Kultura

Wilkiem do lasu LIV

Fort Va, Poznan (19) autor MOs810 Praca wł. Lic CC BY-SA 4.0 na pods. Wikimedia Commons

Skarpa

Pozostaje wdrapać się na skarpę. Zadanie nie należy do specjalnie trudnych. Teren owszem wznosi się, ale da się skorzystać z pomocy rosnących drzew i uniknąć zjechania na śliskim miękkim podłożu. Trochę się muszę przedzierać, bo nie widzę tu żadnych ścieżek. Nikt tędy najwyraźniej nie chodzi. Powoli, ostrożnie, bo ślisko i łatwo się obsunąć, upaść, wdrapuję się na szczyt skarpy.

Po prawej przez zadrzewienie przebija się wspomniany teren przemysłowy. To tam prowadziło nieistniejące już torowisko. Za to przede mną, gdy już wspiąłem się na skarpę, ukazuje się znów płaski teren. Niezwyczajnie płaski. Trochę zasypany liśćmi, trochę obrośnięty mchem. Zasypany naniesioną ziemią. Tu i ówdzie jakaś kępa trawy, jakieś uschnięte byliny. Dziwnie to wygląda. Szybko okazuje się, że jest to zadaszenie skrytej pod nim fosy. Gdzieniegdzie widać liczne kwadratowe otwory. Bardzo niebezpieczne miejsce i zdecydowanie odradzam wyprawę w tę okolicę nie tylko w pojedynkę, ale i w towarzystwie. Ze wszystkich odwiedzonych przeze mnie dotychczas fortów ten jest jak dotąd najmniej bezpieczny. Można na tym dachu łatwo wpaść w jakąś dziurę. Dobrze, że nie ma ukrywającego te niebezpieczne miejsca grubego śniegu. Poza tym nie powinno się tu zapuszczać bez wiedzy właścicieli czy też administratorów obiektu.

Ja tymczasem jestem tu nielegalnie. Owszem, próbowałem wejścia od frontu. Fort jest częściowo użytkowany. Są tu jakieś firmy, jakiś serwis opon itd. Napotkany przeze mnie człowiek poinformował mnie, że niestety wkrótce bramy zostaną zamknięte i nie ma możliwości obejścia terenu i porobienia zdjęć. Szkoda. Prawdę powiedziawszy nie zamierzałem wchodzić na teren fortu jakoś specjalnie bez tego zezwolenia, które całkiem prawdopodobnie dałoby się uzyskać. Ot wybrałem się na przechadzkę po okolicy. Chciałem zrobić rekonesans, aby lepiej poznać okolicę i powrócić tu w przyszłości. Tymczasem znalazłem wejście… A skoro już znalazłem i skoro teren jest całkowicie niestety nieogrodzony od tej strony, zaryzykowałem bliższe poznanie czekających mnie tu tajemnic.

Wnętrze fosy

Przeszedłem się kawałek po tym zadaszeniu. Początkowo sądziłem, że jest to fragment rampy podjazdowej, jaką widziałem w innych fortach. Może to jakaś droga zaczynająca się kiedyś na terenie tego zakładu nieopodal i biegnąca między nasypami gdzieś tam w głąb do jakiegoś wejścia. Dopiero potem nabrałem przekonania, że to, po czym idę nie jest bynajmniej solidnym wielocentymetrowym betonem i że nie jest tu wcale aż tak bezpiecznie. Przyznam, gdy tylko to sobie uświadomiłem, serce zamarło mi na ramieniu. A nóż coś się pode mną zapadnie… Nie jestem przecież jakimś tam lekkim kawałkiem ptasiego puchu i swoje ważę. Szczęściem nie zapadło się nic pode mną. Zamiast jednak się wycofać postanowiłem brnąć naprzód i poszukać innego zejścia. Zamiast jednak iść środkiem, poszedłem dalej krawędzią. Nie był to chyba najlepszy wybór, bo o ile dach mimo wszystko wyglądał solidnie, to krawędź już mniej. Kruszące się cegły wystającego z ziemi muru zdecydowanie nie wzbudzały mego zaufania. Na dodatek szło się dziwnie. Przyczyną tego była gruba, uginająca się lekko pod stopami warstwa zbutwiałych liści. Mocno nieprzyjemne uczucie, gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że pod nim jest kilkumetrowa fosa.

Jak to bywa z ciekawością wyostrzoną ryzykiem, szedłem dalej powoli stawiając krok za krokiem i uważnie badając grunt pod nogami. Po kilkudziesięciu krokach dotarłem do jakiegoś wejścia. Znalazłem coś na kształt przybuduweczki, do której bez problemu dało się wejść przez wyrwane dawno temu z futryną okno. Wnętrze fotograficznie ciekawe dzięki grze światłocieni. Słoneczna pogoda zdecydowanie mi dzisiaj sprzyjała. Zagłębiłem się, aby zrobić kilka ujęć z głębi. Znalazłem wejście do tej zadaszonej fosy. Ot szeroki na kilka metrów i równie wysoki korytarz. Wszedłem.

Pusto. Zupełnie nic. Zupełnie nikogo. Po prawdzie co do tego ostatniego to całkowitej pewności jednak nie mam. Kilkakroć bowiem dochodziły mnie jakieś odgłosy, jakby ktoś gdzieś chodził. Może to ktoś z pracowników jeszcze gdzieś marudził. A może w innej części fortu jacyś inni nieproszeni goście… A może to jakieś zwierzaki? Chociaż nie, to raczej przypominało niekiedy szuranie czyichś butów. Dochodził do mnie jednak tylko dźwięk. Nikogo nie spotkałem. Byłem tu zupełnie sam na sam z tymi odgłosami, jakie mnie od czasu do czasu w niektórych miejscach dochodziły.

Jest tam kto?

2015.02.23
rok Poznań

słyszę twe kroki
lecz ciebie nie widzę
a półmrok dookoła
i mrok wyłania się to tu to tam

słyszę twe kroki
gdzieś tam w oddali
idziesz ty
gdzieś tam w oddali jesteś
lecz nie ma cię tu
lecz ja nie widzę cię

słyszę twe kroki
dochodzi mnie ich dźwięk
przez szpary w tym grubym murze
nie zagłusza go panujący tu cień
nie zagłusza panująca cisza

oddalam się
lub oddalasz się ty
milknie twych butów głos

hej jest tam kto
jest tu jeszcze ktoś
poza samotnym mną

Adam Gabriel Grzelązka

Na dnie fosy tu i ówdzie jakieś śmieci. Na ścianach nieco graffiti, Nic ciekawego. Ot zwyczajne napisy i bohomazy. Najciekawszą znalezioną przeze mnie rzeczą była klawiatura starego Commodore. I jeszcze ruszt od grilla. Taki niewielki. Samego grilla nigdzie nie uświadczyłem.

Poznań, 2015.02.16
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. Ciekawy tekst, przeczytałam z zainteresowaniem. Nawiążę do własnych wspomnień, ileś lat temu aby móc zwiedzić teren musiałam przejść przez zmurszały drewniany most tak około 15 metrów, na szczęście ważę niewiele jednak każda kolejna kładka była coraz bardziej zmurszała a ileś tam metrów w dole strumyk i przede wszystkim kamienie, lubię takie przygody gdyż z czasem jest co wspominać.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.