą jest a co nie
od kłamstwa nie odróżnia
i nikt już nie jest
w obronie stanąć

a może już nikt
odwagi nie ma przemówić
więc kłamią wszyscy prosto w twarz
lub kłamać nie chcąc
milczą przed światem

a może już nikt
nie znajduje w sobie słów
by czarne czarnym
i zło złem po imieniu zwać

a może już nikt
nie umie nadziei światu dać
samemu mając serce obumarłe

zostałeś tylko ty
być może już tylko ty
zupełnie sam
ty i twoje słowa

możesz milczeć
możesz też przemówić
świadectwo światu dać
prawdę nazwać o imieniu
nie ukrywać jak rzecz ma naprawdę się

Adam Gabriel Grzelązka

Poranek

Sobotnie przedpołudnie. Pora dość wczesna. Słonecznie. Ciut jeszcze jest chłodno, ale wkrótce zrobi się ciepło. Później nawet będzie bardzo ciepło. Nieomal gorąco. Wyruszam z pełnym plecakiem. Czeka mnie całodzienna wyprawa. W zamiarze mam dwie lokacje do obejrzenia i obfotografowania. Jedną z nich jest właśnie ów pobliski Fort VIa. Jeszcze kilkaset metrów. Dwa ostre zakręty. Kończy się chodnik. Dalej muszę asfaltem. Napotykam niepozorną dróżkę wiodącą w zagajnik. Zwykła żużlowa droga. Oddalam się nią od szosy. Zagłębiam się z każdym krokiem coraz bardziej między drzewa i krzewy.

Nic nie wskazuje na to, żeby tu był gdzieś fort. Jest dobrze ukryty, jak zresztą one wszystkie. Póki co otacza mnie poza drzewami i krzewami jedynie poranny śpiew ptaków. Ruch na drodze niewielki, nie zakłóca porannej ciszy. Okolica nie wygląda na mocno uczęszczaną. Z drugiej strony droga rysuje się dość wyraźnie. Obie te drogi, ta którą tu dotarłem, i ta, która prześwituje przez krzewy i drzewa biorą cały ten obszar w klin, którego podstawą jest linia kolejowa gdzieś tam daleko za moimi plecami. Czasem jakieś podrzędne ścieżki biegną to tu, to tam. Nie zbaczam w nie, nie penetruję tych nieznanych ścieżynek. Idę i idę. I ciągle nic. Zaczynam się powoli niepokoić, czy aby idę w dobrym kierunku. Czy aby coś tu jeszcze zastanę. I czy aby przypadkiem nie powinienem w zupełnie inną kierować się stronę.

Przeczucie mi jednak mówi, że jestem już blisko. Jeszcze kilka kroków i oto moim oczom ukazują się ruiny. Niestety ten fort nie zachował się najlepiej. Ponoć został wysadzony podczas wojny. Dużo tu potężnych bloków ceglanych i betonowych, będących kiedyś częścią mieszczących się tutaj zabudowań fortecznych. Siła wybuchu, niezwykle potężna porozrzucała te ogromne ułomki niby-skalne tu i ówdzie.

Garść ruin

Zachował się natomiast kształt samej fosy. Kształt, bo ona sama pewnie leży pod nogami, zasypana metrowej albo i grubszej wielkości warstwą ziemi. Idę nią w prawo. Dawną fosą. Śladów, że jestem na terenie fortu nie ma tu aż tak dużo. Niemniej ukształtowanie terenu jest dość charakterystyczne. W kilku miejscach natrafiam na potężne kraty zabezpieczające wejścia do jakichś obecnie niedostępnych tuneli. Tam wewnątrz tych ostałych się fragmentów egzystują sobie stada nietoperzy. Napotkać je można na większości, jeśli nie na wszystkich fortach. Krata zapewnia im ciszę, spokój i bezpieczeństwo. Poza tym same korytarze jakoś bardzo bezpiecznymi nie są i lepiej, aby nikt tam się pochopnie nie zapuszczał. Obszedłszy fort dołem wspinam się na górę. Zaczyna się męcząca długa podróż w dół i w górę. Ciągłe wspinanie się po stromych pagórkach i schodzenie śliskimi ścieżynkami wkrótce da mi się we znaki.

To miejsce składa się głównie ze szczątków. Tu i ówdzie fragmenty odsłoniętych murów. Coś, co kiedyś było korytarzem albo jakąś halą, obecnie jest odsłonięte i istnieje jedynie w części. Inna część fosy stanowi głęboki wąwóz. Na dole lśni się nieco wody. Zasługa lekkiej, bezśnieżnej zimy i suchej wiosny.

Bywalcy

Dookoła pustka. Cisza. Śpiew ptaków. Bywają tu jednak ludzie. W jednej z grot utworzonych po wysadzeniu jakiejś wewnętrznej hali zamieszkał jakiś bezdomny. Nie ma go tam jednak teraz. W innym miejscu typowy obrazek dla tej części fortów, które przetrwały w częściach: mocno okopcone mury. Wręcz czarne od grubo osadzonej na nich sadzy. Spory kopiec popiołu i szczątków spalonej izolacji z kabli. Praca wre tutaj od dawna.

Obejrzeć można kilka fragmentów odsłoniętych korytarzy, kilka pomieszczeń. Troch ocalałego muru widocznego tu i ówdzie. No i owe wspomniane już olbrzymie ułomki skalne. Tu i ówdzie nieco śmieci. Nie za wiele na jak na opuszczony fort. Nie trafia tu pewnie zbyt wielu śmiałków. Z jednej strony miejsce jest mocno na uboczu. Z drugiej nie ma tu w sumie za wiele do zwiedzania czy oglądania. Ocalało niewiele. Część fortu została jakiś czas temu zasypana ziemią.

Stan fortu jest bardzo zły. Ocalało niewiele z jego dawnego blasku. Miejscami trzeba zachować daleko posuniętą ostrożność. Można wdepnąć w jakąś dziurę. Tu i ówdzie, niezbyt często, ziemia się obsunęła, ziemia zapadła się do wnętrza. Poza tymi kilkoma zapadliskami nie jest tutaj niebezpiecznie. Zawsze oczywiście można się potknąć o jakieś korzenie albo ześlizgnąć z któregoś z ułomków wysadzonego fortu czy stromej skarpy.

Kilkanaście lat temu teren tego fortu został częściowo zasypany ziemią. Zasypano w ten sposób część korytarzy i murów, także fosę. Obecnie cały ten obszar porośnięty jest drzewami i krzewami. Cokolwiek zachowało się tutaj z wyposażenia, zniknęło dawno temu. Podobnie wszystkie elementy metalowe. Dawno temu wylądowało już na złomowisku. Taki jest niestety los wszystkich fortów i schronów. W niewielu miejscach zachowało się to, co było integralną częścią tych budowli: drzwi, zsuwy, haki itp.

Poznań, 2015.05.02
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 komentarze

  1. Napisałem pod artykułem “Nadal nikt nie chce umierać za Gdańsk, nawet Niemcy…” pean na cześć Krakauera, za ukazanie istoty naszej polityki – jako uprawiania MAGII i to było szyderstwo z głupot naszych elit.

    Tu z kolei występuje jakże POTRZEBNA MAGIA POEZJI.

    Pan Poeta opisuje realne zjawiska i realny świat, który nas otacza.

    Robi to jednak w sposób MAGICZNY, nadając opisywanym sprawom INNY WYMIAR.

    I to jest na miejscu, bo nadaje naszemu życiu inny poziom odniesienia i świeży ODDECH.

    Gratuluję Autorowi i serdecznie pozdrawiam.

    • No wlasnie, w tej magii opisu zjawisk niby realnych prezentowany jest ich inny wymiar, pozwala na inny punkt odniesienia , takze nasze miejsce w tych swiecie, bo ono jest tez w jakis sposo “magiczne”, nie wiemy po co my tu jestesmy i po co swiat analizujemy ….to tajemnica, ktora probuje autor nam tu odslonic ……gratulacje dla autora poezji i dla @inizjatora, ktory niezwykle trafna egzegeza dal pelny wyraz tej lirycznej prezentacji naszej codziennosci…..

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.